© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   12.05.2015

Konstanty Władysław Sobieski

Konstanty Władysław Sobieski przyszedł na świat 1 maja 1680 r. w Warszawie. Dostał przezwisko Amor, ale Jan III często nazywał go Murmurkiem. Zarówno stolica, jak i Gdańsk zorganizowały uroczystości uświetniające narodziny kolejnego syna królewskiego. Chłopiec był najmłodszy spośród rodzeństwa, które dożyło dorosłości.

W listach króla zachowało się kilka wzmianek na temat maleńkiego syna. Czytamy o jego fantazji i pierwszych słowach (tutu papu), którymi budził rozczulenie ojca. Zdaje się, że Konstanty był małym złośnikiem i dawał się we znaki niespełna trzy lata starszemu Aleksandrowi. Gdy ciotka przekomarzała się z nim, że pojedzie do Jana III pod Wiedeń, maluch dzielnie ripostował, że kobieta zmyśla, a potem ukradkiem pytał Marię Kazimierę, kiedy ojciec wróci. Przy innej okazji sam odgrażał się, że wybiera się bić Turków i Tatarów. Synek zachwycał swym zachowaniem ojca: Murmur, że na moim miejscu karesuje Wci moja panno, bardzom mu za to powinien, pisał Jan III, a innym razem żartował, udając zazdrość, by nie było tych pieszczot zbyt wiele.

Nauki pobierał Konstanty wraz z Aleksandrem. W pewnej chwili najmłodszy królewicz wraz z Teresą Kunegundą poprosili o zmianę nauczyciela języka francuskiego; został nim Francuz, pełniący też funkcje sekretarza królewicza Jakuba. Rodzice nadmiernie zaufali nowemu pedagogowi i nie kontrolowali postępów dzieci zbyt dokładnie. W efekcie Konstanty i Teresa Kunegunda nie nauczyli się pisać po francusku. Zachowane listy królewny zostały najpewniej przepisane z wzorów przygotowanych przez francuskiego nauczyciela. Do braków w edukacji Konstanty i Teresa Kunegunda przyznali się bardzo późno, gdy oboje byli już dorośli, a okazało się, że nieznajomość francuskiego w piśmie uniemożliwia im korespondencję.

Według odwiedzających dwór polski Konstanty był ulubieńcem swego ojca, a i z wyglądu bardzo go przypominał. Wszakże portrety, które się zachowały, przedstawiają królewicza w strojach francuskich, z wielkimi perukami i bez charakterystycznych wąsów, co odbiera mu podobieństwo, które być może w młodym wieku było większe. Z przekazów wynika, że najmłodszy królewicz był człowiekiem dowcipnym, a przy tym wrażliwym i delikatnym wobec ludzi, może mało odpowiedzialnym, ale dającym się lubić. Pozbawiony był dumy i wyższości, które charakteryzowały jego starszych braci. W wieku dojrzałym dobroduszny stryj stał się bardzo bliski bratanicom, córkom królewicza Jakuba. Często bywał pośrednikiem między nimi a ich surowym ojcem. Jego stosunki z najstarszym bratem były zawsze bliskie i pełne ufności, może dlatego, że Konstanty okazywał Jakubowi szacunek i posłuszeństwo, a równocześnie sam zawsze potrzebował opieki i wsparcia z jego strony.

Na przełomie 1696 i 1697 r. Konstanty wraz z Aleksandrem odbyli podróż na zachód Europy. Można ten wyjazd uznać za ich turę kawalerską, którą planowano i przygotowywano już wcześniej, ale za życia Jana III, ku rozczarowaniu królewiczów, odkładano ją z różnych, także finansowych względów. W napiętej i trudnej dla rodziny sytuacji, wobec trwającej walki elekcyjnej, Maria Kazimiera zdecydowała się zezwolić na wyjazd młodszych synów, usuwając ich ze sceny politycznej i dając do zrozumienia, zarówno wyborcom, jak i obawiającemu się konkurencji braci Jakubowi, że nie będą kandydować. Królewicze mieli odwiedzić Teresę Kunegundę w Brukseli, na co nie wyraził zgody jej małżonek Maksymilian Emanuel. Udali się zatem do Francji, gdzie przyjęci zostali na dworze Ludwika XIV. Mieli tam otrzymać Ordery Ducha Świętego, ale jako synom władcy elekcyjnego zaoferowano im jedynie prywatną ceremonię, pozbawioną odpowiedniego splendoru, zatem zrezygnowali z przyjęcia odznaczenia. Dopiero kilka lat później w Rzymie zorganizowano dla nich stosowną uroczystość, choć oczywiście nie pojawił się na niej Król Słońce. W karnawale 1697 r. uwolnieni od nadzoru rodzicielskiego, z dość kiepsko dobranym personelem swej wyprawy, Konstanty i Aleksander oddali się szaleństwom młodości. Na wieść o ekscesach mających miejsce we Francji matka przyzywała ich do domu.

