© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Ad Villam Novam   Ad Villam Novam   |   01.12.2015

Rady JM Pana Stanisława Godlewskiego

Awantury pomiędzy królewiczami i ich matką o dobra pozostawione przez zmarłego Jana III nie były żadną tajemnicą. Sobiescy nawet zbytnio się z tym nie kryli. Nie trzeba było długo czekać, by przeciwnicy ewentualnej kandydatury Sobieskich do tronu zaczęli swary w rodzinie królewskiej wykorzystywać jako argumentu przeciwko ich planom. Zgorszona szlachta, w miarę upływu czasu, coraz bardziej przychylała ucha na te głosy.

Tak jak wraz ze śmiercią Jana III nie zawaliła się Rzeczpospolita, tak i jego dobra w tym samym dniu nie przestały funkcjonować. Nadal żyli mianowani w nich przez króla zarządcy. Wielu z nich dane było jeszcze wiele lat po śmierci monarchy zarządzać nimi, ale już w imieniu wdowy po nim, czy jego synów. Którego konkretnie, to już rozstrzygnął przeprowadzony w latach 1698-1699 podział dóbr.

W zachowaniu królewiczów nie było widać zbyt wielkiego zainteresowania stanem gospodarki przypadłej im schedy. Zresztą Aleksander i Konstanty nie mieli zbyt wiele czasu na przyglądanie się jej, gdyż już jesienią 1696 r. Maria Kazimiera wyprawiła ich do Francji. W Polsce pozostała królowa i Jakub. Jednak i oni, większość czasu spędzając w Warszawie, nie przejawiali wielkiego zainteresowania stanem dóbr, ich rozwojem czy problemami, z którymi przychodziło im się borykać. Interesowały ich za to wpływy z nich, które w okresie walki o koronę, były przez nich bardzo pożądane. Troskę o szczegóły funkcjonowania majątków pozostawiali w gestii zarządców. Ich zaś samych pochłaniały sprawy ważniejsze, związane z wielką polityką okresu bezkrólewia.

Skoro w młodych Sobieskich nie było widać tego ducha gospodarskiego, jaki cechował ich ojca, kierowanie majątkami spadało na ich poszczególnych zarządców. Późniejszy wyjazd królowej i królewiczów z Polski jeszcze bardziej umocnił ich pozycję, nad działaniami których kontrola z ich strony była czysto iluzoryczna. Taki stan rzeczy z rodziny królewskiej zdejmował bezpośredni ciężar troski i zarządu fortuną, jednak zdawał ją całkowicie na zaufanie tym, którym jej różne części powierzano. Przykładów nieuczciwych zarządców mamy wiele nie tylko z kręgu sług Sobieskich i wiemy, jak bardzo potrafili oni uszczuplić dochody ich właścicieli.

Nie brakowało jednak sług prawdziwie zatroskanych o dobra swoich panów i na nich spoczął ciężar utrzymania dóbr w należytym porządku i wypracowywania z nich dochodów. Jednym z nich w okresie bezkrólewia był Stanisław Godlewski. Związany z Marią Kazimierą pomagał w sprawach podziału majątku pomiędzy jej synów. Znał się na prawie i wskazywał królowej, że dopuszcza się okres trzech lat, podczas których kontrahenci mają czas na przypatrzenie się w praktyce warunkom zapisu i wnoszenie ewentualnych zastrzeżeń.

Czy Godlewski obawiał się, że królewicze w ciągu tych trzech lat przysłowiowo „rzucą się sobie do gardeł” kłócąc się o swoje wzajemne pokrzywdzenie w podziale? Możliwe, przecież przez dłuższy czas i on był świadkiem ich awantur. Prawdopodobnie obawiał się czegoś innego, chyba bardziej niebezpiecznego dla losów fortuny po Janie III. Obawiał się braku troski o nią ze strony Sobieskich. Z tego powodu zwracał się do królowej, by mając już podzielony majątek, zgodnie razem stanęli w obronie swoich interesów. Okazało się bowiem, że brak autorytetu Jana III szybko skutkował nie tylko tym, że co niektórzy wstrzymali się z wnoszeniem należytych opłat z racji dzierżawienia dóbr Sobieskich. Inni raptem zapomnieli o konieczności spłaty długów, Spośród sąsiadów znaleźli się i tacy, którzy zaczęli po kawałku przywłaszczać sobie ziemie należące królewiczom.

Niestety ostrzeżenia i apele Godlewskiego, jeśli nawet były wysłuchane przez królową i może przez królewiczów, na wiele się nie zdały. Sobiescy nie byli w stanie zbyt wiele w tej materii zrobić, gdyż ich uwaga była skupiona na walce o koronę, a po jej przegraniu i tak wyjechali z Polski. Cały trud zarządu ich włościami i dbania o ich interesy został złożony w ręce zarządców. W sumie w ówczesnych warunkach nie było innego sposobu na zarząd rozległymi dobrami. Widoczny jednak brak troski o nie, brak konsekwentnej kontroli nad gospodarką swoich administratorów, były to cechy, które bardzo na niekorzyść odróżniały Sobieskich od modelu stosunku do własnej fortuny choćby Jana III czy Elżbiety Sieniawskiej. Konsekwencją tego było tylko narastanie problemów, o których wspominał Godlewski.

Stanisław Godlewski do Marii Kazimiery, bmd. [1698], NGAB, F. 695, op. 1, nr 355, k. 10v-11
„Ja tylko z moiey szczerey y niedmienney ku Naiasnieyszemu Domowi Pańskiemu życzliwości namieniam y życzę aby Naiasnieysi Krolewicowie Ichmc odebrawszy Partie Dóbr na Osoby swoie z teraznieyszego podziału należyte wszyscy oraz jedną y zgodną ręką wzięli się za poparcie Interessow swoich, tak przeciwko tym, którzy niesłuszne roszczą sobie do Ich Fortuny praetensie, jako też którzy wielkie y znaczne długi, retenta y przytrzymanie z calculatiey nieuczynionych summy pozostali winni. Jakom w Warszawie Waszey Krolewskiey Msci Paniey Dobrodzieyce namieniał, gdyż sumienie [k.11] żal y poczciwość w tey okkazey nikogo ochraniać nie każe. Wszakże y u mnie samego są powierzone do pewnych Ziem na summy znaczne requisita, które trzymam do dalszego Waszey Krolewskey Mosci y Naiasnieyszych Krolewicow Ichmc ordynansu”.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego:

Logo MKiDN