© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Opieka nad dzieckiem w miejskim prawie doby nowożytnej

Dzieci, szczególnie te, które straciły jednego lub oboje rodziców, w okresie staropolskim znajdowały się pod opieką zarówno Kościoła, w myśl prawa moralnego „Nie będziesz krzywdził żadnej […] sieroty […]”, jak i obowiązującego w miastach prawa magdeburskiego. Zastanowić się należy nad tym, czy opieka prawna nad dzieckiem – jego majątkiem, wychowaniem była łączona z codzienną opieką i zapewnieniem bieżących potrzeb sieroty, czy te dwie kwestie traktowane były odrębnie. Na podstawie przekazów testamentowych wnosić możemy, że zwykle zarówno dzieci jak i ich matka otrzymywały prawnego opiekuna, wyznaczonego przez ojca. Miał on przede wszystkim czuwać, aby sierotom nie działa się w przyszłości krzywda, aby majątek na nie przypadły nie został roztrwoniony a także, aby otrzymały właściwie wychowanie i wykształcenie.

Bartłomiej Groicki, autor dzieł prawniczych, pisał, że białogłowa nie mogła po śmierci męża zostać opiekunką własnych dzieci: „Żadna niewiasta, także ani matka własna, ani stara matka wedle dawnych praw opiekalniczkami być nie mogą, abowiem ten urząd mężom właśnie, a nie białogłowym należy”, dalej jednak czytamy: „według praw pospolitych pośledniejszych matka własna i stara matka dziatek swoich i dóbr ich mogą być opiekalniczkami, kromia uproszenia opieki od zwierzchniego pana i przed opiekuny z urzędu danymi przodek mają”. W praktyce często umierający mężowie zobowiązywali swoje żony do opieki nad wspólnym potomstwem, a także potomstwem z poprzednich związków. W myśl zaleceń prawnych nakazywali wręcz zapewnić im odzież, wyżywienie, „dostojne” wychowanie, stosowne nauki, w zamian oddając część majątku. „Matka, która ma pod rządem swoim dobra ruchome sierot nieletnich dzieci swoich, powinna uiścić, aby je w cale dochowała. Których dóbr używać może wedle zwyczaju, ale tak, żeby z onego używania wszystkie potrzeby dziatkom swoim sierotom obmyślała, onych żywiła, na uczciwe je nauki dawała abo w rzemiesło, tak jakoby z przyjacioły sierot wyrozumiała, aby w tej mierze bacznie, nic upornie nie uczyniła, co by było przeciwko ich przyrodzeniu”. Czasem umierający ojcowie zostawiali dzieci pod opieką matki zakładając, że w przyszłości wyjdzie ona za mąż, a więc będą miały męskiego opiekuna. Stawiali więc warunek, że kobieta może zająć się dziećmi, o ile ojczym będzie się nimi dobrze opiekował i słuszne wychowanie zapewni sierotom. Respektowano zwykle owe testamentowe rozporządzenia, zwracając jedynie uwagę na fakt, iż podejmujące ich wykonanie kobiety miały to czynić dobrowolnie, bez jakiegokolwiek przymusu zewnętrznego. Jeśli nawet w testamencie pozostawionym przez ojca opiekę nad dziećmi nie powierzono matce, to przecież nie odbierano jej dzieci, chyba że uznano ją za występną. Opiekun czuwał raczej nad majątkiem i wychowaniem sierot, natomiast dzieci znajdowały się przy matce. W praktyce więc kobiety sprawowały opiekę nad własnymi dziećmi. Opieka nad sierotami i ich majątkiem sprawowana była do osiągnięcia przez nich pełnoletności. Według Zwierciadła Saskiego miało to miejsce w momencie skończenia 21 lat, choć J. Łaski podaje, że już dwunastoletnia sierota mogła wyznaczyć sobie opiekuna i sama za siebie występować przed sądem.