Po klęsce elekcyjnej Konstanty bywał w domu najstarszego brata (Jakuba) w Oławie. Jakiś czas spędził także na Rusi, a wraz z Aleksandrem i matką podejmował w Wilanowie Augusta II. W 1698 r. wziął udział w kampanii podhajeckiej, wypełniając dziecięce i młodzieńcze marzenie o walce z Turcją i Tatarami. Pewnego razu nastoletni królewicz publicznie, choć po alkoholu, deklarował, że pragnie iść w ślady ojca. Ponieważ stosunki Sobieskich z dworem nowego władcy nie ułożyły się najlepiej, Konstanty wraz z Aleksandrem dołączyli do matki w Rzymie. Jak wynika z ich korespondencji, nudzili się tam mocno i wciąż planowali powrót do kraju. W pewnym momencie, również z powodu przewrażliwienia Marii Kazimiery, stali się bohaterami skandalu towarzyskiego, po którym opuścili Italię. Pojawiali się potem zarówno w Rzeczypospolitej, przede wszystkim w swoich dobrach ruskich, jak i we Wrocławiu, skąd regularnie, choć na krótko, przyjeżdżali do Oławy. Habsburgowie z niechęcią obserwowali ich spotkania w rezydencji brata i wyraźnie zaznaczali, że Oława nie może stanowić siedziby całej rodziny Sobieskich. Wkrótce sytuacja królewiczów uległa poważnej zmianie. Wraz z pojawieniem się Karola XII na ziemiach polskich wróciły rojenia o koronie i wszyscy trzej bracia rozpoczęli ożywioną działalność, która wzmocnić mogła ich szanse na powrót do władzy. Nie zachowywali jednak przy tym należytej ostrożności.

W 1704 r. Konstanty wraz z najstarszym bratem zostali aresztowani przez oddział saski w pobliżu Wrocławia. Młodszy królewicz nie był celem ataku, a zatem uznano, że może odejść wolno. Nie zgodził się na to, podobnie jak odrzucił późniejsze propozycje opuszczenia więzienia. Wykazując się lojalnością wobec Jakuba, pozostał u jego boku do końca, mimo że dochodziło między nimi do zatargów i bracia przez jakiś czas nie odzywali się do siebie. Więźniów umieszczono najpierw w Pleissenburgu, a po rozpoczęciu wojny szwedzko-saskiej przewieziono ich do Königstein. Do dyspozycji mieli kilkuosobową służbę – kucharza, balwierza, kamerjunkra, dwóch służących oraz spowiednika, który co dzień odprawiał dla nich mszę. Ludzie ci przybyli dobrowolnie z dworu oławskiego. Królewicze utrzymywani byli (wraz z otoczeniem) z pieniędzy dostarczanych im przez Marię Kazimierę i Aleksandra. Wolno im było korespondować z rodziną, ale listy były czytane przez nadzór więzienny i dwór saski. Mogli zamawiać rzeczy służące skromnym rozrywkom – przede wszystkim książki i obrazy, ale czytamy także o biżuterii, o którą prosił Konstanty. Miała to być bransoletka z jego portretem, więc może chciał ją komuś ofiarować. Pozbawienie wolności obydwaj królewicze przypłacili zdrowiem, cierpieli na szkorbut, ogólne osłabienie i najpewniej reumatyzm, gdyż Jakub musiał chodzić o lasce, a także zaburzenia emocjonalne, prawdopodobnie były to stany depresyjne. Ich zdrowia z pewnością nie wzmacniały częste posty, którym się poddawali, ignorując ostrzeżenia lekarzy, a nawet rady swego spowiednika. Przekazy mówią o nieco lepszym stanie fizycznym Konstantego, mimo fatalnych warunków, w jakich obydwaj byli przetrzymywani. W akcie protestu wobec uwięzienia, ale także poddając się woli Bożej, zapuścili brody i przywdziali stroje pokutne.

