© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   03.04.2019

Christian Heinrich Erndtel i jego wizyta w lejdejskim warsztacie Muesschenbroeków

W trakcie swych dwuletnich peregrynacji po wiedzę medyczną do Anglii i Niderlandów Północnych późniejszy lekarz przyboczny króla Augusta II Mocnego Christian Heinrich Erndtel odwiedził między innymi zakład Johannesa van Musschenbroeka (1660–1707) – słynnego holenderskiego konstruktora oraz twórcy instrumentarium laboratoryjnego, chirurgicznego i fizycznego, ojca znanego większości z nas z lekcji fizyki wynalazcy butelki lejdejskiej Pietera van Musschenbroeka.

W Relacji z podróży… doktor Erndtel wspominał: „Widziałem jego laboratorium czy raczej warsztat, w którym wizyta jest wielce pouczająca, oraz jego kolekcję instrumentów nie tylko przeznaczonych do eksperymentów z obszaru filozofii naturalnej, ale i używanych przez chirurgów”. Następnie zaś dołączył katalog rozmaitych narzędzi i aparatów wystawionych w 1707 roku na sprzedaż w Lejdzie wraz z ich cennikiem.

Lista, którą opublikowano w dziełku Erndtela, jest drugim najstarszym (po tym z 1694 roku) inwentarzem instrumentów naukowych oferowanych w zakładzie van Musschenbroeków, a więc miejscu, które stało się dumą i chlubą Lejdy w XVIII–XIX stuleciu, i które wpisało się na stałe na karty historii nauki.

Kiedy Erndtel bawił w Holandii, w warsztacie van Musschenbroeków sprzedawano trzy egzemplarze pompy powietrznej w różnych rozmiarach. Aparaty te służyły do przeprowadzania eksperymentów z próżnią, której istnienia przez stulecia zaprzeczano. Pompa powietrzna (anitila pneumarica) – wymyślona przez Ottona Gurickego – stała się modna w kręgach naturalistów zachodnioeuropejskich przede wszystkim dzięki eksperymentom prowadzonym przez Roberta Boyle’a, członka Towarzystwa Królewskiego w Londynie. Udoskonalone przez siebie aparaty wykorzystywał on z jednej strony do prowadzenia nowatorskich badań z zakresu filozofii natury (dziś powiedzielibyśmy: chemii i fizyki), z drugiej natomiast strony – w trakcie pokazów prywatnych i publicznych, które miały na celu demonstrować wyniki jego odkryć oraz dyskredytować jego przeciwników. Przy czym, dodajmy, pan Boyle, który nie znał łaciny i opublikował w 1660 roku w języku angielskim New Experiments Physico-Mechanicall, Touching the Spring of the Air, and its Effects, (Made, for the Most Part, in a New Pneumatical Engine), wprowadził swoimi eksperymentami, jak twierdzą filozofowie i historycy nauki, nowy model produkcji wiedzy przyrodoznawczej, który obowiązuje do dzisiaj.

Innym ciekawym przyrządem fizycznym oferowanym przez van Musschenbroeka była także aeolipila, czyli bania Herona. Ten prototyp silnika parowego był stosowany przez wspomnianego już pana Boyle’a w jego badaniach nad powietrzem i jego ciężarem. Używali go także do eksperymentowania Isaac Newton i inni uczeni związani z Royal Society w gwarnym Londynie.

Pozostałe instrumenty wymienione przez Erndtela służyły albo do prowadzenia badań anatomicznych, albo do przeprowadzania zabiegów chirurgicznych – mniej lub bardziej skomplikowanych. Nie powinno to jednak nikogo dziwić, przecież Erndtel był medykiem. Cóż zatem zwróciło uwagę drezdeńczyka, który miał przyjemność bawić w Lejdzie i odwiedzić kilka razy warsztat Johannesa van Musschenbroeka?

