© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   23.10.2020

Niezwykła dama. Magdalena z Dzieduszyckich Morska (1762-1847)

Zachowane do naszych czasów różnorodne źródła – zarówno osobiste, jak i oficjalne – wyraźnie dowodzą, że wśród polskich arystokratek przełomu XVIII i XIX wieku nie brakowało wybitnych i wyjątkowych kobiet, które dzięki swoim talentom i pasjom odegrały znaczącą rolę w kształtowaniu życia kulturalnego dawnej Rzeczypospolitej. Do grona dam wszechstronnie uzdolnionych, żywo zainteresowanych otaczającym je światem i aktywnie działających na rozmaitych polach należała Magdalena z Dzieduszyckich Morska. Jej postać – pomimo że nieprzeciętna i intrygująca – wciąż pozostaje mało znana. Brakuje również gruntownej monografii poświęconej życiu i wieloaspektowej działalności hrabiny, którą to lukę zapełni dopiero odwołanie się do bogatego i zróżnicowanego materiału źródłowego. Jego dogłębna analiza, a także weryfikacja znanej nam literatury przedmiotu i podmiotu nie tylko przywróciłaby pamięć o konkretnej kobiecie – erudytce, artystce, filantropce i patriotce – lecz także wzbogaciłaby naszą dotychczasową wiedzę na temat mentalności przedstawicielek wyższych warstw społecznych na przełomie XVIII i XIX stulecia. Warto zatem poznać koleje losu tej niezwykłej osoby i zobaczyć, w jaki sposób – pomimo uwarunkowań właściwych epoce, w której żyła – świadomie i umiejętnie realizowała swoje zamiłowania, pragnienia i aspiracje. 

Magdalena Katarzyna z Dzieduszyckich Morska urodziła się 1 kwietnia 1762 roku jako córka Tadeusza Dzieduszyckiego i Salomei z Trembińskich. Miała trzynaścioro rodzeństwa, jednak wieku dorosłego dożyło ośmioro z nich – bracia: Walerian, Antoni, Wawrzyniec i Józef oraz siostry: Ludwika, Helena, Justyna i Paula. W domu rodziców odebrała staranne – choć typowe dla ówczesnych młodych arystokratek – wykształcenie. Sprawnie posługiwała się językami obcymi – zwłaszcza francuskim i niemieckim, doskonale orientowała się w literaturze i kulturze europejskiej, posiadała duże zdolności z zakresu sztuk plastycznych. Odznaczała się również szczególną wrażliwością estetyczną, pasją twórczą i intelektualną, które rozwijała i kształtowała podczas licznych, odbywanych przez całe życie, podróży.

W 1783 roku Magdalena poślubiła swojego kuzyna – zamożnego właściciela dóbr ziemskich – Ignacego Morskiego. Początkowo młodzi małżonkowie mieszkali we Lwowie i w Pruchniku, a następnie w Zarzeczu, gdzie dzięki ich wspólnej inicjatywie powstała w pełni nowoczesna rezydencja. Prace nad jej budową trwały w latach 1807-1812, jednak pierwsze wydatki związane z architektonicznym przedsięwzięciem Morskich datowane są na 1798 rok. Małżeństwo – pomimo podejmowanych inwestycji związanych z przebudową i upiększaniem zarzeckiego majątku, a także wspólnie odbywanych zagranicznych wojaży– nie należało do szczęśliwych. W 1799 roku przyszło na świat ich jedyne dziecko – niestety martwe, zaś od 1800 roku para pozostawała w separacji. Nie wiadomo, co przesądziło o przedwczesnym rozpadzie tego związku – jako zasadniczy powód podaje się zarówno niemożność posiadania przez Magdalenę potomstwa, jak i trudny charakter Ignacego oraz jego nadmierną skłonność do romansów. Powszechnie znany był bowiem między innymi fakt, że hrabia, zauroczony Zofią z Potockich Czosnowską, nie tylko uczynił z niej swoją kochankę, lecz także pozostawił jej w spadku majątek Łąka.

