© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   18.12.2017

Jan Sobieski w oczach Bernarda O`Connora

Bernard O`Connor, irlandzki lekarz, który sam nie pożył zbyt długo (zmarł w 1698 r. w wieku 33 lat), niezbyt długo też przebywał w Polsce. Przybył tu w końcowych latach panowania Jana III – w roku 1694 – i wyjechał już w następnym roku. W tym krótkim czasie zdążył wszak zdobyć sobie sporą popularność i zyskać sobie grono przeciwników. A wszystko to dlatego, że postawił trafną – choć niestety śmiertelną – diagnozę siostrze królewskiej, Katarzynie z Sobieskich Radziwiłłowej. Opinia nuworysza, jakim był O`Connor w polskim środowisku lekarskim, idąca wbrew zdaniu wszystkich „znawców tematu”, nie mogła mu rzecz jasna przysporzyć przyjaciół wśród polskich medyków. Docenił go za to sam Jan III, mianując swoim nadwornym lekarzem. Stanowisko to nie przypadło ostatecznie O`Connorowi do gustu. Skorzystał więc z nadarzającej się okazji, jaką był wyjazd córki królewskiej Teresy Kunegundy do świeżo poślubionego męża -  elektora bawarskiego Maksymiliana – by w 1695 r. dołączyć do jej orszaku i opuścić Polskę. Niemniej, pobyt w Polsce dał Irlandczykowi sposobność przyjrzenia się bliżej królowi, co wykorzystał, publikując już po powrocie do ojczyzny opis Rzeczypospolitej pod tytułem The History of Poland in Several Letters to Persons of Quality (1698).

Pisząc o Janie III, O`Connor jako lekarz nie mógł nie wspomnieć o wyglądzie króla, którego ocenił jako człowieka wysokiego i korpulentnego – zgodnie z rzeczywistością zresztą. Podkreślał też, że Jan III  ubierał się zawsze po polsku.

O`Connor musiał oczywiście zmierzyć się z trudnym do zrozumienia dla przyzwyczajonych do dziedzicznych królów „z Bożej łaski” Europejczyków faktem elekcji Sobieskiego na tron polski. Podkreślił przy tej okazji szczodrość elekta, który zatroszczył się o uposażenie królowej wdowy po Michale Korybucie. Całkiem otwarcie pisał też o odłożeniu przez Jana III koronacji z uwagi na chęć zachowania dla siebie kompetencji hetmańskich na czas wojny z Turcją. Opisał małżeństwo Sobieskiego z Marią Kazimierą, damą dworu królowej Ludwiki Marii i pierwszą żoną Jana Zamoyskiego. Wskazał też słusznie na zasługi Jana Kazimierza dla kariery wojskowej Jana Sobieskiego.

Irlandczyk podkreślał starożytność i znaczenie rodziny Sobieskich – przyznajmy,  że nieco na wyrost, ale też nie wypadało inaczej. Gwoli sprawiedliwości zauważył wszak, że Sobiescy nie należą do czołówki najbogatszych i najznakomitszych rodów magnackich Rzeczypospolitej. Nie było to bez znaczenia w epoce, ceniącej sobie starodawność i świetność rodów i śledzącej pilnie koligacje rodzinne – warto odnotować atencję, z jaką O`Connor pisze o ślubie królewicza Jakuba, który „miał honor zostać szwagrem cesarza, króla Hiszpanii, króla Portugalii i księcia Modeny”. Niedostatki te rekompensowała jednak nie tylko korona, zdobiąca skronie Jana III. O`Connor, jako lekarz hołdujący postępowym metodom w medycynie, docenił przede wszystkim znakomite wykształcenie polskiego króla. Wspomniał o jego młodzieńczej podróży edukacyjnej po Zachodniej Europie, kiedy to Jan Sobieski odwiedził Niemcy, Francję, Anglię i Włochy. O`Connorowi podobało się, iż król wykazywał nie tylko znawstwo spraw wojskowych, ale świetnie znał języki obce: łacinę, francuski, niemiecki, włoski i turecki. Z opinią tą możemy zgodzić się dziś co najmniej w dwóch pierwszych przypadkach, niemniej Jan III rzeczywiście był w stanie porozumieć się lepiej lub gorzej także w pozostałych wymienionych przez Irlandczyka językach.

Uwadze O`Connora nie umknęło zamiłowanie króla polskiego do nauki i kultury. Przyznajmy też, iż obserwował Jana III w czasie, gdy ten nie prowadził już aktywnego życia wojskowego, a zarazem zdążył wznieść rezydencję wilanowską i wykazać się jako mecenas ludzi sztuki i nauki. Irlandczykowi zaimponowało zamiłowanie króla do medycyny i tzw. historii naturalnej, czyli szeroko rozumianego przyrodoznawstwa. Było to znów zjawisko charakterystyczne dla późnej epoki baroku, kiedy to powstawały różne kunstkamery i zbiory osobliwości, będące zalążkami nowoczesnych muzeów. W opinii irlandzkiego lekarza król polski „nadążał” więc w tej mierze za duchem czasów. Ba, nie omieszkał on nawet zauważyć, iż Jan III był zwolennikiem włączania tzw. filozofii nowożytnej – pod jaką kryły się nauki przyrodnicze – do programu nauczania w szkołach i w Akademii Krakowskiej.

