© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   26.05.2011

Bezpieczeństwo publiczne

„Krew […] tańsza od wina, człowiek tańszy od konia. Świat, w którym łatwo zabić, trudno nie być zabitym. Kogo nie zabił Tatarzyn, tego zabił opryszek, kogo nie zabił opryszek, zabił go sąsiad”, pisał Władysław Łoziński we wstępie do swej głośnej pracy „Prawem i lewem. Obyczaje na Rusi Czerwonej w pierwszej połowie XVII wieku”. Czy rzeczywiście?

Księgi relacji i dekretów pozwalają nam dziś spojrzeć w sposób bardziej wywarzony na stan bezpieczeństwa publicznego w dawnej Polsce, niż miał okazję to zrobić Łoziński. Jak wykazały badania dotyczące Kujaw w pierwszej połowie XVII w., w ciągu blisko 60 lat między 1609 a 1667 zabito tam jedynie 43 osoby, a więc mniej niż jedna ofiara śmiertelna przypadała na rok. Padał one najczęściej ofiarą napadów rabunkowych (17), niekiedy ginęły w wyniku samorzutnego rozwiązywania sporów majątkowych (5 przypadków) lub w konsekwencji awantur wybuchających w czasie zbyt obficie zakrapianych alkoholem biesiad, podczas których ktoś komuś ubliżył nierozważnym słowem (4 przypadki). W sumie jednak, nie był to obraz uzasadniający dramatyczne oceny Łozińskiego. Znacznie więcej było zranień, aż 2121, czyli 36 rocznie, 1 co dziesięć dni. Wśród przyczyn znów wymienia się spory sąsiedzkie, zemstę, zajazd lub rabunek. Bito mocno, zwykle w głowę (rany w głowę pisarze opisują skrupulatnie, jakby dla podkreślenia natężenia złej woli agresora), bito czym popadło, cepem, kołkiem, grabiami, ale w końcu jednak ofiary uchodziły z życiem. Znaczna część owych bójek miała miejsce w czasie zajazdów, z których większość uznać należy za nielegalne, bowiem ich organizatorzy często nie czekali aż sąd wyda odpowiednie dekrety egzekucyjne. Ale zajazdów tych przypadało zaledwie 5 na rok! Czy więc był to aż tak groźny świat, jak wyobrażał sobie Łoziński? A może położone na południowych-wschodzie, zagrożone stale przez najazdy tatarskie i rabunki zbójników województwo ruskie było specyficzne? Tego nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć bez dalszych, żmudnych wprawdzie, ale arcyciekawych badań nad spuścizną aktową staropolskiej Temidy.