Niepozbawione osobistych nieszczęść życie Magdaleny uległo jednak zmianie w 1819 roku, kiedy – po przedwczesnej śmierci Ignacego – stała się samodzielną i niezależną finansowo kobietą. Na miejsce swojego stałego pobytu wybrała Zarzecze, które dzięki jej pasji, wiedzy i kreatywności przerodziło się w jedną z najpiękniejszych posiadłości w Galicji. W krótkim czasie uczyniła z niej również ważny ośrodek życia kulturalnego i towarzyskiego, często odwiedzany przez wybitne postacie ówczesnej epoki. W zarzeckiej rezydencji bywali bowiem między innymi: Anna z Sapiehów Czartoryska, Celestyna z Czartoryskich Rzyszczewska, Beata z Potockich Czacka, Katarzyna z Bobronicz-Jaworskich Starzeńska, Henryk Lubomirski, Adam Rościszewski, Michał Czacki i Franciszek Siarczyński. Organizowane przez Magdalenę bale z radością witali przede wszystkim jej przyjaciele i sąsiedzi, co potwierdza zarówno literatura dokumentu osobistego, jak i literatura piękna. Franciszek Ksawery Prek, malarz i stały bywalec Zarzecza, na kartach swojego obszernego pamiętnika pozostawił następującą relację: Pani Morska dając co niedziela u siebie w Zarzeczu bal dla sąsiadów i przyjmując ich z największą uprzejmością, zasługuje prawdziwie na wdzięczność. Tam to niejeden skłopotany domowymi i często niemiłymi interesami otrząsa się z nich choć na kilka godzin i wyciąga zasępione czoło, tam to dzieci ucząc się cały tydzień wyskaczą wesoło, tam to młodzież obojga płci spotyka się przecież. Radosną atmosferę, jaka panowała podczas owych uroczystości, utrwalił również romantyczny poeta Feliks Boznański w jednym ze swoich wierszy poświęconych Zarzeczu:

W tym to istnych rozkoszy ziemiańskich przybytku,
Gdzie nie znana przysada, tem mniej pozór zbytku,
Z otwartą gościnnością, wziętą z życiem w dziele,
Pani domu – Sąsiadów przyjmuje w Niedziele.
Dzięki Jej – gdyż w tym czasie, twardym jakby z miedzi,
W którym się człek z łzą w oku, zwykle w domu biedzi,
Tam – znękaną myśl troski – z ludźmi rozwesela,
Łączy się z swym sąsiadem – widzi przyjaciela,
A z tym błogie lat młodych wspomniawszy koleje,
Ten, co miał w domu płakać, w Zarzeczu się śmieje.
I młodszym w tym dniu szczęścia śpieszniej bieżą chwile,
Zręczna młodzież Przemyślska, w wiosny wieku sile,
Przy odgłosie muzyki, co w nas czucie mnoży,
Nieraz w tańcu spostrzega, zejście jasnej zorzy;
Której światło zawcześnie daje uczuć młodzi,
Że szczęście goni chwile, z chwilą czas uchodzi!

W 1831 roku, po upadku powstania listopadowego, hrabina wycofała się z życia towarzyskiego, zaprzestała urządzania coniedzielnych wystawnych przyjęć i poświęciła się działalności filantropijnej. Wiadomo, że hojnie wspomagała emigrantów przybywających z Królestwa Polskiego, ofiarowując niezbędną im pomoc – czy to w postaci materialnej, czy też duchowej. Co więcej, Morska na znak żałoby narodowej zrezygnowała z noszenia biżuterii i kolorowych sukni, które zastąpiła symbolicznymi czarnymi szatami. Wspomniany już wcześniej Franciszek Ksawery Prek, pełen uznania dla dobroci Magdaleny, napisał o niej: Sprawiedliwa pani, uprzejma sąsiadka, przychylna krewna, dobroczynna dla ubogich, wspaniała dla emigrantów polskich. Jej dom staje się domem każdego z nich; opuszczając go w zamiarze dalszej podróży, właśnie jak ze swego kufra bierze bieliznę, ubiór, zgoła co mu jest potrzebnego. Wielu z tych nieszczęśliwych po kilka miesięcy tam zostawali, niektórzy los swój znaleźli. (…) Jednym słowem, radą, majątkiem, znaczeniem biegnie ta pani w pomoc cierpiącym dla ojczyzny i przyjmuje wszystkich z równą otwartością, nie wchodząc, czy tego wart lub nie, nie wahając się omylić.

W świetle powyższej relacji hrabina jawi się jako kobieta o ogromnej wrażliwości, pełna współczucia i zrozumienia wobec wszelkich ludzkich nieszczęść. Jej wielkoduszność i nieustające pragnienie niesienia pomocy ujawniły się również w pozostawionym przez nią testamencie, zgodnie z którym Morska  (…) jedną ręką darowuje kilkadziesiąttysiączne długi i kilka tysięcy korcy zboża włościanom swoim, zostawia prócz tego wsparcie dla biednych, wynagradza wszystkie dawne i nowe usługi oficjalistów i sług swoich, rozdaje upominki i z najszlachetniejszym przyznaniem, wdzięcznością i przyjaźnią ocenia ostanie mianowicie w chorobie pielęgnujących ją osób, a drugą ręką, nie przypominając o dobroczynnych lub użytecznych zakładach, obdarza domy sierot i ochrony dzieci we Lwowie, bibliotekę Naukowego Zakładu imienia Ossolińskich, krajowe towarzystwo gospodarskie, robi legaty dla mnogich nieszczęśliwych i dla sióstr miłosierdzia w Przeworsku, Moszczanach i we Lwowie, w jednym i drugim domie.

