Między erudycją a zabobonem – „Wieczory badeńskie” Józefa Maksymiliana Ossolińskiego
DE EN PL
Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Pasaż Wiedzy

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Między erudycją a zabobonem – „Wieczory badeńskie” Józefa Maksymiliana Ossolińskiego Paweł Pluta
Portret Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, rycina Walentego Śliwickiego, miedzy 1820 a 1830; Biblioteka Narodowa

Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach Józefa Maksymiliana Ossolińskiego są dla współczesnego nam czytelnika dziełem nieznanym. Natomiast badacz literatury zwykle pamięta o istnieniu tego utworu, lecz nie poświęca mu większej uwagi, stąd też wiedza o genezie Wieczorów badeńskich i ich recepcji jest elementarna lub pobieżna. Próbę przypomnienia utworu Ossolińskiego poczyniły ostatnio Katarzyna Puzio[1] oraz Danuta Kowalewska[2]. Ich ustalenia uświadamiają jednak, że twórczość fabularna założyciela Ossolineum, aby mogła zostać dobrze odczytana i zinterpretowana, wymaga dokładnej znajomości. Wieczory badeńskie są dziełem, które nie doczekało się nowoczesnej edycji – dotychczasowe publikacje książkowe z lat 1852 (Kraków) oraz 1970 (Warszawa) zawierają edytorskie nieprawidłowości mogące wprowadzić w błąd interpretatora, tym bardziej, że utwór zawiera liczne nawiązania czy aluzje literackie. O ile brak współczesnego wydania tekstu można w jakimś stopniu wypełnić, sięgając do znanych nam wersji rękopiśmiennych dzieła, o tyle erudycyjność utworu czy jego intertekstualny charakter przysparzają znacznie większego kłopotu, gdyż wymagają od badacza dużego wysiłku deszyfrującego powiązania, jakie łączą Wieczory badeńskie z tekstami innych pisarzy.

Na erudycyjność Wieczorów badeńskich zwracali uwagę niemal wszyscy badacze zajmujący się tym utworem. I tak w artykule, który ukazał się w 1850 r. w dodatku do „Czasu”, anonimowy krytyk pisał, że dzieło Ossolińskiego rodzi skojarzenia z twórczością Giovanniego Boccaccia, Charlesa Perraulta, Ernsta Theodora Amadeusa Hoffmana, Alain-René Lesage’a, Jana Długosza czy Jana Bohomolca[3]. Bronisław Gubrynowicz również widział związki, jakie zachodzą między Wieczorami badeńskimi a twórczością konkretnych pisarzy polskich i europejskich, ale postrzegał intertekstualność utworu znacznie szerzej i łączył ją z usposobieniem badawczym Ossolińskiego:

Rozczytanie się w dziełach Pliniusza, dalej w traktatach średniowiecznych, poznanie rozmaitych gadek i opowieści pełnych przesądów, zachowanych w rękopiśmiennych miscellaneach, podtrzymywało to zainteresowanie szperacza, poszukującego ciągle nowości; wreszcie w genezie Wieczorów rolę ważną odegrał wpływ francuskiej literatury romansowej z Lesage’m i d’Argens’em na czele. Różnorodne więc czynniki, nieskoordynowane, zwalczające się nawzajem, stworzyły dzieło, którego charakter trudno określić: raz erudyt bierze w nim przewagę nad literatem, to znów moralizator domaga się głosu – a zawsze artyzm pada ofiarą[4].

