© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Jak marszałkowa w obmierzłą babę, a królowa w Żydówkę się odmieniła. O maszkarach w Warszawie schyłku XVII stulecia

Do ulubionych dawnych zabaw zapustnych należały uprawiane w karnawałowe ostatki maskarady, zwane maszkarami. W jednym z kazań swej Postylli Mikołaj Rej tak ironizował: „W niedzielę mięsopustną kto zasię nie oszaleje na urząd, jako ma być, twarzy nie odmieni, maszkar, ubiorów ku diabłu podobnych sobie nie wymyśli, już jakoby nie uczynił krześcijańskiej powinności dosyć”. Do odmiany twarzy służyły maski. Importowane lub krajowe, z brodą, wąsami, zmarszczkami. Ich wyrobem trudnili się maszkarnicy, którzy – z racji sezonowego zbytu – cenili się wysoko. W szesnastowiecznym Krakowie maska panienki kosztowała złotego, z twarzą starej baby już o jedną trzecią mniej, bo 20 groszy, tyle samo murzyńska, za to maska z brodą sprzedawana była za groszy 24. Uzupełnienie maski odpowiednim strojem nie nastręczało już większych trudności.

Jędrzej Kitowicz w Opisie obyczajów za panowania Augusta III wyjaśniał, jak maszkary wyglądały w czasach jego młodości: „w Kuse Dni zapustne (tak albowiem nazywano ostatnie trzy dni zapustne) przestrajali się i przekształcali w różne figury: mężczyźni za Żydów, za Cyganów, za olejkarzów, za chłopów, za dziadów; niewiasty podobnież za Żydówki, za Cyganki, za wiejskie kobiety i dziewki, udając mową i gestami takie osoby, jakich postać na siebie brali”.

Giovanni Battista Fagiuoli (1660-1742), sekretarz nuncjusza papieskiego przebywający w Warszawie w 1691 roku, 27 lutego został zaproszony na dwór królewski na karnawałową zabawę. Nieco zgorszony Włoch zanotował w swoim diariuszu: „Byłem na balu danym u dworu, na którym tańczyła królewna, książęta, jako też wielu wojewodów po większej części poprzebieranych. Ten był przebrany za kardynała, owa za mniszkę, inni śmieszniej jeszcze i niewłaściwiej”.

W diariuszu Kazimierza Sarneckiego, w którym na polecenie swego pryncypała skwapliwie dokumentował życie codzienne na dworze Sobieskich, również znajdujemy wzmianki o maskaradach, które w tym czasie były stałym elementem zapustowych zabaw tanecznych. Karnawał Anno Domini 1694 królewska rodzina spędzała na Zamku w Żółkwi. Niestety, dla Sarneckiego od odgrywanych wówczas ról ważniejsze były personalia uczestników zabawy. Zainicjował ją królewicz Jakub Ludwik Sobieski, który pozostał w stolicy (w tym samym czasie bawił on na jakiejś komedii wystawianej w Pałacu Kazimierzowskim): „Te wszystkie stroje maskarad królewic jegomość z Warszawy przysłał, które dziś stanęły”.

21 lutego 1694 roku dwór spędzał w Żółkwi: „W wieczór maszkary były: królewna jejmość z panią podkoniuszanką litewską [zapewne jedną z dwóch niezamężnych cór Abrahama Gołuchowskiego] dla pary ubrały się; królewic jegomość Aleksander i jegomość pan starosta szydłowski [Stefan Przerębski], jegomość pan Denhoff graf, jegomość pan Szembek, jegomość pan conte młody, jegomość pan conte stary [tj. brat królowej Ludwik Maligny i jego syn], jegomość pan Stadnicki kasztelanic przemyski, jegomość pan Sobieski strażnik polski koronny. Królewic jegomość Konstanty nie ubierał się. Tańcowali do samej pierwszej w noc. Król jegomość przypatrywał się tym tańcom, cieszył się”. Czternastoletni królewicz Konstanty jedynie się przyglądał, ale jego siedemnastoletni brat bawił się już w najlepsze. Reszta towarzystwa była wyraźnie zróżnicowana wiekiem: obok synów wystąpiło też pokolenie ojców.

Następnego dnia zabawa była jeszcze pyszniejsza, gdyż zwiększył się udział płci niewieściej. Do przebierańców dołączyły bowiem panny z „górnego frącymeru”, a więc szlachetnie urodzone dworki. Sarnecki zanotował: „Tany i maszkary były. Damy górne i pomienioni kawalerowi ubierali się w nie, kolacyją dla nich dano w pół tańców”. To samo ostatniego dnia karnawału: „Z wieczora zaraz maszkary się ubierali, tj. damy górne i z królewną jejmością, królewicowie z kawalerami teraz tu znajdującymi się”.

Więcej interesujących szczegółów na temat karnawałowych maskarad w stolicy przekazał Sarnecki dwa lata później. Żona Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, Elżbieta z Denhoffów, w przebraniu okazała się nie do poznania: „Ustawicznymi tu maszkaradami Marywil personat co noc, najczęściej u jegomości pana posła francuskiego [Melchiora de Polignac] sua ludicra agunt. Jejmość pani marszałkowa wielka koronna za babę się sprosną była ubrała, że jej nikt nie uznał dnia onegdajszego [tj. 7 II 1696 r.] u jegomości pana posła, aż już na samym wychodzie”.

No proszę, magnat i hulaka Lubomirski – z racji swej poetyckiej parafrazy Eklezyjastesa nazywany „polskim Salomonem” – jak głosi legenda, kazał się pochować w pokutnym worze, a decyzję o swych pośmiertnych „maszkarach” miał skwitować dystychem:

                        Źle żył, a dobrze umarł – w tym dał przykład z siebie.

                        To sztuka użyć świata, a przecię być niebie.

Natomiast małżonka Lubomirskiego do analogicznej metamorfozy nie potrzebowała rozstawać się ze światem, wystarczała jej karnawałowa przebieranka! A warto pamiętać, że – jak notował czuły na niewieście uroki Fagiuoli – pani Lubomirska była wówczas „śliczną kobietą”, „jedną z najpiękniejszych pań tego królestwa”!

 Zresztą cóż marszałkowa! W zapustowych przebierankach lubowała się również Marysieńka. Jeszcze jako młoda pani Zamoyska donosiła Sobieskiemu, że na zapusty 1660 roku zapobiegliwie już cztery miesiące wcześniej zamówiła „maski karnawałowe w Wenecji”, a rok później kończyła zdawkowy list: „Teraz nie mam czasu dłużej pisać do Waszmości, bo maski już czekają na mnie”. Zamiłowanie to nie minęło wraz z młodością. W karnawale 1696 roku Sarnecki notował: „Maszkarady i podczas tej słabości zdrowia pańskiego [Sobieski na cztery miesiące przed śmiercią nie czuł się najlepiej] na różnych kolacyjach często, gęsto bywają. Na jednej teraz kolacyjej u książęcia jegomości kanclerza [Dominika Mikołaja Radziwiłła], gdy przyjechał jegomość pan starosta golubski, była także między nimi królowa jejmość ubrana za Żydówkę, tańcowała równo z drugimi”.

Tak działa logika karnawałowej przemiany: krakowskie przekupki w tłusty czwartek przebierały się, naśladując i przedrzeźniając wielkie magnatki, królowa zaś i magnatki stylizowały się na Żydówki, Cyganki i „baby sprosne”. Z chłopa król, a z królowej jednodniowa Żydówka.