© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   30.12.2020

Edukacja historyczna w Rzeczypospolitej

„Historia magistra vitae est” – sentencja Cycerona z jego dzieła „O mówcy” jest idealnym odzwierciedleniem stosunku szlachty zamieszkującej Rzeczpospolitą Obojga Narodów do przeszłości. Znajomość historii była uznawana za niezbędną dla obywateli państwa, czyli właśnie szlachty. Już w renesansie Joachim Bielski w dedykacji dla króla Zygmunta III Wazy do kroniki swego ojca Marcina Bielskiego pisał: „Aczci y pospolitemu abo zgoła każdemu na świecie człowieku czytanie Historiy iest barzo potrzebne: abowiem bez nich ludzie by tu żyli nie inaczey iedno iako niemy dobytek, co tylko brzuchowi [h]ołduie: więc ludzie duchy abo uczynki cnotliwe pospołuby y z ciałem z świata schodziły bez pamięci ludzkiey”[1]. Historia według niego była „matką pamięci”, „mistrzynią życia naszego”, dlatego zalecał zgłębianie minionych dziejów – nie tylko jednak studiowanie życiorysów wielkich postaci tego świata, lecz generalnie – wszystkich ludzi.

W społeczeństwie staropolskim znajomość przeszłości okazywała się przydatna w wielu sytuacjach. Genealogia legitymizowała rządy, stąd pretendenci do tronu szukali w niej argumentów potwierdzających ich pretensje do sprawowania władzy. Instytucje kościelne szukały w historii potwierdzenia nabytych uprawnień i posiadłości, a kaznodzieje – inspiracji i przykładów do układania kazań. Politycy (w warunkach Rzeczypospolitej więc warstwa szlachecka) z kart dzieł historycznych uczyli się o minionych konfliktach – zarówno wojennych, jak i dyplomatycznych. Wreszcie uczeni czerpali z nich konstrukcję swoich pism naukowych. Oprócz wiedzy o przeszłości, najczęściej poszukiwano w historii wzorców i antywzorców osobowych, ale też pomocy w ocenie współczesnej sytuacji polityczno-społecznej czy działalności konkretnych instytucji. Z jednej strony więc historia uczyła myślenia przez opisywanie minionych zdarzeń, z drugiej zaś była nauczycielką moralności i postaw obywatelskich. Niezwykle trafnie opisał to Jakub Sobieski w instrukcji dla brata udającego się w podróż edukacyjną: „Nie tylko szczególnie pragnę, ale wręcz cię po bratersku proszę i zaklinam, byś zechciał przyłożyć się z całym zapałem i gorliwością do poznawania historii, która jest nauczycielką życia ludzkiego. Ona ci w każdym wieku podsunie najżyczliwsze rady, ponieważ nie bez przyczyny pewien bardzo mądry nazwał historyków swymi zmarłymi przyjaciółmi. To historia zachęca do przestrzegania praw, pilnowania wolności, obrony ojczyzny, podejmowania odważnych i bohaterskich czynów. To ona podnosi ducha i pobudza wielkie natchnienia, natomiast przeciw zarodkom wszelkich błędów i zbrodni kieruje nienawiść i obrzydzenie. W jej świetle, niczym w zwierciadle, poznasz samego siebie, zyskasz pochwały bez pochlebstw oraz nagany wolne od nienawiści i gniewu”[2].

To nie szkoła była pierwszym miejscem, w którym szlachcic stykał się z przeszłością. Edukację historyczną najczęściej rozpoczynano w domu, gdy poznawano genealogię własnego rodu szlacheckiego i chwalebne przykłady osób zasłużonych dla ojczyzny. Zalecano czytać dzieła historyczne także po zakończeniu zinstytucjonalizowanej nauki w szkołach, zwłaszcza w czasie podróży edukacyjnej, a potem w dorosłym życiu. Utwory pisarzy antycznych ukazywały nie tylko przeszłość, lecz także służyły za wzór do właściwego konstruowania przemówień na sejmikach i sejmach. Zwracano także uwagę na współczesnych uczonych, chociażby na dzieła Filipa Melanchtona, który dostrzegał, że historia powinna pomagać w zrozumieniu przyczyn przemian zachodzących w świecie oraz przekazywać przykłady właściwego postępowania.

