© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   18.12.2017

Obraz szlachty Rzeczypospolitej w relacji Bernarda O’Connora

Bernard O’Connor pojawił się na terenach Rzeczypospolitej na początku stycznia 1694 r. i spędził w kraju nad Wisłą kilkanaście miesięcy. Mimo że niewiele przemieszczał się po kraju, pozostawił po sobie obfitą w szczegóły relację na temat polsko-litewskiego państwa, w tym m.in. społeczeństwa Rzeczypospolitej.

Nadworny lekarz króla Jana III dzielił mieszkańców Rzeczypospolitej na: szlachtę, czyli ludzi wolnych, i poddanych, którzy są niewolnikami szlachty, ponieważ są pozbawieni praw, nie mogą kupować ziemi, a z prawa korzystają w takim samym stopniu jak nasi czarni niewolnicy w Indiach Zachodnich.

O’Connor podkreślił równość szlachecką: zarówno z racji urodzenia, jak i prawa państwowego. Potwierdzenie równości między szlachtą odbywało się w sejmie, gdyż mimo różnego statusu majątkowego każdy głos panów braci liczył się tak samo, zwłaszcza zaś w czasie elekcji władcy. Utrzymanie takiego sposobu powoływania nowego monarchy i sprzeciw wobec prób wprowadzenia monarchii dziedzicznej uznawano w Rzeczypospolitej za ustrojowy priorytet. O’Connor dostrzegł, że elekcyjność monarchy wywodzi się z czasów tzw. dziejów bajecznych Polski. W jego pracy znajduje się ciekawe stwierdzenie na ten temat, pokazujące siłę tradycji społeczeństwa szlacheckiego: Na ich [Polaków] chwałę mogę stwierdzić, że są jedynym narodem na świecie, który zachował sukcesję królów bez poddawania się despotycznej lub dziedzicznej monarchii. Ich książęta są obecnie wybierani wyłącznie przez lud, a powszechnie uważa się, że było tak od zawsze. O’Connor przytoczył historię królów z dynastii jagiellońskiej, zwracając uwagę na to, że władcy polscy nie zdołali przekonać poddanych do uznania dziedziczności tronu, ale jednak udawało się przeprowadzać elekcję dzieci kolejnych monarchów. Według niego Polacy byli przyzwyczajeni do wybierania krewnego poprzedniego władcy. Jednak szlachta w czasie rządów dwóch ostatnich Jagiellonów zaczęła obawiać się władzy absolutnej, wolała zrezygnować z krewnych potomków Piastów czy Jagiellonów i szukać swych władców w różnych rodzinach, także zagranicznych.

O’Connor bardzo krytycznie oceniał to, że polski król nie może zrobić niczego bez zgody sejmu: Z całą pewnością w Europie nie ma zgromadzenia bardziej podatnego na nieporządek, częściej odrywanego od ważnych spraw przez intrygi i podziały, a wreszcie – bardziej skorumpowanego przez łapówki i nikczemne zwyczaje. Niemniej jednak bardzo idealistycznie stwierdził, że w Rzeczypospolitej wszystkie tytuły i urzędy są nadawane osobom o odpowiednich zasługach.

O’Connora uderzyło sławne umiłowanie wolności przez szlachtę, i to w różnych aspektach. Z jednej strony, podkreślił przywileje szlacheckie, równość szlachty z urodzenia, brak tytułów honorowych: książąt, diuków, markizów, hrabiów, wicehrabiów, baronów, rycerzy. Z drugiej strony, pisał jednak, że szlachta przyjmowała tytuły podczas podróży (np. na terenach niemieckich), by łatwiej zaistnieć w nowym towarzystwie. Nadworny lekarz Jana III zauważył: w ciągu ostatnich sześćdziesięciu czy siedemdziesięciu lat Polacy nabrali zamiłowania do podróży i ostatnio stali się bardzo wytworni. […] Przyniosło to dobry rezultat […] i nie tylko szorstkich Polaków uczyniło bardziej uprzejmymi, a ich zachowanie grzeczniejszym, ale także wpłynęło korzystnie na ich umysły, a ich samych uczyniło bardziej świadomymi własnych interesów i ostrożniejszymi względem władzy despotycznej, do której dążyli ich królowie wspomagani przez Francuzów.