Katarzyna Puzio z kolei nie tylko wymieniła kolejne nazwiska twórców, których teksty mogły stanowić inspirację do powstania Wieczorów badeńskich, lecz również postawiła pytanie o rolę i funkcję tych zależności, starając się jednocześnie wyjaśnić ten problem:

Istotną kwestią wydaje się nawiązywanie w Wieczorach do dzieł wspomnianego już Lesage’a, Krasickiego, Tassa, Ariosta, Fieldinga i wielu innych, nieidentyfikowanych przez autora w przypisach do poszczególnych opowiadań. Czy można uznać to zjawisko, jak czynił to Gubrynowicz, a za nim Małachowski, wyłącznie za przejaw wtórności utworu Ossolińskiego? Czy nie jest raczej przejawem dialogu z tradycją literacką, manifestacją intertekstualności Wieczorów? Dialog ten nie ogranicza się do bezpośrednich okazjonalnych nawiązań do pewnych tekstów czy – jak w opowiadaniu Czarownica – przedstawienia rzekomo niepublikowanego fragmentu Pana Podstolego. Polega na przetwarzaniu, najczęściej parodystycznym, zapożyczanych wątków, dyskusji z ideami, postaciami powieściowymi i poetyką gatunków[5].

Za jeden z przejawów intertekstualności Wieczorów badeńskich uznaje Puzio relacje, jakie łączą utwór z Diabłem kulawym Alaina-René Lesage’a. Rzeczywiście dzieło francuskiego pisarza wydaje się być ważne dla zrozumienia prozy Ossolińskiego, zostało bowiem przywołane we Wstępie do Wieczorów badeńskich. Tytułowy bohater Diabła kulawego jest źródłem natchnienia dla narratora (jego wezwanie do muz zamieszkujących Parnas nie przyniosło bowiem oczekiwanego rezultatu) – Asmodeusz, znany z zaglądania do wnętrz madryckich budowli i przedstawiania historii przebywających w nich ludzi, ma pomóc w snuciu opowieści o strachach i upiorach[6].

Warto zauważyć, że utwór Lesage’a jest jedynym dziełem literackim wspomnianym przez Ossolińskiego we Wstępie, a zatem wyznaczył mu autor rolę wyjątkową – wskazał bowiem, iż to właśnie ten tekst stanowił wzór dla powstających Wieczorów badeńskich. Autorska sugestia nie umknęła uwadze badaczy, co więcej starali się oni opisać istotę tej zależności. W cytowanym już artykule z dodatku do „Czasu” anonimowy krytyk dostrzegał formalno-konstrukcyjne związki między omawianymi dziełami:

Wezwanie to [do Asmodeusza], charakteryzuje rodzaj kompozycji Ossolińskiego: ta sama śmiałość i pewność rysów, ta znajomość ludzi, ten prosty rozsądek giermka Donkichotowego, który w proch rozsadza wymarzone sentymenta, i dziwolągi fantazyi sprowadza do ich właściwej wartości, a który znowu przez usta Gil-Blasa i Djabła kulawego zdziera maskę hipokryzji, i blichtyr, któremi się tak sztucznie spółeczność powłóczy[7].

Tym samym tropem interpretacyjnym podążyła Puzio i odnotowała następujące miejsca wspólne obu utworów: rolę narratora jako wiarygodnego świadka prezentowanych wydarzeń, satyryczny charakter opowiadanych historii oraz ich konstrukcję, budowaną przerywanym tokiem narracji czy podziałem niektórych opowieści na dwie części[8].

Kwestia satyrycznego charakteru obu dzieł wydaje się oczywista. Ossoliński podobnie jak Lesage w Diable kulawym prezentuje szeroką galerię postaci, ukazuje ich profesje, cechy osobowościowe czy sposób postrzegania świata. Zasadniczym jednak celem prezentowanych przez Ossolińskiego historii jest wyśmianie ludzkiej wiary w zabobon, polegające na racjonalizacji przekonania o istnieniu diabła i jego ingerencji w życie poszczególnych osób. Lesage przedmiotem kpiny czyni – najogólniej mówiąc – moralność i obyczajowość społeczeństwa, a więc ostrze satyry skierowane jest przeciwko m.in. zadufaniu, obłudzie, zdradzie, kumoterstwu, gnuśności czy kłamstwu[9]. Niemniej oba utwory łączy pierwiastek moralizatorski, ważny aspekt oświeceniowego programu naprawy panujących stosunków międzyludzkich. Inaczej, czyli z dużą ostrożnością, trzeba potraktować związki formalne, opisane przez Puzio. Jej sugestię dotyczącą konstruowania narracji opowieści wzorem Diabła kulawego należałoby poddać gruntownej analizie, gdyż intertekstualny charakter utworu może wprowadzać kolejne powiązania. Zagadnienie to jest złożone i wymaga osobnego omówienia. Równie skomplikowana jest zależność treściowa Wieczorów badeńskich od innych dzieł literackich. Wyjaśnienie tego problemu wydaje się także istotne, ale z innego powodu – pozwoli bowiem odpowiedzieć na pytanie o autorstwo opowiadanych historii oraz realizacje zamierzeń, jakie postawił przed utworem Ossoliński. W przedmowie skierowanej do czytelnika pisał o drugiej z wymienionych kwestii następująco:

