© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   12.06.2014

Obchody setnej rocznicy odsieczy wiedeńskiej w 1783 r.

Świętowanie jubileuszy czy rocznic od dawna jest oczywistością. Dotyczy to życia prywatnego, gdyż większość ludzi co roku obchodzi chociażby urodziny. Już rzymski pisarz Censorinus poświęcił tym szczególnym dniom niewielkie dziełko De die natali z 238 r., w którym wspomina o „munus annale genio” – darze dla geniuszy składanym w każde urodziny. Również śmierć jest w wielu regionach okazją do regularnego, zwykle dorocznego, wspominania zmarłych krewnych, co najczęściej odbywa się w kontekście religijnym. Także wydarzenia dotyczące całych grup ludzi były i są przedmiotem corocznych obchodów. Zwłaszcza ważne zwycięstwa militarne, powstanie miast i inne istotne fakty jawią się jako odpowiednie okazje do corocznego świętowania, które z kolei podtrzymuje pamięć o nich. Jednak prócz obchodzenia rocznic istnieje jeszcze możliwość upamiętniania szczególnie ważnych wydarzeń co pięćdziesiąt lub co sto lat. Takie uroczystości, nawet jeśli dotyczą pewnej grupy osób, niekoniecznie są zgodne z interesami każdej z nich, nie wszyscy też w takim samym stopniu odczuwają potrzebę świętowania rocznicy danego wydarzenia. Nośnikami tego rodzaju długofalowej pamięci są najczęściej organizacje: Kościoły, rządy, dynastie bądź partie polityczne, wykorzystujące rocznice i jubileusze do własnych celów a jednocześnie korzystające z okazji, by podtrzymać pamięć o wydarzeniach, do których przywiązują wagę. To zrozumiałe, że ich własne interesy wpływają na sposób upamiętnienia przeszłości. Często sięga się przy takich okazjach do minionych uroczystości, które stają się albo pozytywnym wzorem do naśladowania, albo negatywnym przykładem na to, jak postępować nie należy.

Zainteresowanie wiedeńczyków szeroko pojętym islamskim Orientem – bynajmniej nie pozbawione uprzedzeń – zaczęło budzić się kilka miesięcy przed jubileuszem. 14 lutego 1783 r. przybyło bowiem do Wiednia poselstwo z Maroka, które nie tylko wywołało żywe zainteresowanie i ciekawość ludności wiedeńskiej, ale też stało się przedmiotem uwagi mediów różnorodnie się przejawiającej. Gazeta Wiener Zeitung regularnie zamieszczała odnośne relacje, ukazały się broszury i książki na temat posłów i samego Maroka, w obieg poszły ilustracje. Znalazły się wśród nich m.in. wydane anonimowo w Lipsku i Frankfurcie „Listy marokańskie” (Marokkanische Briefe), które autor, Johann Pezzl zaprezentował jako tłumaczenie z arabskiego. Są to fikcyjne listy jednego z posłów marokańskich adresowane do przyjaciela, które pozostał w domu.

Wydarzenie to było smakowitym kąskiem dla zapobiegliwych ludzi w rodzaju Hieronima Löschenkohla, który od 1780 r. zajmował się w Wiedniu produkcją obrazów i wypuścił na rynek sztychy, wachlarze i puszki opatrzone ilustracjami ukazującymi egzotyczne poselstwo. Na cześć delegacji, która przebywała w Wiedniu do maja tego samego roku, na wiedeńskim Praterze miał się odbyć pokaz sztucznych ogni pod nazwą Marokańskie święto kwiatów (Das Marokanische Blumenfest), zorganizowany przez c.k. uprzywilejowanego artystę-pirotechnika Johanna Georga Stuwera. Jednak, ku jego najgłębszemu żalowi, z powodu złych warunków pogodowych trzeba było przełożyć pokaz na dzień 13 maja. Na rynku księgarskim pojawiła się czterostronicowa relacja zatytułowana Spis ludzi dnia 14 lutego 1783 r. przybyłych do Wiednia z Marokańskim Posłem oraz ich przybocznej służby (Verzeichniß von der Anzahl der Leute des den 14. Februar 1783 in Wien einzutreffenden Marokanischen Gesandten und ihrer eigentlichen Bedienstung), która między innymi była odpowiedzią na zainteresowanie ludności. Dziełko to, łatwo dostępne również ze względu na niską cenę, w sposób wręcz klasyczny buduje wrażenie obcości i budzi ciekawość czytelników, na przykład stosując w opisach chwyt „odwróconego porządku”.

W ogóle wśród Maurów, czy też Marokańczyków, znajdziemy wiele zwyczajów, które są wręcz przeciwne temu, co jest naszym obyczajem. My nakłaniamy obcych, by weszli do naszego domu, Maurowie sami do nich wchodzą. My całujemy dłonie innych – oni całują własne. My przywołując kogoś, machamy otwartą dłonią w stronę naszej twarzy – oni w tym samym zamiarze machają dłonią zwróconą ku ziemi. My chcąc oddać hołd wstajemy, oni rzucają się na twarz, itd. (Spis ludzi…).

Nie zabrakło również ogranego zarzutu despotyzmu: „Forma rządów w Maroku jest despotyczna a władza monarchy w jego królestwie – nieograniczona”. W kwestii religii, od razu pojawia się skojarzenie z „Turkami”: „Mają oni wspólną z Turkami religię, mianowicie mahometańską”. Następnie zaś serwuje się czytelnikom kolonialny z ducha i później często spotykany obraz: „Co zaś się tyczy żyzności kraju, to wszędzie dookoła widać najżyźniejsze grunta, które daremnie [sic!] czekają na pracowite ręce […]”.

Te informacje o Maroku i Marokańczykach odzwierciedlają nastawienie anonimowego autora a także przynajmniej części wiedeńczyków do Orientu, dzięki czemu pozwalają wyobrazić sobie ich postawę podczas odbywających się cztery miesiące później obchodów rocznicowych.

Procesje i pochody

Jedną z rozpowszechnionych form dorocznego świętowania zwycięstwa z 1683 r. były procesje i pochody. Tego rodzaju ceremonie odbywały się wprawdzie już od dawna w wielu chrześcijańskich regionach, jednak w okresie kontrreformacji strona katolicka sięgała po nie szczególnie chętnie, chcąc świadomie przeciwstawić protestantom coś, czego ci nie mogli bądź też nie chcieli robić. Podobnie rzecz się miała z pielgrzymkami.

W ciągu pierwszych stu lat po odsieczy wiedeńskiej to Kościół pielęgnował pamięć tego wydarzenia, organizując co roku, w dniu 12 września lub w okolicach tej daty, uroczyste msze, procesje i kazania. Mieściła się w tym również ustanowiona przez papieża w 1572 r. a w Wiedniu organizowana prawdopodobnie od lat 30. XVII w. procesja dla upamiętnienia zwycięstwa pod Lepanto w 1571 r., która przypadała na dzień 7 października. Procesje te po części przybierały wówczas formę, którą nie bez sarkazmu krytykowali autorzy periodyku Wöchentliche Wahrheiten: „tutaj bowiem [w niedzielę 14 września 1783 podczas wejścia wielkiej procesji z okazji setnej rocznicy odsieczy do katedry św. Szczepana] mogliśmy zaobserwować jakie przynosi owoce, jak służy ku zbudowaniu i jak musi być miła Bogu. Jakżeż budujące jest, gdy dom Boży staje się amfiteatrem, gdzie ciekawscy widzowie wspinają się na ławki i ołtarze, by gapić się na ciągnącą przez kościół procesję, rozpychać łokciami, obrzucać w ciasnocie wyzwiskami i tym podobnych dopuszczać się wybryków”.

Wnętrze kościołów, w tym wypadku katedry św. Szczepana, było przy takich okazjach ozdabiane dekoracjami, w których przynajmniej do 1779 r. widać było odniesienia do zwycięstw nad „Turkami”. Tak na przykład „podczas dorocznego nabożeństwa dziękczynnego za odsiecz wiedeńską wywieszano u św. Szczepana” obok innych chorągwi również tę zdobytą na Osmanach w 1684 r. „w Humzabegh koło Budy” (dzisiaj Érd na południowy zachód od Budapesztu). Po 1779 r. chorągiew została przeniesiona z do budynku Bürgerliches Zeughaus. Można przypuszczać, że chorągiew usunięto z katedry w 1783 r. w związku z ograniczeniami, jakie Józef II nałożył na procesje i pielgrzymki.