Jak wyglądała szczegółowa lista lektur? Mimo że nie istniał obowiązkowy kanon dzieł historycznych, to w dużej mierze powtarzały się one w zaleceniach rodziców czy wychowawców. Przykładowo Jakub Sobieski swojemu bratu polecał czytanie – w odpowiedniej kolejności – „Dziejów” Herodota, następnie dzieł prezentujących życiorysy wielkich wodzów, jak chociażby „Cyropedię” opowiadającą o Cyrusie Wielkim pióra Ksenofonta, utwory opisujące życie Aleksandra Wielkiego napisane przez Kwintusa Kurcjusza Rufusa oraz Flawiusza Arriana. Następnie należało poznawać dzieje greckie opisane przez Tukidydesa, „którego nie należy czytać pobieżnie i szybko”. Z rzymskich historyków Jakub Sobieski wspominał między innymi popularnego w Rzeczypospolitej Florusa, który stworzył „niezwykle zręcznie jakby streszczenie [Tytusa] Liwiusza”. Nadto powinno się zapoznać z dziełami między innymi Polibiusza, Salustiusza, Juliusza Cezara, Tacyta oraz utworami prezentującymi Bizancjum oraz historię żydowską Józefa Flawiusza. Sobieski jednak nie zatrzymywał się na liście lektur antycznych – podawał też konkretne dzieła nowożytne dotyczące dziejów Franków, Hiszpanii, Italii, Szwecji oraz Ameryki (którą nazywał oczywiście Indiami), Węgier oraz Turcji. Co równie istotne, przeszłość Polski należało znać w takim samym stopniu jak dzieje powszechne. W tej materii polecał czytać Marcina Kromera, Filipa Kallimacha, Bernarda Wapowskiego (którego część kroniki nie zachowała się do dziś). Sam Sobieski zdawał sobie sprawę z tego, że wskazana przez niego lista lektur historycznych jest długa, niemniej była to lista na całe życie: „Przed twymi oczyma postawiłem tak wielką ilość nie tylko spraw, ale i autorów, że przypomina to gęsty las. Nie chcę bowiem, byś sądził, że studia historyczne dotyczą tylko jednego dnia lub miejsca. Gdziekolwiek się znajdziesz i jak długo pozwolą ci na to losy, musisz zajmować się tymi studiami. Nawet w największym wirze zajęć w późniejszym życiu powinieneś zawsze poświęcić choć trochę czasu, by sięgnąć do historyków”[3].

Do znajomości historii przywiązywano niezwykle dużą wagę, mimo że – paradoksalnie – aż do XVIII stulecia była nauką pomocniczą innych przedmiotów: teologii, filozofii moralnej, filologii klasycznej, retoryki, prawa, polityki. Jakub Sobieski wskazywał przede wszystkim na dwie nauki „rozjaśniające historię” – geografię, nazwaną przez niego wręcz „drugim okiem historii”, i chronologię. Dopiero zmiany programów nauczania –  najpierw w elitarnym kolegium teatyńskim (1737), a następnie w pijarskim Collegium Nobilium (1740) sprawiły, że historia stała się odrębnym przedmiotem nauczania.

