© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   18.06.2013

Polscy poturczeńcy na służbie sułtana

Zjawisko przechodzenia na islam i wstępowania na służbę władców imperium osmańskiego w dobie nowożytnej nie było niczym niezwykłym. Liczni – jak ich nazywano – renegaci odgrywali znaczącą rolę w administracji i wojsku muzułmańskim, osiągając często najwyższe stanowiska państwowe, jak np. wielki wezyr trzech kolejnych sułtanów Sokollü Mehmed pasza, syn bośniackiego popa. Wśród chrześcijan, którzy przeszli na islam, przeważali ludzie wzięci do niewoli w wieku dziecięcym lub młodzieńczym, przed ukończeniem 15. roku życia. Dużą rolę w przyjęciu przez nich nowej wiary odegrał nawyk stosowania praktyk religijnych przez młodego niewolnika pod wpływem i w towarzystwie właściciela, często traktującego tych młodych ludzi po ojcowsku, lub obowiązkowa edukacja w szkołach koranicznych. Część z niewolników trafiała do specjalnych szkół wychowujących przyszłych janczarów lub sipahów, a ci, którzy charakteryzowali się urodą, dobrą budową ciała i inteligencją, do korpusu paziów. Tam przygotowani byli do służby na dworze sułtana, w administracji centralnej lub prowincjonalnej.

Wśród nich przeważali ludzie z kręgu śródziemnomorskiego, ale nie brakowało także Polaków i Rusinów. Większość ludności z terenów państwa polsko-litewskiego do Turcji trafiła uprowadzona w dzieciństwie lub w młodości w jasyr przez Tatarów i sprzedana Turkom. Starsi trafiali w ręce prywatne i pracowali na polu lub w domu nowych właścicieli albo kończyli jako wioślarze na osmańskich galerach. Los tych ostatnich był tragiczny, gdyż szans na uwolnienie nie mieli żadnych. Ci pierwsi mogli się albo wykupić, albo przejść na islam. Inaczej wyglądała sytuacja dzieci, które trafiały do wspomnianych szkół lub na służbę do bogatych Turków. W tej grupy znamy kilka osób, które zrobiły karierę na dworze sułtańskim.

Pierwszym reprezentantem Wysokiej Porty polskiego pochodzenia był Zygmunt Laskowski herbu Trzaska, który jako czausz (goniec) przewoził w 1511 roku list od sułtana Bajazyda II do króla Zygmunta I. Zdecydowanie większą karierę zrobił Jan Kierdej, syn starosty trembowelskiego Zygmunta Kierdeja. W 1498 roku, gdy miał osiem lat, został pojmany przez Turków podczas oblężenia jego rodzinnego zamku w Pomorzanach na Rusi Czerwonej. Wychowany w korpusie paziów przeszedł na islam, przyjmując imię Said. Pracował w kancelarii Wysokiej Porty, gdzie został zauważony przez jednego z wezyrów – Ibrahima paszę (1523-1536) – i ze względu na znajomość języka wyznaczony do misji dyplomatycznych w Polsce. Po raz pierwszy pojawił się w swojej dawnej ojczyźnie w 1531 roku, a posłował do niej jeszcze kilka razy. Mimo że był faktycznie Turkiem, w Polsce uważany był nadal za Polaka, cieszył się sympatią dworu i elity senatorskiej. On sam aż do śmierci w 1557 roku służył pomocą wszystkim posłom Rzeczypospolitej przybywającym do Stambułu. Od sułtana uzyskał za swoją wierną służbę tytuł bega, majątek i status społeczny sipaha.

Znacznie większą karierę zrobił współczesny mu, ale młodszy wiekiem Joachim Strasz herbu Odrowąż. Urodzony na początku XVI wieku do niewoli trafił jako kilkuletni chłopiec. Ukończył elitarną szkołę paziów, a potem został piastunem następcy tronu, księcia Selima (późniejszego sułtana Selima II). Przyjazny stosunek, jaki ich wtedy połączył, był bardzo trwały i Strasz – który w Turcji nazywany był Ibrahimem begiem – cieszył się do końca życia względami Selima II. Znający nie tylko język polski i turecki, ale także łacinę i arabski od 1540 roku pracował w kancelarii Wielkiej Porty oraz w jej imieniu posłował do Polski, Hiszpanii, Wiednia. Ukoronowaniem jego kariery było sprawowanie w latach 1551–1571 urzędu wielkiego dragomana, głównego tłumacza Porty. Oznaczało to, że znalazł się w najbliższym otoczeniu monarchy, co zresztą wykorzystywał, służąc interesom Polski, wpływając w pewnym stopniu na politykę sułtana wobec niej. W zamian za to dwór krakowski odwdzięczał się mu wysoką stałą pensją (powszechnym wtedy zjawiskiem było opłacanie przez dwory europejskie wpływowych osób na dworze sułtańskim), chcąc wyzyskać jego wpływy na dworze. W dziejach imperium osmańskiego był jeszcze jeden główny tłumacz Porty polskiego pochodzenia – Ali bej, czyli Wojciech Bobowski, urodzony we Lwowie ok. 1610 roku, zmarły w Stambule w 1675 roku. Ten porwany przez Tatarów Polak wychował się na dworze sułtana. Zdobył tam gruntowne wykształcenie i podobno znał kilkanaście języków. Urząd wielkiego dragomana sprawował w latach 1671–1675, utrzymując szerokie kontakty z wieloma podróżnikami i dyplomatami europejskimi. Był m.in. głównym informatorem sekretarza posła angielskiego w Stambule, Paula Ricauta, autora Monarchii tureckiej, kompendium wiedzy o imperium osmańskim, wydanej w polskim tłumaczeniu w 1678 roku.

