© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   17.12.2010

Claude-Carloman de Rulhière – nie taka zła anarchia

Późną jesienią 1806 r. wojska francuskie, ścigając niedobitki armii pruskiej, wkroczyły na ziemie polskie. „Bóg wojny” i cesarz Francuzów w jednym, czyli Napoleon Bonaparte, stanął przed koniecznością zajęcia się „sprawą polską”. Niezbędna do tego była między innymi znajomość historii Polski. Z tego powodu rok później w Paryżu ukazała się praca Claude’a-Carlomana de Rulhière Historia anarchii polskiej, podstawowe źródło informacji o Polsce dla Napoleona i jego najbliższych współpracowników. Pod wieloma względami było to najbardziej ambitne dzieło poświęcone historii i aktualnej sytuacji Rzeczypospolitej (druga połowa XVIII w.). Złożone z czterech tomów, liczące grubo ponad tysiąc stron dzieło zyskało tak wielką sławę, że jeszcze sto lat po jego wydaniu niektórzy badacze traktowali je jako najważniejsze – i obiektywne – źródło historyczne.

Historia anarchii polskiej jest bardzo ważnym źródłem do poznania wydarzeń politycznych, ale na pewno niejedynym czy najważniejszym, a opowieści o obiektywizmie autora można włożyć między bajki. Jak wszyscy Rulhière miał swoje sympatie i antypatie, którym bez skrępowania dawał wyraz. Często brakowało mu też rzetelnej wiedzy, nawet o współczesnych mu wydarzeniach. Jego znajomość tajników polityki międzynarodowej wynikała ze stosunkowo krótkiej pracy w służbie zagranicznej króla Francji w Petersburgu i Sztokholmie w latach 1762–1764 oraz trwającej kilka miesięcy misji w Austrii i Prusach w połowie 1776 r. Zetknął się wówczas ze sprawami Rzeczypospolitej, ale był to siłą rzeczy kontakt pobieżny, a jego symbolem może być jedyna wizyta, którą złożył w Polsce – przejechał przez jej terytorium w drodze do Rosji. Zabierając się na zlecenie ministra spraw zagranicznych Etienne François Choiseula do napisania memoriału dla następcy tronu, przyszłego króla Ludwika XVI, korzystał głównie z materiałów zgromadzonych w archiwum francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych, relacji polityków i podróżników, własnych spostrzeżeń wyniesionych z pracy w dyplomacji, a także opracowań innych autorów, między innymi Jeana-Jacques’a Rousseau, Mably’ego, a spośród historyków polskich Marcina Kromera, Bernarda Wapowskiego czy Gotfryda Lengnicha. W połowie 1771 r., po ponad dwóch latach pracy memoriał był skończony, jednak aż do śmierci na początku 1791 r. autor dopisywał kolejne fragmenty.

Historia anarchii obejmowała całość dziejów Polski od „czasów niepamiętnych”, jednak Rulhière interesował się przede wszystkim sytuacją po roku 1650 i dlatego uwagi na temat wcześniejszych wydarzeń były bardzo ogólne, jak na przykład ta o krajach słowiańskich: „Niewola przypisanych do ziemi istnieje na tych ziemiach od czasów niepamiętnych i wydaje się, że nie dzielono tam nigdy ludzi inaczej, jak na panów i niewolników… Takie jest pochodzenie szlachty i pańszczyzny u wszystkich wspomnianych narodów”. Wskazuje ona zresztą na jeszcze jeden ważny element dzieła podnoszący jego wartość. Rulhière starał się przedstawić sytuację Rzeczypospolitej na szerokim tle międzynarodowym, pisząc obszernie o sytuacji w państwach sąsiednich, przede wszystkim Rosji, a także o polityce państw zachodnich wobec Europy Środkowo-Wschodniej, głównie Francji. Bardziej szczegółowe były natomiast informacje o późniejszych wydarzeniach, przede wszystkim od roku 1764. Lata 1650–1763 traktował jako okres przejściowy, koncentrując się na wybranych kwestiach, takich jak potop szwedzki, rządy Jana III Sobieskiego, rządy Augusta II, działania oficjalne i nieoficjalne, „sekret królewski”, dyplomacja francuskiej w Rzeczypospolitej i regionie, wreszcie podejmowane w całym okresie próby reformy, które niestety kończyły się niepowodzeniem. W ostatnim wypadku Rulhière uznał, że moment krytyczny nadszedł w 1673 r. Porażka grupy „możnych” na czele z hetmanem Janem Sobieskim oznaczała, że odtąd „dziwna mieszanina gwałtu i subtelności stała się… jedynym sposobem postępowania, jaki można, aż po dziś dzień zastosować w tej anarchii”.

Najwięcej do powiedzenia miał na temat stosunkowo krótkiego okresu 1764–1772. Tutaj najwyraźniej zaznaczyły się jego sympatie. Rulhière, który nawiązał kontakty, a nawet przyjaźnie ze zwolennikami konfederacji barskiej, przede wszystkim Michałem Wielhorskim i Andrzejem Mokronowskim, a równocześnie znajdował się pod silnym wpływem Jeana-Jacques’a Rousseau wychwalającego zalety ustroju Rzeczypospolitej, podziwiał idee republikańsko-wolnościowe szlachty, i – pomimo wszystkich błędów – państwo polsko-litewskie, w którym mogły być realizowane. Po przeciwnej stronie umieścił Rosję, którą uważał za uosobienie despotyzmu. Miał bardzo złe zdanie o Stanisławie Auguście Poniatowskim i popierającej go carycy Katarzynie II, przeciwstawiając im stronnictwo „patriotów”, na czele z hetmanem Janem Klemensem Branickim. Jego sympatia dla „patriotów” była posunięta tak daleko, że pierwszy i ostatni raz w całej pracy skrytykował politykę Francji, obarczając ją winą za niepowodzenia konfederatów barskich. Jeśli chodzi o genezę pierwszego rozbioru, słusznie wskazał na pruską inspirację, krytykując króla Fryderyka II, ale także władczynie Rosji i Austrii – Katarzynę II i Marię Teresę – za zbrodnię na państwie polskim. Mimo że Rulhière pisał o historii anarchii polskiej, to jednak dostrzegał nie tylko złe, ale też wielkie chwile w dziejach Rzeczypospolitej, traktując ją nie jako dziwoląg, lecz państwo, które choć ze względu na swoja historię różniło się od większości pozostałych krajów, to równocześnie było zdolne do samodzielnego rozwoju. Ani wspomniane damy, ani Fryderyk II nie musieli przeprowadzać operacji, której celem było zabójstwo pacjenta.