© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.10.2017

„Obcy” i „swój” w mentalności kobiet epoki późnego baroku

Mentalność człowieka epoki baroku kształtowała się pod wpływem wielu czynników – wychowania domowego, rodzinnych tradycji, religii, literatury, podróży oraz zasad wyznawanych w środowisku, w którym żył, z którym się utożsamiał i w którym rozwijał swoją aktywność. Mimo że mentalność kobiet i mężczyzn kształtowały zasadniczo te same warunki, to jednak ich oddziaływanie zróżnicowało sposób poznawania świata przedstawicieli obu płci. Znaczny wpływ na kobiece postawy, oceny i stosunek do otaczającej je rzeczywistości wywarły wzorce i stereotypy kulturowo-obyczajowe funkcjonujące w obrębie specyficznego sarmacko-szlacheckiego społeczeństwa.

W przypadku kobiet – zwykle słabo oczytanych, czasem niepiśmiennych, powierzchownie wykształconych, niezaangażowanych publicznie – ważne znaczenie w kształtowaniu się theatrum mundi miał przekaz słowny i bezpośredni kontakt. Kobiety, jeśli same nie uczestniczyły w wydarzeniach życia publicznego, to nabywały wiedzy o nich z relacji bliskich, przyjaciół czy sąsiadów. Znajomość świata wśród kobiet rosła pod wpływem lektury rękopiśmiennych gazet i druków. Wiele kobiet z warstw wyższych utrzymywało rozległą korespondencję, znało języki obce (przy­najmniej francuski), chętnie podróżowało, systematycznie prenumerowało rękopiśmienne awizy, popularne kalendarze i prognostyki, które były źródłem rozma­itych curiosów i praktycznych porad. W listach kobiecych tego okresu stale znaj­dujemy wzmianki – „jako czytam w gazetach”, „gazeta holenderska dono­si”, „przyślij WM Pani awizy”. Informacje tam zawarte były przedmiotem towarzyskich dyskusji i sporów, a w sprawach międzynarodowych – głównym źródłem wiedzy o bieżących wydarzeniach. O aktualnych sprawach politycznych informowała także literatura ulotna, tj. krążące nieustannie wśród szlachty manifesty, pamflety, wiersze satyryczne i pisma polemiczne, szydzące z przeciwników politycznych, ośmieszające króla i dwór, atakujące kler, potępiające cudzoziemców. Były one istotnym elementem wal­ki politycznej i propagandy, silnie oddziałującym na kształtowanie się postaw osobowych i świadomości politycznej szlachty tego okresu.

Ważnym elementem mentalności kobiet tej epoki jest stosunek do przestrzeni geograficznej, która najczęściej występuje w dwóch kategoriach: „świata bliskiego” – własnego domu, rodziny i przyjaciół, folwarku, miasteczka, jarmarku, czasem klasztoru, traktowanych jako maleńki mikrokosmos, najbliższy kobiecej aktywności, lub też w postaci „świata odległego” – nieznanego i dalekiego, niemalże barbarzyńskiego. Ograniczone informacje, często wypaczone, ubarwione, „z drugiej ręki”, które docierały do tego zamkniętego miejsca, mocno zawężały ramy obrazu świata i wpływały na ciasnotę poglądów, konserwatyzm pogłębiony łatwowierno­ścią i brakiem krytycyzmu.

Silne piętno na ko­biecym pojmowaniu rzeczywistości wycisnął Kościół katolicki, dlatego w wyobraźni kobiet tego okresu dominuje chrześcijański model świata, którego centrum i du­chową stolicę stanowił Rzym. Religia była w poglądach kobiet czynnikiem wartościującym, istotnym w ocenie i postrzeganiu wyznawców innych doktryn i przedstawicieli innych nacji (niewierny Turek, schizmatyk Moskal, luteranin Szwed i Niemiec, obcy kulturowo Żyd). Taka perspektywa powodowała, że kobiety rozgraniczały kraje i narody chrześcijańskie od świata islamu, którego przedstawicielem była nie tylko wroga w ich rozumieniu Turcja, ale również protestancka Szwecja i Saksonia bądź prawosławna Rosja. Za barba­rzyńskie uważały też inne kontynenty zamieszkałe przez „Arabów czy też Murzy­nów”. Kobiety używały przymiotnika „barbarzyński” na określenie Rosjan, podkreślając „grubość” obyczajów, prostactwo, pijaństwo, okrucieństwo i brutalność rosyjskich żołnierzy i dyplomatów. Wyraźnie odróżniały „swojskiego króla” Jana III Sobieskiego od „obcego”, niemieckiego Augusta II.

