© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   06.09.2013

Jan III i Kozaczyzna w latach 1674–1677

Zwycięstwo chocimskie w 1673 roku odsunęło groźbę utraty prawobrzeżnej Ukrainy, nie zakończyło jednak konfliktu polsko-tureckiego. Ledwie ucichły echa elekcji, w czasie której wybrano Jana Sobieskiego, a już nowy monarcha musiał obmyślać sposoby obrony kraju. Do Warszawy napływały informacje o przygotowaniach Turcji do wojny, tymczasem skarb państwa był pusty, wojsko nieopłacone i w fatalnym stanie. Sytuację komplikowało też włączenie się Rosji do walki o prawobrzeżną Ukrainę. W styczniu 1674 roku, wykorzystując niedawną klęskę Turków w bitwie pod Chocimiem, wojska rosyjskie wspomagane przez zadnieprzańskich Kozaków przekroczyły Dniepr i rozpoczęły podbój Ukrainy. Do końca marca Rosjanie zajęli prawie całą prawobrzeżną część Ukrainy i tylko Czehryń, stolica hetmana prawobrzeżnej Kozaczyzny i lennika tureckiego Piotra Doroszenki, samotnie stawiała im opór. Praktycznie wszystkie podległe Doroszence pułki przeszły na stronę Rosji i uznały przywództwo Iwana Samojłowicza, hetmana zadnieprzańskiego. Turcy byli daleko, Tatarzy nie spieszyli się z pomocą, co mogło poważnie wpłynąć na realizację planów Jana III dotyczących pozyskania Doroszenki. A właśnie tego spodziewano się w Warszawie po elekcji Sobieskiego – że nowy władca doprowadzi do pojednania z hetmanem.

Te nadzieje nie były bezzasadne, gdyż już wcześniej Doroszenko dawał sygnały, że jest gotów do współpracy. Na początku 1673 roku, wobec narastającej opozycji w łonie Kozaczyzny, zwrócił się do Jana Sobieskiego, wtedy jeszcze hetmana wielkiego koronnego, obiecując poddanie się Rzeczypospolitej. Choć nic nie wynikło z tych deklaracji, to jednak w czasie kampanii chocimskiej Doroszenko zachował neutralność. Co prawda wysłał Turkom dwa pułki Kozaków, ale powiadomił Sobieskiego, że nie będą one walczyć z Polakami. Sobieski chciał wykorzystać jego postawę i podejmował próby porozumienia.

Trudne położenie hetmana i groźba utraty prawobrzeżnej Ukrainy na rzecz Rosji zmusiła Osmanów do zmiany planów wojennych. Armia turecka ruszyła na pomoc Doroszence znacząc swój pochód łuną pożarów i jękiem ludzi mordowanych lub branych do niewoli. Rosjanie próbowali stawiać opór, ale bez powodzenia i w końcu wycofali się za Dniepr. Sobieski postanowił wtedy uderzyć na tyły wojsk tureckich zajętych działaniami przeciwko Rosji, ale przedwczesne ujawnienie jego planów sprawiło, że wojska osmańskie zdążyły się wycofać z Ukrainy. Napływały wiadomości o przychylnym nastawieniu tamtejszej ludności do Jana III, który liczył, że trwałe opanowanie tych ziem ułatwi mu dalsze działania wojenne przeciwko Turcji i nie pozostanie bez wpływu na postawę Moskwy wobec zagrożenia tureckiego.

Do końca roku wojsko Rzeczpospolitej opanowało ziemie Ukrainy aż do Dniepru, z wyjątkiem kilku miast, które pozostały wierne Doroszence. Jan III próbował przeciągnąć go na swoją stronę, stawiając warunek, że zerwie z sułtanem. Wysłane w grudniu poselstwo powróciło jednak z warunkami nie do zaakceptowania przez stronę polską; Kozacy domagali się bowiem powrotu do postanowień unii hadziackiej (w tym oddzielnego terytorium podległego ich władzy, złożonego z trzech województw: kijowskiego, bracławskiego i czernihowskiego, pozostającego pod władzą cara), ignorując sytuację powstałą po traktacie andruszowskim i podziale Ukrainy.

Wobec braku sukcesu w negocjacjach, wiosną 1675 postanowiono ostateczne rozwiązać „sprawę kozacką”. Porzuciwszy opcje pogodzenia się z Doroszenką, Jan III zdecydował się mianować hetmanem na Prawobrzeżu Ostafiego Hohola, który już od jesieni poprzedniego roku wiernie służył królowi. Wykorzystując konflikt między znaczną częścią starszyzny kozackiej a Doroszenką, król chciał w wyniku tej nominacji przeciągnąć starszyznę na swoją stronę, osłabić pozycję Doroszenki na Prawobrzeżu i zmusić go do ustępstw. Sobieski chciał utrzymać wojsko zaporoskie i osadnictwo kozackie na podległym Rzeczpospolitej terytorium Ukrainy, cenił bowiem Kozaków jako dobrych i doświadczonych żołnierzy, świetnie znających tereny, na których toczyły się walki. Zdawał też sobie sprawę, że bez pozyskania Kozaków nie może liczyć na trwałe opanowanie Ukrainy. Nowy hetman miał wspomagać wojska królewskie w walkach z Turkami, pilnować porządku w podległych sobie pułkach, król zaś obiecał zachować ich prawa i przywileje.

Ta polityka nie przyniosła spodziewanych efektów, chociaż Hohol, dysponując zaledwie oddziałem 4 tysięcy Kozaków, poważnie potraktował swoje stanowisko i czynnie wspierał zbrojne działania wojsk królewskich. Jednak już w połowie 1675 roku część jego podkomendnych przeszła na stronę Doroszenki. Pozostałe jednostki zostały wzięte na żołd Rzeczpospolitej, czyli stały się częścią jej sił zbrojnych, a nie jak dotąd wojskiem cieszącym się dużą dozą samodzielności. Oddziały Hohola nadal walczyły u boku armii koronnej, a po zawarciu układu polsko-tureckiego w 1677 roku zostały wycofane z Bracławszczyzny i osadzone w północnej części Ukrainy, na Polesiu kijowskim. Miały zabezpieczyć te rejony i stanowić zalążek sił kozackich, na bazie których w przyszłości można było zbudować wierne królowi i Rzeczpospolitej wojsko. Jan III nie zamierzał bowiem wyrzekać się nadziei na odzyskanie utraconych ziem ukraińskich, a wiedział, że bez poparcia Kozaczyzny, zarówno politycznego jak i militarnego, trudno było sobie to wyobrazić. Doceniał rolę wybitnego żołnierza i chciał z nim współpracować, daleki był jednak od spełniania warunków politycznych Piotra Doroszenki. Dla Jana III osadnictwo kozackie miało mieć charakter osadnictwa wojskowego, cieszącego się udzielnymi prawami gwarantującymi ich wolność osobistą i majątkową. Gotów był jednak na ustępstwa, co udowodnił w okresie wojny Ligi Świętej z Turcją, już po odsieczy wiedeńskiej.