Szkoły średnie wprowadzały elementy historyczne w różnym zakresie. Najszerzej informacje o przeszłości przekazywały szkoły różnowiercze, bardzo często o wysokim poziomie nauczania. W „Sarmackich Atenach”, jak nazywano działające w XVI wieku protestanckie Gimnazjum w Pińczowie, wiedza o przeszłości przekazywana była w klasach retoryki i dialektyki. Z kolei program nauczania szkoły braci polskich w Lewartowie (dzisiejszy Lubartów) koncentrował się wychowaniu obywatelskim, biorąc przykład ze starożytnego Rzymu. Program kładł duży nacisk na informacje z zakresu prawa i polityki, stąd wiedza z zakresu przeszłości była niezbędna. Wprowadzono też lekturę dzieł historycznych, między innymi Salustiusza czy Juliusza Cezara. Z kolei w prowadzonej również przez braci polskich Akademii Rakowskiej, działającej w latach 1602–1638, skupiono się na historii ojczystej. Rektor tej szkoły w latach 1621–1622, pisarz i teolog Marcin Ruar w liście do Piotra Rzeczyckiego w ten oto sposób określał program Akademii Rakowskiej w zakresie historii: „Ponieważ zaś w Rzeczypospolitej polskiej istnieje bardzo wiele urządzeń i zwyczajów, które odpowiadają takimże narodu rzymskiego, przeto ogromnie bym ci radził abyś po Justynie zapoznał się z Liwiuszem. Dla rozmaitości możesz wpleść lekturę Curtiusa, który czyny Aleksandra Wielkiego opisał bardzo pięknym stylem. Abyś wszedł także w historię ojczystą, której wstyd jest nie znać, polecam ci Florusa Polonicusa [Joachima] Pastoriusa, od którego będziesz mógł z czasem przejść do [Marcina] Kromera lub [Jana] Herburta”[4]. Szlachta Rzeczpospolitej Obojga Narodów, uważającej się za spadkobierczynię Rzymu, powinna studiować dzieła na temat historii antycznej, by dostrzegać podobieństwa instytucji funkcjonujących zarówno w starożytności, jak i w epoce nowożytnej. Równie ważna dla uczniów Akademii Rakowskiej winna być jednak znajomość dziejów ojczystych, a wiedzę o nich mieli czerpać z utworów Pastoriusa, Kromera i Herburta. Zarówno bowiem w dziełach antycznych, jak i współczesnych młodzież mogła znaleźć przykłady zachowania przydatne w wypełnianiu obowiązków publicznych w dorosłym życiu, czy to na polu walki, czy na mównicy sejmikowej lub sejmowej.

Wysokim poziomem nauczania historii szczyciły się także gimnazja protestanckie w Prusach Królewskich: w Gdańsku i w Toruniu. Początkowo, podobnie jak w innych szkołach średnich, w przeszłości poszukiwano przykładów wychowawczych i dydaktycznych, ale służyła ona głównie nauczaniu retoryce i filozofii. W XVII wieku jednak zmieniono podejście do historii. W szerokim zakresie uwzględniano historię państwa polskiego. Z dzieł antycznych uczonych wykorzystywano oczywiście Herodota, Florusa, Justyniana, Tacyta czy Swetoniusza, niemniej studiowano także dzieła współczesne, a z tematyki narodowej lekturami były dzieła Marcina Kromera, Pawła Piaseckiego, Stanisława Orzechowskiego, Macieja Stryjkowskiej, zwłaszcza zaś Szymona Starowolskiego i Joachima Pastoriusa. Przede wszystkim jednak elementy wiedzy historycznej wykorzystywano do doskonalenia umiejętności retorycznych.

Historia odgrywała rolę służebną wobec retoryki i poetyki również w rozsianych po całej Rzeczypospolitej kolegiach jezuickich. Przez lata traktowano przeszłość jako przykłady wzorów i antywzorów osób i ich poczynań, wyszukiwano ciekawostki, nie przekazując rzetelnej wiedzy historycznej (chociażby ignorując wątki pogańskie z historii antycznej). W XVIII wieku, na fali reform edukacyjnych w kolegiach zakonnych, doszło do zmian także w podejściu do historii, między innymi dzięki temu, że powstały podręczniki do dziejów ojczystych: Jana Drewsa czy Karola Bartołda.