W wielu źródłach możemy znaleźć informacje o poturczeńcach polskich plebejskiego pochodzenia. Jezuita Stanisław Solski, przebywający w Stambule w latach 1654-1662, spotkał Polaków i Rusinów na galerach i w domach możniejszych Turków, na targach niewolników i w szeregach tureckiej armii. Wielu z nich wykupiło się z niewoli i zdecydowało pozostać w Turcji, zajmując się handlem lub rzemiosłem. Nie brakowało także i takich, którzy dobrowolnie wyemigrowali z Polski i osiedlili się w Stambule lub w innych miastach imperium. Jednych, zwłaszcza plebejuszy, skusiła możliwość zrobienia kariery znacznie większej niż w Rzeczpospolitej – jak np. niejaki Husejn „syn przecie chrześcijański... rodem z Korony Polskiej”, który był sipahem i posiadał timar (majątek ziemski). Inni uciekali przed sprawiedliwością, jak niejaki Stanisław Jaworski, towarzysz z chorągwi hetmana polnego koronnego Mikołaja Potockiego, który popełniwszy jakieś przestępstwo, uciekł do Turcji, gdzie przeszedł na islam.

Wybór Turcji i islamu jako nowej ojczyzny i nowej wiary miał różnorodne przyczyny, a Turcja zaś i jej mieszkańcy nie zawsze jawili się w ciemnych, groźnych barwach. Pojawiały się w Polsce głosy, że ludzie, których spotykało w ojczyźnie jakieś bezprawie, woleli pozostawać pod tureckim panowaniem: „nie jest tak ciężka niewola pod Turczynem, jako w naszej farbowanej wolności, oddawszy haracz byłbym już wolen i bezpieczen dobra swego” – pisał autor polskiego tłumaczenia Monarchii tureckiej. Dotyczyło to przede wszystkim mieszkańców Podola, które w ostatnim ćwierci XVII w. pozostawało pod władzą sułtana. Szlachta wolała wyemigrować, ale ruscy prawosławni chłopi, którzy tam pozostali, pozytywnie przyjęli okupację osmańską, traktując ją jako uwolnienie się od katolickiej nietolerancji religijnej wobec prawosławia oraz od ucisku panów feudalnych. Większość z nich, dla uzyskania ulg podatkowych, przyjęła islam. Uczyniła też to większość mieszkańców Kamieńca Podolskiego, Rusinów i Polaków. Co ciekawe, nie dotyczyło to ich żon – zarówno mieszczanki, jak też chłopki pozostały przy wierze katolickiej lub prawosławnej.

Jak widać, żyła w Turcji w epoce nowożytnej spora grupa polskich poturczeńców, którzy mając nawet możliwość powrotu do ojczyzny, nie chcieli z niej skorzystać. Niektórzy dlatego, że nie chcieli porzucać wiary muzułmańskiej, inni – nie chcieli tracić często trudno osiągniętego dorobku życiowego i stabilizacji. Trzeba pamiętać, że część z nich nie miała do kogo wracać, rodzinne miejscowości były bowiem zniszczone, a najbliżsi zabici. Nawet jeśli przeżyli, to zgodnie z prawem uznawanym przez władze kościelne w Polsce osoby porwane przez Tatarów uznawane były za zabite, a ocaleni współmałżonkowie mogli wstępować w nowe związki małżeńskie jako wdowcy. Ten upór w niechęci do powrotu nie zawsze kończył się dobrze. W latach 70. XVII w. ataman koszowy Iwan Sirko uwolniwszy raz grupę Rusinów od kilku lat przebywających w niewoli tatarskiej, zdziwił się, kiedy usłyszał, że nie chcą oni wracać na Ukrainę. Zdziwienie szybko jednak ustąpiło złości i ataman nakazał wszystkich zabić.