Istotnym elementem kobiecej mentalności epoki baroku było pojęcie ojczyzny i wynikające stąd poczucie bliskości wszystkich wchodzących w jej skład ziem i ludzi lub obcości terenów pozostających poza jej granicami. Ojczyzna, utożsamiana szeroko z Rzecząpospolitą (Koroną i Wielkim Księstwem Litewskim), budziła szacunek i uczucia swoistej tkliwości. Kobiety zamieszkujące ziemie Korony nieprzychylnie wyrażały się o Litwie i Litwinach, a i na Rusi czy Podolu omijały miejsca, uważane za „szpetny kraj”. Joanna Potocka, strażnikowa koronna, ganiła brata – „czy to Jegomość dopiero nabywa substancyi, że w taką fatygę ciekawy jeździć po Ukrainie, po Litwach [...], jeżeli zaś dla sąsiedztwa i to trochę nie do rzeczy, było­by w domu co czynić, nie plątać się po cudzych kątach”. Większość kobiet z zapałem jednak odwiedzała nie tylko Warszawę czy Wilno, ale i wielobarwne, tłumne i gwarne miasta handlowe: Gdańsk, Toruń, a także Mitawę i Króle­wiec. W razie zagrożenia umykały do pogranicznych twierdz: Lwowa, Kamieńca Podolskiego, Brzeżan czy Międzyboża. Niektóre panie wyjechały do Rzymu, towarzysząc królowej wdowie Marii Kazimierze Sobieskiej. Bawiły się w Dreźnie i Lipsku, uczestnicząc w tamtejszych jarmarkach i karnawałach i zachwycając się miejską zabudową, wielopiętrowymi kamienicami, czystością ulic i zdrowym powietrzem. Radość sprawiały kobietom zagraniczne towary i zabawne upominki kupowane podczas targów lipskich: mechaniczne zabawki, egzotyczne ptaki, bibeloty.

Z rezerwą ocenia je Joanna Potocka, strażnikowa koronna. Zamknięta na prowincji i zgorzkniała pisała z zawiścią – „te panie mogłyby się kontentować de divertissements de Varsovie, nie włóczyć się po Saksonii, jeno to patrzeć na saski głód i drogość, tu taniość, mężowie pono tu siedzą”. Kobiety leczyły się w czeskich cieplicach, bywały w Pradze i Wrocławiu, poszukując cudzoziemskich lekarzy obeznanych ze sztuką medyczną. Niektóre odwiedzały nawet Paryż, dziwując się wystawnością dworskich ceremoniałów. Katarzyna z Bielińskich de Besenaval, oczarowana francuską stolicą, pisała z zachwytem – „bo to tu świat, nie miasto et dans le quartier się nie znają, jakby nie wszyscy w jednym mieście mieszkali […] jednakowo wszędy ludzi kupa widać […], to mi się aż w głowie kręciło…”. Jednak z wielkim żalem opuszczała rodzinny kraj, podążając za mężem Francuzem, i niecierpliwie oczekiwała wiadomości, które przy­chodziły „de ma patrie, ąue je n’oublie jamais, choćby mi się tu najlepiej działo”. Przywożone ze świata nowinki polityczne i kulturowe rozszerzały horyzonty umysłowe, uczyły tolerancji i zrozumienia dla odręb­nych nacji i religii, innych utwierdzały w przekonaniu o doskonałości polskich rozwiązań politycznych. Zdarzały się i postawy przeciwne – fascynacja cudzoziemszczyzną, która prowadziła do hołdowania obcym zwyczajom i modom, co negatywnie było od­bierane przez część społeczeństwa. „Tylko cudzoziemskich manier patrzycie, a wszystko z Polski macie” – krytykowała zwolenniczki obcych mód Joanna Potocka, dodawała jednak z żalem – „ja od cudzoziemskich manier daleka, bo we Lwowie siedzę ni skąd, tylko z Polski muszę mieć, co mam”.  

