© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   27.05.2015

Prywatna wojna (konflikt rodów Mniszchów i Drugethów w XVII w.)

Ciemne bory Karpat kryły wiele niebezpieczeństw. Ale zdradliwe jary, wezbrane potoki i dzikie zwierzęta były niczym w porównaniu z ludźmi, uważającymi pogranicze za strefę prawnie niczyją. Znakiem niebezpieczeństw grożących ze strony miejscowych możnych może być Breków (Brekovsky hrad), którego ruiny sterczą na lesistym wzgórzu, kilka kilometrów od Humennego. W 1321 król węgierski Karol Robert odebrał go jednemu ze swych zbuntowanych wasali i oddał zaufanemu rodowi Drugethów. Pochodzili oni z Francji. Pełniąc od XIV w. wiele zaszczytnych urzędów, doszli do posiadania rozległej domeny przylegającej do dzisiejszej granicy polsko-słowackiej. Wyzuli z części dóbr m.in. madziarskie rody Csákych i Abów. Kiedy wojska Matusa Csákyego i synów Amadeja Aby przegrały starcie z królewskimi najemnikami pod Rozhanovcami (1312), żupanem mianowano Filipa Drugetha.

W okresie nowożytnym ośrodkiem dóbr Drugethów stało się Humenné i dolina rzeki Ciroka (tędy biegł szlak winny z tokajskiej wsi Tolcsva). Szybko zorientowali się, że produkcja wina to doskonały interes, tym bardziej gdy ma się i winnice, i szlaki transportowe, i podręcznych zbójów doskonale radzących sobie z konkurencją. Eksportowali wino do Polski od XV w., stopniowo jednak coraz więcej przemycając. Przepastne lasy i Rusini płaceni od niewielkiej beczułki, łatwej do przewiezienia konno, dawali doskonały zysk. Prawdopodobnie to Drugethowie pierwsi zaczęli przemycać wina tokajskie, obchodząc bez trudu zakazy stawiane kupcom przez radę miejską Koszyc. Nie wahali się użyć zbrojnych. Władysław Łoziński przytacza skargę polskiego szlachcica Gnoińskiego (1595), że „Węgier Franciszek Humieński najechał nocą dwór jego w 300 koni, zrabował wszystko, co w nim było kosztowniejszego, zabrał konie i psy. Sam Gnoiński chciał się ratować ucieczką, ale pojmany i po pierścieniu, jaki miał na palcu, poznany jako pan i gospodarz dostał się w ręce Humieńskiego, który zawiózłszy go do swego zamku, wrzucił go do lochów i zażądał od niego okupu 4000 zł. W lochach, w których zamknięto Gnoińskiego, było kilka trupów już gnijących. Chcąc się ratować od niechybnej śmierci, Gnoiński zgodził się na wypłacenie okupu, a Drugeth Humieński puścił go na wolność, odebrawszy od niego poprzednio przysięgę, że zemsty szukać nie będzie”.

Jeśli był dostawca wina, powinien być i odbiorca. Partnerami Drugethów w nielegalnych interesach stali się osiedli po polskiej stronie powinowaci, Mniszchowie. Kiedy się u Drugethów zadłużyli, musieli im oddać w zastaw (1613) swój zamek w Laszkach – miejsce, gdzie Dymitr Samozwaniec oświadczył się Marynie, córce Jerzego. Tam, by znaleźć chwilę wytchnienia po moskiewskiej awanturze, w 1608 wrócił Jerzy Mniszech. Polityczny emeryt zmarł w 1613, zostawiając majątek obciążony długami; pieniądze rozeszły się na sfinansowanie dymitriady. Dług zaciągnięto m.in. u Eufrozyny Doczi de Nagyluczy, wdowie po Stefanie Janie Mniszchu, matce (z innego małżeństwa) Jerzego Drugetha. Synowie Mniszcha – Stanisław Bonifacy i Franciszek Bernard – nie wywiązywali się na czas z rozliczeń, więc Jerzy Drugeth, nazywany przez współczesnych Humieńskim, obsadził Laszki załogą, Mniszchów zmusił do podpisania zastawu (dodatkowo na Chyrów i okoliczne wsie), ruchomości zrabował i wywiózł (m.in. mniszchowską kolekcję obrazów), a w zamku założył skład przemycanych win węgierskich, którymi jawnie handlował. Dał się poznać jako okrutnik, a jego ludzie, m.in. weterani lisowczyków, stali się plagą nie tylko ziem przemyskiej i sanockiej, ale i Siedmiogrodu, gdzie wypuszczali się na rozbójnicze rajzy. Ale czego się spodziewać po zięciu Elżbiety Batory, na Węgrzech pozwanym przed sądy sześciu komitatów (więcej o jego węgierskich i światowych sprawach zob. J. Pietrzak, http://www.wilanow-palac.pl/pan_humienski.html).

Otrucie Jerzego w 1620 niewiele zmieniło, bowiem jego syn Jan nie był lepszy: „Osiadł w Laszkach syn jego wraz z swoim szwagrem Wesselinim i całą rzeszą emigrantów i malkontentów węgierskich. Uciskał i krzywdził sąsiadów i dopuszczał się zuchwałych gwałtów na polskiej ziemi. Draby jego napadły między innemi szlachcica Turskiego w jego majątku, zrabowały dwór, znieważyły i zmęczyły jego żonę, złupiły kościół miejscowy, i insze wiolencye poczyniły”. Laszki puścił w dzierżawę swym węgierskim krewnym, którzy spustoszyli zamek i dobra jak szarańcza. Dopiero w 1638 udało się intruzów wyprzeć za granicę, a rządy w Laszkach objął Franciszek Bernard Mniszech. Odbudował zamek, nie szczędząc kosztów, a miasteczko dodało do swej nazwy dumny przymiotnik Murowane.

Drugethowie dalej parali się przestępczą działalnością, a ich bogactwa miały być nieprzebrane. Pomnażali je bez skrupułów. Na zamku Jasenov bili fałszywe monety puszczane w obieg po obu stronach granicy, dokonywali zajazdów, nie wahali się okradać wspólników przemytniczego procederu. Gabriel Drugeth przypłacił fałszerski proceder życiem: w 1644 jego śmiertelny wróg Jerzy Rakoczy obległ go w zamku Breków, fortalicję zdobył, Drugetha oddał w ręce sądu w Preszowie, który odesłał go pod miecz kata, ku uciesze rynkowej gawiedzi – po raz kolejny mogła się ona przekonać, że ściekająca z szafotu krew magnata jest tak samo czerwona jak ich własna.

Jak wszyscy rzetelni zbójcy Drugethowie starali się nie mieć podglądów politycznych. Polityczni lawiranci, dopiero w XVII w. popełnili błąd, opowiadając się jawnie po stronie Habsburgów. Wybrali rozumnie, lecz cesarz był daleko, a Rakoczy blisko. Kurucowie wpadli w domenę Drugethów i zamienili ją niemal w popiół. Ostatniego z rodu, Zygmunta II, dopadli w zamku Humenné w 1684. Jego córki odziedziczyły zmaltretowaną, ale jednak fortunę – 126 wsi w komitacie zemplińskim, na Spiszu i Hegyalja, wnosząc ją w wianie w hrabiowskie domy Zichy de Zich et Vásonykeö oraz Pálffy de Erdőd.