Rozbuchane uroczystości w rodzaju procesji i pielgrzymek musiały budzić niechęć Józefa II, który również w sprawach kościelnych dążył do ukrócenia wszelkich zachowań kontrowersyjnych. W związku z tym procesja dziękczynna z 14 września 1783 r. upamiętniająca zwycięstwo nad Osmanami w 1683 r. i będąca jedną z licznych procesji zorganizowanych w tym samym roku, miała stać się ostatnią uroczystością tego rodzaju. Wiener Zeitung zameldowała o tym na stronie tytułowej w dniu 17 września 1783 r.: „Bowiem 14 tego miesiąca przypadł dzień (odsiecz wiedeńska wydarzyła się 12 września, jednak w 1783 r. obchody zostały przełożone na 14 września, ponieważ na ten dzień przypadała niedziela – przyp. autora), w którym mija setna rocznica oblężenia miasta Wiednia przez straszliwe wojska osmańskie pod wodzą wielkiego wezyra Kara Mustafy […] a wspomnienie tego szczęśliwego dnia po raz setny i ostatni świętowano w podzięce Bogu procesją, która szła z kościoła parafialnego augustianów do kościoła metropolitalnego pod wezwaniem św. Szczepana”.

Ostatecznie Józef II ograniczył procesje kościelne do dwu w roku: odtąd przez miasto miała przechodzić procesja na Boże Ciało i jeszcze jedna, wybrana przez biskupa, przy czym obie uległy skróceniu.

Porównywalna uroczystość, w 1783 r. już niemal całkowicie zeświecczona, odbywała się co roku w Hernals (które wówczas nie należało jeszcze do miasta, lecz było podwiedeńską wsią). Była to tak zwana „ośla jazda”, czyli swawolny pochód, podczas którego pasza jechał na osiołku a inni uczestnicy starali się go opić. W pochodzie brali udział „Turcy” i „chrześcijańscy niewolnicy” w łańcuchach. Była to najprawdopodobniej prześmiewcza procesja wywodząca się z kultu religijnego, która po 1683 r. bądź niedługo później musiała ulec sekularyzacji i została wykorzystana do wyszydzenia „Turków”. Pochód odbywał się co roku w pierwszą niedzielę po dniu św. Bartłomieja (przypada na 24 sierpnia). W piśmie Allgemeine Deutsche Bibliothek z 1784 r., gdzie znalazło się omówienie książki Willego (patrz poniżej), możemy przeczytać na temat tego pochodu: „Ośla jazda w Hernals, wsi pod Wiedniem, to dzień, kiedy pospólstwo wyczynia różnorakie swawole i urządza śmieszne ceremonie i kiedy, wiedeńskim obyczajem ochoczo sobie dogadza, biesiaduje i… robi co innego”. Ludwig Wekhrlin tak skomentował dużą popularność pochodu: „Ośla jazda w Hernals to doroczne święto, na które zbiega się cały Wiedeń, by urządzić sobie dzień wspólnej rozrywki”. Opisał następnie porządek pochodu, kierując się przy tym malowidłem znajdującym się w zakrystii tamtejszego kościoła i – z nutką sarkazmu – stwierdził: „Przypuścić należy, że prawowierny chrześcijanin musi być wielce zbudowany na takowe patrząc nabożeństwo”. On sam nie miał zresztą po temu okazji, „jak że cesarz nakazał tegoroczną procesję odwołać, jak wieść niesie z przyczyny przyjazdu tureckiego posła”.

Wydaje się, że pochód był lokalnym przedsięwzięciem ludności Hernals i ani Kościół, ani dwór nie uczestniczyły w jego organizacji. Oślej jeździe przypadł w udziale taki sam los jak innym pochodom i procesjom: także i ona miała się w 1783 r. odbyć po raz ostatni.

Oprócz oślej jazdy odbywał się też doroczny pochód piekarzy przez miasto, który zaczęto organizować już po pierwszym „tureckim” oblężeniu Wiednia w 1529 r. Miał on przypominać o zasługach cechu piekarskiego dla obrony miasta. Nie jest pewne czy również ten korowód został po 1783 r. na jakiś czas zakazany. W każdym razie w 1809 r. odbył się po raz ostatni. Potwierdzone jest natomiast, że to w związku z obchodami stulecia odsieczy zlecone zostało wykonanie pucharu dla cechu piekarzy. Kielich zawiera wyraźne nawiązania do zwycięstwa nad „Turkami“ i roli, jaką odegrali w nim wiedeńscy piekarze: nóżkę kielicha tworzą trzy ustawione do siebie plecami postacie piekarzy (prawdopodobnie są to mistrz, czeladnik i uczeń), stojące na leżących, pokonanych „Turkach“.

Zakaz urządzania kościelnych procesji, pielgrzymek i innego rodzaju pochodów nie był długotrwały: zostały przywrócone niedługo po śmierci Józefa II w 1790 r.

Fajerwerki

Za panowania Józefa II władze nie tylko ograniczyły inicjatywy kościelne, a zwłaszcza nadmiernie rozbuchane procesje, ale podjęły również próbę nawiązania do tradycji, która już wówczas była stara i dobrze ugruntowana: z okazji obchodów stulecia w 1783 r. odbył się bowiem świecki festyn dla ludu. Na Praterze, otwartym w kwietniu 1776 r. przez Józefa II, za cesarskim pozwoleniem zaplanowano na niedzielę 14 września dostępny dla całej ludności pokaz sztucznych ogni zorganizowany i zainscenizowany przez „c.-k. uprzywilejowanego artystę-pirotechnika” Johanna Georga Stuwera (1732–1802), podczas którego oczom publiczności miały ukazać się oblężenie i odsiecz Wiednia. Dla Kościoła, dotychczas dzierżącego monopol na upamiętnienie odsieczy, ta „ostatnia” (przynajmniej w zamierzeniu) „uroczystość dla uczczenia owego pełnego niebezpieczeństw dnia” w 1863 r. oznaczała pojawienie się świeckiej konkurencji i to ze strony dynastii panującej. Na pierwszy plan wysuwano radość z powodu zwycięstwa oraz patriotyczny akt upamiętnienia przeszłości. Stuwer sam zredagował zapowiedź pokazu wydrukowaną pod tytułem Pryncypialny pokaz sztucznych ogni w Wiener Zeitung w środę, 10 września 1783 r. (w piątek, 12 września pojawiła się jeszcze krótka wzmianka w gazecie Wienerblättchen): „W obecnym roku obchodzimy setną rocznicę wydarzenia, które jest jednym z najważniejszych w dziejach Wiednia, i które, choć zwieńczone chwałą, mogło było mieć smutne skutki i dla czcigodnych przodków, i dla ich potomnych. Wszystko zależało od tego jednego decydującego momentu. Ileż wycierpieli dzielni mieszczanie! Z jakimiż niebezpieczeństwami przyszło im się zmierzyć! […] I ja również nie szczędziłem kosztów ani trudu i użyłem całego swego kunsztu, chcąc tę pamiętną scenę przedstawić tak żywo, by się widzowie uczuli, jakby naprawdę w tamtym znaleźli się położeniu. Dzięki uzyskanemu najłaskawszemu pozwoleniu w niedzielę, 14 września, w dniu, gdy cały wiedeński lud radośnie świętuje na cześć swych dzielnych przodków, będę miał zaszczyt przedstawić

Oblężenie

i

Odsiecz miasta Wiednia

[…] Czyż można lepiej przywołać ten radosny dzień w pamięci jakże patriotycznych mieszkańców Wiednia, niż poprzez tak poruszające przedstawienie, które przeniesie widza w położenie jego sławnych przodków i w każdym zdoła wzbudzić już to szlachetną dumę z odwagi ojców, już to gorące pragnienie ich naśladowania […]”.

Johann Georg Stuwer

c.-k. uprzywilejowany artysta-pirotechnik

W zapowiedzi Stuwera rzuca się w oczy, że mowa jest wyłącznie o wiedeńskich mieszczanach, ani słowa o cesarzu czy wywodzących się ze szlachty dowódcach. Fajerwerki (podczas których widać było m.in. panoramę Wiednia) i ożywione nimi wspomnienie wydarzeń sprzed stu lat miały wzbudzić dumę z dokonań przodków, zarazem zaś skłonić współczesnych wiedeńczyków do ich naśladowania, propagując postawę patriotyczną.

