© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   12.06.2014

Polityka i pamięć. Związki polsko-austriackie w latach 1883–1983

I

Pamięć kulturowa, którą Jan Assmann zdefiniował w nawiązaniu do koncepcji Maurice’a Halbwacha, odgrywa rolę integrującą, na równi z rocznicami i jubileuszami. Jak stwierdził Hannes Stekl: „[Jubileusze] Tematyzują i uwewnętrzniają wspólnotę, innymi słowy: kluczowe wydarzenia przeszłości pozytywnie definiują samoocenę zbiorowości i uświadamiają współczesnym co ich łączy. W tym sensie mają duże znaczenie dla trwałości grup społecznych czy też systemów politycznych” (Hannes Stekl, Geschichte feiern […], „Beiträge zur Historischen Sozialkunde” 26/1, s. 3).

Uroczystości z okazji 200-lecia odsieczy wiedeńskiej odbywające się w 1883 r. w Wiedniu i Krakowie pokazują jednak, że w sytuacji, gdy różne podmioty konkurują ze sobą o prawo do interpretacji przeszłości, pamięć może stać się źródłem kontrowersji. Integrujący charakter tego rodzaju uroczystości zawsze idzie w parze z odcięciem się od innych grup: „Integrujący aspekt historii, który w szczególny sposób uwidacznia się przy obchodach rocznicowych, oznacza dowartościowanie własnej grupy, co z kolei zawsze implikuje dewaluację tego, co obce” (Michael Mitterauer, Millenien und andere Jubeljahre. […], Wien 1998, s. 57).

W Wiedniu konkurowały ze sobą niemiecko-liberalne mieszczaństwo, Habsburgowie pozostający w ścisłym związku z Kościołem katolickim oraz organy administracji centralnej. W Krakowie czy też w ogóle w galicyjskim życiu politycznym dominowali konserwatyści nazywani Stańczykami, bliscy Kościołowi i lojalni wobec państwa. Prócz tego w Galicji działała opozycja, nastawiona demokratycznie bądź narodowo, oraz przedstawiciele ludności rusińskiej (ukraińskiej). Różnorodne grupy starały się kształtować obraz przeszłości.

Dodatkowo zaznaczyła się swoista rywalizacja między uroczystościami organizowanymi w Wiedniu i Krakowie. W obu miastach pamięć o roku 1683 odgrywała ważną rolę, w obu istniała też długa tradycja jej podtrzymywania. Obchody 200-lecia stały się pretekstem do pogłębienia polsko-niemieckiego antagonizmu. Jednak wspólnoty takie jak naród są bardzo złożone a wyznaczenie ich zewnętrznych granic może okazać się problematyczne. Nierzadko trudno je od siebie jednoznacznie oddzielić, ponieważ przenikają się i łączą w różnych sferach, czasami ze sobą sprzecznych.

Ten właśnie proces wznoszenia i przekraczania barier w stosunkach polsko-austriackich, zwłaszcza zaś w relacjach między Krakowem a Wiedniem, jest głównym tematem niniejszego tekstu. Kontakty istniały na różnych poziomach, za najwyższy wypada uznać obie izby centralnego parlamentu monarchii. Kurialny system wyborczy walnie przyczynił się do tego, że Galicję w izbie poselskiej reprezentowali niemal wyłącznie (polscy) szlachcice czy też wielcy posiadacze ziemscy. Wynikało to również z wypracowanych przez tę grupę mechanizmów pozwalających jej utrzymać władzę. Wzmiankować należy w tym miejscu Centralny Komitet Wyborczy, który miał stosunkowo dużą swobodę w zestawianiu list kandydatów. W bliskich związkach z Komitetem pozostawali Polacy zasiadający w izbie poselskiej. Byli oni zrzeszeni w Kole Polskim i popierali konserwatywny rząd Eduarda Taaffe, a nawet mieli w nim dwu ministrów, Floriana Ziemiałkowskiego i Juliana Dunajewskiego. W Wiedniu polscy parlamentarzyści musieli wykazać się umiejętnością kooperacji i kompromisu, natomiast u siebie w Galicji byli konfrontowani z daleko idącymi postulatami narodowymi opozycji. Historyk Stefan Kieniewicz opisał ten dylemat następująco: „Społeczeństwo polskie rozumiało konieczność porozumienia z Austrią, zarazem jednak chciało dać wyraz swemu żarliwemu patriotyzmowi. Utylitaryzm i postawa buntownicza istniały wówczas w polskiej duszy równolegle”.

Inna sfera bilateralnych interakcji to działalność polskich stowarzyszeń w Wiedniu: Ognisko, Zgoda czy Przytulisko Polskie. Były to organizacje o charakterze studenckim lub charytatywnym, często popierali je rodacy wpływowi politycznie. Nie można również zapominać o Kościele katolickim, filarze, na którym opierała się władza dynastii panującej, ale także polscy konserwatyści i rząd Eduarda Taaffe: „Katolicyzm, zasadniczo będący głównym składnikiem światopoglądu konserwatywnego […] stał się ważnym łącznikiem historyczno-kulturowym z państwem austriackim i jego dynastią, w najdoskonalszej formie celebrowanym podczas uroczystości na cześć Sobieskiego w 1883 r.” (Harald Binder, Galizien in Wien […], Wien 2005, s. 41).

