© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   09.03.2012

Gry z Epikurem w poezji polsko-łacińskiej

Wpływom humanizmu należy też zawdzięczać ożywioną dyskusję z filozofią epikurejską i próby jej pogodzenia z religią chrześcijańską. Wydaje się to niemal niemożliwe, bo u poetów chrześcijańskich pojawia się nieraz dyskurs antyepikurejski, polemizujący z ideami Lukrecjusza, czyli np. z odrzuceniem obrazu Boga jako sędziego ludzkich uczynków lub z koncepcją śmiertelności duszy (czyli z zanegowaniem pośmiertnej nagrody). Jednakże próby dostosowania epikureizmu do reguł chrześcijańskiego życia podejmowali niektórzy europejscy humaniści, np. Lorenzo Valla czy Erazm z Rotterdamu. Ten ostatni starał się udowodnić, że prawdziwą przyjemność, będącą najwyższą wartością epikureizmu, zapewnia jedynie godne, chrześcijańskie życie. Hedoniusz, uczestnik Erazmowego dialogu Epikurejczyk, zdumiewa się, „ile goryczy domieszane jest do tych fałszywych przyjemności, które rodzi rozwiązła miłość, zakazana chuć, obżarstwo i opilstwo”, a „młodzieńcy przez rozpustę ściągają na siebie […] nowy trąd, […] neapolitańskim świerzbem, przez który w tak wielu wypadkach muszą umierać” (chodzi oczywiście o choroby weneryczne). Przekorną grę z podobnymi poglądami możemy dostrzec w swawolnej produkcji literackiej Andrzeja Krzyckiego, czyli w parodii świątobliwego hymnu na cześć „błogosławionego” męczennika, który strawił życie na lubieżnych „umartwieniach”:

O nasz Korybucie święty […]!

Po zamtuzach staleś biegał

I tam ze ździrami legał,

Umartwiając ciało tak.

Bachus za to cię przed czasem

Obdarował siwym włosem,

Wenus wrzodem Gallów znów…

Dostrzegamy jednak w polskiej poezji renesansowej również nuty pokrewne Horacjańskiemu napomnieniu carpe diem (‘wykorzystaj dzień’), niekiedy nawet zupełnie oderwanej od nadziei na jakiekolwiek pośmiertne pociechy. Można rozumieć takie teksty jako głos upominający się o przywrócenie wartości powszednim ludzkim przyjemnościom, czerpanym z ziemskiego życia, nawet „szaleństwu w porę”. Śmierć jawi się wówczas nie jako pożądane wyzwolenie z padołu łez, lecz jako Wielka Niewiadoma, odcinająca od ziemskich rozkoszy. Tak zdarza się na przykład w łacińskiej poezji Kochanowskiego, szczególnie w Foricoenium 3, Do przyjaciół (Ad sodales):

Tu, przyjaciele,

Póki los sprzyja,

Pić każdy musi.

W Orku winorośl

Żadna nie kwitnie;

I w żadnej beczce

Trunek nie syczy.

Strumienie leją

Siarkę ponurą

I cis pobladły

Brzegi ocienia.

Tu, przyjaciele,

Kochać nam trzeba.

Gdy bowiem sroga

Kloto rozerwie

Nici pasemko,

Gdy opuścimy

Ciebie, Krokalis,

 I ciebie, Filis,

Przez Styks nas czarna

Poniesie barka,

Całkiem podobnych

Do mgły oparów,

Które rozwiewa

Euros na morzu.

Najczęściej jednak, zwłaszcza w twórczości poetów deklarujących się jako religijni,  wszystko układa się raczej według chrześcijańskiej maksymy: „To, co sprawia rozkosz, jest chwilowe; to, co przynosi mękę – wieczne”). Dlatego spotykamy tu bardzo oszczędne pochwały przyjemności godziwej, pojmowanej jako rekreacja czy świętowanie – widać to np. u Sarbiewskiego, we wzorowanej na biesiadnej pieśni Horacego odzie II 13 (Do Juliusza Rosy); poeta wzywa do zaniechania milczenia i oddania się poezji świętej. Godziwe rekreacje opiewa też Epoda 3, wyliczająca przyjemności życia zakonnego, oraz związana z czasami wileńskimi oda IV 35 Do Pawła Kozłowskiego, zachęcająca do wiosennej przechadzki za miasto, gdzie można znaleźć przyjemność w uwolnieniu się od trosk, w odkryciu harmonii pomiędzy pogodą dnia a spokojem radosnej duszy. Cytowany epigramat Kochanowskiego przypominał gorzką refleksję z wiosennej ody Horacego, sprowadzającej człowieka po śmierci do „prochu i cienia” i przestrzegającej przed złudną nadzieją na nieśmiertelność, gdyż czas mija zbyt prędko. Oda Sarbiewskiego, jak się wydaje, uwalnia promienny wiosenny dzień od tego przygnębiającego balastu, nie zakłócając nadziei posępną melancholią: „Zatem, nie zwlekając, odbierz cały dzień ciężkiej trosce, bo obiecuje go jasny wieczór, a jutro znów ci go przyniosą białe rumaki godzin”.