© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   19.03.2015

Aleksandra Potocka wizytatorką szkół i pensji żeńskich w Księstwie Warszawskim

Rodzina Potockich już przed czasami Księstwa Warszawskiego miała związki z działalnością edukacyjną. Wystarczy wspomnieć Ignacego Potockiego, członka Komisji Edukacji Narodowej (od 1773 r.) i Towarzystwa do Ksiąg Elementarnych (od 1775 r.), którego był przewodniczącym w epoce stanisławowskiej. Kilkanaście lat później, już po wkroczeniu wojsk francuskich na ziemie polskie i przybyciu ich do Warszawy, 14 stycznia 1807 r. Stanisław Kostka Potocki wszedł w skład Komisji Rządzącej, a w lutym tego samego roku został wybrany na prezesa Izby Edukacyjnej i zachował ten urząd po ustanowieniu Księstwa Warszawskiego (od 1810 r. pełnił funkcję dyrektora Edukacji Narodowej).

Jednym z zadań ministerstwa szkolnictwa było dbanie o edukację dziewcząt. Aby stworzyć gruntowny obraz dotychczasowego stanu nauczania, a potem wypracować koncepcję zmian na przyszłość, konieczne było ustanowienie komisji, które pracowałyby dla Izby (tzw. dozorów – instytucji powołanych już za czasów, kiedy Warszawa była w zaborze pruskim[1]). Wizytowałyby one szkoły i pensje. Na sesji Izby Edukacyjnej 16 października 1808 r. ustalono, że dozór powinien być powierzony osobom: […] które do zalet płci swojej właściwych łączą doskonałe wychowanie i przymioty dobrych matek i obywatelek oraz wiadomości tej płci przyzwoite: postanowiła więc wezwać w każdym mieście departamentowym znakomite i szanowne damy, którym czuwanie i dozór nad pensjami i innymi różnego rodzaju dla tej płci przeznaczonymi szkołami powierza, powołując one do tak użytecznej dla kraju i dla ich płci obywatelskiej posługi[2].

Do zadań wizytatorek należały częste odwiedziny w wyznaczonych placówkach i ocena: zajęć młodzieży, warunków, w jakich dziewczęta mieszkają, oraz kadry pedagogicznej. Miały się one dzielić swoimi uwagami i opiniami z przełożonymi, a także wysyłać Izbie Edukacyjnej raporty. Co pół roku panie z dozorów miały przysłuchiwać się publicznym egzaminom szkół i pensji. Do uprawnień wizytatorek należy zaliczyć wystawienia opinii i świadectw, od których zależało, czy dana osoba otrzyma pozwolenie na założenie pensji albo szkoły (taka opinia była także przedstawiana Izbie Edukacyjnej)[3]. Co ważne – dozorem były objęte szkoły zarówno dla dziewcząt pochodzących z bogatych rodzin, jak też placówki, w których uczyły się biedniejsze uczennice[4]. Izba Edukacyjna nie miała jeszcze wtedy dobrego rozeznania, które placówki są tak właściwie pensjami (czyli miejscami, w których mieszkały dziewczęta wysłane do innej miejscowości na naukę przez rodziców, a które zwykłymi szkołami) – do zadań wizytatorek należało rozstrzygnięcie także tej kwestii.