W niniejszym artykule przedstawiam związki polsko-austriackie na przykładzie biografii wybranych osób, takich, które przemieszczały się między poszczególnymi sferami, starając się pogodzić sprzeczności. Widać to wyraźnie na przykład gdy przyjrzymy się udziałowi przedstawicieli jednej grupy w uroczystościach organizowanych przez drugą. Wiele mówiące są także relacje prasowe, które na ogół uwypuklają znaczenie antagonizmu polsko-niemieckiego, choć zdarzało się, że potrzeba chwili skłaniała media do szukania wroga w innej grupie.

Na zakończenie porównam obchody z 1883 r. z uroczystościami z 1983 r. Uwzględnię przy tym zwłaszcza polityczny charakter uroczystości wiedeńskich, ponieważ przez wzgląd na obecność austriackiej Polonii i papieża Jana Pawła II, a także sytuację w ówczesnej Polsce, relacje polsko-austriackie stały się wówczas odzwierciedleniem stanu, w jakim znajdowała się podzielona Europa.

II

Politykę uprawiano nie tylko w sferze stricte politycznej. Widać to już przed rokiem jubileuszowym, mianowicie w sporze, jaki wybuchł wokół opublikowanego w 1882 r. dzieła Onno Kloppa Rok 1683 i wojna z Turkami do pokoju w Karłowicach w 1699 r. (Das Jahr 1863 und der folgende Türkenkrieg bis zum Frieden von Carlowitz 1699). Prohabsburski historyk zakwestionował tezę o bohaterskiej postawie wiedeńczyków podczas obrony w 1683 r., reprezentowaną przez austriackie stronnictwo niemiecko-liberalne, które zresztą zareagowało na książkę z rozdrażnieniem. Poza tym Klopp podważył dokonania polskiego wojska, co również wywołało kontrowersje. Wystąpienie krakowskiego historyka Józefa Szujskiego, który bronił znaczenia Sobieskiego dla wiktorii wiedeńskiej, można by na pierwszy rzut oka uznać za głos w fachowej debacie historycznej (zob. Czas z 12/15.11.1882, s. 1). Jednakże Szujski był też politykiem (zasiadał najpierw w sejmie galicyjskim a później w obu izbach parlamentu centralnego) a jako ważny przedstawiciel krakowskiej szkoły historycznej współkształtował obraz historii tworzony przez Stańczyków. Również Jan Chełmecki, który opublikował odpowiedź na tezy Onno Kloppa po niemiecku, polsku i włosku, zajmował jako ksiądz i poseł austriackiego sejmu stanowisko wyraźnie polityczne.

Dyskusje na temat minionych wydarzeń i osób a tym samym również interpretacje przeszłości są głównym elementem jubileuszy historycznych. W 1883 r. spory toczyły się przede wszystkim wokół kwestii, czyj wkład w zwycięstwo w 1683 r. był decydujący. Szujski i Chełmecki domagali się, by Wiedeń docenił rolę Sobieskiego, tym bardziej zaś żądała tego galicyjska opozycja. W jej organie prasowym, Nowej Reformie, pojawiły się na przykład postulaty wystawienia królowi pomnika w odpowiednio eksponowanym miejscu habsburskiej stolicy: „Gdybyśmy donieść mogli, że chociaż nie miasto, to jednak ktoś zamieszkujący w tem mieście ogłosi jutro lub pojutrze postanowienie wystawienia Sobieskiemu pomnika na placu przed burgiem, kędy Sobieski w wjeździe tryumfalnym przebył dawną bramę, chętnie byśmy o tem pisali” (Nowa Reforma 13.09.1883, 207, s. 1).

W Galicji wysoko ceniono wkład Sobieskiego, który stał się tu centralną postacią obchodów, upamiętniano go też licznymi tablicami, pomnikami, publikacjami i wystawami. Chodziło jednak o to, by Jan III Sobieski został doceniony również poza Galicją, dlatego też podczas posiedzenia ogólnogalicyjskiego komitetu rocznicowego we Lwowie pojawił się projekt utworzenia „komitetu agitacyjnego”, który propagowałby postać Sobieskiego w prasie zagranicznej. Powodzenie tego rodzaju planów było wątpliwe, przynajmniej jeśli chodzi o Wiedeń. Nie powstał ani jeden pomnik ku czci Sobieskiego, co więcej w wiedeńskiej prasie nie szczędzono krytycznych uwag odnośnie do historycznych dokonań polskiego króla. W dzienniku Neue Freie Presse można było przeczytać: „Przede wszystkim zdjąć trzeba z głowy króla Jana nimb świętości […] Legenda ukazuje go jako bezinteresownego Bożego bojownika, który wyruszył na wojnę powodowany religijną żarliwością i dopomógł w salwowaniu opoki chrześcijaństwa. W rzeczywistości był sprytnym człowiekiem interesu, który pomógł sąsiadowi, nie zapomniawszy jednak przy tym o własnej zagrodzie” (Neue Freie Presse, 11.09.1883, s.1).

