© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   24.06.2013

Osmańskie wojska terytorialne

Rozległe obszary imperium osmańskiego, liczące tysiące kilometrów granice, często wrodzy sąsiedzi oraz niemal stale prowadzona polityka ekspansji wymagały posiadania w prowincjach sił zdolnych zarówno odeprzeć nagły atak, jak i przeprowadzić zbrojną kampanię. Rolę „wojsk ochrony pogranicza” pełnili seratłukowie, półzawodowi najemnicy. Regularnie szkoleni, dostawali żołd jedynie podczas wojny. Formowano z nich oddziały piechoty (azab) i piechoty konnej (coś w rodzaju naszej dragonii) zwane semenami (tur.-tatar. sejmen), jednostki saperów (tur. muselem) oraz lokalne gwardie dygnitarskie. Azabowie uzbrojeni byli w długie piki, szable oraz broń palną. Umundurowani podobnie jak janczarzy, byli jednak gorzej od nich opłacani (za stanu armii tureckiej azabowie znikają u progu XVII w.). Czasem wspierały ich oddziały artylerii polowej, dysponujące lekkimi działkami mocowanymi (na czas transportu) do stelaży zakładanych na wielbłądy. Do wojsk nadgranicznych historycy zaliczają także ciężkozbrojną jazdę wyborową deli (tur. szaleni, arab. przewodnik), która z roli przybocznej straży paszów urosła do rangi rzeczywistej siły militarnej, skutecznej zwłaszcza w działaniach rozpoznawczych. Nosili narzucone na zbroje skóry dzikich zwierząt oraz czapki z orlimi piórami. Jej działania uzupełniali gonullu, lekka jazda o identycznej proweniencji. Z rzadka uciekano się do mobilizacji baszybuzuków (tur. başıbozuk), nieregularnych oddziałów, złożonych głównie z Albańczyków, Kurdów i Czerkiesów. Walczyli dla łupu, z trudem poddając się wojskowej dyscyplinie. Na pograniczach Rumelii (europejskiej części Turcji) pojawiła się także formacja tufekci – uzbrojona i umundurowana na wzór francuskich muszkieterów. W lokalnych kampaniach wojska nadgraniczne wspierała jerlikuła, zaciężne oddziały prowincjonalne, składające się z formacji konnych, pieszych oraz korpusu technicznego. Wzorem dla oddziałów pogranicznych była armia centralna (zob. artykuł „Kapikulu” w wilanowskim Silva Rerum), ale słabszy fundament finansowy (dochody własne prowincji, a nie skarb sułtański) wpływał na poziom wyszkolenia i wyposażenia.

Wieczną zagadką był aktualny stan morale w oddziałach toprakli, pospolitego ruszenia lenników. Jeźdźcy, zwani sipahami prowincjonalnymi lub dżebelami, wystawiani byli  przez odpowiedniki  powiatów i województw, a na ich czele stawali lokalni dygnitarze, czereda nie zawsze wykształconych i przeszkolonych wojskowo bejlerebejów, sandżakbejów, ałajbejów i subaszych. Mobilizowano ich na potrzeby konkretnych kampanii, a struktura była analogiczna jak w jeździe „centralnej”: sipahowie, silahdarowie, garibowie i ulufedżijowie. Pierwsze dwie formacje to jazda ciężka, kolejne dwie lekka, uzbrojona lance, szable, łuki lub pistolety i rusznice. Spahisi zwani byli także timariotami, jako lennicy niewielkich posiadłości ziemskich zwanych "timar" (dochód od 10 tys. akce), zobowiązani do służby wojskowej. Byli wyposażeni w niejednolite uzbrojenie m.in.: kaftan z kolczugą lub zbroję perską, misiurkę lub szyszak, karwasze, kałkan, łuk refleksyjny, krótką spisę, szablę, arkan. Armia turecka dysponowała także wyodrębnioną piechotą morską, zorganizowaną i wyposażoną na wzór janczarski. Używano jej podczas desantów i walk na obcych wybrzeżach, a w kraju do strzeżenia portów. Żołnierzy szkolono także abordażu podczas bitew morskich. Ostatnią grupą wojsk osmańskich były kontyngenty przysyłane przez hołdowników: chanat krymski (Tatarzy), księstwo Siedmiogrodu, hospodarstwa Mołdawii i Wołoszczyzny. Spośród nich rzeczywistą wartość bojową mieli jedynie Tatarzy, znani z mobilności, umiejętności walki w zasadzce i organizowaniu wypadów na dalekie tyły przeciwnika. Oddziały innych wasali miały niewielką wartość bojową. Używano ich jako jednostek pomocniczo-inżynieryjnych.

Struktura była rozbudowana, ale czy to przekładało się na rzeczywistą skuteczność? Sądząc po zasięgu osmańskich podbojów tak, ale problem sprawia nawet szacowanie jej liczebności w poszczególnych epokach. Źródła porównujące ilość maszerujących Turków do ziaren piasku mają zapewne rację, ale trzeba pamiętać, że ówczesnym pochodom towarzyszyła niepoliczalna liczba służących, woźniców, nałożnic, kucharzy, pachołków etc. Zwłaszcza, jeśli na czele armii stał osobiście sułtan lub wielki wezyr, któremu towarzyszyła chmara drobniejszych urzędników ze swymi dworami. Ocenia się, że średnio armia osmańska w XVII w liczyła ok. 20 tys. żołnierzy armii stałej i 50 tys. w jednostkach terytorialnych. Według szacunków brytyjskich kapikulu liczyło w 1670 ok. 70 tys. ludzi, jednostki terytorialne ok. 50 tys., a 25 tys. ludzi służyło we flocie wojennej.