W środę 17 września gazety Wiener Zeitung oraz Wiener Blättchen doniosły, że pokaz Stuwera okazał się wielkim sukcesem; w Wiener Zeitung czytamy: „Uroczystości rocznicowe zakończył artysta-pirotechnik pan Johann Stuwer pokazem fajerwerków zatytułowanym Oblężenie i odsiecz miasta Wiednia, które było nie tylko dobrze wykoncypowane i zaplanowane, ale też niezwykle starannie zrealizowane i wywołało owacje całej publiczności licznie zgromadzonej na Praterze”.

Relacja w Wiener Blättchen brzmiała podobnie: „Ostatniej niedzieli fajerwerki pana Stuwera Oblężenie i odsiecz miasta Wiednia wypadły tak doskonale, że artyście przypadł w udziale niepodzielny aplauz niezwykle licznie zgromadzonej wiedeńskiej publiczności”.

Wszystko wskazuje na to, że widzowie chcący obejrzeć pokaz, musieli zapłacić za wstęp na Prater. Johann Pezzl opisując fajerwerki stwierdził: „Wstęp kosztuje za każdą osobę dorosłą […] 24 grajcary. W dni pokazów sztucznych ogni na Praterze zawsze zbiera się elegancki świat Wiednia […] Czasami obecnych jest 10 do 12 tysięcy ludzi”. Jeśli założyć, że 14 września 1783 r. opłata za wstęp była podobna (w innym miejscu Pezzl mówił o 20 grajcarach), to wynika z tego, że biedniejsze warstwy ludności nie mogły uczestniczyć w pokazie. Podsumowując: patriotyczna rozrywka została w rocznicową niedzielę zorganizowana na Praterze przez przedsiębiorcę Johanna Stuwera za pozwoleniem cesarza a wśród widzów znaleźli się najprawdopodobniej zamożni mieszczanie i szlachta.

Teatr

Józef II i jego administracja przejawiali pewne zainteresowanie przedstawieniami teatralnymi (recytacjami, operami, baletem). Próbowano wpływać na rozwój życia teatralnego poprzez odpowiednie regulacje oraz używać sceny do „podniesienia obyczajów”. Zrozumiałe więc, że setna rocznica drugiego oblężenia Wiednia przez „Turków” okazała się owocna dramaturgicznie. Pojawiły się dwie sztuki traktujące o rocznicowym wydarzeniu, które trafiły do repertuaru teatralnego we wrześniu.

Jedna z nich to utwór cenionego w epoce józefińskiej dramaturga Paula Weidmanna (1746–1810), który już w 1775 r. wystawił i wydał drukiem Wiedeń wyzwolony. Dramat oryginalny w pięciu aktach (Das befreyte Wien. Ein Originaldrama von fünf Aufzügen). We wrześniu 1783 r. sztuka wróciła na afisz. W niedzielę 7 września w gazecie Wienerblättchen znalazła się zapowiedź przedstawienia mającego się odbyć tego samego dnia wieczorem (sztuka została tu określona mianem „komedii”). Friedrich Nicolai opublikował następującą recenzję dramatu:

Starszy brat wyjeżdża, długo go nie ma, zostaje uznany za zmarłego; młodszy przejmuje jego majątek, jego godności a nawet narzeczoną, która miała wyjść za starszego jedynie przymuszona wola ojca. Jednak starszy brat w końcu powraca i łatwo można sobie wyobrazić powstałe zamieszanie; jest on niepohamowanym gwałtownikiem a młodszy to wzór cnót. Tego się w każdym razie dowiadujemy później, bo z początku nic takiego nie sposób przypuścić. Bowiem Eduard, przybywszy niespodzianie, od razu pyta o swą narzeczoną; wszyscy milczą a on, dziwiąc się temu, stwierdza jedynie: „Możecie sobie milczeć – Podajcie mi inny strój, bo zbyt długo musiałem wyrzekać się czystości”. Toż to całkiem obyczajny człowiek, można by pomyśleć; ale cierpliwości! Karta się wkrótce odwróci, starszy brat jeszcze narobi hałasu aż nadto. Tak samo na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć w cnotę młodszego, gdyż ogromnie się pyszni […] rzeczą, która przecież jest jego powinnością: „Czyż nie dość, że bratu memu zwróciłem majątek i godności, czyż chce jeszcze…” itd. Wszystkie pozostałe osoby także są niezmiernie cnotliwe, co nam o nich mówią inni, i w co, choć tego jakoś nie widać, przecież chętnie wierzymy, skoro nas tak zapewniają ich krewni, którzy na pewno znają ich dobrze; - także i czarna owca, brat, który zapowiadał się na renegata, ostatecznie wychodzi na ludzi. Jakże jednak rzecz cała ma się zakończyć? W komedii byłoby to trudne; ale niech będzie błogosławiony człowiek, który wymyślił dramat! Czcigodny autor może w nim uśmiercić wszystkich, których już nie potrzebuje. Tak więc na koniec starszy brat umiera a ulubiony młodszy dostanie dziewczynę. – W całej tej sztuce trafnych jest kilka cech śmiesznej, egzaltowanej ciotki. – Omal nie zapomnieliśmy powiedzieć czytelnikom, że wszystko to dzieje się w Wiedniu obleganym przez Turków a Eduard traci życie podczas zbrojnej wycieczki; by zaś zaspokoić ciekawość widzów, na koniec sztuki przychodzi wiadomość, że Turcy zostali z kretesem pokonani na Kahlenbergu. Z tego też powodu sztuka nazywa się Wiedeń wyzwolony. (Nicolai, Allgemeine Deutsche Bibliothek, t. 33/1, 1778, s. 526-528).

Drugie oblężenie Wiednia przez Turków daje Weidmannowi okazję do rozważań na temat miłości ojczyzny i honoru a także obowiązków jednostki wobec rodzinnego miasta. Kwestie te należały w okresie oświecenia do zagadnień kluczowych. W 1771 r. – czyli jeszcze za panowania Marii Teresy - Joseph Sonnenfels opublikował traktat O miłości ojczyzny (Ueber die Liebe des Vaterlandes), który został włączony w zbiór dzieł tego autora wydany w 1783 r. Jedna z głównych postaci u Weidmanna, baron Witterthal, mówi: „Bohaterowie chrześcijaństwa bijcie się, nie ustawajcie w trudzie – To za waszą ojczyznę, za waszego pana i ojca walczycie”. Kolschützki jest w tej sztuce postacią komiczną, on i inni mieszczanie stojący na murach opowiadają też widzom o działaniach zwycięskich wojsk. Pozbawioną patriotyzmu i nieoświeconą antagonistką głównych postaci jest baronessa von Schwindheim; Weidmann wkłada jej w usta następujące zdanie: „Niech Bóg uchowa każdą rodzinę przed tym okropnym patriotyzmem”. W zakończeniu sztuki baron Witterthal wykrzykuje: „Pospieszmy pierwej do świątyni i zanieśmy dziękczynienie najważniejszemu obrońcy – Radujcie się mieszczanie, obejmijcie się jako wolni Niemcy – Chwalcie ten piękny dzień; uczcijcie go w swej pamięci. Urońcie łzy wdzięczności nad bohaterami, którzy na polu chwały utracili życie w obronie ojczyzny; wznieście na ich cześć i na cześć tego zwycięstwa odwieczny pomnik, aby wnukowie ze łzami radości wspominali dzień naszego ratunku”.

Druga sztuka to dramat autorstwa Friedricha Gensicke (1750–1784), pochodzącego z Hamburga dyrektora trupy teatralnej. Specjalnie z okazji jubileuszu napisał sztukę Nagrodzona wierność wiedeńskich mieszczan albo 12 września 1683. Sztuka w trzech aktach (Die belohnte Treue der Wiener Bürger, oder der 12-te September 1683. Ein Schauspiel in drei Aufzügen). Wystawiono ją w Theater am Kärtnertor „dla uczczenia stuletniej rocznicy”.

W zapowiedzi, która ukazała się w Wienerblättchen ze środy 17 września 1783, autor tak opisał swoje przedsięwzięcie:

„Do publiczności.

W najbliższą niedzielę, 21 września 1783 r. w c.-k. teatrze przy Kärtnerthor z okazji ponownego otwarcia sceny nowozebrana trupa aktorów niemieckich Towarzystwo Gensickego wystawi sztukę pt:

Nagrodzona wierność wiedeńskich mieszczan

Albo:

12 września 1783 [sic!].

