© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Lekarstwa

Benard O’Connor interesował się nie tylko tym, jakie choroby najczęściej występują w Rzeczypospolitej, ale także sposobami ich leczenia. Miejscowi lekarze wykorzystywali te same środki co ich koledzy w Anglii – rtęć, antymon, korę chinową, sole trzeźwiące i olejki – ale, jak zauważył O’Connor, używali ich w niewłaściwy sposób. Nadworny medyk króla Jana III Sobieskiego szczegółowo opisał metodę stosowaną przez „niepiśmiennego człowieka żyjącego w lesie, który podejmował się wyleczenia wszystkich chorób wenerycznych najpóźniej w ciągu siedmiu, ośmiu dni”. Polegała ona na kąpielach w wywarze sporządzonym z kilku ziół, wśród których O’Connor rozpoznał ciemiernik czarny oraz włoski złotowłos. Kąpiele trwały do czterech dni, a w ich trakcie pacjenci byli zmuszani do picia tego samego wywaru, w którym ich kąpano. Przez następne trzy, cztery dni pacjent przykryty kawałkiem materiału leżał nad zbiornikiem wypełnionym gorącym wywarem, nadal go popijając i pocąc się obficie. O’Connora zapewniano, że kuracja często prowadziła do całkowitego wyzdrowienia, ale Irlandczyk jakoś nie chciał w to uwierzyć. Biorąc pod uwagę fakt, że do walki z chorobami wenerycznymi lekarze używali wówczas śmiertelnie niebezpiecznej rtęci, to i tak „niepiśmienny człowiek żyjący w lesie” stosował nie najgorszą kurację. Przynajmniej nikomu nie zaszkodził. W szerszej perspektywie jego działania wskazywały na popularność domowych metod leczenia, całkowicie zrozumiałą, biorąc pod uwagę stan medycyny.

Wydawane wówczas poradniki i kalendarze pełne były informacji o niezawodnych sposobach na różne dolegliwości. Jeszcze od średniowiecza bardzo popularnym i drogim „lekarstwem” był bezoar, czyli stwardniała wydzielina osadzająca się w kiszkach koziorożca, którą niekiedy mylono ze skamieniałymi łzami jelenia. Cudownym środkiem na zatrucia była driakiew, maść sporządzana z kilkudziesięciu składników, w której podstawową rolę pełnił jad żmii. Z czasem w leczeniu było coraz mniej cudów, a coraz więcej doświadczenia, choć używane środki mogły przyprawić o mdłości. W połowie XVIII w. zamiast driakwi przy zatruciach radzono: „Niech się zaraz napije masła roztopionego jak najwięcej, aż póki nie zwonituje jak najprędzej, albo mleka słodkiego, albo oliwy, a tego wszystkiego jak najwięcej i jak najprędzej być może, albo jakimkolwiek sposobem wonit niech poruszony, bo na tym zdrowie zawisło”.

Zatrzymanie krwotoku wymagało współpracy ludzi i zwierząt: „Krew, z którejkolwiek części ciała płynąca, natychmiast ustaje, obwinąwszy w cienką i rzadką jedwabnicę ciepłego gnoju świniego i włożywszy w to miejsce, z którego krew płynie”. „Póki się nie zestarzeje, weź rumianku pachniącego, włóż w woreczek, uwarzaj z octem i ciepło na podeszwy u nóg przykładaj” – to z kolei rada dla osób cierpiących na duszności. „Jęczmiennej kaszy w occie bez soli ugotować, tego kilka łyżek zjeść, chociaż to niesmaczno, ale bardzo pomocno [na dyzenterię]. Czosnek warzony mocno zastanawia wszelką biegunkę”. Umiano sobie także radzić z przeciwnymi problemami: „Zatwardzenie kiedy kto ma, nazbieraj wróblich łajen albo szczurzych, namocz je w piwie ciepłym, niech ten wypije, a będzie go purgować”. Na tym tle miłą odmianę stanowiły uwagi o leczniczych właściwościach wina: „Najzdrowsze z nich [win francuskich], a mianowicie dla osób choroby nerwowe cierpiących, pontak, muszkatel, prawdziwe szampańskie i frontyniak. Najskuteczniejsze z win niemieckich jest ryńskie, ile że najlepiej umacnia nerwy i siły wycieńczone powraca”. Jako środek na „wyczyszczenie i rozrzedzenie krwi”, hemoroidy, a także choroby skórne reklamowano piwo. Pewnym zgrzytem było jednak to, że chodziło wyłącznie o piwo wyrabiane z perzu.

Rady znalazły się i dla osób, które cierpiały na urodzie. Bardzo dużo, jak zawsze, było sposobów na łysienie: „Żółtków z jajec kurzych... upiec na blasze żelaznej i sokiem z nich wyciśnionym smarować łysinę; wznijdą na niej włosy naturalne gęste. Albo: chleb jęczmienny ususzywszy, utrzeć go na proch, do tego przydać soli i sadła niedźwiedziego; tym smaruj łysinę... Toż czynią: żywo spalone żaby w garnku nowym, zmięszawszy tenże proch z praśnym miodem”. Osoby, które miały włosy, ale nie chciały, aby kolor wskazywał na ich wiek, powinny: „Mlekiem suczym głowę i włosy namaczać, rzecz jest doświadczona, że takie włosy nie siwieją”. Zaskakująco mało zmian wniosła natomiast medycyna do leczenia syndromu dnia poprzedniego: „Wytrzeźwi się prędko, kto ocet pije, kapustę je kwaśną albo słodkie pierniki”. I po co ten cały postęp?