Nieodrodna córka swej matki, czyli kilka słów o Marii Wiktorii Radziwiłłównie
DE EN PL
Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Pasaż Wiedzy

Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Nieodrodna córka swej matki, czyli kilka słów o Marii Wiktorii Radziwiłłównie Bernadetta Manyś
Maria Wiktoria Morykoni, z domu Radziwiłł, mal. Józef Mateusz Pigulski, ok. 1790, Muzeum Narodowe w Warszawie

Maria Wiktora Radziwiłłówna była jedną z czterech córek Anny Ludwiki z Mycielskich Radziwiłłowej (1729–1771) i Michała Kazimierza Radziwiłła (1702–1762), hetmana Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz wojewody wileńskiego. Z ich małżeństwa na świat przyszli kolejno Weronika (1754–?), Barbara Jadwiga (1757–1758), Hieronim Wincenty (1759–1786), Maria Wiktoria Szmaragda (1760–?) oraz Józefa Franciszka Pulcheria (1762–?). Podobnie jak Weronika czy Barbara, tak i Maria Wiktoria była dzieckiem wyczekiwanym przez rodziców. Jej płeć stanowiła jednak rozczarowanie, zwłaszcza dla hetmana, który z upragnieniem wyczekiwał kolejnych synów. Z jego pierwszego małżeństwa z Franciszką Urszulą z Wiśniowieckich Radziwiłłową (1705–1753) dorosłości dożył jedynie Karol Stanisław (1734–1790) zw. „Panie Kochanku”, miecznik Wielkiego Księstwa Litewskiego, późniejszy wojewoda wileński, z Anną Ludwiką zaś do narodzin Marii Wiktorii doczekał się jednego męskiego potomka, a mianowicie Hieronima Wincentego.

Nasza bohaterka krótko mogła cieszyć się beztroskim dzieciństwem. Mając dwa lata, straciła ojca. Po jego zgonie w 1762 r. pieczę nad nią, jej matką oraz nieletnim rodzeństwem przejął najstarszy syn Michała, niemalże rówieśnik „drugiej pani na Nieświeżu”, wspominany Karol Stanisław. Ten w wyniku zawieruchy politycznej, która nastała podczas walki o sukcesję tronu Rzeczypospolitej po śmierci Augusta III, zbiegł w lipcu 1764 r. poza granice państwa, rozpoczynając tym samym trzyletni okres emigracji.

Dobra radziwiłłowskie, których był panem, zostały zajęte przez wojska rosyjskie, a następnie zasekwestrowane przez konfederację litewską. Był to trudny czas nie tylko dla „Panie Kochanku”, ale również dla jego macochy Anny i jej niepełnoletnich dzieci. W wyniku zaistniałych zdarzeń Radziwiłłowa zmuszona była opuścić dobra należące niegdyś do jej męża. Wraz z dworem udała się do Gdańska, miasta w ówczesnym czasie pod względem politycznym neutralnego i stanowiącego enklawę elit Rzeczypospolitej. W nim to Radziwiłłowie posiadali pałac, który na wiele lat stał się dla naszej bohaterki domem. Karol Stanisław jednak nie tylko stracił majątek, ale także pozbawiono go prawa do opieki nad przyrodnim bratem, wówczas pięcioletnim Hieronimem Wincentym. Decyzją konfederacji litewskiej, na prawnych opiekunów młodego chłopca naznaczono w sierpniu 1764 r. ludzi związanych z „Familią” Czartoryskich. Dla Anny jako matki był to niezwykle bolesny cios, który wywołał realną obawę utraty syna i zmusił ją do podjęcia działań dyplomatycznych na dworach najważniejszych ówcześnie władców europejskich.