Nowa sztuka oryginalna w trzech aktach.

Dla mieszczan na setną rocznicę”.

Autor pozwala sobie zadedykować ową sztukę oraz przedstawienie czcigodnym mieszkańcom cesarskiego miasta. Niechże będzie ona skromnym pomnikiem jego najgłębszej wdzięczności za udzielone mu wsparcie, łaskę i przychylność dla jego usilnych starań i niechże ów pomnik jego bezgranicznego oddania spotka się z nie całkiem nieprzychylnym przyjęciem. Pierwsze przedstawienie miało się odbyć w dniu setnej rocznicy, zostało jednak przesunięte na przyszłą niedzielę z powodu pokazu fajerwerków. Niżej podpisany nie będzie szczędził trudów ni kosztów, by przedstawienie wypadło tak dobrze, naturalnie i znakomicie, jak to tylko możliwe. Ukazanie tureckiego obozu; wymarsz Turków do boju z chrześcijanami; walka Turków ze zbrojną wycieczką wiedeńczyków; zwycięstwo wiedeńczyków, zniszczenie tureckiego obozu ogniem i mieczem; pochód zwycięskich wiedeńczyków z jeńcami i zdobytymi kosztownościami; nowe, na tutejszej scenie jeszcze nie widziane zaskakujące ukazanie wnętrza świątyni przyszłości, będzie dla oka nową i, mam nadzieję, miłą rozrywką. Muzykę do pieśni i chórów napisał lubiany miejscowy kompozytor; że zaś nie chcę omamić publiczności od dawna już znanym i jedynie odgrzewanym daniem, jakie często serwuje się nam na tutejszych scenach, lecz że sztuka ta rzeczywiście jest nową, o tym może przekonać się każdy, kto zechce nabyć egzemplarz tejże sztuki w twardej oprawie u portiera c.-k. teatru, w księgarni Wapplera lub u księgarza Hartla za cenę 17 grajcarów. Wolałem ją, choć nie pozbawioną błędów, raczej w druku przedstawić publiczności o tak wyrobionym smaku, niż dopuścić do nieznośnych podejrzeń. Niechże teraz publiczność rozstrzygnie czy należy ją odrzucić z szyderstwem czy też zasługuje ona na to, by ją obejrzeć. – Niemniej nigdy jeszcze publiczność cesarskiego miasta nie odmówiła wyrozumiałości i uwagi przedsięwzięciu, które wyniknęło z dobrej woli i kierowało się chęcią pomnożenia jego przyjemności.

Gensicke

Dyrektor w c.-k. Theater am Kärtnertor

W przedmowie do sztuki autor stwierdza również: „Życzenie, by w miarę mych sił przyczynić się do obchodów stulecia drugiej odsieczy wiedeńskiej, popchnęło mnie do napisania sztuki, którą ośmielam się niniejszym oddać w ręce czcigodnej wiedeńskiej publiczności”. Jej akcja toczy się w mieście a także poza nim, w obozie „tureckim”. W scenie alegorycznej występują personifikacje pokoju, nadziei i plotki oraz wiedeński genius loci. W odróżnieniu od Weidmanna, u Gensickego chrześcijański Bóg nie ma większego znaczenia. Obie sztuki łączy natomiast istotna rola, jaka przypada wyobrażeniom związanym z miłością ojczyzny. Na przykład genius loci Wiednia mówi pod koniec dramatu: „Wróg waszej wiary błądzi pokonany, ucieka do swej ojczyzny, marząc by nigdy już nie wracać tu, gdzie tak sromotną poniósł klęskę. Jesteście uratowani, uratowany jest wasz ojciec i władca, wasza ojczyzna, wolność, wasza święta wiara. Zapłaczcie synowie cesarskiej stolicy, urońcie łzy radości i dziękczynienia, dla Tego, którego błagaliście o ratunek i który stał się waszym wybawcą. Wasza wierność i miłość ojczyzny są przyczyną, dla której się ukazałem. By je od razu nagrodzić, uchylę rąbka zasłony przesłaniającej przyszłość i opowiem wam o dobroczynnym wpływie cnót ojców na pomyślność ich potomków”.

Także i ten dramat poświęcony jest „mieszkańcom cesarskiego miasta” czyli wiedeńskim mieszczanom. Także i tutaj „cnoty ojców” mają stać się wzorem dla współczesnych. W przypadku obu dramatów można zakładać, że powstały za wiedzą dworu i władz. Wprawdzie postać Józefa II występuje w nich równie rzadko, jak Leopolda I, wynika to jednak z tego, że Józef II nie lubił pojawiać się na pierwszym planie. Można się tego dowiedzieć chociażby z fragmentu Zabytków Wiednia (Denkwürdigkeiten von Wien) Wilhelma Ludwiga Wekhrlina, gdzie zamieszczony jest następujący dialog: „– Dlaczego Józef II, który budzi podziw swojej epoki i jest rozkoszą narodów nie ma swego biografa? – Cesarz nie chce, by o nim pisano”.

Z pewnością nie jest dziełem przypadku, że w czwartek, 1 września 1783 r. po premierze sztuki Cień roztargnionego albo Geniusz w potrzasku (Der Schatten des Zerstreuten oder Das Genie in der Klemme) w Theater am Kärtnertor wystawiono pantomimę Arlekin tureckim niewolnikiem (Arlekin der Türkensklave), która należała do rozpowszechnionych ówcześnie arlekinad. Na temat jej treści nie wiadomo jednak nic bliższego.

Prócz pantomimy oraz wymienionych powyżej sztuk, które ukazały się też drukiem, pojawił się jeszcze szereg mniej lub bardziej obszernych publikacji, odnoszących się do rocznicy odsieczy.

Druki

W Wiener Zeitung, która zamieszczała informacje o nowościach wydawniczych, możemy w numerze z 17 września 1783 r. przeczytać następującą notkę, zamieszczoną bezpośrednio pod cytowaną powyżej reklamą pokazu sztucznych ogni: „Z okazji uroczystości rocznicowych ukazały się również różnorakie pisma historyczne, wiersze, dzieła sztuki itp., odnoszące się do oblężenia i odsieczy Wiednia. Wśród tych pierwszych na uwagę zasługuje (wydana nakładem Sonnleithnera) historia drugiego oblężenia tureckiego autorstwa Gottfrieda Uhlicha, nauczyciela w szkole oo. pijarów oraz wykładowcy historii uniwersalnej w Kolegium Löwenburga, który to autor zadedykował swe dzieło, wyróżniające się zwłaszcza ścisłością, klarownością i wyszukanym stylem wykładu, tutejszemu chwalebnemu magistratowi”.

Gottfried Uhlich

Historyk, literat, nauczyciel i pijar Gottfried Uhlich (1743–1794) opublikował z myślą o upamiętnieniu wydarzeń Historię drugiego tureckiego oblężenia Wiednia w uroczystość upamiętnienia stuletniej rocznicy (Geschichte der zweyten türkischen Belagerung Wiens, bey der hundertjährigen Gedächtnißfeyer) w wiedeńskim wydawnictwie Sonnleithner. Autorowi, podobnie jak wspomnianym powyżej dramaturgom, chodzi o ukazanie, jak przodków uskrzydlił duch patriotyczny. Zadedykował książkę przedstawicielom władz miejskich, tak wyrażając swoje intencje: „Pozwólcie mi więc szanowni panowie, że zadedykuję Wam dzieło, którego najważniejszym celem jest gloryfikacja wiernego patriotyzmu wiedeńskich mieszczan […]”.

Na temat samej okazji - uroczystości upamiętnienia stuletniej rocznicy – a także o zastosowanej metodzie Uhlich tak napisał w przedmowie: „Jednakże spośród wszystkich tych oblężeń [Uhlich wyliczył uprzednio kilka – J.H.] najbardziej godne pamięci są dwa tureckie: pierwsze wydarzyło się w 1529 r. za sułtana Sulejmana a drugie w 1683 r. za Mehmeda IV. Ponieważ zaś w roku obecnym obchodzimy uroczystości upamiętnienia stuletniej rocznicy tego drugiego, a ponadto powszechnym zamiarem wiedeńskich mieszczan zdaje się uczczenie tego dla historii austriackiej tak ważnego momentu przez publiczne świętowanie, pochlebiam sobie, że niniejsze dzieło, w którym uchwycone są wszelkie pamiętne sceny tego nadzwyczaj ważnego oblężenia, będzie przez publiczność wiedeńską mile widziane. […] Niechże ojciec niebieski ochroni nasze rodzinne miasto, aby nie stało się już sceną takich wojennych wydarzeń a pokój oraz tysięczne błogosławieństwa niech staną się udziałem poddanych Józefa II, najenergiczniejszego z władców, którego potęga czuwa nad spokojem jego dzieci”.

