© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Ceremoniał dyplomatyczny w dawnej Polsce

Polski ceremoniał dyplomatyczny nie był ujęty w ramy regulaminu, jak miało to miejsce np. we Francji. Dla potrzeb praktycznych w Rzeczypospolitej zbierano jedynie opisy ważniejszych posłuchań posłów cudzoziemskich u króla. Przy spotkaniach dyplomatycznych współcześni zwracali baczną uwagę na sprawy etykiety, zależne od godności przyznawanej monarchom. Kiedy dyplomata przybywał do Warszawy, składał marszałkowi wielkiemu koronnemu listy uwierzytelniające. Następnego dnia obaj zainteresowani spotykali się i uzgadniali termin audiencji u króla. Wizytę na zamku królewskim poprzedzał uroczysty przejazd ulicami Warszawy w towarzystwie dygnitarzy państwowych. Kiedy poseł dotarł już na Zamek, po drodze do sal królewskich, był przyjmowany przez dygnitarzy koronnych i litewskich. Następnie udawał się do Sali Tronowej. Podczas przemowy dyplomata, ilekroć wspomniał imię swojego lub polskiego monarchy, tyle razy on sam i król odkrywali głowy. Po audiencji następowało uroczyste przyjęcie.

Zasady ceremoniału dworskiego nie były spisane, więc czasem dochodziło do kontrowersji przy jego stosowaniu. Za przykład może posłużyć incydent z początków 1650 roku. Podczaszy litewski pokłócił się wówczas z przewodniczącym legacji moskiewskiej o to, kto ma asystować posłowi moskiewskiemu przy uroczystym wjeździe do Warszawy. Polski ceremoniał dyplomatyczny był dostosowany do miejscowych warunków. Dlatego też w Rzeczypospolitej nie powołano specjalnego urzędu mistrza ceremonii, powierzając tę funkcję marszałkowi wielkiemu koronnemu.