Choćbym i tylko ten skutek sprawił, że mamki przestaną topielcami niemowlęta straszyć, że chłopiec przed bobem nie zadrży, że ktoś za egzorcyzm złotówki nie wydrwi, że się jednego diabła nie ulęknie w nocy rycerz, który w dzień tysiące Kałmuków gotów płoszyć: dokażę więcej, jak nasz Bohomolec swoim Prognostykiem komet i Diabłem w swojej postaci. – Uczył on, i trudno zaprzeczyć, że mądrze; jednak od jego kul potrafiły się błędy uchronić. Azali nie uda się ich wypłoszyć grzechotką?… Nil desperandum[10].

Powrócę do argumentacji Puzio, zawartej w przytoczonym wcześniej cytacie. Jej zdaniem mamy w utworze Ossolińskiego do czynienia z co najmniej dwoma sposobami odwołań do literatury polskiej i europejskiej: bezpośrednim, które jest okazjonalne, a więc posługuje się nim autor sporadycznie, oraz pośrednim, występującym częściej, którego celem są różnego rodzaju twórcze modyfikacje elementów zapożyczonych. Puzio zwraca uwagę na jeszcze jedną, dość istotną kwestię – sygnalizację tych nawiązań przez autorski komentarz bądź też jego brak. Obie sprawy – zapożyczeń i ich odnotowania – wydają się ze sobą mocno powiązane, stąd też warto przyjrzeć się im bliżej, obierając za przedmiot analizy opowiadanie Trafił swój na swego. Wybór tego właśnie tekstu uzasadnia nie tylko jego miejsce w cyklu Wieczorów badeńskich – jest on utworem rozpoczynającym historie o strachach i upiorach, lecz również zainteresowanie, jakim cieszy się wśród badaczy – to bodaj najczęściej przywoływana i komentowana część zbioru.

W Trafił swój na swego opowiada Ossoliński historię starego i doświadczonego w bitwach gwardzisty, kaprala Burdasiewicza, który przybył do Czerska w celu wojskowego werbunku. Odbywające się wówczas w mieście sądy grodzkie spowodowały, że niemal wszystkie miejsca noclegowe były zajęte. Jedyny wolny pokój znajdował się w gospodzie pod Czerskiem. Burdasiewicz postanowił go wynająć, chociaż prostoduszny właściciel przestrzegał kaprala przed tym zamiarem, mówiąc mu o zjawie, która nocą nawiedza karczmę. Gwardzista, człowiek odważny, nie przejmując się usłyszaną opowieścią, zapłacił za pokój i poprosił o pożywienie i miód pitny, po czym udał się do kwatery, aby wyczekiwać ducha. Ten, odziany na czarno i skrępowany łańcuchami, pojawił się tuż po drugiej w nocy. Burdasiewicz, doświadczony w boju i upojony alkoholem, postanowił rozprawić się z przybyszem, traktując go kilka razy szablą. Zjawa, nie spodziewając się takiego obrotu sprawy, usilnie błaga o zaprzestanie ataków, po czym wyznaje, że ma na imię Błażej i jest parobkiem karczmarza. Przebiera się i straszy właścicieli gospody, gdyż chce w ten sposób wpłynąć na nich, aby oddali mu córkę, Kaśkę, za żonę. Prosi też gwardzistę o pomoc, oferując w zamian dożywotnio darmowy wikt w karczmie, którą po ślubie otworzy. Burdasiewicz, widząc korzyści płynące z przedstawionej mu propozycji, opowiada następnego dnia karczmarzom zmyśloną historię zjawy. Ma nią być pradziadek gospodarzy, również kapral, który pomimo danej córce obietnicy wyjścia za Wawrzka, pradziadka Błażeja, wydał ją ostatecznie za osobę majętniejszą. Teraz w ramach pośmiertnej pokuty spowodowanej złamaniem danego ongiś przyrzeczenia musi tłuc się po karczmie aż do momentu, gdy ktoś z jego rodu przerwie te męki. Przejęci historią gospodarze litują się nad duchem i szybko wyprawiają ślub Kaśki i Błażeja. Ten natomiast otwiera karczmę i gości w niej Burdasiewicza. Jednak do czasu, gdyż gwardzista, korzystając z okazji, licznie sprasza gości, czym naraża na koszty właściciela. Zakłopotany Błażej upomina kaprala, który – widząc w dawnej zjawie krzywoprzysięzcę – postanawia zemścić się i wyjawia prawdę rodzicom Kaśki. Podczas gdy ci próbują dociec sprawiedliwości u wójta, Kaśka i Błażej uciekają. Tak w skrócie rysuje się fabuła opowiadania.