Książka Uhlicha była najdroższą a zarazem najmocniej reklamowaną publikacją rocznicową. Najwyraźniej spełniała oczekiwania, jakie w 1783 r. budziło dzieło historyczne o drugim oblężeniu Wiednia przez Osmanów, co widać również w informacjach prasowych. W prorządowej Wiener Zeitung ogłoszenia reklamujące książkę ukazały się w sobotę 23 i środę 27 sierpnia, oraz w sobotę 13 i środę 17 września; w ostatnim z wymienionych numerów publikacja została też wymieniona w artykule wstępnym. Również w Wienerblättchen z 6 września znalazło się ogłoszenie reklamujące książkę Uhlicha.

Wydaje się, że była ona „oficjalną” monografią historyczną „tureckiego” oblężenia. Zapewne też przysporzyła autorowi cesarskiej przychylności, skoro w 1785 r. otrzymał profesurę na nowoutworzonym uniwersytecie we Lwowie, gdzie zresztą mieszkał już do końca życia. Imponujące było też oddziaływanie książki: na przykład do dziś powtarzana legenda o Kolschitzkym jako założycielu pierwszej kawiarni w Wiedniu z niej właśnie jest zaczerpnięta, podobnie jak opowieść o udziale burmistrza Liebenberga w budowie umocnień podczas oblężenia Wiednia. Uhlich opisał go jako człowieka, który sam zakasał rękawy i gorliwie uczestniczył w budowie szańców „[… przy czym] burmistrz miasta pan von Liebenberg był pierwszym, który zaczął wozić ziemię taczką, swym światłym przykładem wskazując pozostałym drogę”. W książkach Christiana Wilhelma Huhna z 1717 i 1783 r. (zob. poniżej) burmistrz jeszcze nie obsługiwał taczki. Natomiast w 1883 r. przy obchodach dwusetnej rocznicy można się już było powołać na opis z książki Uhlicha. Viktor von Renner, który poświęcił Liebenbergowi osobną publikację, napisał w 1883 r. „Gdy w 1783 r. odbywały się obchody pierwszego stulecia wielkich wydarzeń, zaledwie pobieżnie wymieniano jego nazwisko. Dopiero wiekowi XIX przypadło w udziale odświeżenie pamięci o tym zasłużonym mężu”. Diagnoza ta była nie do końca słuszna, ponieważ to z monografii Uhlicha wywodził się obraz Liebenberga jako postaci symbolicznej dla liberalnej administracji wiedeńskiej.

Christian Wilhelm Huhn

Christian Wilhelm Huhn (1654–1732) pochodził w Wrocławia i był prawnikiem. Obowiązki zawodowe przywiodły go do mieszczącej się w stolicy czeskiej kancelarii dworskiej, w związku z czym znalazł się w Wiedniu podczas oblężenia. Wiele lat później opisał swoje przeżycia, łącząc je z wcześniejszymi relacjami i opublikował we Wrocławiu w 1717 r. pod tytułem Nic nowego i nic starego albo obszerne opisanie co się anno domini 1683 wydarzyło każdego dnia od 7 lipca do 12 września przed/obok i podczas pamiętnego tureckiego oblężenia Wiednia (Nicht Neues und Nichts Altes/Oder umbständliche Beschreibung/Was Anno 1683. vor/bei und in der Denckwürdigen Türckischen Belagerung Wien/vom 7 Juli biß 12 Septembr. Täglich vorgelauffen). Na początku książki Huhn stwierdza, że jest ona przeznaczona dla „zwykłego człowieka”. Być może to właśnie sprawiło, że w 1783 r. ukazało się „drugie wydanie” dzieła, czyli jego zmodyfikowana i uwspółcześniona językowo wersja pod lekko zmienionym tytułem: Osobliwości albo Obszerne opisanie co się anno domini 1683 wydarzyło każdego dnia od 7 lipca do 12 września przed, obok i podczas pamiętnego tureckiego oblężenia Wiednia (Raritäten Oder umständliche Beschreibung/Was Anno 1683. vor/bei und in der denkwürdigen türkischen Belagerung Wien/vom 7 Juli bis 12 September Täglich vorgelaufen). Również tej książce towarzyszyła reklama, zamieszczona w środowych numerach Wiener Zeitung (10 i 17 września) oraz w Wienerblättchen z czwartku 18 września.

Wydawca Mößle tak napisał w przedmowie do nowego wydania o książce i o samej rocznicy: „Ta osobliwa księga trafiła w moje ręce, skoro zaś świętujemy w 1783 r. setną rocznicę odsieczy miasta i twierdzy Wiednia, która się powiodła z łaski Bożej i skoro Bogu za to dziękujemy, postanowiłem udostępnić drogim współobywatelom w drugim wydaniu krótkie opisanie tamtych okoliczności, powszechnej opresji oblężenia, ale także powszechnej radości z odsieczy w Wiedniu”.

Mößle zamieścił też ogłoszenie o wznowieniu książki Huhna w Wiener Zeitung z 10 września 1783 r.: „Autor był w czasie oblężenia w Wiedniu, bronił też miasta i twierdzy przez Turkami. Wszystkie pamiętne zdarzenia zawarł w dzienniku, który wydrukował we Wrocławiu własnym sumptem. W osobliwej tej księdze zawarto w skrócie wszystko godne pamięci, co się wydarzyło w mieście i twierdzy Wiedeń podczas tureckiego oblężenia od pierwszego do ostatniego dnia i podczas szczęśliwej odsieczy. W suplemencie znaleźć można spis tego, co działo się pod murami oblężonego miasta i twierdzy Wiedeń, gdzie nieśmiertelna odwaga wielkiego bohatera księcia Karola Lotaryńskiego, pradziadka naszego ukochanego cesarza i ojca Józefa II, przyczyniła się do zwycięstwa odsieczy”.

W porównaniu do opisów Uhlicha, słowa Huhna odnoszące się do śmierci Liebenberga 8 września 1683 r. wypadają wręcz blado: „[…] tak więc burmistrz pan von Liebenberg, który w oblężonym mieście wszędzie dobre wydawał zarządzenia, ku wielkiemu żalowi wszystkich mieszczan, odszedł był z tego świata”.

W przedmowie (a także niemal jednobrzmiącej zapowiedzi prasowej) Mößlera pojawiają się wprawdzie Józef II i jego pradziadek Karol Lotaryński, całe dzieło przeznaczone jest jednak dla „drogich współobywateli”. Wpisuje się to dobrze we wspomniane powyżej założenie, by podczas obchodów rocznicy na plan pierwszy wysuwać wiedeńskich mieszczan.

Blasius Wisinger

13 września 1783 r. księgarnia Johanna van Ghelena poinformowała w Wiener Zeitung o wydaniu książki niejakiego Blasiusa Wisingera pod tytułem: Historia wojny tureckiej od roku 1683 do 1690, albo upamiętnienie bohaterskich czynów przodka Jego Cesarsko-Królewskiej i Apostolskiej Mości Józefa II, księcia Karola V Lotaryńskiego, w którym szczególnie godne uwagi jest wywalczone 12 września tegoż roku na Kallenbergu niezmiernie wspaniałe zwycięstwo i następująca po nim nadzwyczaj szczęśliwa odsiecz Wiednia oraz zdobycie całego obozu tureckiego jak również zdobycie Gran, Neuhäusel, Budy, Belgradu i Kanischy (Gran – obecnie Esztergom na Węgrzech; Neuhäusel – obecnie Nové Zámky na Słowacji; Kanischa – obecnie Nagykanizsa na Węgrzech [przyp. tłum.]) (Türkenkriegsgeschichte von Anno 1683. Bis 1690 inclusive, oder Ihro jetzt allerglorwüdigst regierend röm. k.k. apost. Majestät Joseph des Zweyten Urgroßvaters weil. Karl des Fünften Herzogen zu Lotharingen höchsteilgen Andenkens, Heldenthaten, in welcher besonders merkwürdig, der den 12. Septemb. Obgedachten Jahres am Kallenberg erfochtene sehr herrliche Sieg, der darauf erfolgte höchstbeglückte Entsatz Wiens, und Eroberung des ganzen türkischen Lagers, wie auch die Eroberungen Gran, Neuhäusel, Ofen, Belgrad und Kanischa.). Jak wynikało z zapowiedzi, książkę można było nabyć w „księgarni Ghelena na Singerstrasse oraz w dwu kawiarniach w Leopoldstadt u Leichnamschneidera oraz na Landstrasse u Einedera”, mimo to w bibliotekach nie zachował się ani jeden egzemplarz. Z pewnością i w tej publikacji odnoszono się do rocznicy. Możliwe też, że autor (w odróżnieniu od Mößlera, zob. pow.) już w tytule zbyt mocno podkreślił osobę Józefa II i Karola V, co doprowadziło do zakazu publikacji książki. Cesarz nie chciał przecież „by o nim pisano”.