Zarówno przed aresztowaniem, jak i później Maria Kazimiera starała się zadbać o przyszłość najmłodszego syna. Sądziła, że powinien on wybrać karierę kościelną (skoro Aleksander odrzucił taką możliwość) albo ożenić się korzystnie. Najbardziej przerażały królową wzmianki o własnych planach matrymonialnych Konstantego, zwłaszcza że wymieniano tu kobiety uważane za zupełnie niewłaściwe dla syna królewskiego.

Po wyjściu na wolność Konstanty utrzymywał bliskie kontakty ze Stanisławem Leszczyńskim. Nie zrezygnował też z wesołego życia, jakie prowadził przed aresztowaniem. Po śmierci Aleksandra Jakub i Konstanty podzieli się majątkami brata. Najmłodszemu królewiczowi przypadła wówczas opieka nad Wilanowem. Nieco wcześniej Aleksander próbował rozbudowywać i upiększać ulubioną rezydencję ojca, ale jego częste nieobecności uniemożliwiały nad tym procesem pałną kontrolę, co dawało zarządcom okazję do nadużyć. Również dla Konstantego nieużywany pałac stanowił w większym stopniu obciążenie niż korzyść – Sobiescy właściwie przestali bywać w Warszawie po 1704 r. Toteż w 1720 r. królewicz sprzedał posiadłość Elżbiecie z Lubomirskich Sieniawskiej, z którą połączył go chwilowy romans. Nie była ona jedyną kobietą, ku której skłonność mieli obydwaj młodsi królewicze.

W 1709 r. najmłodszy królewicz zdobył się na decyzję, która zszokowała rodzinę – bez zgody matki, a przede wszystkim Jakuba jako głowy domu, ożenił się. Jego wybranką byłą Maria Józefa z Wesslów, szlachcianka niewysokiego rodu, której ojciec pozostawał w kręgu Sobieskich. Panna wychowywała się na ich dworze w Oławie i tam poznała królewicza. Według nieco legendarnej wersji młodzi zakochali się w sobie i, okłamując Jakuba oraz Jadwigę Elżbietę, opuścili Śląsk. Spotkali się następnie w Gdańsku, gdzie zawarli potajemny ślub. Być może w narodzinach ich związku uczucia odegrały rolę mniejszą niż dość pokaźny posag panny, która przekazała te pieniądze rozrzutnemu królewiczowi. Nie jest do końca jasne, ile trwało ich pożycie, według jednej z wersji w ogóle nie zamieszkali razem, ale Konstanty dość szybko opuścił małżonkę. W jakiś czas potem przyłączył się do Stanisława Leszczyńskiego, przebywał również na Śląsku, a wreszcie wyjechał do Rzymu.

Małżeństwo królewicza uznano za nieodpowiednie zarówno ze względu na jego pochodzenie, jak i zapewne z powodu koligacji Sobieskich z wieloma dworami królewskimi w Europie, w tym cesarskim. Maria Kazimiera była zdruzgotana postępowaniem najmłodszego syna, ale wyrażała sprzeciw wobec planów unieważnienia małżeństwa, uznając, że splami to dobre imię rodziny. Po pewnym czasie starania takie jednak podjęto. Maria Józefa otrzymała poparcie z dworu Augusta II, który nie chciał widzieć Konstantego wolnym i znów gotowym do małżeństwa, a i sama starała się powstrzymać wysiłki Sobieskich. Z czasem powstało przekonanie, że Maria Józefa była szpiegiem dworu polskiego, choć zapewne do zawarcia małżeństwa przyczyniły się zarówno emocje obojga młodych, jak i ambicje Wesslówny – przez swe małżeństwo wchodziła do rodziny świetnie skoligaconej i wysoko uplasowanej, nie bez znaczenia były także pieniądze posagowe, które królewicz Konstanty przejął, i to one stały się zapewne najpoważniejszą przyczyną przewlekającego się sporu.