W kobiecej mentalności dominowało europocentryczne postrzeganie świata, które wynikało z małego zainteresowania wydarzeniami z odległych zamorskich krajów, trakto­wanymi wyłącznie jako ciekawostki. „Świat daleki” funkcjonował w ich wyobraźni jako zbyt odległy i nierealny. Ważniejsze były wieści o ruchach wojsk na pograniczu z Turcją, buntach kozackich i zamieszkach na Ukra­inie czy przemarszu wojsk rosyjskich, szwedzkich i saskich. Stereotypowy obraz Moskala czy „Szweda-lutra” jako nieprzyjaciela i grabieżcy nie uległ poważniejszej zmianie. Działania szwedzkie na terenie Rzeczypospolitej w XVII i XVIII wieku nie wpłynęły korzystnie na modyfikację tego stereotypu. „Szwedzi [...] kościoły zdarli, P. Jezusa ukrzyżowane­go u Fary obdarli i z krzyża zrzucili, w kościołach wszędzie konie postawili w krużgankach, [...] a z tym wszystkim każą się okupować kościołom i miastu” – pisała w 1704 roku Konstancja Denhoffowa. Nie lepiej postrzegano Sasów, przybyłych z nowym władcą. Obcość językowa, religijna i narodowa była dodatkowym argumentem budzącym niechęć wobec „sprzymierzeńców” saskich.

Ze szczególną niechęcią kobiety przyjmowały pojawienie się wojsk rosyjskich. Nara­stające od czasów Jana III Sobieskiego przekonanie o potędze moskiewskiej, utrwa­liło się w wyniku bezpośrednich kontaktów z rosyjską armią, „auksyliarzami naszymi”, jak drwiąco określały ją kobiety. Stereotypowy wizerunek Moskwy nabierał coraz bardziej negatywnych cech. „Jeszcze łacno Moskwę nam tu świeżą obiecują, lubo się i ta nie zaśmierdziała” – pisała z pogardą Konstancja Potocka, krajczyna koronna, na wieść o nadchodzących wojskach carskich. Wojewodzina malborska Denhoffowa przekonywała syna, by nie dopuścił do wojny „z tym okrutnym narodem, bo by już zawczasu lepi się samemu człowie­kowi zabić, bo się bronić nie masz czym, a pomocników sprowadzić na ostatnią ruinę, którzy nam staną za największych nieprzyjaciół”. Mimo to rozsądek polityczny nakazywał kobietom traktować cara Piotra I jako ważnego partnera politycznego i animatora wydarzeń w tej części Europy.

Kobiety miały negatywne zdanie o Turkach i Tatarach, ale pokój karłowicki i brak otwartych konfliktów z nimi w kolejnych latach złagodził nieco nienawiść do „niewiernych”. Za to przybywające do Polski tureckie poselstwa budziły niezwykłe zainteresowanie pań swoją egzotyką.

Na przełomie XVII i XVIII wieku wzrosło też zainteresowanie kobiet tematyką węgierską. Zbliżenie, jakie nastąpiło między Polakami a Węgrami w okresie powstania Rakoczego, przyczyniło się do wzrostu współczucia u szlachcianek wobec pozbawionego własnego państwa narodu węgierskiego.

Czasy niepokoju, zawirowań politycznych i wojny utwierdzały niechęć wobec obcych i cudzoziemców. Teofila Lubo­mirska z rezygnacją pisała o swoim pobycie we Wrocławiu – „Wrocław teraz w panów polskich dostani dosyć [...] i dam bardzo siła [...], w Polsce zaś podobno pustki i chyba obcy gospodarze rozpościerają się, a my na swoje z daleka patrzeć musimy”.