Leopold von Steinbach

Leopold von Steinbach opublikował odnoszące się bezpośrednio do rocznicy dzieło Historia i dziennik drugiego tureckiego oblężenia Wiednia w roku 1683. Poświęcona wszystkim wiernym obywatelom i mieszkańcom cesarsko-królewskiego miasta stołecznego i rezydencjalnego […] z okazji stuletniej rocznicy oswobodzenia tegoż (Geschichte und Tagebuch der zweyten türkischen Belagerung Wiens im Jahre 1683. Gewiedemet allen getreuen Bürgern und Einwohnern dieser k.k. Haupt- und Residenzstadt […] bei Gelegenheit der hundertjährigen Jubelfeier von Befreyung derselben). Licząca 47 stron książeczka ukazała się w księgarni Schönfelda i kosztowała stosunkowo niewiele.

Pisząc o przyczynach, które skłoniły go do publikacji swojej broszury autor podaje, że istnieje już wprawdzie obszerniejsze dzieło na ten temat, jednak z powodu licznych miedziorytów jest ono zbyt drogie (ma tu na myśli zapewne książkę Uhlicha, zob. pow.). Najwyraźniej autor chce pozyskać mniej majętnych a może i mniej wykształconych czytelników. Jak wynika ze słowa wstępnego, również on zwraca się do obywateli i mieszkańców Wiednia: „Można z dużą dozą słuszności założyć, że każdy obywatel, któremu losy jego rodzinnego miasta nie są obojętne, teraz, gdy Wiedeń świętuje stuletnią rocznicę przebytego oblężenia oraz następującej po nim szczęśliwej odsieczy, ciekaw będzie i zechce dokładnie poznać niebezpieczeństwa, które wówczas zagrażały miastu, mężną postawę garnizonu i obywateli a także wysiłki wroga, chcącego zdobyć miasto. Wprawdzie otrzymaliśmy już dzieło, które zdaje się zaspokajać to pragnienie, ponieważ jednak jest bardzo obszerne i odnosi się też do rzeczy nie związanych z historią oblężenia a z powodu licznych miedziorytów dla wielu okazuje się zbyt drogie, dlatego też mniemam, iż krótszy dziennik, trzymający się dokładnie kolejności wydarzeń, choć nie jest tak metodycznie historyczny, nie okaże się jednak zbędnym. To właśnie postaramy się na kilku arkuszach dać naszym zainteresowanym współobywatelom”.

Ogłoszenia reklamujące dziełko Steinbacha ukazały się w Wienerblättchen z 11 września 1783 r.

Johann Dürring

Johann Dürring opublikował liczącą 15 stron książeczkę pod tytułem Dzielni obywatele Wiednia podczas tureckiego oblężenia i odsieczy miasta stołecznego i rezydencjalnego Wiednia, co się wydarzyła w dniu 12 września 1683 r. (Die tapferen Bürger Wiens in der türkischen Belägerung, bey dem Entsatz der Haupt und Residenzstadt Wien, so geschehen den 12 September 1683) w wiedeńskim wydawnictwie dr Jahna. Ta broszura również była tania i kierowała się do tej samej publiczności co poprzednia. Publikacja została zapowiedziana w Wienerblättchen z piątku 29 sierpnia na następny dzień; we wtorek 2 września ponownie ukazała się w tej samej gazecie reklama książeczki. W zapowiedzi z 29 sierpnia czytamy: „Ogłoszenie. Dzielni obywatele Wiednia w tureckim oblężeniu i podczas odsieczy miasta stołecznego i rezydencjalnego Wiednia, co się wydarzyła w dniu 12 września 1783 r. – Rzetelne opisanie, poświęcone tutejszemu mieszczaństwu, gdy owo z ozdobnym przepychem świętowało stuletnią rocznicę przez Johanna Dürringa, współobywatela miasta.

(Treść opisania)

1. Życzenia dla mieszczaństwa, które te rocznicę świętuje.

2. Początek tureckich prześladowań i rozlewu krwi.

3. Nazwisko komendanta miasta i rzetelne wyliczenie, kto był wówczas prezydentem rady wojskowej, kto sędzią miejskim a kto kaznodzieją u św. Szczepana? I jak nazywał się wielki wezyr?

4. Wyliczenie, jak walczące mieszczaństwo rozdzielono po dzielnicach w przygotowaniu do bitwy.

5. Stan oblężenia, dzielność obywateli oraz kto nimi rządził i jacy komendanci przewodzili walczącymi regimentami?

6. Jakie łupy mieszczanie wynieśli z tureckiego obozu?

7. Ilu poległo w naszej i tureckiej armii? Jak silna była armia turecka?

8. Adres do obecnie żyjących mieszczan, o tym jak mają postępować wobec naszego monarchy na chwałę swoich przodków.

Do nabycia u Leopolda Grunda, introligatora koło St. Stephanshaupethor (sic!) oraz u introligatora pana Tomicy’ego w jego zakładzie niedaleko kościoła św. Piotra. Na placu Stockameisen w piwnicy koło św. Józefa oraz na dziedzińcu Jakober Kirchhof na drugim piętrze nr 837 za 6 grajcarów”.

Podobnie jak w przypadku wcześniej omawianych publikacji, także i uwaga skupiała się na wiedeńskim mieszczaństwie.

Obermeyer

Pod pseudonimem Obermeyer zabrał głos kaznodzieja i autor modlitewników Franz Hald (1751–1793). Hald został jezuitą w wieku piętnastu lat; po rozwiązaniu zakonu w 1773 r. przez papieża Klemensa XIV stał się – wedle swego własnego określenia – księdzem świeckim. Był niezmordowanym kaznodzieją i pisarzem zwalczającym tendencje oświeceniowe. Rozwlekły tytuł jego dzieła, będący właściwie streszczeniem, brzmi: Danina wdzięczności albo Zachęta dla mieszkańców Wiednia do gorliwego czczenia i wzywania błogosławionej Maryi Dziewicy: z okazji setnego powrotu (rocznicy) oswobodzenia Wiednia od tureckiego oblężenia oraz święta ustalonego przez Kościół na cześć najświętszej Dziewicy jako nieustanne wdzięczne wspomnienie zwycięstwa odniesionego pod przewodnictwem Maryi; jako i nauka oraz przestroga przed niebezpiecznymi pismami tudzież gorszącymi bluźnierstwami, przez których złośliwe dążenia cześć i modlitwa do Bożej Matki atakowana jest w gorszący sposób i bezbożnie podważana. Tłumaczenie z francuskiego. Wydane przez Obermeyera, autora Sztuk postnych (Der Zins der Dankbarkeit, oder Aufmunterung der Einwohner Wiens zur eifrigen Verehrung, und Anrufung der seligsten Jungfrau Maria: bey Gelegenheit als das hunderte Jahr der Befreyung Wiens von der türkischen Belagerung an dem zur beständigen dankbaren Erinnerung des unter dem Schutz Mariä erfochtenen Sieges von der Kirche besonders eingesetzten Namensfest dieser heiligsten Jungfrau gefeyert wurde; zugleich ein Unterricht, und Bewahrungsmittel vor gefährlichen Schriften, und ärgerlichen Lästerungen, durch deren boshafte Bemühungen die Verehrung und Anrufung der göttlichen Mutter schändlich angefochten, und gottlos bestritten wird. Eine Uibersetzung aus dem Französischen. Herausgegeben von Obermeyer, dem Herausgeber der Fastenstücke).