Ciekawych informacji, wzbogacających wizerunek Magdaleny jako współczującej i troskliwej kobiety, dostarcza również dziennik intymny Antoniego Ostrowskiego zatytułowany Życie najlepszej żony opisane przez czułego jej małżonka dla kochanych dzieci. Prowadzone przez niego latem 1813 roku w Zarzeczu zapiski stanowią przejmującą opowieść o wielkiej i spełnionej miłości hrabiego do jego młodo zmarłej żony Józefy, bliskiej krewnej Ignacego Morskiego. Poszczególne fragmenty dziennika dowodzą, że darzyła ona Magdalenę głębokim przywiązaniem i prawdziwym uwielbieniem. Jak pisał o swojej małżonce Ostrowski, umiejąc cenić przymioty serca i rozumu swojej ciotki (…), naśladować ją było dla niej żywym pragnieniem. Ta uprzejma i dobra pani nie odmawia mojej żonie światła i znajomości, które posiada w znakomitym stopniu w nauce roślinnej, lecz nawet hojną będąc dla wszystkich, nas tym chętniej zasilała w mnogie kwiaty. W innym zaś miejscu zdradził, że przejęła [od hrabiny – przyp. K.K.] sposób naśladowania naturalnych kwiatów, wyszywając takowe grubo en relief, wystrzygając niektóre, z perkalu i muślinu dorabiając liście kwiatowe i tym podobne. Na kartach drugiego z diariuszów, nazwanym przez Ostrowskiego Dziennikiem moich uczuciów, czyli elegią serca, możemy zaś odnaleźć następującą notatkę: Nie znalazłem od dnia wyjazdu mego z Zarzycza równego ciotce naszej, Ignacowej Morskiej, przyjaciela, na łono którego miałbym śmiałość wylać uciskające mię żale i gorzkie serca i umysłu dolegliwości.

Hrabina cieszyła się jednak opinią nie tylko niezwykle dobrej i szlachetnej pani, lecz także nadzwyczaj inteligentnej i utalentowanej damy, której artystyczne zainteresowania, umiłowanie natury i twórcza pasja wyróżniały ją spośród szerokiego grona ówczesnych artystek-amatorek. Była ona bowiem inicjatorką i autorką szkiców do projektu zarzeckiego kompleksu pałacowo-ogrodowego, wzorowanego na Petit Trianon Marii Antoniny w Wersalu i sentymentalnych parkach angielskich. Warto jednak podkreślić, że o ile podjęcie decyzji o wyborze miejsca pod nową rezydencję i rozpoczęcie jej budowy należy uznać za wspólne przedsięwzięcie Ignacego i Magdaleny, o tyle realizację planów związanych z zakładaniem i przyozdabianiem zarzeckiego ogrodu trzeba przypisać jedynie samej hrabinie. Inspiracji dostarczyły jej przede wszystkim zagraniczne i krajowe wojaże, podczas których miała okazję podziwiać najpiękniejsze założenia parkowe, ogrody botaniczne i zakłady ogrodnicze. Z pozostawionych przez nią notatek dowiadujemy się, że podróżowała po Austrii, Szwajcarii, Włoszech, Niemczech, Holandii, Belgii, Francji i Anglii. Poznała również wiele pięknych miejsc położonych na terenie Rzeczypospolitej – wiadomo bowiem, że odwiedziła Jabłonowo, Poturzyce, Radziszów, Szczyrzyc, Krzeszowice, Łańcut, Medykę, Niedźwiedź, Sieniawę, Puławy, Arkadię, Łazienki i Wilanów. Podczas pracy nad projektowaniem i upiększaniem zarzeckiego majątku, Morska korzystała także z rozmaitych publikacji poświęconych architekturze, ogrodnictwu i botanice. Wśród dzieł, z których czerpała wiedzę i natchnienie, znalazły się między innymi: Ogrody (Warszawa 1783 lub 1790) Jacquesa Delille'a, Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów (Wrocław 1805) Izabeli z Flemmingów Czartoryskiej, O przyozdabianiu siedlisk wiejskich. Rzecz zastosowana do Polski (Warszawa 1827-1829) Franciszka Ksawerego Giżyckiego, O chodowaniu [!], użytku, mnożeniu i poznawaniu drzew, krzewów i ziół celniejszych ku ozdobie ogrodów przy zastosowaniu do naszej strefy dzieło miłośnikom ogrodów poświęcone (Kraków 1825) Stanisława Wodzickiego, Opisanie roślin litewskich według Linneusza (Wilno 1811) Stanisława Bonifacego Jundziłła, a także Opisanie drzew i krzewów leśnych Królestwa Polskiego (Warszawa 1827) Michała Szuberta. Warto również pamiętać, że czternaście lat wcześniej pani na Puławach zamieściła w swoim słynnym dziele rycinę przedstawiającą Klomb z Kwiatów całe lato Kwitnące ułożony przez Mag.[dalenę] z Dzieduszyckich Morską, dając tym samym wyraz swojego uznania i podziwu dla wiedzy oraz talentu hrabiny.

