© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   16.06.2014

Pilaszkowice – ojcowizna króla Jana

Pilaszkowice (dziś formalnie Pilaszkowice Pierwsze), niewielka miejscowość na Lubelszczyźnie, nad Giełczwią, w 2. poł. XVI w. znalazła się w rękach Sobieskich. Tu zaczęła się ich fantastyczna kariera, która skromny rycerski ród, w ciągu zaledwie trzech pokoleń wywiodła na szczyt potęgi i chwały. Wwiązali się w dobra (dawną królewszczyznę) przed 1526 r., bowiem pod tą datą Sebastian Sobieski trzyma je w zastawie. Około 1530 r. Zygmunt I zamienił zastaw w dożywocie. Formalnie należały do Jana z Tęczyna, wojewody sandomierskiego, ale Sobieski wziął je jako zastaw pożyczki blisko 2 tys. florenów. Fundamenty pod gmach przyszłych sukcesów położył Marek Sobieski, zaufany towarzysz Stefana Batorego, cieszący się sławą niezwyciężonego rycerza i dzielnego wodza. Jemu, w uznaniu zasług, sejm w 1581 r. zatwierdził Pilaszkowice w posiadanie dziedziczne (pierwotnie otrzymał je przywilejem królewskim). Z czasem podstawą materialnej potęgi rodu stały się wprawdzie nabyte w 1598 r. rozległe dobra złoczowskie (obejmowały samo miasto i ok. 60 wsi) oraz liczne folwarki i wsie na Podolu, ale Pilaszkowice utrzymały szczególny, gniazdowy charakter.

Po śmierci Marka (zmarł w Pilaszkowicach) dobra (Sobieszyn, Pilaszkowice, dwa klucze wsi wokół Sobieskiej Woli i Giełczewa oraz dobra złoczowskie i kilka drobniejszych majętności na Podolu) objął Jakub, syn z pierwszego małżeństwa. Nie była to transakcja prosta. Wraz z bratem Janem Jakub odziedziczył najpierw dobra złoczowskie w ziemi lwowskiej i część Giełczewa w Lubelskiem; reszta majętności pozostała w dożywotnim posiadaniu macochy, Katarzyny z Tęczyńskich, nad którą Jakub sprawował opiekę. Po bezpotomnej śmierci brata w 1627 r. objął także jego część. Pierwszym prawdopodobnie nabytkiem (ok. 1630) był Zborów w ziemi lwowskiej. W latach 1631 i 1635 kupił od braci Sienieńskich leżące koło Złoczowa Pomorzany (2 miasta, 29 wsi i ogromny kompleks leśny). W 1637 r. druga żona wniosła w jego dom spadłe na nią całe dziedzictwo Żółkiewskich i część dóbr Daniłowiczów, tj. leżące w ziemi lwowskiej miasto Żółkiew z przyległościami i 11 wsiami oraz włości: jaryczowską (miasto Jaryczów Nowy, 11 wsi i kompleks leśny Kopanie), jezierniańską (miasto Jezierna, 9 wsi i lasy), kulikowską (miasto Kulików i 19 wsi), markopolską (miasto Markopol, 12 wsi i lasy) i miasteczko Sasów, a także położoną na Ukrainie w województwie kijowskim włość boryspolską, obejmującą miasto i ponad 20 siół. Dzięki dobrym stosunkom z macochą otrzymał od niej w 1640 r. zapisy dla dzieci, które zagwarantowały mu objęcie wsi w pow. lubelskim (Gielczew, Kosarzów, Pilaszkowice, Sobieska Wola) oraz Bludowa na Wołyniu. Nie ustawał w pomnażaniu majątku. Miał dwa dworki we Lwowie, dwór w Warszawie i pałac w Lublinie. W 1640 r. kupił od karmelitów dawną kamienicę Korniaktów we Lwowie. Po śmierci Jakuba w 1646 r. dziedzicem skonsolidowanej, magnackiej już fortuny, zostali Jan i Marek. Przyszły król rezydował w nich do 1658 r. Później kariera pozwalała mu już tylko na okazjonalne wizyty (jednak bez trudu odnajdujemy datowane stąd dokumenty). Ale o ojcowiźnie pamiętał. Wokół murowanego dworu (przypisywanego Tylmanowi z Gameren) z kaplicą „półgotyckiego stylu” założył park, którego ozdobą były lipowe aleje, według tradycji sadzone, przynajmniej w części, ręką właściciela. Ta sama legenda próbuje wykazać, że część drzew posadzono tak, by tworzyły zarys litery M, na cześć ukochanej Marii Kazimiery. To, że o niej myślał, przebywając w Pilaszkowicach, jest pewne. Poznał ją w sąsiedztwie (do Zamościa było stąd ledwie 6 mil), ich namiętność wykraczała daleko poza obowiązujące wzorce, musiał więc tęsknić, czekając na przybycie kolejnego gońca z liścikiem. Zachowały się piękne listy pisane z tej miejscowości.

