© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Następstwo tronu w Konstytucji 3 maja

Jedną z najważniejszych decyzji Konstytucji 3 maja była likwidacja wolnej elekcji i ustanowienie monarchii dziedzicznej. Zgodnie z poglądami autorów Ustawy rządowej miało to uchronić Rzeczpospolitą przed wstrząsami politycznymi okresów bezkrólewia oraz interwencjami państw obcych („Doznane klęski bezkrólewiów periodycznie rząd wywracających”). Jednocześnie likwidacja wolnej elekcji była w oczach szlachty, obok pozbawienia praw politycznych szlachty gołoty, najbardziej kontrowersyjnym rozwiązaniem nowego ustroju. Z tego względu reformatorzy podchodzili do tej kwestii z najwyższą ostrożnością i starali się w miarę możliwości nie drażnić nieufnej wobec tego kroku szlacheckiej opinii publicznej.

Zawarte w rozdziale VII konstytucji (Król, władza wykonawcza) regulacje w tej dziedzinie zaczynają się jednak w sposób nieco zaskakujący. Drażliwą dla szlachty kwestię następstwa tronu wprowadza zdanie: „Tron polski elekcyjnym przez familie mieć na zawsze chcemy i stanowimy”. Gdyby ograniczyć się do analizy tego jednego, wyrwanego z kontekstu zdania, to trudno by zapewne domyślić się, do czego właściwie takie rozstrzygnięcie zmierza. Na pierwszy rzut oka gwarantuje ono bowiem, a przynajmniej przywołuje jakąś formę wyboru monarchy. W każdym razie wyraźnie i dobitnie zaraz na pierwszym miejscu pada tu określenie „tron elekcyjny”. Niezbyt jasne jest natomiast rozwinięcie, że tron ma być elekcyjny „przez familie” (rodziny). Można by z tego wnosić, że idzie o jakieś ograniczenie elekcji, np. poprzez wybór tylko spośród członków danej rodziny, wybór przez rodzinę itp.  W każdym razie odbiorca mający problemy z płynnym czytaniem poczułby się w tym miejscu odrobinę zakłopotany. Poszukując złowrogich informacji o likwidacji wolnej elekcji i zastąpieniu jej przez dziedziczność tronu, natknąłby się na może nie do końca zrozumiałe, ale jednak zawarte w tekście zapewnienie o elekcyjności tronu (przez familie).

Na czym więc polegała owa tak podkreślona i skwapliwie wysunięta na pierwszy plan elekcyjność? Rozwinięcie tej zasady można znaleźć w zdaniu: „Najstarszy syn króla panującego po ojcu na tron następować ma”. Nie ma tu najmniejszej nawet wzmianki o jakiejkolwiek elekcyjności, co więcej, ta lapidarna fraza opisuje najbardziej klasyczną i najprostszą formę niczym nieskażonej dziedziczności tronu. Zapowiedziana szumnie na początku elekcyjność wraca jednak na zakończenie tego fragmentu konstytucji w formie zastrzeżenia, że  wszystko to będzie się dziać, „zachowując przy narodzie prawo, żadnej preskrypcji podpadać niemogące, wybrania do tronu drugiego domu po wygaśnięciu pierwszego”.

Elekcyjność tronu, choć pojawia się w Konstytucji 3 maja, jest więc tylko pustym zwrotem retorycznym, manipulacją i nadużyciem obliczonym na zmylenie przeciwnika. Przy takiej kwalifikacji w ogóle nie może być nigdzie tronów dziedzicznych, gdyż wszystkie są w myśl tej definicji „elekcyjne przez familie”.