W oczekiwaniu na decyzję sądu kościelnego królewicz nie rezygnował z przyjemności. Związał się z Urszulą Jordanówną, co wzbudzało obawy Marii Kazimiery, że po ewentualnym uwolnieniu się od związku z Marią Józefą syn zechce ożenić się z tą, równie niewysokiego rodu jak Wesslówna, panną. Życie prywatne królewicza wzbudzało powszechne zainteresowanie i rodziło plotki w Rzeczypospolitej, zapewne nie pomagając w załatwieniu jego sprawy w sądzie kościelnym. Małżeństwo Konstantego nie przeszkadzało snuć projektów jego kolejnego związku, tym razem służącego interesom politycznym. Piotr I planował osadzenie na tronie polskim jednego z Sobieskich. Wobec odmowy ze strony Jakuba zwrócił się ku Konstantemu, mimo jego pełnej rezerwy postawy, wciąż ponawiając swe propozycje. W związku z tym narodziły się zamysły, by ożenić najmłodszego królewicza z córką Elżbiety Sieniawskiej – Marią Zofią. Panna była młodziutka, ale bardzo posażna, a jej matka, kobieta wpływowa, miała wielkie ambicje. Najwidoczniej jej własne związki z królewiczami nie miały znaczenia, a wizja ukoronowanej córki mogła kusić. Rzecz jasna, póki mariaż królewicza nie został anulowany, pozostawały one jedynie w sferze planów.

Po 1715 r. Konstanty znacznie częściej przebywał na Śląsku. Gdy Jakub został zmuszony do opuszczenia Oławy, to bratu powierzył opiekę nad swą rodziną. Konstanty brał wówczas aktywny w życiu artystycznym miasta. Opiekował się między innymi malarzami pochodzącymi z Rusi, którzy kształcili się na Śląsku i pracowali później na potrzeby królewicza. Po śmierci Aleksandra na Śląsk przybyło wielu muzyków pozostających na jego usługach w Rzymie. Inicjatywa w organizowaniu koncertów i przedstawień muzycznych we Wrocławiu należała do biskupa Franciszka Ludwika von Pfalz-Neuburg, z jego inspiracji we wrocławskim domu gry w piłkę powstała sala operowa. W 1725 r. sprowadzono tam włoską trupę Antonio Peruzziego, której primadonną była Anna Maria Giusti, niegdyś śpiewaczka na rzymskim dworze Sobieskich. Jej mecenasem był królewicz Konstanty, którego kosztem sprowadzono ją na Śląsk, a po jego wyjeździe artystka opuściła Wrocław.

Konstanty stał się fundatorem wotów dla kościołów wrocławskich. W kaplicy Krzyża Świętego w tamtejszej katedrze złożył relikwię Krzyża Świętego, która wcześniej należała do Jana III. Stanęły tam również cztery statuy z kości słoniowej dłuta Gian Lorenzo Berniniego fundowane przez Jakuba. W katedrze zawisł obraz Matki Boskiej Wniebowzięcia, dar Klemensa XI dla Aleksandra Sobieskiego. Konstanty Sobieski hojnie uposażył wrocławski klasztor Dominikanów, który obdarowano także obrazem Matki Boskiej z Podkamienia (kopią obrazu z Santa Maria Maggiore). W 1724 r., za staraniem Marii Klementyny, nastąpiła jego koronacja. Rodzina królewska aktywnie włączyła się w zabiegi o proces beatyfikacyjny Czesława Odrowąża, na którego kult papież zezwolił w 1713 r. Królewicz Jakub był jednym z fundatorów kaplicy poświęconej Odrowążowi w kościele św. Wojciecha.