Z całą pewnością dla młodzieńca niezmiernie interesujące musiały być przyrządy służące do prowadzenia studiów z zakresu ars anatomica. Dość bowiem przypomnieć, że kiedy Erndtela przyjęto w poczet członków Leopoldyny, ten na pamiątkę słynnego włoskiego anatoma i chirurga żyjącego w XVI wieku Juliusa Caesara Aranzia przyjął pochodzący od jego nazwiska pseudonim Arantius. Erndtel tak jak inni młodzi doktorzy filozofii i medycyny przełomu XVII i XVIII stulecia interesował się przy tym zarówno anatomią opisową, jak i kwitnącą w Lejdzie od ponad pół wieku anatomia nova, która kładła nacisk na procesy fizjologiczne zachodzące w ciałach ludzi i zwierząt. Stąd obok klasycznych narzędzi służących do otwierania zwłok ludzi, w przytoczonym przez medyka spisie wymieniono także te, których używano podczas wiwisekcji i wypreparowywania rozmaitych organów.

Irygator szklany służący do przeprowadzania eksperymentów z oddychaniem, strzykawki anatomiczne z kilkoma zakończeniami, rurki do transfuzji krwi oraz rurki do nadmuchiwania naczyń i wstrzykiwania rtęci do narządów, obok narzędzia do krępowania psu pyska i kompletu miedzianych gwoździ różnej wielkości, mogły być wykorzystywane w trakcie prowadzenia wiwisekcji na zwierzętach (małych i dużych). Dzięki takim studiom – jakże okrutnym z naszego współczesnego punktu widzenia – odkrywano funkcje poszczególnych narządów oraz pewne elementy procesów fizjologicznych takich jak trawienie albo oddychanie.

Pozostałe instrumenty – między innymi cewniki, narzędzia do paracentezy oraz wszelkiego rodzaju przyrządy do korygowania szpotawych stóp, pleców, kręgosłupa czy szyi – służyły chirurgom w trakcie prowadzenia rozmaitych zabiegów operacyjnych i terapeutycznych. Oprócz tego Erndtel wymienił podwiązki trzymające dla osób cierpiących na przepukliny oraz „instrumenty leczące dla tych, którzy nie mogą utrzymać moczu”, a więc najprawdopodobniej pessaria i specjalne zatyczki wraz z mocowaniami.

W inwentarzu pojawiły się także dwie enemy, służące do przeprowadzania lewatyw (także z dymu tytoniowego), oraz trzy „drobnowidze”, dzięki którym można było prowadzić badania anatomiczne, botaniczne i podziwiać mikroświaty.

Dlaczego, ktoś mógłby zapytać, młody medyk z Saksonii uznał za zasadne wymienić w swojej Relacji z podróży… instrumentarium badawcze, które wyprodukowali  van Musschenbroekowie? W epoce przez standaryzacją produkcji i nastaniem produkcji masowej narzędzia naukowe – fizyczne, chirurgiczne, anatomiczne i inne – wytwarzano w warsztatach rzemieślniczych, stąd dostęp do nich był nie tylko kosztowny, ale i ograniczony. Eksperymentaliści, anatomowie, chirurdzy i inni uczeni albo zamawiali swoje narzędzia i aparaty u uznanych twórców-rzemieślników, nie mając gwarancji, że nowo wytworzone dla nich przyrządy, będą rzeczywiście odpowiadało ich potrzebom i specyfice ich pracy, albo kupowali gotowe już instrumenty albo bezpośrednio w „pokojach wystawowych” słynnych instrumentariuszy, albo na aukcjach spuścizn po zmarłych kolegach.

Nie dziwi zatem, że w 1714 roku doktor Erndtel kupował w Gdańsku za pośrednictwem swego przyjaciela Johanna Philippa Breyne’a komplet instrumentów chirurgicznych – obejmujących między innymi strzykawki i rozmaite noże – po pewnym zmarłym pruskim lekarzu za 10 dukatów w złocie.