Do stworzenia nowej siedziby zachęciła Morskich niezwykle malownicza okolica odznaczająca się zróżnicowaniem terenu, urokliwie wijącą się rzeką i skupiskami wiekowych dębów, będących pozostałością naturalnej dąbrowy. Centralnym punktem koncepcji postanowiono uczynić dwa wzniesienia – na jednym z nich zbudowano piękny pałac wraz z oficyną, wzorowany na Świątyni Sybilli w Puławach,  na drugim zaś zamierzano ufundować kościół inspirowany La Madeleine w Paryżu. Tę budowlę dokończył jednak dopiero bratanek Magdaleny, Włodzimierz Dzieduszycki. Z obu wzniesień rozciągał się zachwycający widok na płynącą w dolinie Mleczkę, rozległe łąki i pola, a także na rysujące się w oddali faliste wzgórza Pogórza Przemysko-Dynowskiego. Autorem projektu rezydencji był Chrystian Piotr Aigner, natomiast twórcą oficyny kuchennej – Georg Szuster, który odpowiadał również za nadzór nad całością prac budowlanych. Dekoracje wnętrz pałacowych wykonywali Wirgiliusz (ojciec) i Fryderyk (syn) Bauman, pracujący wcześniej przy ozdabianiu siedzib najznakomitszych rodów Rzeczypospolitej. Do zarzeckiej posiadłości należały także między innymi oranżeria, pomarańczarnia, stajnia z powozownią, zabudowania administracyjne i folwarczne. Poza terenem majątku znajdowały się domy włościańskie wybudowane na wzór holenderski, bowiem – jak pisała Morska – ten sposób budowania jest niezawodnym środkiem do nadania rozmaitości, wyjednania kształtu, osiągnienia oryginalności w pomysłach, a nawet, przez nieregularność form, do połączenia wygody z przyjemnością i powierzchowną pięknością. (…) Budynki bez tynku, na sposób Holenderski, oszczędzą trwałością swoją właścicielowi kosztów i mozolnych zabiegów nieustającej naprawy i periodycznego odnawiana, co nie małą jest korzyścią. Jak można zatem wnioskować, hrabina, tworząc własną wizję osady idealnej, miała na uwadze nie tylko względy estetyczne, lecz także społeczne i ekonomiczne, co pozwala widzieć w niej światłą i twórczą osobę, która swoimi pomysłami wyprzedzała ówcześnie panujące trendy w architekturze i ogrodnictwie.