Niemniej w tym samym numerze niemiecko-liberalnej gazety ukazał się artykuł popierający stanowisko Chełmeckiego w sporze z Onno Kloppem, gdzie pracę polskiego posła uznano za „prawdziwie zasłużone dzieło, które, przy całym podziwie dla polskiego króla, oddaje też sprawiedliwość niemieckim wojskom i bohaterskim obrońcom Wiednia” (Tamże, s. 6). Inny periodyk, Neues Wiener Tagblatt, również niemiecko-liberalny, ale skierowany raczej do czytelników drobnomieszczańskich, wymierzył ostrze krytyki nie w Sobieskiego, lecz we współczesnych sobie Polaków. Ubrano ją w formę dialogu postaci mających znaleźć się na projektowanym „pomniku wyzwolenia spod tureckiego jarzma” dla katedry św. Szczepana (pomnik ten miał przedstawiać najważniejsze postacie związane z obroną miasta i odsieczą, z inicjatywą wystąpiło c.k. Ministerstwo Oświaty i Edukacji. Tym bardziej godne uwagi jest to, że poparła go niemiecko-liberalna gazeta Neues Wiener Tagblatt, która w zasadzie była w opozycji do konserwatywnego rządu Taaffego). Król polski uskarża się na niewdzięczność wiedeńczyków, ale przyjazne perswazje komendanta Ernsta Rüdigera von Starhemberga, wiedeńskiego burmistrza Andreasa von Liebenberga oraz przywódcy studentów Paula Sorbaita przekonują go, że to raczej współcześni rodacy Sobieskiego chcą wykorzystać wydarzenie sprzed dwustu lat do własnych celów. Zrezygnowany król stwierdza, że umarli muszą cierpieć za żywych (Neues Wiener Tagblatt, 17.06.1883, s. 1). Zaledwie kilka dni później ton się zaostrzył, ta sama gazeta pisała: „Jak chorobliwie przewrażliwione są uczucia narodowe Polaków wskutek licznych przywilejów, które udało im się w ostatnich latach uzyskać, pokazuje wstrętny lwowski jarmark na cześć Sobieskiego” (Neues Wiener Tagblatt, 19.06.1883, s. 1). Uznano tam bowiem – relacjonowało dalej pismo – że Wiedeń niedostatecznie uczcił polskiego króla i postanowiono Sobieskiego uczynić patronem lwowskiego gimnazjum im. Franciszka Józefa.

Odpowiedź na te zarzuty nadeszła natychmiast ze strony przeciwnego obozu politycznego, choć nie od Polaków. Prohabsburskie i katolicko-konserwatywne pismo Vaterland stwierdziło, że plotka o zmianie patrona lwowskiego gimnazjum „pojawiła się w depeszy żydowskiego korespondenta liberalnych wiedeńskich gazet, by oskarżyć Polaków o nielojalność” (Das Vaterland, 21.06.1883, s. 7). Widać z tego, że stosunek wiedeńskiej prasy do Polski czy też do Sobieskiego był zróżnicowany. Liberalna Wiener Allgemeine Zeitung nie szczędziła królowi „wdzięcznego i radosnego uznania”, które harmonizowało „z entuzjastyczną czcią […] jego rodaków”. ”Ku naszemu wielkiemu żalowi wspólność tej sympatii nie doprowadziła do wspólnych uroczystości, z których mogłoby może wyniknąć dalsze zbliżenie obu narodów, choć i bez tego uznajemy i poważamy wielką przeszłość narodu polskiego” (Wiener Allgemeine Zeitung, 11.09.1883, s. 2).

W gazetach wiedeńskich i galicyjskich wiele uwagi poświęcano nie tylko dyskusjom o znaczeniu Jana III Sobieskiego, ale i obrazowi krakowskiego malarza, namalowanemu z okazji rocznicy. Jego twórcą był nie kto inny jak słynny Jan Matejko, który zaraz po uroczystościach z okazji odsieczy obchodził własny jubileusz dwudziestopięciolecia twórczości. Obraz, mierzące 4,6 na 9 m monumentalne dzieło Sobieski pod Wiedniem publiczność krakowska mogła oglądać przez kilka dni, po czym Matejko kazał przewieźć je do Wiednia, gdzie zostało wystawiony w budynku towarzystwa ogrodniczego i udostępnione zwiedzającym za darmo – miało to również na celu upowszechnienie wiedzy o dokonaniach Sobieskiego. Obraz obejrzał cesarz Franciszek Józef I, zainteresowała się nim również wiedeńska prasa. Opinie były rozbieżne, tak jak w wypadku samej osoby Sobieskiego. Pierwsza relacja w Neues Wiener Tagblatt była bardzo pochlebna a kilka dni później opublikowano artykuł, w którym skrytykowano jedynie komponentę religijną: "Rozkoszujmy się zatem Sobieskim pod Wiedniem, zanim zniknie w czeluściach Watykanu zgodnie z niepojętą wola artysty. A rozkoszować się nim można w całej pełni, choć dziwić musi, że Matejko każe Sobieskiemu w najbardziej bohaterskim momencie myśleć akurat o papieżu” (Neues Wiener Tagblatt, 19.09.1883, s. 1).

Również gazeta Deutsche Zeitung wypowiedziała się na temat obrazu pozytywnie (w numerze z 18.09.1883 r.). Natomiast Neue Freie Presse pozostała wierna linii antypolskiej czy też antysłowiańskiej i wiązała dostrzeganą przez siebie niską wartość artystyczną dzieła z zaawansowanym wiekiem mistrza. Krytycznie oceniono też towarzyszącą ekspozycji broszurę napisaną przez sekretarza Matejki Mariana Gorzkowskiego: „Nie, na takiego interpretatora Matejko sobie mimo wszystko nie zasłużył” (Neue Freie Presse, 16.09.1883, s. 6).