O’Connor zwrócił uwagę na to, że Polacy dostrzegli nie tylko nieograniczoną władzę rządzących we Francji, lecz także w państwie moskiewskim, Szwecji, Danii, Niemczech, Turcji. Podkreślił, że szlachta polsko-litewska nie tylko nie chce nieograniczonej władzy monarszej, lecz pragnie pozostawienia elekcji i powiększenia swoich przywilejów w rządzeniu. Cytując O’Connora: W Polsce, we wspólnym interesie zarówno szlachty, jak i duchowieństwa, niezwykle licznych i potężnych, jest ograniczanie władzy króla i utrzymywanie w zależności bezmyślnego ludu, który jest zadowolony ze swojego niewolnictwa czy raczej nieświadomy go. Pojęcie wolności jest tak zakorzenione wśród szlachty polskiej, że jeśli ma najmniejsze podstawy do podejrzeń, że król zamierza pogwałcić jej prawa, nie tylko uznaje, że nie jest dłużej zobowiązana do okazywania mu posłuszeństwa, ale też wyklucza kandydaturę jego dzieci. Przybysz z Irlandii słusznie zauważył, że dla szlachty najważniejszym mocodawcą jest prawo, nie władca – król jest w jej zamyśle potrzebny jako dowódca wojskowy w czasie najazdów wrogów i do temperowania zapędów możnowładców.

O’Connor stwierdził, że wolność jest dla szlachty najwyższą wartością: Polacy są zbyt dumnym narodem, aby przyjąć pogląd tych polityków, którzy mierzą chwałę władcy i szczęście państwa jego despotyczną władzą. […] Takie poddaństwo odpowiadałoby niewolnikom z Azji i Afryki bądź Moskalom czy Turkom, którzy znoszą to, że są rządzeni jak dzikie zwierzęta i wodzeni za nos stosownie do zmieniających się kaprysów i zachcianek swego władcy. Królowie jednak czują się w Polsce bezpieczni, szanowani, mimo że co jakiś czas szlachta wypowiada posłuszeństwo władzy monarszej lub następują bunty, chociażby kozackie. Jednak ograniczenie władzy króla, niemożność podejmowania samodzielnych decyzji doprowadzają do rokoszy, jak chociażby ten pod przywództwem Lubomirskiego. O’Connor przytoczył znane stwierdzenie: król polski nazywa się królem królów i panem panów, ponieważ za poddanych ma ludzi sobie równych.

Godny podziwu był według O’Connora szczery i dobry charakter szlachciców polskich. Pisał, że mimo nieograniczonej wolności, decydowania o życiu i śmierci swoich poddanych, wymiar sprawiedliwości jest w Rzeczypospolitej dużo łagodniejszy niż w innych krajach. Lekarz Sobieskiego przez niemalże rok pobytu nie słyszał o morderstwie, masakrze, barbarzyństwie lub innej zbrodni popełnionej na poddanych szlachty. Porównując sytuację do Wysp Brytyjskich, zauważył: gdybyśmy mieli w Anglii zaledwie jedną trzecią ich swobód, nie moglibyśmy żyć razem bez podrzynania sobie nawzajem gardeł. Jak bowiem pokazuje codzienne doświadczenie, mimo wielkiej czujności naszych urzędników, surowości naszych praw, rygoryzmu naszych sędziów i członków magistratów oraz sprawnego wykonywania ich wyroków i sądów, szubienice są tu częściej odwiedzane niż więzienia w Polsce. Wydaje mi się, że przyczyna, dla której Polacy są tak zrównoważeni i dobrze usposobieni, jest następująca: ponieważ są wolni z urodzenia i żyją w niczym nieograniczonej wolności, bez żadnych praw ani arbitralnej władzy nad sobą; nie istnieje nic, co mogłoby ograniczać ich umysły, ukrócić ich pasje lub okiełznać ich myśli. Ale skoro nie ma niczego, co może ich zmusić do złych czynów, podobnie nic nie może ich od tego powstrzymać.

Nieograniczona wolność i równość szlachecka – dwie naczelne wartości w szlacheckiej hierarchii cnót – dostrzegł O’Connor bardzo szybko. Trzeba jednak pamiętać, że mimo ciekawych opisów nie były to często jego własne spostrzeżenia, a raczej wyniki lektur i rozmów z osobami przebywającymi na dworze Jana III Sobieskiego.