Anna solidarnie stała za pasierbem i podejmowała na jego rzecz różne zabiegi dyplomatyczne. Zmarła w Dreźnie w 1771 r., osierociła 17-letnią Weronikę, 12-letniego Hieronima, 11-letnią Marię Wiktorię i 10-letnią Józefę, a więc z prawnego punktu widzenia dzieci niezdolne do samodzielnego działania. Radziwiłłówna nie rozumiała wówczas złożoności sytuacji, w jakiej się znalazła. Przebywając z dala od domu, starała się jednak utrzymywać kontakt z prawnym opiekunem i ówczesnym nestorem rodu Karolem Stanisławem oraz rodzonym, ukochanym bratem Hieronimem Wincentym. Początkowo Maria Wiktoria pisywała do braci jedynie w celu powinszowania na okoliczność urodzin, imienin lub też przypadających świąt. Za sprawą kilku tradycyjnie spisywanych zdań Radziwiłłówna dbała, aby pozostać w sferze protekcji najstarszego z nich oraz „życzliwej” pamięci ukochanego braciszka. Często zatem obok życzeń słanych do tego pierwszego zamieszczała typowe dla staropolskiego okresu deklaracje o oddaniu się „łasce, opiece i protekcji” oraz zawierzeniu swojej osoby na „wieczne czasy”. Wyrażała wdzięczność za świadczone przez nich „dobrotliwe łaski”, którymi zapewne były przesyłane listy, czy też ewentualne spotkania.

W końcu 1775 r., kiedy Maria Wiktoria była 15-letnią wchodzącą w dorosłe życie dziewczyną, doszło do zaślubin Hieronima Wincentego z córką Karola Anzelma, księcia von Thurn-Taxis, naczelnego komisarza cesarskiego przy sejmie Rzeszy. Był to szczególny moment nie tylko dla Radziwiłła, ale również dla jego sióstr i całej familii. Wraz z poślubieniem księżniczki Zofii Fryderyki Doroty pozycja Hieronima Wincentego wzrosła tak wśród członków radziwiłłowskiego rodu, jak i na arenie międzynarodowej. Od tego momentu Hieronim stawał się samodzielnym właścicielem nadanej mu przez brata Białej. Siostrzanemu sercu bliższy od przyrodniego był brat rodzony, do którego Maria Wiktoria mogła kierować różne prośby, a także dzielić się z nim uczuciami i emocjami, z którymi przyszło jej się zmagać na co dzień. Hieronima i Radziwiłłówien nie dzieliła właściwie żadna różnica wieku – do pewnego momentu wychowywali się razem, a teraz w naturalny sposób stawał się on ich protektorem i powiernikiem różnych trosk.

Świat Marii Wiktorii był dość ograniczony, ale także wypełniony typowymi dla szlachcianek zajęciami. Jako dziecko otrzymała zwyczajowe domowe wykształcenie, za które odpowiedzialna była zagraniczna guwernantka, zatrudniona przez Annę Ludwikę jeszcze za życia Michała Kazimierza. Uczyła ona Radziwiłłównę m.in. gry na klawikordzie, czytania, pisania, malowania czy posługiwania się choć w podstawowym stopniu językiem francuskim.

Pierwsze miesiące po śmierci matki Maria Wiktoria spędzała głównie w towarzystwie swoich sióstr: starszej Weroniki i młodszej Józefy Pulcherii. Gdy ta pierwsza w 1772 r. wyszła za mąż za Franciszka Stanisława Czapskiego (zm. 1802), oparciem dla Radziwiłłówny pozostawała druga, przynajmniej do ślubu z Ksawerym Massalskim (zm. 1788), który miał miejsce w 1780 r. Inaczej wyglądała sytuacja z braćmi. Ciągle nieobecni, zajęci sprawami politycznymi, utrzymywali z siostrą przede wszystkim kontakt listowny.