Jej nieprzeciętne zdolności i zamiłowania ujawniły się jednak przede wszystkim w stworzonym przez nią ogrodzie krajobrazowym, słynącym zarówno z walorów widokowych, jak i z bogactwa oraz różnorodności roślin. Ze względu na ukształtowanie terenu podzielono go na dwie części: górną (północną), pełniącą funkcje reprezentacyjne i dolną (południową), posiadającą charakter rekreacyjny. Ogród położony na górnym tarasie zachwycał dużym, owalnym podjazdem ze skupiskami drzew i krzewów, rosnącymi przy samym wjeździe. Główną ozdobę tej części stanowiły – tak uwielbiane i cenione przez Magdalenę – wiekowe dęby. Co godne uwagi, w jej opinii każde stare drzewo, jest skarbem nieocenionym we względzie upiększania miejsca. Szczególnie dąb, pierwszy w dostojności między drzewami; dąb, który wypuszczając wgłąb ziemi ogromne swe korzenie, ma sobie oddane moc i władzę nad gruntem, na którym stoi. Przez wieki, dąb nabywa piękności i powagi; czasem bowiem gdy już usycha, wznosząc siwy wierzchołek ku obłokom, jeszcze stoi i upoważnia miejsce, gdzie przez kilka wieków wzrastał. Poczynione obserwacje świadczą jednak nie tylko o ogrodniczych pasjach hrabiny, lecz także o jej umiłowaniu natury, w której potrafiła dostrzec prawdziwe piękno i siłę. Gustując w ogrodach angielskich, uważała, że cała sztuka na tem zależy, aby ozdobić miejsce, używając do tego małych na pozór środków, materyałów, które się wszędzie na miejscu znajdują; temi są: drzewa, woda, widoki zewnętrzne, które niejako przywłaszczyć sobie należy, ażeby nadać przedmiotom najpospolitszym powabną postać. (…)  Takteż i lasy, wody, ciemne zacisze, nigdy się nie naprzykrzą. Kto z uszanowaniem kocha naturę, przystraja ją, ale bez obciążenia ubiorem, pobłaża czasem jej wspaniałemu zaniedbaniu się, jej niejednostajności, i sztuką swoją sprawia, że z pośrodka samego nieporządku piękność wynika. Górną część ogrodu ozdabiały również swobodnie rozmieszczone na całym terenie klomby, uznawane przez Morską za szczególnie atrakcyjny element dekoracji ogrodu. Była ona bowiem przekonana, że ten sposób mieszania drzew, krzewów i kwiatów, sprzyja użyciu roślin, rozwijaniu się ich w nieprzeliczonych kształtach i stosuje się do każdego położenia, bez względu na rozległość miejsca. Ceniła zwłaszcza klomby periodyczne, ponieważ bardziej jak wszystkie inne przyczyniają się do ozdobienia plantacyi; przedstawiają ony bowiem, wielką massę wegetacyi zamożnej i ukraszonej najświetniejszemi kwiatami; mają pory nadzwyczajnej świetności, nakoniec z użycia ich, wynika wielkie ułatwienie, w urządzeniu następstwa kolorów i periodów kwitnienia. Dolna część zarzeckiego ogrodu obejmowała natomiast kopiec widokowy, duży staw i wyspę z położonym nad niej pseudomłynem, gdzie odbywały się spotkania towarzyskie i podwieczorki.

Dzięki zachowanym notatkom ogrodowym Magdaleny dysponujemy wiedzą na temat drzew, krzewów i kwiatów, jakie ozdabiały zarzecką posiadłość. Wiadomo zatem, że na jej terenie rosły dęby, buki, kasztanowce, jesiony, jawory, klony, olchy, robinie, morwy, platany, tulipanowce amerykańskie czy też korkowce amurskie i sosny wejmutki, uznawane wówczas za prawdziwe dendrologiczne perełki. Wyjątkowego uroku nadawały otoczeniu takie krzewy jak: azalie, róże, bzy, jaśminowce, tawuły, trzmieliny i czeremchy. Wśród licznych odmian kwiatów znajdowały się między innymi: georginie, narcyzy, irysy, lilie, astry, stokrotki, słoneczniki, łubiny, malwy i maki. W sadach kwitły jabłonie, wiśnie, grusze, brzoskwinie, morele. W sposób szczególny zajmowały jednak Morską róże – ich zarzecka kolekcja obejmowała prawie 150 gatunków i kultywarów. Hrabina wyhodowała również pierwsze polskie ogrodowe odmiany tych krzewów, które poświęciła swoim dwóm najmłodszym braciom: Józefowi ('Józef Dzieduszycki') i Wawrzyńcowi ('Laurenti Dzieduszycki'). Fascynowały ją także georginie – w swoim ogrodzie posiadała ich aż 189 w odmianie pełnej, wśród których znajdowały się 23 z własnej hodowli Magdaleny, nazwane przez nią na cześć najbliższych jej osób – braci, sióstr i przyjaciół. Zamiłowanie hrabiny do kwiatów ujawniło się również w układaniu pięknych bukietów, którą to sztuką zajmowała się z prawdziwym znawstwem i talentem.

