© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Bitwa pod Chocimiem cz. I-II

Haniebny traktat buczacki otrzeźwił zwaśnionych Sarmatów. Wobec zagrożenia tureckiego wewnętrzne konflikty zeszły na dalszy plan. Niezapłacenie Turcji dorocznego trybutu, oznaczało wojnę z sułtanem. Tym razem sejm okazał się niezwykle jednomyślny i uchwalił podatki na zaciąg 76 tys. armii, a dowództwo nad nią powierzył hetmanowi Janowi Sobieskiemu, który żwawo zabrał się do organizacji wojska. Nie zaniedbał przy tym działań dyplomatycznych. Nawiązał potajemne kontakty z hospodarami wołoskim i mołdawskim, chanem tatarskim i atamanem Iwanem Sirką. Doprowadził też do dywersyjnego najazdu kozaków dońskich i Kałmuków na Krym, który spowodował wycofanie się Tatarów i kozaków Doroszenki z teatru wojny. Nie udało się jednak zorganizować koalicji antytureckiej, tylko papież przysłał niewielką pomoc. Nie oglądając się więc na obce posiłki, Sobieski z wojskiem koronnym ruszył na Podole. Widząc to sułtan Mahomet IV, buńczucznie zapowiedział podbój Polski, aż po Bałtyk. Przygotowania tureckie przebiegały jednak opornie i stało się jasne, że wielkiej ofensywy nie będzie. Hussein-pasza głównodowodzący armii tureckiej, podzielił swe siły na trzy części, a sam zamknął się w twierdzy chocimskiej i przygotowywał się do obrony. Polacy bez większych przeszkód stanęli pod fortecą 9 listopada. Siły były wyrównane i liczyły po ok. 40 tys. ludzi. Sobieski, nie zważając na zmęczenie swego wojska rzucił je do boju na chroniących się w twierdzy Turków. Pierwsze dwa dni nie przyniosły rozstrzygnięcia. Decydująca okazała się noc z 10 na 11 listopada. Polski wódz chcąc zmęczyć wroga, postanowił przetrzymać swoją armię w gotowości bojowej tuż pod wałami Chocimia. W obawie przed szturmem również nieprzyjaciel musiał całą noc czuwać. Zimno i listopadowy deszcz zrobił swoje i część żołnierzy tureckich zeszła z pozycji. Na to tylko czekał „lew Lechistanu”, rozkazując gwałtowny szturm tureckich umocnień. Po zajęciu wałów bitwa rozgorzała w obozie i pomimo szaleńczych kontrataków, polskie natarcie nie zostało powstrzymane. Turcy rzucili się do panicznej ucieczki, przez jedyny most na Dniestrze, który pod naporem uciekających zawalił się, dopełniając miary pogromu. Zwycięstwo Polaków było całkowite, ale – jak to często bywa – nie wykorzystane. Silne mrozy wpłynęły demoralizująco na nieopłacone polskie odziały, w dodatku hetman wielki litewski Michał Pac, wykazał się niesubordynacją i powrócił ze swoimi oddziałami na Litwę, a miary niemożności dopełniła śmierć króla Michała Korybuta. Chocimska wiktoria zapewniła jednak Sobieskiemu koronę oraz wielką sławę w Europie i dopiero bitwa wiedeńska przyćmiła wyczyn hetmana.