Katarzyna Puzio dostrzega w Trafił swój na swego, a także w innych częściach Wieczorów badeńskich, przejaw „inspiracji etnograficznych” Ossolińskiego i wskazuje, że treść utworu jest przekształceniem ludowej opowieści Stary żołnierz i diabli, w której tytułowy bohater ma za zadanie uwolnić zamek (w innych wersjach młyn lub gospodę) od nawiedzających go duchów[11]. Puzio nie stara się jednak wykazać, na czym miałaby polegać owa modyfikacja fabuły gminnego podania, w którym – jak pisze Jolanta Ługowska – obecne są elementy magiczne[12]. Sama zbieżność występowania w obu tekstach wątków oswobodzenia przez wiarusa jakiegoś miejsca od pojawiających się w nim zjaw może rodzić jedynie przypuszczenie zapożyczeń, a tym samym stawiać pod znakiem zapytania istnienie „inspiracji etnograficznych” w Wieczorach badeńskich. Danuta Kowalewska natomiast wskazuje na wykorzystanie w opowiadaniu Trafił swój na swego „rekwizytorni gotyckiej”, za którą uznaje wymyśloną przez Burdasiewicza historię o nawiedzającej gospodę zjawie, rzekomym pradziadku Błażeja; historię zracjonalizowaną, oddziałującą jednak na wyobraźnię właścicieli gospody i przynoszącą oczekiwany skutek[13]. Innymi słowy, Ossoliński miałby się tutaj posłużyć rozwiązaniami znanymi z powieści Ann Radcilffe czy Anny Mostowskiej, gdzie nadprzyrodzone zjawiska okazywały się w rzeczywistości mistyfikacją, efektem celowych działań bohaterów utworów.

Zaproponowane przez Puzio i Kowalewską interpretacje opowiadania Trafił swój na swego ukazują w mikroskali złożoność problemu erudycyjności Wieczorów badeńskich, gdyż na przykładzie tego fragmentu dzieła Ossolińskiego dostrzec można wymykające się jednoznacznej ocenie zapożyczenia z różnych rejestrów literacko-kulturowych. Sądzę jednak, że kłopot z rozszyfrowaniem tych zależności, czyli rzetelne opisanie intertekstualnych powiązań, w jakie uwikłał Wieczory badeńskie autor, leży zupełnie gdzie indziej – w braku nowoczesnej edycji dzieła. Przyjrzyjmy się więc dotychczasowym wydaniom utworu oraz jego dostępnym wersjom rękopiśmiennym (na inną okazję zostawiam szczegółową analizę manuskryptów), zwracając wyłącznie uwagę na omawiany tekst.