Hald/Obermeyer wydrukował swoje dzieło u Matthiasa Andreasa Schmidta w Wiedniu. Odnośna informacja ukazała się w Wienerblättchen w czwartek, 11 września. Krytycy zajmujący się kazaniami (na przykład Leopold Aloys Hoffmann) uznali autora broszury za kaznodzieję dalekiego od założeń bliskich cesarzowi, który cenił pouczenia bliskie praktyce życiowej. Hald zarówno w wygłaszanych kazaniach, jak i publikacjach drukowanych występował z konserwatywno-katolickiego punktu widzenia, zwracając się przeciwko oświeceniu. Bronił kultu maryjnego a zwłaszcza święta, które zniósł Józef II, a które pierwotnie ustanowiono dla uczczenia zwycięstwa z 12 września 1683 r. Przy czym „Turcy” jako wrogowie chrześcijaństwa pojawiają się jedynie w przytoczonym powyżej tytule, natomiast w samym tekście już nie występują. Wzmianka o Turkach w tytule, jak również użycie pseudonimu (który jednak nie kryje tożsamości autora, ponieważ podano, że jest to autor Sztuk postnych) i informacja, że tekst został przetłumaczony z francuskiego służą temu, by książka mogła się ukazać mimo treści dalekiej od upodobań władz.

Kręgi oświeceniowe twierdziły, że kult maryjny należy zlikwidować, ponieważ Maryi, będącej jednym ze stworzeń Bożych, nie powinno się oddawać czci boskiej. Uważano, że kult Maryi odciąga wiernych od oddawania Bogu należnej mu czci i z tego względu jest sprzeczny z religią. Z takimi poglądami polemizuje autor broszury, ponieważ według niego źle pojęta ostrożność może wprowadzić wiernych w błąd czy wręcz wyrobić w nich błędne przekonanie, jakoby kult maryjny był niewiarygodny. Obermeyer uważa, że „Gorliwcy dbający o czystość służby Bożej” rozpowszechniają przekonanie, że tradycyjne formy kultu maryjnego prowadzą do „wybryków, zabobonów i oszustwa”. Obermeyer/Hald próbuje więc wszelkimi dostępnymi środkami osłabić te zarzuty: „Nam, którzyśmy się nauczyli myśleć, daleki jest nędzny zabobon, jakiemu niektórzy dali się omamić, jakoby poniżeniem i umniejszeniem Jezusa Chrystusa było pokładanie ufności w świętej Maryi dziewicy, bo stawia jej moc na równi z wszechmocą Jezusa Chrystusa. Jest to w rzeczywistości zarzut, który, choć z pozoru tak poważny, jest jednak najbłahszy ze wszystkich”.

Obermeyer/Hald potrzebował „Turków” i stuletniej rocznicy tylko po to, żeby je umieścić w tytule. W samej publikacji nie przeprowadził natomiast tego, czego można by się spodziewać czyli porównania oświeceniowców z „Turkami”.

J.G.K.

Również w Pradze ukazało się dzieło poświęcone jubileuszowi, którego autor ukrył swoją tożsamość za inicjałami J.G.K.: Żołnierski jubileusz albo Oblężenie Wiednia oraz zwycięstwo odniesione przytem nad Turkami 12 września 1683 r. (Ein Soldaten-Jubilaeum oder die Belagerung von Wienn und der dabey den 12. September 1683 über die Türken erfochtenen Sieg). Książkę wydał Franz Gerzabek. Została zaanonsowana w Wienerblättchen z czwartku 18 września., kosztowała 10 grajcarów. W odróżnieniu od pozostałych autorów piszących o odsieczy, J.G.K. sięgnął do wielu źródeł zagranicznych, w tym do dzieł Paula Rycauta (1629-1700), który był konsulem brytyjskim w Smyrnie (Izmirze) a później w Hamburgu czy też do historii Osmanów autorstwa Dymitra Kantemira (1673-1723). Na samym początku swojej niewielkiej książki J.G.K. oznajmia: „Ponieważ świętujemy obecnie stuletnią pamiątkę tego oblężenia oraz odniesionego przy tej okazji 12 września zwycięstwa a wielu albo w ogóle nic nie wie o zaszłych wtedy wypadkach, albo zna je tylko połowicznie a najczęściej za pośrednictwem bardzo jednostronnych piór i relacji; dlatego też mam nadzieję, że tym małym wycinkiem tego wszystkiego, co się wówczas wydarzyło, tym mniej się narażę na przyganę, że obecnie przecież chętnie czyta się o wojnie z Turkami”.

Również i ten autor odnosi się do uroczystości z 1783 r. a publikację swoich wywodów uzasadnia między innymi jednostronnością już dostępnych opisów; można z tego wnioskować, że autor starał się zachować obiektywizm. Mieszczanami czy też mieszkańcami Wiednia nie zajmuje się w jakiś szczególny sposób.

Anonim

Introligator Franz Leopold Grund miał w swojej ofercie niewielkie anonimowe dziełko o drugim oblężeniu „tureckim”, które nie było reklamowane i nosiło tytuł: Osobliwości drugiego tureckiego oblężenia Wiednia w 1683 r. (Merkwürdigkeiten von der zweyten türkischen Belagerung Wiens Im Jahre 1683). Nieznany autor tak rozpoczyna: „Minęło właśnie sto lat od momentu, gdy odwieczny wróg chrześcijaństwa najokrutniej przestraszył nasz ukochany Wiedeń swoja kanonadą, bombami, minami i szturmami. Nigdy wcześniej nie powiódł przeciwko chrześcijanom armii tak przerażającej, jak właśnie w roku 1683”.

Po tym następuje streszczenie znanych relacji z drugiego „oblężenia tureckiego”, wprawdzie nie w formie dziennika, jak zrobił to Steinbach, niemniej chronologicznie i prostym, zrozumiałym językiem. Pracę zamyka zdanie: „Niech łaskawe niebiosa uchowają nas na zawsze od wrogich zagrożeń, rozlewu krwi i spustoszeń”. Wiedeńscy mieszczanie również tutaj nie znaleźli się w tak wyraźny sposób na pierwszym planie, jak to było w dwu omawianych powyżej dziełach historycznych.

Will

Niejaki Will (lub też von Will) wydał u Sebastiana Hartla niewielką książeczkę Ośla jazda w Hernals z 25 sierpnia 1783 roku. Pendant do opisu podróży pana Nicolai oraz dokument dla przyszłych dziejopisów (Der Eselritt zu Hernals vom Jahre 1783 den 25 August. Ein Pendant zu Herrn Nicolais Reisebeschreibung, und ein Aktenstück für künftige Geschichtsschreiber). Reklama ukazała się w Wienerblättchen 16 września. Autor prezentował w niej swoje dzieło jako jedną z wielu reakcji na dzieło Friedricha Nicolai Opis podróży po Niemczech i Szwajcarii w roku 1781. Razem z uwagami o uczoności, przemyśle, religii i obyczajach (Beschreibung einer Reise durch Deutschland und die Schweiz, im Jahre 1781. Nebst Bemerkungen über Gelehrsamkeit, Industrie, Religion und Sitten), którego drugi i trzeci tom ukazał się w Berlinie i Szczecinie w 1783 r. Książka zaczyna się z charakterystycznym dla autora humorem: „Od trzydziestu lat czyli dla mnie od czasów dziecięctwa, co roku pod koniec sierpnia słyszałem, że niedaleko Wiednia odbywa się ośla jazda. Z opowiadań nie mogłem dojść czy ta ośla jazda to jazda osłów, jazda na osłach, czy też osłów na osłach albo może oglądana przez osły? Na żaden z tych czterech możliwych przypadków nie umiałem się zdecydować”.

W zakończeniu zaś autor wyznaje: „Odchodziłem z tą pociechą, że była to ostatnia ośla jazda; nadal przy tym nie mając pewności, czy jest to jazda osłów czy przez osłów oglądana. To przynajmniej widziałem, że nie była to jazda na osłach. Była to ostatnia ośla jazda w Hernals. Oby i inne ośle jazdy w Wiedniu, przy których się zamiast halabardy używa szabli, zostały zlikwidowane! Zdrowy rozsądek domaga się pilnie jak najwięcej takich zwycięstw”.