Charakteryzując relacje rodzeństwa, możemy stwierdzić, że z każdym z braci Marię Wiktorię łączyły inne więzi. Wobec Karola Stanisława była powściągliwa w okazywaniu uczuć, traktowała go jako swojego opiekuna – protektora, a przede wszystkim dysponenta losu. Dlatego też Radziwiłłówna nazywała „Panie Kochanku” „najłaskawszym opiekunem”, „książęcej mości opiekunem i dobrodziejem” lub „wojewodą”, rzadko kiedy stosowała cieplejszą formę. W listach słanych do nestora rodu składała deklaracje, że zostaje „na całe życie z najgłębszym respektem”. Ton nadawanej do niego korespondencji na tle ciepłych słów, jakie pisała do Hieronima, wydaje się oziębły i formalny. Może on potwierdzać tezę, że rodzeństwo nie utrzymywało bliskich relacji, a więź pomiędzy nimi pozbawiona była głębszego uczucia. To, co ich łączyło, to wspólne nazwisko i sprawy rodowo-majątkowe. Ponadto wydaje się, że Karol Stanisław stronił od kontaktu z przyrodnią siostrą, ograniczając go do minimum. Wszak to on był jej opiekunem, a więc musiał zapewnić jej wikt, co w tamtym czasie nie przychodziło mu z łatwością.

Inaczej było z Marią Wiktorią, która nie chciała zaniedbać zwyczajów, jakie obowiązywały w świecie szlacheckim, dlatego też obok urodzinowych, imieninowych oraz okolicznościowych życzeń, wyrażanych prostymi słowami, w których winszowała wszelkich pomyślności, sukcesów, „sił najczerstwiejszych” i „zdrowia najzupełniejszego”, przesyłała bratu krótkie relacje o sobie.

Ponadto Radziwiłłówna, nie mogąc zrobić tego w cztery oczy, czyniła starania listownie o „[…] względy i dobrotliwą jego o nas w każdym czasie pamięć, […]”. Maria Wiktoria zabiegała o uwagę przyrodniego brata prawdopodobnie dlatego, że pozostając długo panną na wydaniu, obawiała się o swoją przyszłość. Wszak wybór kandydata do ręki Radziwiłłówny pozostawał w gestii głowy rodu, a więc „Panie Kochanku”. Zdawała więc sobie sprawę, że póki Hieronim Wincenty nie osiągnie samodzielności, to Karol Stanisław jest jedyną nadzieją na poprawę jej sytuacji materialnej oraz ekonomicznej. Ostatecznie wyszła za mąż za Benedykta Morykoniego (1760–1812), pisarza wielkiego litewskiego, mając przeszło 25 lat, a więc właściwie w ostatniej chwili!

Dużo cieplejsze stosunki Maria Wiktoria utrzymywała z Hieronimem Wincentym, z którym, jak pisała w swoich listach, łączyło ją przywiązanie z „niemowlęcego wieku”. Fakt, że spędzili razem pierwsze lata życia pod opieką matki, miał wpływ na jej relacje z rodzonym bratem. Z utęsknieniem oczekiwała powrotu Radziwiłła, a później również jego żony do kraju. To ich postrzegała jako swoją rodzinę, z którą łączyła ją więź emocjonalna. Oni wypełniali wraz z siostrami pustkę po stracie matki, dawali jej namiastkę rodzinnego życia.

Pomimo wieloletniej separacji Hieronim Wincenty był jej „sercem wspaniałym i dobroczynnym dobrodziejem”, „kochanym Hieronimciem” lub „kochanym braciszkiem”. W słanych do niego epistołach Maria Wiktoria w sposób zdecydowanie egzaltowany opisywała relację, jaka łączyła ją z bratem. Forma wyrażania emocji przypomina słowa jej matki, kierowane do męża, Karola Stanisława. Każdy wyjazd Hieronima z radziwiłłowskich dóbr budził w Marii Wiktorii niepokój i niepewność. W liście z grudnia 1778 r. pisała: „[…] trudno ten żal i dotkliwość, którą czuje z przyczyny rozstania się naszego […] opłakiwam moment, w którym przeciwne losy kazały mi się rozstać z tobą […]”. Maria Wiktoria w słanej korespondencji wielokrotnie dawała wyraz swego strapienia i zaniepokojenia, podkreślając, że życie bez „kochanego Hieronimcia” pozbawione jest sensu. Wyraźne brakowało jej relacji, jaką mogłaby zbudować i odnaleźć w związku małżeńskim.