W gronie pań wyznaczonych do dozorów w departamencie warszawskim – oprócz m.in. Marii Wirtemberskiej, Tekli Łubieńskiej (pisarki, żony ministra sprawiedliwości Feliksa), Marii z Poniatowskich Tyszkiewiczowej (siostry księcia Józefa Poniatowskiego) i wielu innych dam oraz mieszczanek (np. żony znanego lekarza Leopolda Lafontaine’a)[5] – znalazła się także Aleksandra z Lubomirskich Potocka. Pełniła w nim ważną rolę, o czym informowała w liście do syna jedna z dam należąca do dozoru, Tekla Łubieńska: Komisya edukacyjna naznaczy tu kilka pań, ażeby czuwały nad pensjonatami i szkołami panien w Warszawie. Mamy posiedzenia u naszej prezydentki Stanisławowej Potockiej. Bywamy w tych zakładach, wchodzimy w najmniejsze szczegóły, będziemy miały publiczne egzamina. Zamierzamy wypracować instrucyę jednostajną dla szkół. Jeżeli tak potrwa dalej, może mieć bardzo dobre skutki[6]. Jak widać, pani Łubieńskiej nie brakowało entuzjazmu do pracy – nic też dziwnego, że dozór warszawski był najczynniejszy ze wszystkich[7]. Jednak nawet w tak prężnie działającym okręgu praca wizytatorek nie zawsze była prosta, o czym świadczy list Marii Wirtemberskiej do Izabeli Czartoryskiej z 6 kwietnia 1810 r.: […] zaczęłyśmy z panią Stanisławową Potocką i Lipińskim [Józefem – sekretarzem Izby, współpracownikiem Stanisława Kostki Potockiego] nasze wizyty po pensyach, ale do tego czasu mało byłam zachwycona temi, które zwiedziłam. Ani lokale, ani przełożone, ani też ich elewki, słowem nic mnie się dotąd nie podobało. Nie przypuszczam, abyśmy mogły poradzić na to z gruntu; jednak dozór nasz nie będzie całkiem nadaremny[8].

Autorka była dość krytycznie nastawiona do wizytowanych placówek, ale nie traciła nadziei, że praca dozoru jest potrzebna. Maria Wirtemberska opisuje także konkretne wizyty: Między innemi do pani Peters, która zdaniem ogólnem ma najsłynniejszą pensyę, przybyliśmy w chwili obiadu. Otóż pośród panien postrzegłam oficera […]! młodego i dość przystojnego. Zapytałam, czy to mąż lub syn pani Peters? Odpowiedziała mi, że krewny, który u niej stołuje się codziennie. Zdaniem Mojem młody oficer zupełnie niepotrzebny na pensyi panienek. Zdobyłam się też na odwagę i uczyniłam niejakie przełożenia, ale te dość kwaśno przyjęte były. Sądzę, że trudno przyjdzie zaprowadzić jakie zmiany, bo ochmistrzynie będą chciały rządzić po swojemu[9] (warto zaznaczyć, że wprowadzony niecały miesiąc wcześniej nowy regulamin wyraźnie mówił, że nie wolno prowadzić pensji i szkół koedukacyjnych[10]).

Na innej znów pensyi, przełożoną była Francuzka i nie umiała ani słowa po polsku. Zapytałam jej, jakim sposobem może kierować uczennicami, nie rozumiejąc ich i nie wiedząc co mówią. Odpowiedziała mi na to: »Niewiele czasu trzeba, aby mnie zrozumiały, bo mojem pierwszem, kiedy wchodzą na pensyę, dać im całkiem zapomnieć po polsku, a wtedy zmuszone są uczyć się francuskiego języka«. Zgadniesz łatwo droga mamo, com odrzekła na takie głupie dowodzenie. Na tejże samej pensyi labuś [ksiądz, od franc. l’abbe – przyp. E.P.] Francuz, który nią kieruje razem z tą Francuzicą, zaczął prawić wielkie frazesa, z miną zarozumiałą, wysławiając umiejętność uczennic. Między innemi rzekł do mnie: »Oto jedna z tych panien, tak biegła w geografii, że sama rysuje mapę«. Kiedy tak zagadnęłam, zadam jej pytanie bardzo proste, na które zapewne odpowie mi z łatwością. »Powiedzże mi panienko – dodałam zwracając się do niej – jakie są granice Polski?« Mała nie wiedziała co odpowiedzieć, a chcąc się wykręcić z trudnego położenia, przybrała minkę posępną i imperatorską, mówiąc, że to nie jest godzina lekcyi, i że nie wie, jakiem prawem chcę ją brać na egzamin. Ja znów odrzekłam na to, patrząc na labusia i ochmistrzynię: »Najprzód ta panienka nie zna wcale geografii, a powtóre, co stokroć gorzej, brak jej grzeczności i słodyczy, i przybiera ton nieprzyzwoity, świadczący o złem wychowaniu«. Różne takie kawałki mieliśmy na różnych pensyach zawiedzanych przez nas, ale niepodobna opisywać wszystkich rozmów, które pewna jestem, zabawiłyby cię droga mamo[11].