Kobiety dostrzegały też „obcych”, „wrogów” i „zdrajców” wśród własnych ludzi, widząc na­ganne zachowania wielu uczestników życia publicznego. Zofia z Sieniawskich Denhoffowa, wojewodzina połocka, na wieść o interwencji angielskiej w Polsce w związku z incydentem toruńskim w 1724 roku pisała: „przecie nie będą się rządzić u nas postronne potencje, lubo niektórzy Polacy bardzo wiele kontrybuować chcieli do tego, nawet niektórzy ministrowie nasi przez ustawiczne schadzki z tym posłem i rady przeciwne swojej własnej Ojczyźnie”.

Odrębne miejsce w mentalności kobiet epoki baroku zajęły konflikty narodowościowe i kulturowe, symbolizowane przez dwa narody – polski i litewski. Polki podzielały niechętną Litwie opinię – „z Litwy, jak z pustej sto­doły, zawsze co złego wyleci, kłócą się, zabijają, gonią, jak drapieżne zwierzę”. Elżbieta Sieniawska odradzała mężowi zabiegi o buławę litewską, bo „o Litwie lepi wiesz WM Pan, co to za ludzie, co trzeba z nimi substancyi stracić, wszem życie ludzie nie nasyceni w niczym, obedrą, opiją, objedzą i za podziękowanie zabiją” i dodawała, gdy nie chciał zrezygnować – „jednakowo setnikiem między kozakami”.

Z kolei Niemców (Sasów), mimo obowiązującej unii z Polską, nigdy nie traktowały jako narodu sprzymierzonego. Joanna Potocka wyrażała powszechnie panującą opinię, kiedy pisała do przyjaciółki: „już to dobrodziejko te panowania saskie są tak plagami na Polskę, jako ruiną byli na faraona, nie wiedzieć gdzie się to porodziło i z kogo na polski chleb”. Znaczne różnice w mentalności, kulturze, języku i religii, które dzieliły naród polski i niemiecki, przyczyniły się do wzrostu napięć i wza­jemnych niechęci, podsycanych jeszcze wojną i saskim panowaniem. Niemcy uchodzili w oczach ówczesnych kobiet za naród ponad miarę dumny i pogardliwy wobec innych.

Odmienne stanowisko kobiety zajmowały wobec osiadłych mieszkańców Rzeczpospolitej – Żydów, Ormian czy Szkotów. W tym przypadku decydowały względy ekonomiczne – gospodarność, zapobiegliwość i talent handlowy tych nacji. Szlachcianki rzadko kiedy przejawiły rze­czywistą wrogość czy niechęć w stosunku do Żydów, wynikającą – jak w przy­padku mieszczaństwa – z przyczyn natury ekonomicznej i konkurencji handlowej. Chętnie też osiedlano Żydów i Ormian w opustoszałych i zniszczonych dobrach, w celu ich gospodarczej odbudowy. Tak więc, jeśli pojawiały się jakieś oznaki niechęci czy wrogości, to wynikały one raczej z zatargów ekonomicznych lub różnic stanowych niż narodowościowych.

W stosunku kobiet do „obcych” i cudzoziemców wyraźne są dwie zasadnicze postawy. Pierwszą z nich można opisać jako otwartą, akceptującą, o pozytywnym zabarwieniu emocjonalnym, prze­jawiającą się w chęci poznania odmiennych poglądów, zabarwioną sympatią, a nawet szacunkiem dla odrębności religijnej i kulturowej, podyktowaną ciekawością. Postawa ta była charakterystyczna głównie dla magnatek i zamożnych szlachcianek, i wynikała z dobrego wykształcenia i oby­cia w świecie, otwartości umysłowej i tolerancji, czasem z chęci pozyskania politycznego zaufania. Druga postawa, cechująca uboższe kobiety, zabarwiona była typową dla sarmackiej mentalności ksenofobią, konserwatyzmem, pogardą dla inności. Została ukształtowana przez obawę przed nieznanym i obcym. Wrogość, wynikająca z ludzkiej obawy o życie i irracjonalnego strachu, w którym żyła wówczas większość ludzi, była istotnym czynnikiem kształtującym postawy wobec szeroko rozumianej odmienności. Źródłem tego lęku było poczucie ciągłego zagrożenia własnej tożsamości (religijnej, narodowej, ekonomicznej) oraz niestabilna sytuacja wewnętrzna i międzynarodowa pań­stwa.