© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Nauka i teologia

Irlandzki medyk króla Jana III Sobieskiego Bernard O’Connor znajdował się pod wielkim wrażeniem powszechnej znajomości łaciny w Rzeczypospolitej, ale to był koniec jego zachwytów nad stanem edukacji. Pisząc o szkolnictwie wyższym, wymienił „dwa słynne uniwersytety” w Krakowie i Wilnie oraz takie postacie, jak Marcin Kromer, Szymon Starowolski i „wielki astronom Mikołaj Kopernik”. Równocześnie jednak zauważył, że ich dorobek naukowy był słabo znany za granicą.

Kopernik i spółka byli jednak wyjątkiem, a nie regułą. O’Connor nie spotkał w Rzeczypospolitej ani jednej osoby „o tak starannym wykształceniu jak w innych krajach”. Wynikało to przede wszystkim z lekceważącego stosunku szlachty wobec nauki: „Polacy, kiedy tylko nauczą się łaciny na tyle dobrze, aby swobodnie rozmawiać w tym języku na większość tematów, nie są zainteresowani dalszą nauką, sądząc, że w ten sposób zdobyli całą wiedzę i wszystkie umiejętności, jakie mogą dać im uniwersytety bądź szkoły, chyba że chcą wybrać karierę naukową”.

Taka ocena odpowiadała sytuacji z końca XVII w. Jeszcze w pierwszej połowie stulecia Rzeczpospolita mogła pochwalić się takimi uczonymi, jak matematyk Jan Brożek, astronom Jan Heweliusz czy Marcin Śmiglecki, którego książka Logica była wykorzystywana jako podręcznik na wyższych uczelniach w Europie Zachodniej. W drugiej połowie wieku obydwa „słynne uniwersytety” znajdowały się w stanie poważnego kryzysu i marną pociechą było to, że ze względu na spory między katolikami a protestantami dotknął on większość uczelni w Europie. Pomijając wyjątki, wśród nich Stanisława Herakliusza Lubomirskiego, Jana Andrzeja Morsztyna, Wacława Potockiego, Andrzeja Maksymiliana Fredrę czy Stanisława Dunina-Karwickiego, szlachta nie wykazywała poważniejszych zainteresowań intelektualnych. Jak zauważył znawca epoki: „Tendencja do korzystania ze zmysłowo pojętych uciech życia bezwzględnie przeważa nad postawami refleksyjnymi, zainteresowaniami intelektualnymi”.

Jednak nawet w stosunku do tych osób, które zajmowały się nauką, O’Connor był wysoce krytyczny, zarzucając im poważne błędy dotyczące metody badań. Przykładem są studia teologiczne. Teolodzy katoliccy próbowali połączyć logikę i metafizykę Arystotelesa z doktryną chrześcijańską, poświęcając dużo więcej uwagi „znaczeniu pojęć logicznych niż samej naturze rzeczy, które badają”. Wyjątkowym szacunkiem otaczali prace św. Alberta Wielkiego, ale błędnie rozumieli jego poglądy, wydając opasłe komentarze, w których przeczyli sami sobie. Inni autorzy, na których chętnie się powoływali, to św. Tomasz z Akwinu i Jan Duns Szkot, lecz i w tych przypadkach nie chodziło o nic więcej niż powtarzanie cudzych poglądów. Teolodzy rzadko sięgali nawet po Stary i Nowy Testament, słabo orientowali się także w historii chrześcijaństwa i samego Kościoła katolickiego.

Końcowa ocena pozostawiona przez O’Connora przynosi chlubę jemu, a wstyd teologom: „Słowem, rzadko zajmują się rozważaniami na temat dobroci i wzniosłości zasad chrześcijańskich... Nie godzą się, aby ktokolwiek badał racjonalny charakter spraw, tak jakby sądzili, iż prawo oraz doktryna dane przez Boga nie mogą być zgodne z rozumem”. O’Connor nawiązał w ten sposób do poglądów niemieckiego filozofa Christiana Wolffa, który twierdził, że rozum nie zagraża religii, a nauka nie może ani dowieść, ani podważyć istnienia Boga. Rzeczpospolita znajdowała się na uboczu rewolucji naukowej, a stan ten będzie się stopniowo zmieniał wraz z pojawieniem się stałych czasopism naukowych i towarzystw naukowych w miastach Prus Królewskich w drugiej dekadzie XVIII w.