Podobnym, a także zupełnie innego rodzaju problemom miał zaradzić Regulament pensyj i szkół płci żeńskiej uchwalony na sesji Izby Edukacyjnej 9 marca 1810 r.[12]. Nie tylko regulował on już wyraźnie rozróżnienie między pensją a szkołą, ale były w nim także zapisy świadczące o jego – jak na ówczesne czasy – całkiem dużej nowoczesności. Pensjonarki miały mieszkać w codziennie wietrzonych pokojach, same dbać o schludność i porządek swoich rzeczy. W ich planie zajęć znajdowały się spacery na świeżym powietrzu trzy razy w tygodniu (a razie brzydkiej pogody – taniec i zabawy ruchowe w pomieszczeniach). Zamiast poświęcania czasu tylko i wyłącznie na lekcje śpiewu i rysowania proponowano praktyczne zajęcia z ogrodnictwa, a w planie lekcji była także matematyka i nauka języka polskiego, francuskiego oraz niemieckiego. W szkołach wprowadzono zaś stałe godziny zajęć i plany lekcji, a także listy obowiązkowych i zalecanych lektur. W kwestiach religijnych i majątkowych miała panować tolerancja – nikt nie mógł być dyskryminowany ze względu na wyznanie, pochodzenie lub majątek. Promowano wychowanie patriotyczne i kształcenie postaw obywatelskich. Przełożone miały dbać, by dziewczęta były dla siebie grzeczne i dobre, a co więcej – regulamin zaznaczał też wyraźnie, że także ochmistrzynie pensji mają się dobrze odnosić do podopiecznych i nie wymagać od nich lepszego zachowania niż to, które same prezentują[13]. Możemy się tylko domyślać, że przepisy te sformułowano tak precyzyjnie, gdyż zastana rzeczywistość bardzo od nich odbiegała.

[1] A. Winiarz, Szkolnictwo Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego (1807–1830), Lublin 2002, s. 59. Szczegółowo zagadnieniu edukacji dziewcząt jest poświęcony artykuł tego autora pt. Kształcenie i wychowanie dziewcząt w Księstwie Warszawskim i Królestwie Polskim (18071905), [w:] Kobieta i edukacja na ziemiach polskich w XIX i XX wieku, red. A. Żarnowska i A. Szwarc, cz. 2, Warszawa 1995, s. 3–18.

[2] H. J. Rygier, Materiały do dziejów oświaty w Polsce. Dozór szkół żeńskich w Księstwie Warszawskim, Warszawa 1917, s. 5–6. 

[3] Tamże, s. 6, 13.

[4] Tamże, s. 11–13.

[5] Mieszczanki („damy z miasta Warszawy”) zostały zaproszone do współpracy przez  dozory w 1810 r. Tamże, s. 14–15.

[6] List Tekli Łubieńskiej do syna Tomasza z dn. 13 IV 1809, [w:] R. Łubieński, Generał Tomasz Łubieński, Warszawa 1899, t. I, s. 183.                                                                                                                                                                                                         

[7] Na przykład w departamencie kaliskim tylko Konstancja z Małachowskich Biernacka brała czynny udział w pracach dozoru, pozostałe wyznaczone panie nie chciały się zaangażować. W departamentach płockim, łomżyńskim, radomskim i siedleckim w ogóle nie powołano dozorów. H. J. Rygier, dz. cyt., s. 20–21.

[8] List Marii Wirtemberskiej do Izabeli Czartoryskiej z dn. 6 IV 1810, [w:] L. Dębicki, Puławy (17621830): monografia z życia towarzyskiego, politycznego i literackiego, t. IV, s. 178.

[9] Tamże, s. 178–179.

[10] Regulament pensyj i szkół płci żeńskiej z dn. 9 III 1810, [w:] Źródła do dziejów wychowania i szkolnictwa w Polsce z doby Izby Edukacji Publicznej 18071812, zebr. Z. Kukulski, Lublin 1931, s. 511.

[11]  List Marii Wirtemberskiej …, dz. cyt., s. 180. Maria prosi w nim właściwie matkę, by przyłączyła się do dozoru i przesyła jej pismo od Izby Edukacyjnej.  

[12] Projekt złożono 10 lutego tego roku. H. J. Rygier, dz. cyt., s. 20.

[13] Regulament pensyj…, dz. cyt., s. 510-523, passim.