Podobnie jak jej matka swojego drugiego męża Michała Kazimierza, tak i ona upraszała Hieronima Wincentego o miłość, deklarując mu jednocześnie oddanie i umiłowanie jego osoby nad swoje życie. Często pisywała, że tylko ona kocha swojego „Hieronimcia”. W jednym z listów czytamy: „Proszę mnie kochać i być pewien, że nikt bardziej kochać nie może, jak ta, która aż do śmierci jest twoja najukochańsza siostra”. Niewątpliwie była kobietą, która pragnęła kochać i czuć się kochaną, miała potrzebę troszczenia się o najbliższą jej sercu osobę, ale chciała również, aby ktoś troszczył się o nią. Wydaje się, że chciała być w centrum uwagi Hieronima, obawiała się zapomnienia, z którym wiązało się porzucenie. Emocjonalne osaczanie Hieronima dawało jej poczucie przywiązania, z jednej strony – do rodziny, czego nie odnajdywała w relacji z Karolem Stanisławem, z drugiej zaś – do mężczyzny, który w jej oczach wiele znaczył.

Od czasu powrotu Hieronima do Białej i po jej przenosinach do rodowej rezydencji życie Marii Wiktorii toczyło się wokół jego osoby. To jemu donosiła o bieżących sprawach, o gościach ją odwiedzających, organizowanych galach, kolacjach i balach, w których brała udział. Informowała go o stanie swojego zdrowia, bólach głowy, które dopadały ją na wieść o jego wyjeździe, ckliwościach występujących z tęsknoty i nudy, a także smutku, który się pogłębiał na wieść o jego przedłużających się nieobecnościach poza domem. Podobnie jak jej matka bez ukochanego męża, tak i ona bez ukochanego brata toczyła życie niczym pustelnica. Hieronim Wincenty stał się też główną osobą, do której zwracała się z prośbą o pomoc w nabyciu materiałów na stroje, biżuterii czy różnych przysmaków, takich jak ostrygi. Pod jego nieobecność, „wolniej” płynący czas umilała sobie grą w francuskie karty lub też odwiedzinami u księcia Macieja Radziwiłła (1749–1800), przyrodniego brata, kompozytora, którego utwory uświetniały uroczystości rodzinne.

Maria Wiktoria wobec Hieronima Wincentego zachowywała się niczym żona, zamartwiająca się o męża, troszcząca się o jego interesy i dopytująca o pomyślność toczących się spraw. Weszła w rolę, jaką przyjęła wcześniej jej matka wobec Michała Kazimierza, uzależniając się emocjonalnie od brata. Hieronim był nie tylko jej „kochanym braciszkiem”, ale przede wszystkim przyjacielem. To on dawał jej nadzieję na wyjazd do Warszawy, a co za tym idzie, zabłyśnięcie na salonach i zaistnienie w wielkim świecie. Z jego działaniami żywiła wielką nadzieję wydostania się z zaścianku, w jaki zepchnął ją Karol Stanisław. W oczach tego ostatniego była jedynie przyrodnią siostrą, której wartość określało noszone przez nią nazwisko. Jej ręka stanowiła dla nestora rodu dobrą kartę przetargową, którą w odpowiednim momencie mógł wykorzystać.

Realizacja działań online w ramach programu „Kultura Dostępna”.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

Kultura Dostępna logo 

Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych na naszej stronie internetowej oraz dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych Użytkowników. Pliki cookies mogą Państwo kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszej strony internetowej, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż akceptują Państwo stosowanie plików cookies. Potwierdzam, że aktualne ustawienia mojej przeglądarki są zgodne z moimi preferencjami w zakresie stosowania plików cookies. Celem uzyskania pełnej wiedzy i komfortu w odniesieniu do używania przez nas plików cookies prosimy o zapoznanie się z naszą Polityką prywatności.

✓ Rozumiem