Pasje naukowe Jana III wyrażały się też w jego udziale w dysputach naukowych. O`Connor zauważył, że król, który lubił otaczać się ludźmi światłymi, miał często w zwyczaju prowokować ich do dyskusji na temat, który akurat sobie upodobał. Przysłuchiwanie się takim debatom dostarczało królowi intelektualnej rozrywki wysokiej próby. Sam monarcha nie stronił też od zabierania głosu w dyskusji. O`Connor przedstawił nam przebieg jednej z nich, w której brał udział on sam, spowiednik królewski Maurycy Vota (jezuita) i trzej biskupi. Wykorzystując obecność lekarza, Jan III zapytał zebranych, gdzie ich zdaniem mieści się dusza w ludzkim ciele? Nie był to bynajmniej prosty temat, jako iż właśnie w XVII w. pod wpływem Kartezjusza rozgorzała dyskusja o roli i funkcji duszy. Dotąd panująca filozofia hołdowała koncepcji Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu, którzy utrzymywali, że dusza jest „formą ciała”, które ożywia i w którym myśli (ale tylko w przypadku człowieka – np. dusza ślimaka nie miała „władzy myślenia”). Kartezjusz zaś głosił pogląd, że dusza jest tym, co myśli w człowieku, a zatem jeśli jakaś istota nie myśli, to duszy nie ma (rośliny i wszystkie zwierzęta). W pierwszym przypadku nie da się właściwie oddzielić duszy od ciała ani wskazać miejsca w ciele, w którym mogłaby się znajdować. Kartezjanizm zaś dopuszcza taki zabieg. Pytanie króla było zatem w gruncie rzeczy pytaniem o dwa najważniejsze wówczas systemy filozoficzne chrześcijańskiej Europy.

Streszczając pokrótce przebieg dyskusji i udział w niej króla, powiedzmy, że O`Connor opowiedział się za koncepcją Kartezjusza i uznał mózg za siedzibę duszy, bo jedynie mózg myśli. Vota replikował jako tomista, iż dusza ożywia ciało i musi być wszędzie, bo inaczej reszta ciała byłaby martwa. Na to O`Connor, że ciało jest ożywiane przez krew. Przyznał też, że w mechanice ciała jesteśmy rzeczywiście podobni do zwierząt, co zarzucił mu Vota. Jan III zapytał wtedy, czym jest śmierć, skoro ma to być odłączenie duszy od ciała? O`Connor uznał, że oddzielenie się duszy od ciała jest skutkiem obumierania organizmu, nie zaś przyczyną sprawczą śmierci. Król podsumował, że dusza przypomina organistę, przestającego grać, gdy instrument się psuje.

Przytoczyliśmy w skrócie tę zanotowaną przez O`Connora dyskusję, gdyż ukazuje ona wysoki poziom intelektualny zarówno samego władcy polskiego, jak i jego dworu. Taki obraz Jana III jest też niewątpliwie najbliższy Irlandczykowi – tu króla rozumiał najlepiej. Niemniej, nie pomijał też w swej relacji wojskowych przewag Sobieskiego. Co prawda poznał króla, gdy ten od kilku lat nie prowadził osobiście wojska do walki (ostatnia wyprawa w 1691 r.), jednak nadal opromieniał go blask wcześniejszych zwycięstw, z wiktorią wiedeńską na czele. O`Connor pozostawał niewątpliwie pod urokiem tego blasku – zdecydowanie silniejszym w zachodniej Europie niż w samej Rzeczypospolitej. Oceniał Jana III jako bardzo dobrego wodza, dość obszernie pisząc o jego zwycięstwach nad Turkami z lat 70. Poświęcił też sporo miejsca odsieczy wiedeńskiej, wspominając tryumfalny wjazd Jana III do stolicy Habsburgów i jego późniejsze sukcesy w kampanii 1683 r. Napisał nawet z przesadą, że Osmanowie pierzchali przed nim i w końcu sami poprosili go o pokój. Było to pewnie nawiązanie do pokojowej inicjatywy tatarsko-tureckiej z 1692 r. Niemniej oczywiście O`Connor nie mógł nie zauważyć, że wojna z Osmanami w wydaniu polskim szła po 1683 r. jakoś nieskładnie i nie przynosiła spodziewanych efektów. Jan III, który po Wiedniu myślał o koncentrycznym marszu wojsk sojuszniczych na Stambuł, u schyłku życia mógł poszczyć się zaledwie opanowaniem północnej Mołdawii i wciąż nie potrafił odzyskać Kamieńca Podolskiego. Tłumacząc ten fakt, Irlandczyk uznał, że jest to nie tyle efekt załamania się polskiej machiny wojennej, ile niechęci Polaków do Niemców, którzy po odsieczy wiedeńskiej nie okazali Lechitom należnej wdzięczności. Całkiem przytomnie wskazywał też na osobisty wpływ króla i jego powiązania z wrogą Habsburgom Francją, co – przynajmniej okresowo – odstręczało Jana III od zdecydowanego prowadzenia wojny z Turkami.

Dostrzegając ujemne cechy charakteru króla, O`Connor podkreśla jego skąpstwo, istotnie narastające w ostatnich latach życia. Z przesadą wszak szacuje, iż król miał jakoby odkładać co roku w bankach Gdańska, Hamburga i Amsterdamu sumę równą 100 tys. funtów, zamiast przeznaczać ją na wojsko. Była to reminiscencja zarzutów opozycji, domagającej się, by Jan III z własnej szkatuły finansował wojnę.

Podsumowując możemy stwierdzić, że O`Connor, mimo krótkiego czasu, jaki spędził w Polsce, dał w swym dziele dość wiarygodny opis Jana III. Cenne są zwłaszcza jego uwagi o naukowych pasjach króla. Tu O`Connor, piszący z autopsji, jest niewątpliwie najciekawszy.

Omawiany tekst:  B. O`Connor, Historia Polski, tłum. Wiesława Duży, Tomasz Falkowski, Paweł Hanczewski, Katarzyna Pękacka-Falkowska, red. naukowa Paweł Hanczewski, Warszawa 2012.