W edycji Aleksandra Małachowskiego z roku 1970, opartej na wydaniu Wieczorów badeńskich z 1852 r. oraz na rękopisie o sygnaturze 2755 przechowywanym w Ossolineum[14], opowiadanie Trafił swój na swego nie zostało opatrzone żadnym komentarzem. W publikacji z 1852 r., przygotowanej na podstawie dostępnych wówczas manuskryptów[15], interesujący nas tekst również nie ma adnotacji edytorskiej. Niemniej w poprzedzającym go Wstępie zamieszczony został przypis do fragmentu, w którym wspomniany jest bohater Diabła kulawego – don Kleofas Leandro Perez Zambullo: „Osoba główna romansu pani [sic!] Le Sage, który mamy i po polsku. W samej rzeczy następująca powieść naśladowana z romansu Djabła kulawego”[16]. Zacytowaną adnotację musiał Małachowski zauważyć, gdyż przedrukował ją, ale nie w całości – w przygotowanej przez siebie edycji zamieścił tylko pierwsze ze zdań z dopiskiem, że są to słowa autora. Frazę tę zresztą poddał redakcji: „osoba główna romansu Lesage’a, który mamy i po polsku”[17]. Edytorska decyzja Małachowskiego wynikała najprawdopodobniej z porównania tego fragmentu publikacji z 1852 r. z rękopisem Ossolineum o sygnaturze 2755, gdzie drugi człon adnotacji wprowadzonej przez Ossolińskiego został przekreślony piórem[18]. Powodem zmiany treści tego komentarza nie było, jak można sądzić, unieważnienie informacji w nim zawartej, lecz jej przesunięcie w inne miejsce. Wskazówkę, że fabuła opowiadania Trafił swój na swego jest naśladowaniem fragmentu dzieła Lesage’a, wpisano na karcie kolejnej, jako przypis do tytułu: „naśladowanie powieści jednej romansu wspomnianego”[19]. Wątpliwości, że chodzi tu o Diabła kulawego być nie może, gdyż poprzedni komentarz jasno wskazuje na ten właśnie utwór francuskiego pisarza. Co więcej, oryginalny tytuł tej powieści widnieje także pod adnotacją zamieszczoną we Wstępie[20].

Omawiany komentarz Ossolińskiego w pełnej, dwuzdaniowej wersji widnieje także w rękopisie Ossolineum o sygnaturze 662, w którym znajdziemy również Trafił swój na swego[21]. W autografie 661 zamieszczone zostało zarówno opowiadanie, nieopatrzone jeszcze tytułem, jak i wstęp, oba jednak teksty są pozbawione jakichkolwiek autorskich adnotacji. Z kolei w manuskrypcie 660 brakuje wstępu oraz interesującego nas opowiadania. Z analizy tych rękopisów wnioskować można, że Ossoliński włączył opisaną w Trafił swój na swego historię do Wieczorów badeńskich na późniejszym etapie powstawania zbioru. Wyjaśnienie tej kwestii wymaga jednak dokładniejszego zbadania.

Nie ulega wątpliwości, że edycja przypisu, jakim opatrzył Ossoliński Trafił swój na swego, zaważyła na interpretacji tego opowiadania, będącego według autora naśladowaniem fragmentu Diabła kulawego. Chodzi tu o opowieść z części siódmej utworu, w której Asmodeusz przedstawia don Kleofasowi historię zamkniętego w więzieniu austernika o imieniu Gwilhelm. Treść zamieszczonej przez Lesage’a opowieści nie różni się od tej, którą do Wieczorów badeńskich wprowadził Ossoliński – mamy tu między innymi starego żołnierza przybywającego do miasta w celu odbycia służby, tak samo przebranego za zjawę parobka karczmarzy, tożsamą motywację straszenia właścicieli gospody czy identyczną historię Gwilhelma, którą przedstawia wiarus. Porównując oba teksty, łatwo zauważyć, że modyfikacje, jakie wprowadził Ossoliński do własnego utworu, nie noszą znamion oryginalności, gdyż sprowadzają się do spolszczenia opowieści Asmodeusza (np. Madryt staje się Czerskiem, Gwilhelm – Błażejem, Julianna – Kaśką, Anibal Antonio Gwebrantador – Burdasiewiczem), ujęcia jej w stylistykę, jak określa to Maria Jasińska, przypominającą gawędę szlachecką[22], zmiany zakończenia – u Lesage’a parobek karczmarzy trafia do więzienia – czy nadania opowiadanej historii tytułu.