Marysieńka, już jako pani Sobieska, a potem królowa Maria Kazimiera, bywała w Pilaszkowicach, choć narzekała na ciasnotę i brak wygód. Cóż, była to siedziba rycerska, a nie pałac przystosowany do oczekiwań eleganckiej damy. Resztki królewskiej siedziby, zbudowanej przed 1671 r. (Mossakowski), widziała jeszcze Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, która w Opisie różnych okolic Królestwa Polskiego (Wrocław 1833) zanotowała: „Są rozwaliny pałacu, w którym przesiadywał, a w nim cała jeszcze kaplica; jest ogród i podworzec jego ręką założony, w nich lipy, które Wilanowskie w wielkości przechodzą. […] Pałacu tego kształt szczególny, bo wąski a długi; rozporządzenie zaś jeszcze było dziwniejsze, więcej klasztorne niźli królewskie. Składał się z dużej sieni w środku będącej, i z równoległej ale mniejszej kaplicy; po każdej zaś stronie było po sześć jednej miary pokojów przeciętych wzdłuż domu wąskim korytarzem; tym sposobem było dwanaście osobnych pomieszkań w kształcie cel, każda miała drzwi swoje na korytarz, i okno do dołu na dziedziniec lub ogród, z małą wystawą. Piętra nad nim wystawionego takiż sam był rozkład, pominąwszy to, że już drugiej kaplicy nie było. Piętro to nie wiadomo dla czego drewniane (kiedy cały dom z białego kamienia tak pospolitego w tych stronach) przyśpieszyło zgubę budowli przeszło trzydzieści lat temu zgorzało wraz z dachem; nikt nie pomyślał o nowym, i mieszkanie walecznego króla poszło w rozsypkę przed czasem”. Po śmierci Jana III dobra przypadły królowej, ale ta dała je „na zgodę” (wraz z pruskim Nowym Dworem) królewiczowi Jakubowi. Ten, rozluźniając więzy z krajem, sprzedał je rodzinie Szembeków. Po nich gospodarowało tu wielu, m.in. Mniszchowie i Ostrowscy. Dobra w czasach Jana III przedstawiały sporą wartość. Według sumariusza prowentów i sum, spisanego we Lwowie 21 marca 1689 r. dobra oszacowano na 180 tys. złotych, a roczny z nich dochód – na 12 tys.

Dwór Sobieskich spłonął w dobie insurekcji kościuszkowskiej. Ogień zaprószono na drewnianym pięterku. Ocalono wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem, który miał rzekomo towarzyszyć królowi podczas wyprawy wiedeńskiej. Przeniesiono go później do kościoła parafialnego w Częstoborowicach. U Hofmanowej czytamy: „Z prawdziwym uczuciem wchodziłam do kaplicy, gdzie jeszcze dziś odprawia się nabożeństwo: w ołtarzu jest Matka Boska trzymająca Zbawiciela, w podobieństwie wszystkich Sokalskich i Częstochowskich; twarz wielka, ciemna, ale malowanie dobrze się utrzymujące. Ma ramy srebrne, też same co i za Sobieskiego; miała drugie drewniane (te przed kilkoma laty niebaczny kucharz porąbał i spalił) sporządzone w ten sposób, jak owe ołtarzyki, które za processją noszą; Jan III takie bowiem pokładał zaufanie w tym obrazie, że go brał z sobą do obozów, i na pole bitwy wynosić kazał. Kto wie może był z nim i pod Wiedniem, bo z Pilaszkowic ruszył Sobieski przez Warszawę i Kraków, na tę pamiętną wyprawę”.