Również w Krakowie obraz wywołał pewne wzburzenie, choć nie ze względów artystycznych czy z powodu takiego a nie innego ujęcia tematu. Chodziło raczej o zaskakującą decyzję Matejki, który z okazji jubileuszu twórczego postanowił przekazać obraz narodowi, z myślą o tym, że jego przedstawiciele podarują dzieło papieżowi. Ten zamiar wywołał pewną irytację, ponieważ od miesięcy zbierane były fundusze na zakup obrazu dla Muzeum Narodowego. Podczas gdy prasa konserwatywna stanęła w obronie Matejki (np. Czas z 15.09.1883 r.), liberalny lwowski Dziennik Polski doszukiwał się w decyzji malarza motywacji ultrareligijnych i ultramontańskich. Podobnie oceniała to Neue Freie Presse: „Wczorajsze ostentacyjnie ultramontańskie przemówienie prof. Tarnowskiego z okazji jubileuszu Matejki wywołało w kręgach mieszczańskich wielkie oburzenie. Zarówna ta klerykalna diatryba, jak i decyzja Matejki o przekazaniu obrazu Sobieski pod Wiedniem papieżowi były zapewne przyczyną odwołania zaplanowanego przemarszu z pochodniami ku czci jubilata” (Neue Freie Presse 14.09.1883, s. 3).

Duże znaczenie obrazu, widoczne w reakcjach medialnych znalazło swój wyraz także w tym, że w zaborze rosyjskim cenzura zakazała pisania nie tylko o Sobieskim i uroczystościach rocznicowych, ale i o Matejce, nie wolno też było zbierać datków na wykupienie dzieła (Czas, 01.09.1883). Tego rodzaju represje jeszcze podnosiły rangę galicyjskich uroczystości, ponieważ to właśnie tutaj mogła się zebrać „cała Polska”, nawet jeśli ze względów bezpieczeństwa gości z Warszawy nie wymieniano z nazwiska. (por. Das Vaterland, 20.09.1883). Także w zaborze pruskim polskie obchody podlegały licznym ograniczeniom, o czym Neue Freie Presse pisała z aprobatą: „Nikt nie chce odebrać Polakom ich pamięci historycznej, ale rząd pruski dobrze robi zabezpieczając się przed przeobrażeniem uroczystości ku czci Sobieskiego w antypruską demonstrację” (Neue Freie Presse 07.09.1883, s. 1).

Ponieważ na uroczystości w Krakowie przybyła „cała Polska”, również delegacja wiedeńskiej polonii, której przewodniczył wiceprezydent izby panów książę Jerzy Czartoryski, uzyskała pozwolenie na uczestniczenie w wydarzeniu. Neues Wiener Tagblatt uznało używane przez Polskich komentatorów sformułowanie o zjednoczeniu „całej Polski” podczas krakowskich obchodów za „bardzo poważne tło obecnych uroczystości” (Neues Wiener Tagblatt, 11.09.1883). Neue Freie Presse patrzyła na to podobnie: „W Austrii ich [Polaków] rozwój narodowy ma tak nieograniczone pole rozwoju, że mogą sobie pozwolić na zorganizowanie uroczystości symbolizujących ich ideał, odtworzenie samodzielnego Królestwa Polskiego” (Neue Freie Presse, 08.09.1883). W tym samym komentarzu widać jednak, co tak naprawdę drażniło niemiecko-liberalną gazetę i stanowiło podtekst każdej krytycznej wypowiedzi o Polakach: „Polacy zorganizowali własne święto wyzwolenia od tureckiego jarzma, odwracając się plecami do stolicy cesarstwa. Również galicyjscy politycy, galicyjskie władze idą własną drogą. Galicja staje się coraz bardziej odrębnym światem a szczególny splot okoliczności, które są nam wszystkim znane aż nadto dobrze, sprawił, że to nie galicyjskie interesy podporządkowane są interesom cesarstwa, jak dyktowałby naturalny porządek rzeczy, lecz interesy cesarstwa podporządkowują się galicyjskim, które tożsame są z polskimi” (Neue Freie Presse, 08.09.1883).

Oprócz wymiaru patriotycznego, krakowskie obchody rocznicowe miały także aspekt europejski, co – w odróżnieniu od prasy wiedeńskiej – dostrzegła Nowa Reforma: „Że obchód krakowski jest polską uroczystością, każdy to wie i czuje; ale jest to zarazem a nawet przeważnie uroczystość europejska, bo pogrom pod Wiedniem bisurmańskiej potęgi nie tylko epokalnem dla całej cywilizacyi europejskiej znaczeniem swem, lecz samem już miejscem był najdobitniejszem, najwyraźniejszem i najwięcej przekonywującem stwierdzeniem faktu, że Polska stanowi przedmurze europejskie” (Nowa Reforma, 13.09.1883, nr 1).

Także i tym razem podobną opinię znaleźć można w klerykalnym piśmie Vaterland, które – tak jak narodowo nastawieni Polacy – zajmowało postawę opozycyjną wobec niemiecko-liberalnych władz Wiednia: „Gdy władze stolicy bez reszty skompromitowały się decyzją, żeby nie organizować w Wiedniu większych uroczystości, polska prasa natychmiast zaczęła wykorzystywać znaczenie <> do własnych celów, tak że dzisiaj wygląda na to, że 11. dnia bieżącego miesiąca w krakowskich obchodach wezmą udział przedstawiciele wszystkich słowiańskich narodów cesarstwa” (Das Vaterland, 06.09.1883, s. 5).