Treść omawianej informacji, że Trafił swój na swego jest naśladowaniem fragmentu Diabła kulawego, utworu dostępnego w polskiej wersji językowej, sugeruje, że Ossoliński korzystał nie z którejś z francuskich edycji dzieła, wydanego po raz pierwszy w Paryżu w roku 1708, lecz z tłumaczenia dokonanego przez Annę z Grozmanich Narbuttową[23], opublikowanego w dwóch tomach w Wilnie bez podania daty druku (ustalenia Zofii Sinko wskazują, że nastąpiło to w 1777 r.[24]). Co więcej, dzięki Gwalbertowi Pawlikowskiemu, który po śmierci hrabiego sporządził inwentarz jego wiedeńskiego księgozbioru, wiemy, że Ossoliński książkę tę miał w prywatnej bibliotece[25]. Obecnie egzemplarz ten znajduje się w Ossolineum w zbiorach Działu Starych Druków i opatrzony jest sygnaturą XVIII–11539.

Zależność, jaka łączy opowiadanie Trafił swój na swego z fragmentem Diabła kulawego, ukazuje z jednej strony źródło inspiracji Ossolińskiego (a tym samym wskazuje na kolejny przykład recepcji utworu Lesage’a w polskim oświeceniu) i sposób jej wykorzystania, z drugiej natomiast uświadamia, że Wieczory badeńskie utkane są z pomysłów zaczerpniętych z lektur innych pisarzy, a więc zaświadczają o erudycyjności autora. Dopiero dokładne opisanie intertekstualności prozy Ossolińskiego pozwoli w pełni zrozumieć zamiar, jaki postawił on przed swoim dziełem, czyli ośmieszenie wiary w zabobony.


Artykuł pochodzi z książki Oświecenie nieoświecone. Człowiek, natura i magia, red. Danuta Kowalewska, Agata Roćko, Filip Wolański, Warszawa 2018, seria Silva Rerum.


[1] K. Puzio, „Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach” Józefa Maksymiliana hrabi z Tenczyna Ossolińskiego, „Wiek Oświecenia” 2007, z. 23, s. 171–188.

[2] Zob. D. Kowalewska, Magia i astrologia w literaturze polskiego oświecenia, Toruń 2009, s. 197.

[3] Zob. „Wieczory badeńskie”, „Czas. Dodatek literacki” 1850, nr 21 (20 sierpnia), s. 1–2.

[4] B. Gubrynowicz, Józef Maksymilian Ossoliński – człowiek i pisarz, Lwów 1928, s. 77.

[5] K. Puzio, „Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach”..., s. 182–183.

[6] Błędnie interpretuje Asmodeusza Rafał Nawrocki, wiążąc obecność tej postaci w Wieczorach badeńskich ze średniowieczną demonologią: „Gdy zabrakło nam już afektów muz klasycznego Parnasu, przywołujemy Asmodeusza – czyż średniowiecze błądziło sądząc, że kiedy ziewamy, do ust wpada nam demon?” (Zmierzch bezpieczeństwa oświeceniowych paradygmatów i jutrzenka stereotypu popkultury: gotycyzm i preromantyzm, „Świat i Słowo” 2013, z. 2, s. 91).

[7] „Wieczory badeńskie”, „Czas. Dodatek literacki” 1850, nr 21 (20 sierpnia), s. 2.

[8] K. Puzio, „Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach”..., s. 176–177.

[9] Zob. Z. Sinko, Powieść zachodnioeuropejska w kulturze literackiej polskiego oświecenia, Wrocław 1968, s. 233–237.

