© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   31.10.2013

Bezoary

W czasach nowożytnych za szczególnie skuteczne leki uważano te, które wytworzono z bezoaru – magicznego kamienia, który pochodził z odległych krain. Niektórzy lekarze nowożytni mówili, że nazwa bezoar wywodzi się z języka hebrajskiego i oznacza albo lek przeciw truciźnie (Bed – lek, Zahard – trucizna), albo tego, który opanowuje truciznę, czyli króla trucizn (Bel – król, Zoar – trucizna). Inni wskazywali na perski źródłosłów, czyli Pa-Zahar, wyraz oznaczający wszystko to, co jest przeciwne (pa) groźnemu jadowi (zahar). Natomiast Stefan Falimirz, autor pierwszego polskiego zielnika, określał cudowny kamień mianem bezaaru albo sirotki, czyli czegoś... osobnego.

Falimirz pisał, że bezoar „ma pierwsze miejsce między wszystkimi lekarstwami, które są naprzeciw jadom albo truciznom, bowiem kto go wypije jedną drachmę, wtedy [kamień] zgasi każdy jad, i wybawia człowieka, a to dlatego, że jest to najmocniejszy kamień przeciw wszystkim truciznom”.

Bezoaru używano najczęściej pod postacią proszku, który przyjmowano albo wziewnie, albo w połączeniu z jedzeniem i piciem. Przykładowo w Toruniu w trakcie epidemii dżumy w 1708 roku można było kupić proszek z bezoaru orientalnego po 6 groszy za gran, proszek z bezoaru occidentalnego po 2 grosze za gran oraz proszek z bezoaru mineralnego i specjalny proszek bezoarowy Doktora Sennerta każdy po 18 groszy za drachmę. Niekiedy niesproszkowany bezoar oprawiano także w złoto albo inne metale szlachetne, a następnie noszono na piersiach jako wisiorek chroniący przed truciznami, które znajdowały się w powietrzu.

Medykamentami na bazie bezoaru leczyli się polscy monarchowie. Kiedy król Stefan Batory cierpiał na melancholię, kazał sobie stawiać na plecach pijawki, przyjmował dekokt (czyli wywar) z hyzopu, krople siarczane oraz wymieszany z winem proszek z kopyt łosia i bezoaru. Także wśród szlachetnych kamieni, które z okazji chrztu otrzymała od wiedeńskich Habsburgów polska królewna Anna Maria Wazówna, znalazł się bezoar, mający oczyszczać zgniłe powietrze i neutralizować jady.

Co istotne, lekarstwa na bazie bezoaru przyjmowali nie tylko wielcy tego świata, lecz także zwykli mieszkańcy I Rzeczypospolitej.

W XVII wieku lekarze oraz aptekarze stosowali w terapii przede wszystkim bezoar wschodni i zachodni, choć wyróżniali znaczenie więcej rodzajów tego niezwykłego kamienia. O bezoarze orientalnym pisano, ze wywodzi się z Persji (względnie Indii Wschodnich) i jest kamieniem gładkim, kruchym, błyszczącym o barwie jasnozielonej, oliwkowej lub zielonoczarnej i kulistym kształcie. Kamień ten był bezwonny i składał się z licznych cieniutkich powłoczek, zachodzących na siebie niczym liście cebuli. Dlatego że w Europie bezoar orientalny już w średniowieczu stał się popularnym panaceum, bardzo szybko rozpowszechniła się praktyka sprzedawania jego imitacji. Z jednej strony nieuczciwi kupcy i aptekarze handlowali tzw. bezoarami końskimi (bezoar equinum), które nie miały mocy leczniczej, z drugiej zaś strony – sporządzali udatne podróbki, które na pierwszy rzut oka nie różniły się od oryginału. Surowiec do ich produkcji stanowiły rozliczne gumożywice i korzeń dorstenii – w dzisiejszych czasach popularnej rośliny doniczkowej. Z wymienionych składników fałszerze przygotowywali gęstą, lepką masę, a następnie wałkowali ją na cienkie płatki, które jeden po drugim ze sobą sklejali. Z tego względu już od XV wieku w Europie stosowano liczne próby w celu stwierdzenia autentyczności nowo nabywanego bezoaru wschodniego. Przykładowo, prawdziwy bezoar orientalny po utarciu i sproszkowaniu miał być zielonoczarny, a kiedy proszek wsypano na papier pokryty kredą albo bielą ołowianą, miał on przybrać kolor żółtawy.

Lecznicza moc bezoaru zależała od rodzaju i ilości ziół, które zjadło zwierzę, a dokładniej od „lotnych, siarkowatych i oleistych soli”, jakie zawierały spożyte rośliny, albowiem w kamieniu miały kumulować się ich właściwości i cnoty. Bezoar orientalny stosowano jako lek przeciwko dżumie, ospie, czerwonce, zawrotom głowy, kołataniu serca i robakom. Jednak w XVIII wieku coraz częściej poddawano w wątpliwość jego właściwości „przeciwjadowe”. Kwestią sporną było m.in. to, czy kamień noszony na sercu jako amulet, wzmacnia ducha życia i pochłania truciznę, znajdującą się w powietrzu, którym się oddycha.

Drugi typ bezoaru, bezoar zachodni, był kamieniem szorstkim i szarym, zbudowanym z płatów o wiele grubszych niż w przypadku bezoaru orientalnego. Zazwyczaj przyjmował on kształt jaja i wewnątrz by albo pusty, albo wypełniony nasionami lub drobnymi kamyczkami. Bezoar zachodni sprowadzali z Indii Zachodnich, czyli Ameryki Południowej, mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego, przy czym za najcenniejszą jego odmianę uważano tę, która pochodziła z Peru.

Warto wspomnieć, że mianem bezoaru zachodniego określano także kulisty twór powstający w żołądkach jeleni żyjących na terenach Europy Północnej, czyli tzw. bezoar cervini. Kamień ten miał „podobne cnoty i moce, co wcześniejsze bezoary”, gdyż odpędzał wszystkie złośliwe choroby o charakterze zakaźnym, wzmacniał serce, a ponadto – stosowany zewnętrznie jako amulet – sprowadzał sen na cierpiących na bezsenność. Jego wielkim walorem było także to, że był on dużo tańszy niż jego odpowiedniki.

Co ciekawe, oprócz wymienionych kamieni naturalnych dawni aptekarze i lekarze używali także bezoarów mineralnych. Wbrew swojej nazwie specyfiki te nie miały nic wspólnego z bezoarami pochodzenia zwierzęcego. Były to wytwarzane przez aptekarzy specjalne środki wymiotne i napotne, w których skład wchodził tlenek antymonu zmieszany z kwasem azotowym i innymi płynami, które neutralizowały przeczyszczające działanie podstawowych składników medykamentu.