III

Rywalizacja między Krakowem a Wiedniem przedstawiana była jako antagonizm narodowy, choć chodziło tu raczej o konflikt interesów w ramach określonej sytuacji politycznej. Determinowało to również zachowanie tych osób, których codzienność polegała na pracy w tej właśnie sferze, czyli na scenie politycznej. Polscy politycy w Wiedniu musieli lawirować między pragmatyczną kooperacją z władzami a światopoglądem zdominowanym przez narodowy punkt widzenia. Jak silnie obchody rocznic historycznych wiązały się z tym ostatnim aspektem, widać po obecności (ewentualnie nieobecności) prominentnych wiedeńskich Polaków na tamtejszych uroczystościach. Nikogo z grupy ważnych Polaków nie było na przykład podczas obchodów na Kahlenbergu zorganizowanych przez władze miejskie. Nie uczestniczyli też w uroczystościach w ratuszu. Jedynym wyjątkiem był minister finansów Julian Dunajewski, który przynajmniej wysłuchał przemówienia cesarza, okazując mu w ten sposób swoją lojalność, choć już na bankiecie się nie pojawił. Mimo, że władze wiedeńskie starały się ściągnąć przedstawicieli jak największej liczby miast austriackich, Galicjanie trzymali się na dystans. Również wielka wystawa jubileuszowa w stołecznym ratuszu musiała obejść się bez udziału Polaków. Prośby o wypożyczenie eksponatów z polskich zbiorów, na przykład z Krakowa czy Muzeum Polskiego w Rapperswilu spotkały się z odmową. Tak więc imprezy zainicjowane przez władze miasta Wiednia zostały niemal całkowicie zbojkotowane przez stronę polską.

Rzut oka na obchody kościelne najlepiej pokazuje jak głęboka była przepaść między poszczególnymi organizatorami i imprezami. Jednym z najważniejszych momentów było nabożeństwo dziękczynne odprawiane 12 września w katedrze św. Szczepana. Zebrały się z tej okazji wszystkie liczące się osobistości, począwszy od cesarza i dalszych członków dynastii panującej poprzez wysokiej rangi przedstawicieli arystokracji, państwa, władz centralnych i miejskich a na międzynarodowych gościach i hierarchach kościelnych skończywszy. Stawili się też przedstawiciele Kościołów galicyjskich: rzymsko-katolicki biskup przemyśla Łukasz Solecki, grekokatolicki biskup Iwan Saturn Stupnyćkyj (Jan Saturnin Stupnicki), również z Przemyśla, a jako przedstawiciele arcybiskupstwa lwowskiego grekokatolicki biskup Josyf Sembratowycz (Józef Sembratowicz) oraz arcybiskup lwowski obrządku ormiańskiego Izaak Mikołaj Isakowicz. Rzymsko-katolicki arcybiskup lwowski wymówił się problemami zdrowotnymi. Opozycja skrytykowała fakt, że galicyjscy biskupi uczestniczyli w uroczystościach wiedeńskich a nie krakowskich – obecność biskupa krakowskiego Albina Dunajewskiego uznano najwyraźniej za tak oczywistą, że o niej nie wspomniano. Organ prasowy liberalnej opozycji Nowa Reforma uznał za „dziwną zaiste rzecz”, że hierarchowie jadą „do Wiednia, tego Wiednia, który tak nieprzychylnie zamanifestował się wobec nas Polaków i wobec całego obchodu jubileuszu” (Nowa Reforma, 04.09.1883, s. 2). Dla autora artykułu przynależność narodowa była najwyraźniej ważniejsza niż religijna czy państwowa. Z kolei niektóre tytuły wiedeńskie wyraziły najwyższą aprobatę dla zachowania biskupów. Mimo, że chodziło przecież o uroczystość kościelną a nie państwową, Neue Freie Presse przywiązywała duże znaczenie do faktu, że poza arcybiskupem lwowskim stawili się w Wiedniu wszyscy galicyjscy biskupi (również tym razem zapomniano o biskupie krakowskim Albinie Dunajewskim), którzy z tego powodu nie mogą wziąć udziału w obchodach krakowskich (por. Neue Freie Presse, 01.09.1883, s. 3). Zasadniczo przedstawiciele kleru z dużym namysłem wybierali uroczystości, w których mieli uczestniczyć. Ich sceptycyzm wobec manifestacji narodowych uwidocznił się także we Lwowie, gdzie wprawdzie wzięli udział w nabożeństwie, ale nie było ich na uroczystym pochodzie zakończonym odsłonięciem tablicy pamiątkowej – podobnie zresztą zachowali się najważniejsi przedstawiciele władz administracyjnych (por. Neue Freie Presse, 13.09.1883, s. 2).

O dobitne podkreślenie różnic postarała się także wiedeńska Polonia, która zapewne nie widząc dla siebie miejsca w obchodach odbywających się pod patronatem miasta, zorganizowała własne. Powołano w tym celu komitet ze wspomnianym już księciem Czartoryskim na czele, w którego pracach uczestniczyły miejscowe stowarzyszenia polskie. Na miejsce uroczystości komitet wybrał Tulln w Dolnej Austrii, ponieważ to tutaj odbyła się narada wojenna przed bitwą pod Wiedniem. Wszystko odbyło się już 8 września, tak by przewodniczący komitetu mógł wraz z trzyosobową delegacją udać się na jubileusz krakowski.