Mimo starań podejmowanych przez Sobieskich u papieża w kwestii unieważnienia mariażu Konstantego, które czynili najpierw Aleksander, a potem Maria Klementyna, córka Jakuba i jej małżonek Jakub Stuart, zwany Starym Pretendentem, sprawa Konstantego nie postępowała. Nie pomogły nawet wysiłki francuskie. Najprawdopodobniej nad Sekwaną uznano, że unieważnienie małżeństwa królewicza zwróciłoby mu wolność i umożliwiło małżeństwo z młodą Sieniawską. Ponieważ jej matka była związana politycznie z Francją, zatem ten mariaż, a być może także osadzenie Sobieskiego na polskim tronie wydawały się korzystne dla interesów francuskich nad Wisłą. Powstały zatem specjalne dokumenty na użytek procesu rozwodowego, w których przedstawiano Konstantego jako ofiarę nieważnego i – jak sugerowano – wcale nieskonsumowanego małżeństwa. Znaleziono nawet odpowiednich świadków. Wszakże zamyślano też, by, jeżeli unieważnienia nie będzie, Marię Zofię wydać za owdowiałego królewicza Jakuba, który ten projekt zdecydowanie odrzucił.

Po ślubie Marii Klementyny, najmłodszej córki królewicza Jakuba, z Jakubem Stuartem jej ojca spotkała surowa kara – musiał opuścić Oławę. Początkowo nakaz dotyczył również jego małżonki i dwóch starszych niezamężnych córek, potem zezwolono im pozostać w tamtejszym zamku. Jako opiekuna cesarz – władca tego terenu i ich krewny – przydzielił im biskupa wrocławskiego, brata Jadwigi Elżbiety. Jakub pragnął jednak, by samotnymi kobietami zajął się Konstanty. Od tej chwili najmłodszy królewicz podróżował pomiędzy dobrami ruskimi a Wrocławiem i Oławą. Pomagał nieobecnemu bratu, zaopatrując go w pieniądze oraz prowiant, a nawet dostarczając przedmioty, które Jakub składał jako wota w klasztorze jasnogórskim, który regularnie odwiedzał. Ponadto starał się zadbać o los bratanic, które wstrząśnięte całą sytuacją – niespodziewanym zamęściem najmłodszej siostry i perypetiami, jakie się z nim wiązały – żyły samotnie, dodatkowo przygnębione zakazem prowadzenia dalszych rozmów w sprawie ich zamążpójścia. Gdy zmarła Jadwiga Elżbieta i znaleźli się nowi kandydaci do rąk Marii Kazimiery i Marii Karoliny, Jakub nie wydawał się zainteresowany ich losem. Bratanice zwracały się do Konstantego, prosząc, by przekonał ich ojca i wybłagał u niego zezwolenie na ich mariaże. Jakub uległ namowom brata i powierzył mu prowadzenie stosownych rozmów. To Konstanty miał reprezentować francuskiego narzeczonego Marii Karoliny podczas jej ślubu per procura, a potem odwieźć ją do Francji, ale choroba uniemożliwiła mu spełnienie tego obowiązku.

Po wielu latach zakończona została także sprawa mariażu królewicza – w Rzymie orzeczono ostatecznie, że jego małżeństwo jest ważne. Konstanty i Maria Józefa zamieszkali razem we Wrocławiu, a potem w Żółkwi. Pozostały przekazy o narodzinach martwego syna z tego związku, a wydarzenie to miało wywołać u królewicza poważny wstrząs. Królewiczowa z dużym talentem zaczęła dbać o fatalny stan finansów swego męża. W owym czasie Konstanty coraz poważniej chorował, szkodząc sobie zwłaszcza dietą. Ponoć spożywał dużo alkoholu, a dodatkowo lekarze zalecili mu piwo, które miast łagodzić objawy, pogarszało stan chorego.

W lipcu 1726 r. Konstanty zmarł, a Maria Józefa przybrała pozę załamanej nieszczęściem wdowy, łzawo opisując jego ostatnie chwile. Odwlekała pogrzeb, gdyż, jak twierdzono, nie chciała wyprowadzać się z Żółkwi, o co wciąż spierała się z królewiczem Jakubem. Damy spokrewnione z Sobieskimi zapowiadały, że nie przyjadą na ceremonię, jeżeli Wesslówna będzie jej organizatorką. Wdowa opuściła Żółkiew dopiero w 1729 r., po uzyskaniu od szwagra stosownych zapisów majątkowych. Ciało najmłodszego królewicza spoczęło w Żółkwi, w tamtejszej kolegiacie, gdzie później złożono także zwłoki jego najstarszego brata. Tym sposobem Jakub spoczął obok Konstantego, który był, jak się zdaje, najbliższym mu człowiekiem.