Co więcej, jej artystyczne zainteresowania, twórcza pasja i wrażliwość estetyczna znalazły swoje odzwierciedlenie w aranżowaniu wnętrz zarzeckiego pałacu. Jego pomieszczenia zachwycały kameralnością, elegancją i wyrafinowaniem, poświadczając tym samym znakomity gust Morskiej. Uwagę zwracała zwłaszcza wspaniała sala balowa z klasycystycznymi, oszklonymi z zewnątrz szafami, a także okrągły salon na piętrze, w którym można było podziwiać kopułę z rozetami w ośmiobocznych kasetonach, posadzkę wykonaną z kilku różnych gatunków drewna i kominek z białego marmuru, ozdobiony w nadprożu mozaikowym pejzażem, będącym prawdopodobnie dziełem samej właścicielki. Wystrój niektórych pomieszczeń nawiązywał do rozmaitych stanów pogodowych, co – w połączeniu z roślinnymi motywami dekoracyjnymi – sprawiało wrażenie, że natura zawitała także i do wnętrza pałacu. Szczególnie interesująco prezentowały się pod tym względem dwa pokoje, o których pisał wybitny historyk sztuki, Tadeusz Stefan Jaroszewski, że są zjawiskiem niezwykłym nie tylko w skali polskiej. Ich dekoracja, ilustrująca stan pogody, nie mieści się już w ramach klasycyzmu. Pomysł jest oparty na emocjonalnym umiłowaniu natury, należy do epoki romantyzmu. W pierwszym z nich, nazwanym pokojem, w którym świeci słońce, znajdowały się lakierowane na biało szafy, które pokryto płótnem, cienko zgruntowanym i pomalowanym we wzory zaczerpnięte z szalów kaszmirskich, co było dziełem hrabiny i jej fraucymeru. Sufit przedstawiał natomiast błękitne niebo z obłokami, ze środka którego zwisała lampa – szklana kula w ujęciu typowych empirowych listków (…) z brązu w ogniu złoconego, mająca przedstawiać słońce. Pokój, w którym pada deszcz – podobnie jak poprzedni – zachwycał wyjątkowym wnętrzem. Włodzimierz Dzieduszycki pisał, że stanowi on dowód na oryginalność pomysłów pani Morskiej (…). Sufit przedstawia pochmurne niebo, a od sufitu zwieszają się draperie z lekkiej także szarej gazy, z której opadają (…) sznurami szklane paciorki szaro-srebrzyste. Wszystko to razem ma przedstawiać dzień deszczowy, owa gaza to chmura, a szklane perły to perły spadającego deszczu. Pomieszczenie było utrzymane w szarej tonacji, ozdabiały go szafy, empirowa recamiera i kominek z ciemnego marmuru. Warto jeszcze wspomnieć o gabinecie Magdaleny, w którym spędzała czas na czytaniu, pisaniu, rysowaniu, haftowaniu i projektowaniu zarzeckiego ogrodu. Znajdowały się w nim – noszące cechy wczesnego biedermeieru – duże jesionowe szafy, dwie kanapy, prostokątny stolik, komoda, biureczko, fotel i kwietnik. Pomieszczenie nie miało zatem charakteru reprezentacyjnego, odznaczało się natomiast prostotą i przytulnością, co mogło zachęcać zarówno do pracy, jak i odpoczynku. Interesująco prezentował się również salonik zwany pokojem weneckim, które to określenie pochodziło od kształtu wysokich, sięgających od podłogi do sufitu okien. Znajdowało się w nim wiele biustów, figur alabastrowych, mozaik i obrazów pięknych, kupionych we Włoszech. Pokój ten zachwycał jednak przede wszystkim słonecznikową i różaną dekoracją sztukatorską, której pomysłodawczynią była niewątpliwie Morska. W opinii wspomnianego wcześniej Tadeusza Stefana Jaroszyńskiego, dla gościa wchodzącego do Salonu Weneckiego oba te motywy były wskazówką, że jest otoczony przyjaźnią gospodyni, która spędzone tu wspólnie chwile zachowa w życzliwej pamięci. Co znamienne, zarzecka rezydencja nie posiadała odrębnego pomieszczenia przeznaczonego na bibliotekę – księgozbiór został rozmieszczony w kilku różnych salonach i gabinetach. Rozwiązanie to dowodziłoby zatem, że hrabina nabywała książki nie w celu reprezentacyjnym, lecz pragmatycznym – pragnęła pogłębiać swoją wiedzę z rozmaitych dziedzin, nie zaś tworzyć specjalną rodową kolekcję. Być może instynktownie czuła, że książki nadają każdemu z pomieszczeń wyjątkowy charakter? Niewykluczone również, iż świadomie urządzała w ten sposób swoje wnętrza – zgodnie z dewizą Cycerona: Pokój bez książek jest jak ciało bez duszy.

