© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.12.2012

Bilans powiedeńskiej polityki Jana III Sobieskiego – część I

Wojna jest kontynuacją polityki, prowadzonej innymi środkami. W wypadku powiedeńskiej polityki Sobieskiego, ta maksyma Clausewitza jest wyjątkowa trafna. W trakcie wojny prowadzonej od 1683 r. polityka była obecna na każdym jej poziomie, nie tylko wyznaczała strategię, ale odgrywała wiodącą rolę w poszczególnych operacjach, a nawet w związku z mozaiką zaangażowanych podmiotów politycznych wdzierała się na pole taktyki. Równocześnie wojna w ramach Ligi stanowiła od 1684 r. istotną treść polityki władcy. Wszystkie inne zachowania w sferze polityki międzynarodowej i wewnętrznej były jej funkcją, miały służyć skuteczniejszemu jej prowadzeniu lub wzmocnieniu pozycji w koalicji. Udział w wojnie stanowił najważniejszy wybór polityki i przynieść miał realizację wszelkich zamierzeń króla. W związku z tym bilans wojny tureckiej stanowi o bilansie powiedeńskiej polityki Sobieskiego i może być podstawą do jej oceny. W relacji do zamierzeń bilans ten jest ujemny. Nie zrealizował król wielkich zamiarów odepchnięcia Turcji za Dunaj i wypędzenia tatarskich ord z Budziaku, co zmieniło by geopolitykę makroregionu nie tylko poprzez ustanowienie hegemonii Rzeczypospolitej na obszarze zamieszkanym przez Wołochów, ale również uzyskanie przez Polskę dostępu do Morza Czarnego, izolację Krymu, pociągającą degradację znaczenia Tatarów oraz podkopanie panowania tureckiego na Bałkanach.

Załamanie tych planów przyniosła już porażka z 1686 r., kładąca kres marzeniom władcy i łamiąca kręgosłup jego powiedeńskiej polityki. Co więcej, nie udało się Sobieskiemu nawet opanować Mołdawii, pierwszego i kluczowego celu swoich zabiegów. Przesądziło o tym definitywnie niepowodzenie z 1691 r., kończące okres aktywnego zaangażowania władcy w wojnę i w moim przekonaniu zamykające epokę powiedeńskiej polityki Sobieskiego. Cezura, mogącą na pierwszy rzut oka wydać się sztuczną, uzasadniona jest nie tyle reorientacją polityki, znamionowaną gotowością króla do wycofania się z wojny bez realizacji jej celów, co raczej faktycznym (choć nieformalnym), zejściem władcy z wielkiej sceny politycznej, wręcz popadnięciem w bierność. Liga dopiero w tym okresie wbrew dominującej w polskiej historiografii opinii stała się dla przygniecionego kłopotami władcy „jarzmem”[1]. Nie było to już jednak jarzmo zbyt ugniatające, co wiązało się z poczuciem klęski ostatnich politycznych wysiłków, ale i pogodzeniem z tym polityka, który przecież wiele w życiu dokonał i zrozumiał, że więcej już nie osiągnie.

W tym okresie nie sformułował już Sobieski, po raz pierwszy od czasów objęcie nie tylko tronu, ale i hetmaństwa, ambitnego programu politycznego, dla którego realizacji musiałaby koniecznie wyrwać się z „jarzma Ligi Świętej”. Zrozumieć to można, pamiętając o czysto ludzkim znużeniu człowieka, w 1691 r. jeszcze nie bardzo sędziwego, bo sześćdziesięciodwuletniego, ale mocno schorowanego[2]. Biologicznego, ale i głębiej egzystencjalnego wymiaru nie można zapoznawać w ocenie końcowych lat panowania Jana Sobieskiego. Po 1691 r. Jan III Sobieski był już bardziej obserwatorem niż reżyserem historii. Warto zwrócić uwagę na tę prawdę. W istocie jednak czy przyjmiemy jako końcową cezurę, znaczonej apogeum w 1686 r., polityki powiedeńskiej rok 1691 czy rok 1696 nie ma to większego znaczenia dla jej bilansu. Stan spraw nie zmienił w przeciągu tych kilku lat. Na froncie trwającej wojny: na ziemiach zabranych Rzeczypospolitej w latach siedemdziesiątych w ręku tureckim pozostawał Kamieniec, do polskich zdobyczy poza terenami rekuperowanymi należała tylko Bukowina. Realizacja celów dynastycznych Sobieskiego w oparciu o Mołdawię była po 1691 r. mrzonką.

[1] W. Konopczyński, Dzieje Polski Nowożytnej, Warszawa 1986, t. 2, s. 68 – 83 (rozdz. W Jarzmie Ligi Świętej); Z. Wójcik, Jan Sobieski ..., s. 351 – 384 (rozdz. „Jarzmo Ligi Świętej”).

[2] W. Ziembicki, Zdrowie i niezdrowie Jana III, Poznań 1931, passim.