© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   19.08.2015

O egzotycznych podróżach i patriarchach, czyli dlaczego stuletnie życie jest lepsze niż nieśmiertelność

Kapitan Lemuel Gulliver w jednej ze swoich podróży dowiedział się o istnieniu Struldbrugów, ludzi, którzy rodzili się ze znamieniem nieśmiertelności. Był zachwycony! Od razu zaczął snuć rozważania o tym, jak ułożyłby swoje własne życie, gdyby mógł żyć, nie obawiając się śmierci. Pragnął bogactwa zapewniającego mu dostatnie życie, które chciałby wieść wesoło, beztrosko, niczym młody kawaler, spędzając czas na zabawach i nauce oraz notowaniu wszystkich obserwacji poczynionych na temat przemijającego świata w kronice służącej kolejnym pokoleniom.

Tak długie życie, pozbawione trosk i obawy przed śmiercią zajmowało wyobraźnię Europejczyków przez całe wieki. W XVII i XVIII stuleciu wiedzieli już jednak, że nikomu nie uda się przeżyć Matuzalema, który stąpał po biblijnym świecie przez 969 lat, nie tylko dlatego, że długowieczność patriarchy była sprawą rodzinną, bo – jak czytamy u Jakuba Wujka – już jego ojciec: chodził Henoch z Bogiem / y żył potym iako zrodził Mathusala trzy sta lat / y zrodził syny y córki. I stały się wszystkie dni Henochowe trzy sta sześćdziesiąt pięć lat. Nie porzucili jednak chęci poznania recepty na długie życie, dlatego tak wielką uwagę poświęcano tym, którym udało się przeżyć więcej niż sto lat. Jednym z najdłużej żyjących ludzi w XVII-wiecznej Europie był Anglik Thomas Parr. Przeżył ponoć 152 lata i 9 miesięcy. Upamiętniony został w poemacie Johna Taylora z 1635 r., w którym czytamy:

He is a Wonder, worthy Admiration,

Hee’s (in these times fill’d with Iniquity)

No Antiquary, but Antiquity;

For his Longeuity’s of such extent,

That hee’s a living mortall Monument.

Tego niezwykłego człowieka, ten cud wart podziwiania, chciał poznać sam król Karol I. Starego Parra zaproszono do Londynu, gdzie spędził trochę czasu i… zmarł. Jak wykazała sekcja zwłok, której dokonał sam William Harvey, przyczyną śmierci była zmiana powietrza – starzec przez całe życie oddychał świeżym i lekkim powietrzem wiejskim, na które próżno liczyć w zatłoczonym Londynie.

Właśnie brak dobrego powietrza – obok m.in. braku zdrowego pożywienia – wskazywano jako jedną z przyczyn znacznego skrócenia życia ludzi w epoce nowożytnej. Wspominano o tym m.in. w XVIII-wiecznych kalendarzach z obszaru Rzeczypospolitej, jak na przykład w popularnym kalendarzu Sebastiana Jana Kantego Czochrona, w którym jeszcze w latach 70. XVIII w. podawano listę najdłużej żyjących postaci z historii Polski. Wyliczono dokładnie wiek: Piasta, którego nazwano królem Polski (miał umrzeć w wieku 120 lat), Mikołaja Radziwiłła (100 lat), Andrzeja z Dębin Dębińskiego (miał umrzeć podczas dżumy w wieku 120 lat), rodziny z województwa rawskiego (Stanisław Kaska dożył 130 lat, jego syn 116, żona 95), niejakich Wiśniowskiego z Księstwa Oświęcimskiego, który dożył 140 lat, i Ossowskiego z województwa lubelskiego, który jeszcze w wieku 115 lat dosiadał konia i gryzł orzechy laskowe. Widać już wyraźnie, że w 1775 r., gdy drukowano kalendarz Czochrona, za długowiecznych uważano ludzi żyjących znacznie krócej, niż podawano jeszcze sto lat wcześniej. Okazało się bowiem – choćby dzięki dokładniejszej rejestracji urodzeń i powszechniejszemu posługiwaniu się dokumentami w miejsce relacji świadków – że zwykły człowiek nie może żyć tak długo jak stary Thomas Parr.

Inna rzecz, że od kiedy powszechnie porzucono myśl o fontannach przywracających młodość, których często poszukiwano jeszcze w średniowieczu, dążenie do zachowania długowieczności nie oznaczało już dążenia do zachowania wiecznego życia. Dlaczego porzucono myśl o nieśmiertelności? Czy odpowiedź na to pytanie znajduje się w Lapucie z powieści Jonathana Swifta, którą przywołano na wstępie? Jeden z Lugniagów (Luggnaggów), których odwiedzał podróżnik, powiedział Gulliverowi, że co prawda chęć życia iest przyrodzona człowiekowi, jednak kiedy obcuje się z nieśmiertelnymi, perspektywa się zmienia, ponieważ oni podobni są do śmiertelnych, y żyią iak ci do lat trzydziestu, że po tym co raz wpadaią w ponury smutek, aż póki nie dożyią lat ośmiudziesiąt; że na ów czas nietylko są podlegli wszelkim chorobom, nędzy, y słabościom starości tegoletniey; ale nadto trapiące wyobrażenie trwałości wieczney, nędzney zgrzybiałości, tak ich dręczy, iż się niczym ucieszyć nie mogą; że nietylko są iak wszyscy inni starcowie, uparci, nieużyci, łakomi, wielomówni, gniewliwi, ale też, nie kochaią, tylko siebie, wyrzekaią się słodyczy przyiaźni, a nawet do dzieci swoich żadnego nie maią przywiązania. Wieczne życie bez młodości nie miało właściwego powabu – starość nie zachęcała do nieśmiertelności.

Logo POIiŚ