© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Bękarty

Los dzieci niechcianych, pochodzących spoza legalnych związków małżeńskich, był nie do pozazdroszczenia wszędzie, nie tylko w społeczeństwie staropolskim. Dzieci takie, zwane pogardliwie bękartami, bastardami, wylegańcami czy pokrzywnikami, urodzone przez kobiety samotne, nie miały praktycznie żadnych praw, a często i matka, i dziecko padały ofiarą prześladowań przez lokalną społeczność. Inną grupę stanowiły tzw. kukułcze dzieci, zrodzone wprawdzie przez mężatki, lecz poza stadłem, z innego związku. Szacuje się, że liczba nieślubnych dzieci wahała się od 3 do 10 procent ogólnej liczby, przy czym powiększała się ona zwykle w okresach wojen, przemarszów i stacjonowania wojsk.

Nieprawe potomstwo było zwykle dyskryminowane i upokarzane na każdym kroku, przez całe życie wytykano mu pochodzenie, zamykano drogę do urzędów, wyłączano z możliwości dziedziczenia po ojcu, noszenia jego nazwiska i korzystania z praw szlacheckich. Konstytucja z 1578 r. O nieprawym potomstwie nie dozwoliła uznawać za legalne dzieci szlacheckie w związku z późniejszym zawarciem przez rodziców małżeństwa już po urodzeniu dziecka; możliwość taka istniała natomiast w dalszym ciągu w prawie miejskim i wiejskim. Do 1578 r. prawo legitymowania dzieci nieślubnych miał król, potem sejm.

Bardzo często matki z różnych przyczyn porzucały dzieci zaraz po urodzeniu: noworodki i niemowlęta pozostawiano najczęściej nieopodal kościołów, klasztorów i szpitali. Część z nich umierała z powodu zimna, głodu i braku opieki, a te, które przeżyły, skazane były na egzystencję służących, niemal niewolników, zdanych bez reszty na łaskę przygodnych opiekunów. Niarzadko zdarzały się przypadki dzieciobójstwa, a jeżeli taką zbrodnię odkryto, matkę karano śmiercią. W XVIII w. zaczęto tworzyć domy dla podrzutków, które – jakkolwiek nie cieszyły się w przyszłości dobrą sławą – były pierwszą formą jakiejś konkretnej pomocy i opieki nad dziećmi porzuconymi. W saskiej Warszawie misjonarz francuski, ksiądz Piotr Gabriel Baudouin, zbudował dla nich własnym staraniem ochronkę i szpital; utworzony przez niego Szpital Dzieciątka Jezus uznano za generalny, podporządkowując mu wszystkie szpitale warszawskie.

Ale i zdarzało się, że ojcowie otaczali swe nieprawe potomstwo opieką, nadawali mu ziemię czy majątek; dzięki tej protekcji zdołało ono pozostać w stanie szlacheckim, nosząc stosowne nazwiska z końcówką –ski, nieco tylko zmodyfikowane w stosunku do oryginalnej formy (wiele na ten temat można przeczytac w Liber Chamorum). Przeważnie jednak większość bękartów przechodziła przez życie w nędzy i w upokorzeniu, co wyrobiło w nich znaczną psychiczną odporność i spryt życiowy. Opinia powszechna przypisywała im więcej żywotności i sił. W odmiennej sytuacji znajdowały się bastardy królewskie, spotykane także w Polsce, choć nie tak często, jak na obcych dworach. Jako przykład można tu wymienić Władysława Konstantego Wazę, znanego jako hrabia Vasenau lub Vasenhoff – nieprawego syna króla Władysława IV czy liczną gromadkę dzieci Augusta II Wettyna, z prześliczną Anusią Orzelską na czele.