[10] J.M. Ossoliński, Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach, oprac. A. Małachowski, Warszawa 1970, s. 14.

[11] K. Puzio, „Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach”..., s. 185–186.

[12] J. Ługowska, Obrazy diabła w różnych gatunkach opowieści ludowych, w: Diabeł w literaturze polskiej, red. T. Błażejewski, Łódź 1998, s. 13–14.

[13] Zob. D. Kowalewska, Magia i astrologia..., s. 197.

[14] Zob. J.M. Ossoliński, Wieczory badeńskie…, s. 132.

[15] Zob. J. M. Ossoliński, Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach z dołączeniem bajek i innych pism, Kraków 1852, s. V–VIII.

[16] Ibidem, s. 6.

[17] J.M. Ossoliński, Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach, przedmowa A. Małachowski, Warszawa 1970, s. 135.

[18] Zob. rkps BOss 2755, k. 2v.

[19] Zob. ibidem, k. 3r.

[20] Zob. ibidem, k. 2v.

[21] Zob. rkps BOss 662, k. 2v.

[22] Zob. M. Jasińska, Narrator w powieści przedromantycznej 1776–1831, Warszawa 1965, s. 62–63.

[23] Pierwowzór opowiadania Trafił swój na swego znajduje się na stronach 157–163 tomu pierwszego.

[24] Zob. Z. Sinko, Powieść zachodnioeuropejska..., s. 235–236.

[25] Zob. Inwentarz zbiorów Józefa Maksymiliana Ossolińskiego oraz akta dotyczące przewiezienia ich z Wiednia do Lwowa w latach 1826–1827, rkps BOss 1302, k. 248r. (nr 6659); J.A. Kosiński, Biblioteka fundacyjna Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, Wrocław 1971, s. 105, 124.


Bibliografia

Źródła rękopiśmienne:

Inwentarz zbiorów Józefa Maksymiliana Ossolińskiego oraz akta dotyczące przewiezienia ich z Wiednia do Lwowa w latach 1826–1827, rkps BOss sygn. 1302

Ossoliński J.M., Wieczory badeńskie, rkps BOss sygn. 660, 661, 662, 2755.


Źródła drukowane:

Ossoliński J.M., Wieczory badeńskie, czyli powieści o strachach i upiorach, przedmowa A. Małachowski, Warszawa 1970.

Ossoliński J.M., Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach z dołączeniem bajek i innych pism, Kraków 1852.

„Wieczory badeńskie”, „Czas. Dodatek literacki” 1850, nr 21 (20 sierpnia).

 

Opracowania:

Gubrynowicz B., Józef Maksymilian Ossoliński – człowiek i pisarz, Lwów 1928.

Jasińska M., Narrator w powieści przedromantycznej 1776–1831, Warszawa 1965.

Kosiński J.A., Biblioteka fundacyjna Józefa Maksymiliana Ossolińskiego, Wrocław 1971.

Kowalewska D., Magia i astrologia w literaturze polskiego oświecenia, Toruń 2009.

Ługowska J., Obrazy diabła w różnych gatunkach opowieści ludowych, w: Diabeł w literaturze polskiej, red. T. Błażejewski, Łódź 1998.

Puzio K., „Wieczory badeńskie, czyli Powieści o strachach i upiorach” Józefa Maksymiliana hrabi z Tenczyna Ossolińskiego, „Wiek Oświecenia” 2007, z. 23, s. 171–188.

Sinko Z., Powieść zachodnioeuropejska w kulturze literackiej polskiego oświecenia, Wrocław 1968, s. 233–237.


Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych na naszej stronie internetowej oraz dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych Użytkowników. Pliki cookies mogą Państwo kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszej strony internetowej, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż akceptują Państwo stosowanie plików cookies. Potwierdzam, że aktualne ustawienia mojej przeglądarki są zgodne z moimi preferencjami w zakresie stosowania plików cookies. Celem uzyskania pełnej wiedzy i komfortu w odniesieniu do używania przez nas plików cookies prosimy o zapoznanie się z naszą Polityką prywatności.

✓ Rozumiem