UE
Unia Europejska
nieslyszacy WCAG 2.0

Tematy

To pierwsze tego typu rozwiązanie, które całkowicie zrewolucjonizuje identyfikację dzieł sztuki pochodzących z grabieży wojennych. Dzięki aplikacji możliwa będzie automatyczna identyfikacja obiektu jedynie na podstawie fotografii wykonanej za pomocą telefonu komórkowego.


Nie warkocz, Bereniko

Jakiś czas temu wilanowskie muzeum wydało miłą książeczkę. Dominika Walawender-Musz i Artur Janda opisują w niej „Mysterium Cosmograficum króla Jana”, a David Harkley i Magdalena Gutowska „Miłość w gwiazdach zapisaną”, co nie może być całkowicie oderwane od uczucia Jana i Marysieńki. Interpretacje astrologiczno-astronomiczne czy – jak kto woli – astronomiczno-astrologiczne przynajmniej od czasów Aby’ego Warburga i Fritza Saxla zajęły godne im miejsce w zestawie chwytów wyjaśniających, którymi posługuje się historia sztuki. Jako młody bardzo człowiek peregrynowałem sobie po Włoszech, bez grosza przy duszy, za to z quattrocentem w sercu. I stało się tak, żem dotarł do zacnego miasta Ferrara. Śladem wielkiego Warburga (upał był jeszcze większy) dotarłem wreszcie do Palazzo Schifanoia, gdzie rządząca w Ferrarze familia d’Este złożyła malarskie płody swych najlepszych artystów: Francesca del Cossy, Cosima Tury i Ercole’a de Roberti, aby Aby Warburg mógł je astrologicznie rozczytać.

Pełen skrywanych emocji stanąłem tedy przed bramą Palazzo Schifanoia, podówczas żywo przypominającą bramę od stodoły z okolic Krasnosielca, i – kształtem strudzonego pielgrzyma –zacząłem w nią kołatać tyleż stanowczo, co pokornie. W odpowiedzi dała się słyszeć cała gama chrobotań, potem upiorne zgrzytanie zardzewiałego klucza – oto moim oczom ukazał się nie klucznik Gerwazy (któregom się nie bez przyczyny obawiał), lecz mała ciemnowłosa dziewczynka, z buzią usmarowaną dżemem, bo właśnie ten specyfik spożywała wraz z bułką typu ciabatta. Ruchem pełnym dziecinnej gracji ujęła mnie za rękę i zaprowadziła na piętro, gdzie na ścianach pyszniły się cudowne freski, które stały się łupem Wielkiego Interpretatora. Byliśmy tylko we troje: ona, ja i duch Warburga. Mówiąc szczerze, tego ostatniego zrazu nie zauważyłem, gdyż piękno obrazów ferraryjskich mistrzów poraziło mnie z siłą gromu. Jeśli za sprawą sztuki przeżyłem kiedykolwiek coś magicznego, to było właśnie wtedy.

Wróćmy jednak, choć na chwilę, do firmamentu króla Jana III. W istocie Heweliusz umieścił na nieboskłonie słynną Tarczę Sobieskiego, która od dawna, choć ze zmiennym szczęściem ochrania nasz naród. Notabene w roku 1877 astronom Marcin Poczobutt-Odlanicki otworzył niebo przed niesfornym Ciołkiem króla Stanisława Poniatowskiego, który też nam pomaga, ale mniej. 

Wszakże najulubieńsza moja opowieść królewsko-astronomiczna pochodzi z terytorium dość odległego w przestrzeni i czasie – z hellenistycznego Egiptu. Otóż na wojnę z Syrią wyruszał sam król Ptolemeusz III. Królowa Berenika, jak to w takich razach bywa, portki królewskie starannie zeszyła i w dwóch zawiniątkach wręczyła machorkę i sól. A potem piękna ta dama złożyła w ofierze jednej z bogiń swój warkocz – na intencję szczęśliwego powrotu męża z wojny. Rzecz niby w owych czasach normalna, tyle że następnego dnia piękne wotum królowej zniknęło z ołtarza. Na dwór padł blady strach, gdyż omen wydawał się wyjątkowo wredny. Albo król przegra wojnę, albo królowa ołysieje. Diabli wiedzą, jakby się skończyło. Ale na cóż wiedza i talent? Nadworny astronom prędko nastawił swe instrumenta i nie mieszkając, znalazł warkocz Bereniki na nieboskłonie. I jest tam do dziś. A wielki poeta Kallimach, wysławiając cnoty królowej, uczcił rzecz całą pięknym wierszem. Król wrócił z wojny (co mu się rzadko zdarzało) w glorii tryumfatora. Bo czasem tak to jest, że w życiu fajnie bywa.

drukuj
Podziel się:
Wykop Facebook
koszulka_dejaniry_logo.jpg

Kawaler komplementu (artykuł)

Wielki artysta Gianlorenzo Bernini był nie mniejszym pochlebcą.

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Zamach w Vaux, czyli o przyprawianiu gęby (artykuł)

Kilka razy pisałem pod tym nagłówkiem o d’Artagnanie, ale to przecież najsłynniejszy bohater epoki baroku, co więcej, ten facet nie …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

I bum! (artykuł)

W złą pogodę każdy współczujący człowiek z przyjemnością okryłby rzymski posąg Marka Aureliusza płaszczem. A my możemy – księcia Józefa. „Entrata” …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Cherchez la femme! (artykuł)

Byłoby świństwem graniczącym z barbarzyństwem, aby ten barokizujący felieton wywikłał się z obowiązku oddania czci najwspanialszej powieści opisującej barokowe czasy …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

My Magnificent Five (artykuł)

Wychodząc naprzeciw tłumnym żądaniom naszego społeczeństwa, postanowiłem wreszcie ujawnić moje gusta. Oto moja pierwsza piątka barokowych arcydzieł. Święta, święta i po …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Zimno, bo zima (artykuł)

Barok, którym zajmujemy się tutaj z ramienia muzeum, jest – zwłaszcza jeśli chodzi o malarstwo – rozpoznawany jako styl „gorący”. …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

O prostocie (artykuł)

Pewni ludzie (w tym sensie, że niektórzy, a nie zaufani) twierdzą, że śp. barok był stylem – że się tak …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Kopuły, kopułki i fidrygałki (artykuł)

Będzie trochę o kopułach, bo też barok to chyba najbardziej kopulasty ze wszystkich stylów. Jakkolwiek najsłynniejsza kopuła – florencki twór …