Jest to aluzja do zakazu wydanego przez Józefa II. Autor zwraca się do lepiej wykształconych, raczej wywodzących się z mieszczaństwa czytelników, którzy znali również ambitniejsze dzieła w rodzaju Opisu podróży… Friedricha Nicolai. Niewielka książka Willa nie wszędzie spotkała się z przychylnym przyjęciem. Na przykład cytowane już pismo Allgemeine Deutsche Bibliothek (1784: 553n) stwierdziło: „Ośla jazda w Hernals, wsi pod Wiedniem, to dzień, kiedy pospólstwo wyczynia różnorakie swawole i urządza śmieszne ceremonie i kiedy, wiedeńskim obyczajem, ochoczo sobie dogadza, biesiaduje i… robi inne rzeczy. W rzeczywistości zaś czyni to po to, by zasmarować nędzny świstek grubiańskimi karykaturami i prostackim dowcipem; by, wiedeńskich obyczajem, napisać marny traktacik i, wiedeńskim obyczajem, wbijać szpilki w opis podróży pana Nicolai, wytykając mu kilka literówek oraz prezentować kulawe paralele między nim a Tacytem”.

Miedzioryty: Löschenkohl i Torricella

Również wiedeńscy miedziorytnicy mieli swój udział w uroczystościach na cześć setnej rocznicy odsieczy wiedeńskiej. Hieronymus Löschenkohl zamieścił w Wienerblättchen z soboty, 13 września, ogłoszenie reklamujące jego sztych: „U Löschenkohla na Kohlmarkt jest do nabycia miedzioryt zatytułowany Obchody jubileuszowe dzisiejszych mieszczan wiedeńskich z okazji oswobodzenia przodków. Pomnik odwagi waszych przodków oraz ich ówczesnego komendanta Starhemberga, którego portret także oferuję, dedykuję wam, szlachetni mieszczanie Wiednia. Odnajdziecie na nim również siebie samych, w dzisiejszych strojach i z obecnym komendantem księciem Karolem von Lichtenstein i mam nadzieję, że trud mój podjęty dla realizacji tej idei sprawi Wam radość i będzie w pełni godzien waszego uznania. Sztych kosztuje 30 grajcarów; w kolorze 1 gulden”.

Löschenkohl zwraca się do obywateli Wiednia używając drugiej osoby liczby pojedynczej, wykluczając w ten sposób siebie. Przybywszy do Wiednia z Niemiec dopiero w 1780 r. w wieku 28 lat, nie zalicza się do grona wiedeńczyków.

Konkurent Löschenkohla Christoph Torricella nie kazał długo czekać na odpowiedź. Również w Wienerblättchen, w numerze z wtorku 16 września, zamieścił informację o swoim miedziorycie poświęconym „uroczystej rocznicy”: „Wiadomość. U Christopha Torricelli, wydawcy sztuki, sztychów i muzykaliów przy ulicy Herrengasse jest do nabycia za 15 grajcarów zupełnie nowy miedzioryt. Przedstawia Kolumnę Pamiątkową wzniesioną 14 września 1783 r., w rok uroczystego jubileuszu drugiego nieudanego tureckiego oblężenia Wiednia”.

Sztych Torricelli zachował się. Przedstawia kolumnę zwycięstwa w formie krótkiego obelisku, na którym umieszczony jest orzeł a nad nim popiersie Józefa II. W tle widać Wiedeń, na pierwszym planie stoją po lewej dwaj zbrojni, strzegący grupy pięciu „Turków” oddających hołd cesarzowi. Najwyraźniej w odróżnieniu od piśmiennictwa, w którym Józef II wolał być w miarę możności pomijany, przedstawienia wizualne były mile widziane: istnieje cały szereg obrazów przedstawiających władcę a sztych Torricelli jest jednym z przykładów na to, że cesarza można było przedstawiać na obrazie, ale już nie w tekście. Podpis pod sztychem brzmi: „Kolumna Pamiątkowa, w rok uroczystego obchodów drugiego nieudanego tureckiego oblężenia Wiednia 14 września 1783 r. do nabycia w Wiedniu u wydawcy muzykaliów i miedziorytów Christopha Torricelli”.

Konkluzja

W roku jubileuszowym ludność Wiednia miała wiele zajęć. Oświecony absolutyzm polityki cesarza sprawiał problemy nie tylko środowiskom bliskim Kościołowi. Uczęszczanie do Kościoła zostało poddane ścisłej regulacji: mieszkańcom każdej uliczki, każdego domu wyznaczono kościół, do którego mieli chodzić na niedzielne msze. Wskutek tego wierni nie mogli brać udziału w procesjach innych proboszczów. Kaznodziejów dokładnie kontrolowano, treść ich kazań poddając analizie i ocenie z punktu widzenia wytycznych dworu – procedurę tę można by nie bez racji określić mianem infiltracji. Podczas uroczystości jubileuszowych intensywnie propagowano informację o jednym z projektów cesarskiej opieki społecznej czyli otwarciu przytułka planowanym na 1 października, zbierając jednocześnie pieniądze na ten cel. Rok rocznicowy obfitował w wydarzenia, które zaspokajały ciekawość Wiedeńczyków: wielu wrażeń tego rodzaju dostarczało zwłaszcza wspomniane na początku poselstwo marokańskie.

Same uroczystości, w porównaniu z późniejszymi, przebiegały spokojnie i były w wyraźny sposób ukierunkowane. Wydaje się, że zgodnie z intensywnie rozpowszechnianym hasłem cesarza „Wszystko dla ludu, nic dzięki ludowi” dwór był dobrze poinformowany o poszczególnych przedsięwzięciach. Zapewne właśnie wskazówki władz sprawiły, że podczas obchodów uwaga skupiała się na ogół na ludności Wiednia, na mieszczaństwie. Mówiło się wprawdzie o dokonaniach dowódców wojskowych, ale nie fetowano ich w takim stopniu, jak to miało miejsce bezpośrednio po wydarzeniach z 1683 r. Wiedeńczycy mieli stać się dzięki temu jubileuszowi i związanym z nim uroczystościom, publikacjom i sztukom teatralnym „wspólnotą pamięci” (sformułowanie Jana Assmanna). Tak powstała grupa miała podporządkować się wyobrażeniom oświeconego monarchy, zainspirować wzorowym zachowaniem przodków i zapałać miłością ojczyzny. Patriotyzm czy też miłość ojczyzny zostały więc zrównane z pozytywnym nastawieniem wobec nadrzędnych celów władcy i jego doradców. Ponieważ „wspólnota pamięci”, odwołująca się przecież do przeszłości, jest najczęściej powiązana z zamiarami ukierunkowanymi na przyszłość, można by równie dobrze mówić o „wspólnocie oczekiwań”, która w tym przypadku ukształtowana została – co nie może dziwić – zgodnie z wytycznymi oświeconego władcy.

W 1783 r. nie dostrzegano jeszcze paraleli między niebezpieczeństwem „tureckim” a niebezpieczeństwem ze strony aktualnych wrogów. Było przecież zupełnie możliwe, by przedstawiciele środowisk tradycyjnych jak na przykład Obermeyer/Franz Hald utożsamili odbieraną jako zagrożenie oświeceniową politykę religijną z „tureckim oblężeniem”. Obermeyer/Hald wspomniał wprawdzie w tytule swego dzieła Danina wdzięczności…, że rocznica oblężenia i odsieczy powraca raz setny, ale w samym tekście tej myśli bliżej nie rozwinął. Jednocześnie jubileusz ten wydaje się momentem powstania legend, które przetrwały do naszych czasów, co widać na przykładzie historii drugiego oblężenia „tureckiego” autorstwa Gottfrieda Uhlicha.

Również zakaz organizowania pochodów oraz ograniczenia, jakimi poddano procesje i pielgrzymki były całkowicie zgodne z polityką Józefa II. Uroczystości roku jubileuszowego miały być ostatnimi tego rodzaju. Chciano odebrać Kościołowi władzę nad pamięcią o „Turkach” i zakończyć uroczyste upamiętnianie, przynajmniej w formie procesji i pochodów. Miało się ono odtąd ograniczać do książek i ewentualnie sztuk teatralnych. W tym punkcie starania oświeconego władcy nie zostały zwieńczone powodzeniem. Niedługo po jego śmierci w 1790 r. dawne tradycje odżyły.

Tytuł oryginalny: Die Ereignisse zum hundertjährigen Jubiläum 1783 © mandelbaum kritik & utopie, wien