Neues Wiener Tagblatt krytykował Czartoryskiego za to, że będąc wiceprezydentem izby panów nie uczestniczył w uroczystościach wiedeńskich, co więcej – jak stwierdziła gazeta - pokazał, że jego miejsce jako Polaka jest w Krakowie (por. Neues Wiener Tagblatt, 19.09.1883, s. 1). Z kolei polskie środowiska narodowe krytykowały biskupów galicyjskich za uczestnictwo w mszy wraz z dworem cesarskim i opuszczenie obchodów krakowskich. Będąc politykiem, przedstawicielem władz czy innego rodzaju prominentem należało więc rozważnie wybierać uroczystości, które się zaszczyciło swoja obecnością. Tego dylematu usiłował uniknąć na przykład Franciszek Smolka, prezydent izby poselskiej, którego można zaliczyć do liberałów. Tuż przed rocznicą ustąpił ze stanowiska prezydenta Centralnego Galicyjskiego Komitetu Jubileuszowego, jako uzasadnienie swojej decyzji podając, że przemówienie, które powinien wygłosić podczas uroczystości, stałoby w sprzeczności z jego pozycją polityczną (por. Neue Freie Presse, 10.09.1883, s. 3). Również prezydent Wyższego Sądu Krajowego Franciszek Dargun, któremu trudno byłoby zarzucić nadmiar polskiego patriotyzmu, nie chciał uczestniczyć w krakowskich uroczystościach – podobno zapobiegliwie wziął urlop na czas obchodów (Neue Freie Presse, 05.09.1883, s. 3). Warszawska Prawda pisała o tajnym radcy i kawalerze kilku orderów jako urzędniku, który w czasach germanizacji i uciemiężenia nie wyróżnił się ani energią, ani doświadczeniem, nie miał też wartych wzmianki zasług. Poza tym stwierdzono, ze w 1864 r., w okresie popowstaniowym dał się poznać w zaborze rosyjskim jako szczególnie surowy funkcjonariusz państwowy (por. Prawda, 23.03.1884, s. 89).

Udział „Wiednia” w obchodach galicyjskich był skromny, co jest mało zaskakujące. Przy tego rodzaju okazjach najwyżsi rangą urzędnicy cywilni i wojskowi zazwyczaj brali udział w uroczystych nabożeństwach, nie pojawiali się jednak na dalszej części obchodów. Niemniej władze administracyjne w Krakowie poszły na rękę organizatorom jubileuszu Matejki, udzielając pozwolenia na użytkowanie pomieszczeń na Wawelu. Poza tym zaspokajano wymagania etykiety wymieniając przyjacielskie adresy między Wiedniem a Krakowem i regularnie wznosząc toasty na cześć cesarza.

IV.

W 1983 r. w Wiedniu i Krakowie znowu świętowano, ponieważ nadeszła trzechsetna rocznica oblężenia i odsieczy. Rzecz jasna sytuacja wyglądała teraz zupełnie inaczej niż sto lat wcześniej: Polacy i Austriacy nie mieszkali już we wspólnym państwie, co więcej należeli do dwu odrębnych systemów społeczno-politycznych i obliczu podziału Europy konkurencja między obydwoma narodami została odsunięta na dalszy plan. Mimo tak wielu zmian nie brakowało jednak również przejawów ciągłości: tak samo jak sto lat wcześniej dyskutowano o znaczeniu króla Jana III Sobieskiego oraz o uczczeniu jego dokonań pomnikiem, który miałby stanąć w Wiedniu. Tyle że tym razem spór o przeszłość ograniczył się do tych stron austriackich gazet, na których drukowano listy od czytelników. Na przykład stowarzyszenie Przyjaciół Sobieskiego (Freunde Sobieskis) uznało, że Austriacy powinni uderzyć się w pierś: „Czy nie wypadałoby w końcu wyznać stare grzechy i z trzystuletnim opóźnieniem nareszcie oddać cześć tym, którym się ona należy i złożyć wyrazy wdzięczności. Przeinaczając i zafałszowując prawdę historyczną oraz umniejszając znaczenie innych narodów można jedynie wykreować niepotrzebne resentymenty” (Die Presse, 24/25.09.1983, s. II).

Profesor historii Austrii na uniwersytecie wiedeńskim, Adam Wandruszka, w którego wymierzony był powyższy list uznał go za przejaw „nacjonalistycznego przewrażliwienia, które może prowokować równie ekstremalne reakcje; tym samym podtrzymany zostanie niedorzeczny i jałowy spór historyków-amatorów o to, czyj wkład w odsiecz wiedeńską był większy” (Die Presse, 29/30.09.1983, s. II).

Rzeczywiście nie brakowało austriackich „historyków-amatorów”, którzy próbowali umniejszyć dokonania polskiego króla, żądając uznania i wdzięczności dla Andreasa von Liebenberga czy hrabiego Rüdigera von Starhemberga. Z kolei prasa polska badała, czy i jak uczczono w Wiedniu pamięć Sobieskiego. Pisarz i reporter Janusz Roszko udał się na zlecenie tygodnika Życie Literackie na „wiedeńskie spacery”, odwiedzając przy tym miejsca, które wiązały się z polskim królem. Wynik tych wędrówek nie zawsze był zadowalający. Dezaprobatę korespondenta wywołała na przykład wystawa w galerii Künstlerhaus, ponieważ nie powiedziano na niej dostatecznie jasno, że zwycięstwo chrześcijan było zasługą Sobieskiego; następnie Roszko wyraził zawód z powodu stanu, w jakim znajdował się pałac Juliusburg (Satteldorf) w pobliżu Tulln, gdzie odbyła się narada wojenna przed rozstrzygającą bitwą; w Schwechat zaś nie spodobało mu się, że przy obelisku zwanym Kugelkreuz nie było wzmianki o afroncie, jakiego cesarz Leopold dopuścił się względem Sobieskiego i jego syna Jakuba.