Dziełem wieńczącym szerokie spektrum działań Magdaleny Morskiej okazał się jednak wydany drukiem w 1836 roku w Wiedniu,  Zbiór rysunków wyobrażających celniejsze budynki wsi Zarzecza w Galicyi w obwodzie Przemyskim leżącej, częścią z natury zdjętych, lub uprojektowanych, z opisem budownictwa wiejskiego w sposobie holenderskim i angielskim i ogólnemi myślami o przyozdobieniu siedlisk wiejskich. Album ten składał się z dwóch części. Pierwsza, opisowa – autorstwa hrabiny – zawierała krótki wstęp i sześć rozdziałów, poświęconych między innymi zabudowaniom wiejskiej siedziby, podstawowym zasadom projektowania ogrodów, a także roślinom, jakie powinny znajdować się na terenie owej posiadłości. Druga część obejmowała pięćdziesiąt rycin, z czego czterdzieści przedstawiało kompleks pałacowo-ogrodowy w Zarzeczu, dziesięć zaś – wzory bukietów układanych według czasu kwitnienia roślin. Autorami materiału ilustracyjnego byli trzej artyści, którzy prawdopodobnie inspirowali się wykonanymi wcześniej przez Magdalenę rysunkami. Zamieszczone w albumie widoki Zarzecza i projekty struktur architektonicznych wykonał  polski pejzażysta, portrecista i litograf Józef Ferdynand Tabaczyński, autorem rysunków przedstawiających dziesięć bukietów był natomiast  specjalizujący się w malowaniu kwiatów Franciszek Blascheck. Rytowaniem prac obu artystów zajął się wiedeński sztycharz, Antoni Tepplar. Co ciekawe, ilustracje były kolorowane w różnych okresach i przez różne osoby, do grona których należy zaliczyć wspomnianych powyżej Antoniego Tepplara i Franciszka Blaschecka, a także Władysława Majeranowskiego, bliżej nieznanego Perlaskę, Józefa Schittawanza i, być może, samą Magdalenę Morską. Kartę tytułową, opis rysunków i planów przygotował, a także litografował Alojzy Röll, litografię z portretem hrabiny wykonał zaś Robert Theer na podstawie miniatury Moritza-Michaela Daffingera. Wydane w pięćdziesięciu egzemplarzach Zbiory rysunków... autorka podarowała bliższym i dalszym członkom swojej rodziny, przyjaciołom oraz instytucjom naukowym. Z relacji pamiętnikarskiej nieocenionego kronikarza ówczesnego życia, Franciszka Ksawerego Preka, wynika między innymi, że jeden z albumów ofiarowała klubowi angielsko-zagranicznemu w Londynie, za co otrzymała podziękowanie listowne od lorda Buckinghama i zaproszenie na wieczór, które Towarzystwo ostatni raz dawało w tej porze  roku [tj. jesienią 1844 roku – przyp. K.K.].

Jak słusznie zauważyła Izabela Kopania – znawczyni życia i działalności pani na Zarzeczu – Zbiór rysunków... łączy w sobie cechy kilku rodzajów publikacji: traktatu zawierającego wskazówki z zakresu technik budownictwa, architektury i ogrodnictwa (…), wzornika architektonicznego i wydawnictwa proponującego projekty bukietów kwiatowych czy pojedynczych motywów floralnych. Dzieło to zrodziło się w głównej mierze z osobistych doświadczeń, obserwacji i przemyśleń hrabiny, która nie tylko pragnęła upamiętnić swoje wieloletnie działania w tworzonej od podstaw posiadłości, lecz także dać wyraz przekonaniu, że kształtowanie wyróżniającego się walorami estetycznymi i ekonomicznymi prywatnego kawałka świata należy utożsamiać z odbudową i upiększaniem ojczyzny. Warto zatem pamiętać, jak wzniosłe idee przyświecały Morskiej podczas jej wieloletniej i intensywnej działalności w Zarzeczu. Będąc zarówno bezpośrednią spadkobierczynią myśli Izabeli Czartoryskiej, jak i bystrą obserwatorką ówczesnej rzeczywistości, konsekwentnie tworzyła wymiar patriotyczny swej posiadłości. 

Magdalena Morska pozostała aktywna do końca swoich dni. W 1842 roku – mając 80 lat – udała się do Austrii i Włoch, zaś dwa lata później odbyła podróż po Niemczech, Francji, Anglii, Holandii i – po raz kolejny – Austrii. Odwiedzała również co roku swoje dwie siostry,  Helenę Sierakowską w Warszawie i Justynę Działyńską w Dreźnie. Rozpoczęła także budowę nowego kościoła, zaprojektowanego przez Chrystiana Piotra Aignera w stylu klasycystycznym.  Inwestycja ta została jednak przerwana z powodu pogarszającego się stanu zdrowia hrabiny. Będąc niezamężną i bezdzietną, zapisała swoje wszystkie dobra ziemskie bratu Józefowi, po którym odziedziczył je jego jedyny syn i jednocześnie bratanek Magdaleny, Włodzimierz Dzieduszycki.