W kolegiach zakonnych wątki historyczne były szeroko wykorzystywane w spektaklach teatralnych. Wykorzystując teatr, skupiano się na kształtowaniu moralnym uczniów, a jednocześnie dzięki grze mieli się oni przygotowywać do wystąpień publicznych – ćwiczono pamięć oraz sztukę wymowy w praktyce. W kolegiach jezuickich dominowały wątki z historii Kościoła, historii antycznej, dzieje państwa polskiego pozostawiając na bocznym torze. Dzieje starożytnego Rzymu oraz przeszłość Polski (zwłaszcza Bolesława Krzywoustego i Jana III Sobieskiego) były zaś eksploatowane w spektaklach przygotowywanych przez pijarów. Poszukiwano godnych do naśladowania wzorców, bo to krzewiło też uczucia patriotyczne – nie tylko wśród uczniów, lecz także wśród innych odbiorców, ponieważ spektakle teatralne odbywały się często poza kolegium i były wydarzeniem publicznym. W kolegium teatyńskim zaś (powstałym już w XVIII wieku) nawet jeśli spektakl dotyczył historii powszechnej, to często przemycano wątki, które można było odnieść do dziejów Rzeczypospolitej.

Dla rzesz szlacheckich historia była nauczycielką życia, w której szukano wzorców zachowań, instytucji, jak również wykorzystywano ją do zdobywania praktycznych umiejętności – układania mów i przemawiania na forum publicznym. Część pisarzy politycznych zwracała uwagę na zaniedbanie znajomości historii polskiej kosztem historii antycznej. Już Andrzej Maksymilian Fredro (ok. 1620 – 1679) w „Przysłowiach mów potocznych” prezentował listę dzieł odnoszących się do historii powszechnej, jak również polskiej. Znajomość pierwszej jest powodowana – według Fredry – ciekawością, drugiej zaś – koniecznością: „[…] piękniejszy Liwiusz, ale nam potrzebniejszy Kromer lubo Długosz; subtelniejszy Tacyt, ale bardziej do rzeczy polskiej służący Orzechowski; mowniejszy Strada, lecz w domowych sprawach i przygodach bardziej Polakom oczy otwierający ktożkolwiek jest z domowych pisarzów. Wspaniałe dzieła Juliuszów, Aleksandrów, Scypionów; milsza przecie domowe słuchać waleczności i zwycięztwa wielkich królów naszych: Krzywoustów, Zygmuntów, Batorych, Władysławów. Chwalebne przysługi i miłość ku ojczyźnie: Brutusów, Fabiuszów, Katonów, ale bardziej nas wzruszają do cnoty, nie mniej zacne domowe sprawy Zbyszków, Oleśnickich, Tarnowskich, (że wiele takich pominę) Zamojskich[5].

Historia – nazwana przez Fredrę „matką dobrego rozumu” – służyła więc w epoce staropolskiej głównie do znalezienia argumentów w debatach politycznych na sejmikach i sejmach, ale także znajdowano w niej przykłady postępowania, by wzbogacić doświadczenia współczesnych. Skupiano się na cechach wybitnych postaci i ich wpływu na dzieje poszczególnych krajów lub części świata. W szkole poszukiwano często analogii ze starożytnym Rzymem, a w życiu rodzinnym najważniejszą jej częścią były poszukiwania genealogiczne.


[1] M. Bielski, Kronika polska, Warszawa 1829, s. XV.
[2] Jakub Sobieski, wojewodzic lubelski, swemu najukochańszemu bratu Janowi, wyruszającemu poza granice Królestwa, z serca życzy szczęśliwej podróży, powodzenia i szczęśliwego powrotu do ocalonej i zachowującej wolność Ojczyzny, oraz do rodzinnych pieleszy, [w:] Ojcowskie synom przestrogi. Instrukcje rodzicielskie (XVI–XVII w.), wstęp i oprac. D. Żołądź-Strzelczyk, M.E. Kowalczyk, Wrocław 2017, s. 162.
[3] Tamże, s. 167.
[4] Cyt. za: Źródła do dziejów wychowania i myśli pedagogicznej, t. 1: Od wychowania pierwotnego do końca XVIII stulecia, wybór i oprac. S. Wołoszyn, Warszawa 1965, s. 320.
[5] A.M. Fredo, Przysłowia mów potocznych, albo przestrogi obyczajowe, radne, wojenne, wyd. K.J. Turowski, Sanok 1855, s. 3.


Realizacja działań online w ramach programu „Kultura Dostępna”.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu.

Kultura Dostępna logo