Jednak tego rodzaju „narodowe przewrażliwienie” uaktywniło się tylko na marginesie rocznicowych obchodów. Uroczystości odbyły się w Wiedniu i Krakowie, ale także w wielu innych miastach austriackich i polskich. Pojawiły się wspólne inicjatywy, na przykład bilateralny komitet 300 lat odsieczy wiedeńskiej z królem Janem III Sobieskim czy film dokumentalny na temat odsieczy wyprodukowany w kooperacji polskiej i austriackiej telewizji państwowej. W przeciwieństwie do 1883 r. tym razem na wystawę jubileuszową w Wiedniu trafiły dary ze zbiorów polskich, w austriackiej stolicy zaczęły też powstawać miejsca upamiętniające Sobieskiego. Austriacka Polonia zorganizowała wprawdzie kilka własnych imprez, jednak tym razem odbyły się również wspólne uroczystości, na przykład pod Kugelkreuz w Schwechat lub podczas wizyty papieża Jana Pawła II na Kahlenbergu. Polska znajdowała się wówczas w centrum uwagi austriackich mediów, zwłaszcza ze względu na antyreżimowe protesty i dyskryminację opozycji a także stan wojenny i spowodowany nim strumień uchodźców. Zarazem powiązano obchody z wizytą papieża, który odwiedził Austrię w ramach zjazdu katolików austriackich. Z jednej strony doszło więc do współpracy na poziomie instytucji państwowych, z drugiej – wystąpienia Karola Wojtyły nadały uroczystościom charakter wyraźnie polityczny. Wiedeński arcybiskup kardynał Franz König bynajmniej tej intencji nie ukrywał: „Przybycie na zjazd katolików austriackich jest dla papieża tak ważne dlatego, że daje mu okazję przemówienia przez nowoczesną ambonę ORF do Wschodu i zinterpretowania idei Europejskiej we własny sposób”. W przemówieniu wygłoszonym na Heldenplatz 10 września papież kilkakrotnie wspomniał o „wspólnych chrześcijańskich korzeniach Europy” oraz „chrześcijańskim charakterze tożsamości europejskiej” (Silvia Dallinger: „Europavesper am Heldenplatz (10. September 1983)“, w: http://www.tuerkengedaechtnis.oeaw.ac.at/feierlichkeit/europavesperam-heldenplatz-10-september-1983 (19.06.2012), co było wymierzone w rządy Europy Wschodniej i Środkowowschodniej afiszujące się ateizmem. Wyrazem tej opozycji był również list duszpasterski polskiego Episkopatu odczytany 11 września, w którym biskupi napisali m.in.: „Dzisiaj Turcy nie zagrażają chrześcijaństwu, istnieją jednak inne niebezpieczeństwa. Zaliczają się do nich wojna atomowa, ateizm, materializm teoretyczny i praktyczny […]”.

Jak istotna była w ówczesnej konstelacji politycznej inscenizacja wiedeńskich obchodów trzechsetnej rocznicy, stwierdził niemiecki tygodnik Die Zeit w nawiązaniu do artykułu Michaela Mitterauera: „To połączenie triumfu nad <>”, zjazdu katolików i polskiego papieża naturalnie nie jest przypadkowe, tylko dokładnie zaplanowane przez organizatorów. W wyborze terminu widać identyfikację z określonym obrazem historii. Chodziło zapewne o przypomnienie dawnego sojuszu papieża, cesarza i króla polskiego, którego szczytowym momentem było <> nad wrogiem ze Wschodu w 1683 r.” (Die Zeit, 07.01.1983, s. 52).

Bodajże najwyraźniej paralelę między „Turkami” a „komunistami” widać w komentarzu prasowym chorwacko-brytyjskiego dziennikarza Chrisa Cviicia, który podkreślił również polityczne przesłanie wizyty papieskiej: „Dzisiaj, po 300 latach, chrześcijanie – najczęściej katolicy, ale również prawosławni i protestanci – żyjący kiedyś w państwie Habsburgów, znowu zostali podporządkowani systemowi, który nie tylko jest wrogi ich wierze, ale występuje z pozycji wojującego ateizmu. Chrześcijanie są ponownie dyskryminowani, miejscami wręcz systematycznie prześladowani a w Kościele – poddani kontroli państwa. Dla tych chrześcijan wizyta papieska w Wiedniu stanowi wielkie wsparcie, nawet jeśli nie mogą w niej uczestniczyć i mają do dyspozycji jedynie relacje radiowe i telewizyjne” (Die Presse, 03/04.09.1983, Spectrum, s. VII).