Magdalena Morska zmarła 11 maja 1847 roku w swoim ukochanym Zarzeczu, gdzie została pochowana. Nawet pobieżna analiza jej życia i działalności dowodzi, iż mamy do czynienia z nieprzeciętną postacią – niezwykle utalentowaną i twórczą, wyjątkowo pracowitą i praktyczną, odznaczającą się przy tym ogromną wrażliwością i dobrocią. Hrabina cieszyła się ogólnym poważaniem, doceniano jej patriotyzm i filantropię. Była doskonale zorientowana w literaturze i kulturze europejskiej, zgromadziła też pokaźny księgozbiór, w którym poza literaturą romansową, religijną, umoralniającą, historyczną i przyrodniczą znalazły się książki poświęcone sztuce, filozofii, polityce, geografii. W swoich zbiorach posiadała także rozmaite publikacje niezbędne do nauki języków obcych – francuskiego, angielskiego, włoskiego, łacińskiego, a nawet tureckiego i arabskiego. Morska zasłynęła również ze swojego wielkiego zamiłowania do natury, poczucia piękna, zmysłu estetycznego i wyjątkowego gustu. Spędzała czas na projektowaniu ogrodu, wnętrz pałacowych, mebli, mozaik, a nawet tapet. Hodowała rośliny, pracowała przy klombach, układała i malowała kompozycje kwiatowe. Szerokie spektrum zainteresowań i aktywności pani na Zarzeczu pozwala widzieć w niej kobietę światłą, inteligentną, błyskotliwą. Realizując własną wizję wzorcowej posiadłości – swoistej prywatnej ojczyzny – okazała się także doskonałą organizatorką, gospodynią, animatorką życia kulturalnego i towarzyskiego. Pod wieloma względami wyprzedzała swoje czasy udowadniając swoim przykładem, że kobieta może spełniać się na wiele różnorodnych sposobów, nie tylko jako żona i matka, lecz także rysowniczka, malarka, architektka wnętrz, projektantka ogrodów, wreszcie zarządczyni wielkiego majątku. Magdalena z Dzieduszyckich Morska zasłużyła na trwałe miejsce w pamięci potomnych i w historii kultury polskiej.



Bibliografia

  1. F. Boznański, Wyjątek z listu pisanego do Warszawy, o Zarzeczu, miejscu pobytu JW z Dzieduszyckich hrabiny Morskiey, „Rozmaitości Lwowskie” 1825, nr 46, s. 3.
  2. J. Dolatowski, J. Dudek-Klimiuk, Kolekcje drzew i krzewów w Zarzeczu Magdaleny z Dzieduszyckich Morskiej, „Rocznik Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego” 2013, t. 61, s. 53-69.
  3. J. Dolatowski, J. Dudek-Klimiuk, Początki hodowli georginii w Polsce – Magdalena Morska w Zarzeczu i Józef Strumiłło w Wilnie, [w:] Drzewa w cieniu człowieka. Materiały międzynarodowej konferencji naukowej VII. zjazdu Polskiego Towarzystwa Dendrologicznego, Warszawa 2014, s. 28-30.
  4. I. Dzioba [I. Kopania], Od szkicowych projektów do „Zbioru rysunków...”. W stronę zarzeckiej posiadłości Magdaleny Morskiej, „Biuletyn Historii Sztuki” 2006, z. 3-4, s. 385-413.
  5. T. S. Jaroszewski, O Zarzeczu po upływie ćwierćwiecza, [w:] Architektura rezydencjonalna historycznej Małopolski. Materiały sesji Stowarzyszenia Historyków Sztuki, [oprac. red. T. Hrankowska], Łańcut 1982, s. 109-183.
  6. K. Karolczak, Rodzina Dzieduszyckich herbu Sas w XIX i XX wieku. Linia starsza. Potomkowie Tadeusza Gerwazego, Warszawa 2013.
  7. I. Kopania, Pałac w Zarzeczu w świetle nowych badań, „Kwartalnik Architektury i Urbanistyki” 2008, z. 3, s. 43-51.
  8. M. Morska, Zbiór rysunków wyobrażających celniejsze budynki wsi Zarzecze w Galicyi w obwodzie Przemyskim leżącej, częścią z natury zdjętych lub uprojektowanych, z opisem budownictwa wiejskiego w sposobie holenderskim i angielskim i ogólnymi myślami o przyozdobieniu siedlisk wiejskich, Wiedeń 1836.
  9. K. Niedobitowski [R. Aftanazy], Dawny pałac hr. Morskiej w Zarzeczu, „Światowid” 1938, nr 16, s. 16.
  10. F. K. Prek, Czasy i ludzie, oprac. H. Barycz, Wrocław 1959.
  11. E. Z. Wichrowska, Twoja śmierć. Początki dziennika intymnego w Polsce na przełomie XVIII i XIX wieku, Warszawa 2012.
  12. K. Wolski, Morska z Dzieduszyckich Magdalena Katarzyna, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 21, Wrocław 1976, s. 786-787.