Na początku lat 80. XX w. wiele się mówiło o „pojednaniu”, „pokoju” czy też „Europie Środkowej”. Niektóre odcienie znaczeniowe tych pojęć budziły kontrowersje, co można prześledzić na przykładzie ruchu pacyfistycznego, który osiągnął wówczas swe apogeum. Opowiadał się on przede wszystkim przeciwko decyzji rady NATO z 12 grudnia 1979 r., zgodnie z którą pod koniec 1983 r. miało rozpocząć się instalowanie w Europie rakiet średniego zasięgu Pershing II z głowicami nuklearnymi. Ruch wzbudził czujność obserwatorów również w Austrii, nie był tu jednak nazbyt ostro krytykowany przez polityków, ponieważ jako kraj neutralny Austria całkowicie zrezygnowała z użycia energii atomowej, nawet do celów cywilnych. Dezaprobatę, zwłaszcza w obozie konserwatywno-katolickim, wzbudził jednak udział grup komunistycznych w demonstracjach pokojowych, jak również postawa ruchu pacyfistycznego wobec rządów i opozycji w krajach bloku wschodniego. Dlatego stwierdzenia takie jak słowa Otto Habsburga wygłoszone podczas festynu paneuropejskiego z początku października, należy rozumieć jako skierowane zarówno przeciwko ruchowi pacyfistycznemu, jak i przeciwko komunizmowi. „Nigdy jeszcze pobożne życzenia nie pomogły w osiągnieciu pokoju i także demonstracje w tym nie pomogą” stwierdził Habsburg. W podobnym duchu wypowiedział się benedyktyn Gabriel von Döbrenterei w kazaniu wygłoszonym w katedrze św. Szczepana: „Zaprowadzenie pokoju bez broni to nierealistyczna, nierozsądna utopia. Bezsensownej agresji nigdy nie uda się powstrzymać za pomocą łagodnej perswazji”. Również autorzy artykułów w dodatku specjalnym gazety Die Presse, który ukazał się wydanym z okazji obchodów, nie traktowali krytyków atomowego wyścigu zbrojeń poważnie. Zarzucano im „tęsknotę za pokojem ostatecznym [sic!]”, oraz bagatelizowanie ostatniej jak dotąd konfrontacji między Europą a Orientem: „Relatywizm kulturowy i tęsknota za pokojem ostatecznym na ziemi, który wydaje się możliwy do osiągnięcia, zwłaszcza w dzisiejszej kadłubowej Europie, sprawiają, że chciałoby wierzyć, iż ówczesne wydarzenia oraz w ogóle wszelkie zbrodnie nie były konieczne, dlatego też można było ich uniknąć a przy tym wydarzyły się niejako przypadkiem, wskutek tragicznego nieporozumienia, a co najwyżej złośliwości i pazerności pojedynczych, jeszcze nie uleczonych ludzi” (Die Presse, 03.09.1983, Spectrum, s. IX).

To ciekawe, że „Turek” jako odwieczny wróg chrześcijaństwa nie odgrywał już żadnej roli, zaspokajanie tradycyjnych narodowych próżności w stosunkach między Austrią a Polską zostało zredukowane do marginalnych działań przeczulonych historyków-amatorów, natomiast z mównic i ambon padały słowa o pokoju i pojednaniu. Mogłoby się wydawać, że tak wiele uległo zmianie w porównaniu do 1883 czy 1933 r., kiedy to obchody 250 jubileuszu odsieczy w połączeniu ze zjazdem katolików austriackich były starannie zainscenizowanym prologiem austrofaszyzmu. Niemniej w obchodach rocznicowych w 1983 r. dominował element katolicki i antykomunistyczny, nadając im podtekst pozwalający na konstruowanie chrześcijańskiej wspólnoty walczącej z niewiernymi czy też ateistami, którzy także i tym razem nadciągali ze wschodu.

V.

Dzieje odsieczy wiedeńskiej miały dwojaki potencjał: mogły zaostrzyć konflikty między Polską a Austrią albo też stać się przedmiotem wspólnego upamiętnienia. Im ważniejsze miejsce zajmowały w pamięci kulturowej danej wspólnoty, tym łatwiej mogły zainspirować do podejmowania współczesnych problemów. W ciągu dziesięcioleci przed 1900 r. i po nim dyskurs polityczny zdominowany był przede wszystkim przez konstrukcje tożsamości narodowej. Nic więc dziwnego, że w 1883 r. wiele uwagi poświęcono rzekomemu antagonizmowi polsko-niemieckiemu, choć z drugiej strony przyczyniło się do tego również istnienie bliskich kontaktów politycznych między obydwiema grupami. Być może z perspektywy Wiednia Galicja leżała gdzieś w „pół-Azji” (sformułowanie Karla Emila Franzosa), de facto jednak wszyscy pracowali w tych samych stołecznych urzędach. Za konfliktem między dwiema narodowościami monarchii austro-węgierskiej kryły się zawsze procesy wewnątrzpolitycznych negocjacji, w których uczestniczyły obie grupy a ich przedstawiciele mogli nawet zmieniać front zależnie od sytuacji. W 1983 r. było inaczej. Wzajemne ataki obu narodów ograniczyły się do tych stron austriackich gazet, na których drukowano listy od czytelników.

Ta zmiana łączy się z przeobrażeniami, jakim podlega pamięć o odsieczy wiedeńskiej. Bowiem wydarzenie historyczne a raczej symbolizowana przez polskiego papieża postawa katolicka i antykomunistyczna charakteryzująca zarówno Polonię, jak i dużą część społeczeństwa austriackiego, stały się elementem konsolidującym w walce z wewnętrznym i zewnętrznym przeciwnikiem – ruchem pacyfistycznym w Europie Zachodniej oraz rządami socjalistycznymi w Europie Wschodniej.

Tytuł oryginalny: Politik und Erinnerung Polnisch-osterreichische Verflechtungsgeschichten 1883 und 1983 © mandelbaum kritik & utopie, wien