© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   31.08.2017

Rola dworów magnackich w edukacji dziewcząt na przełomie XVII i XVIII wieku

Kształcenie dziewcząt w epoce staropolskiej stanowi jeden z istotnych problemów badawczych w naszej historiografii, który jak dotąd nie został zadawalająco rozstrzygnięty. Generalnie stanowisko badaczy opiera się na przekonaniu o braku zinstytucjonalizowanego kształcenia dziewcząt w XVI-XVIII wieku. Tezę tę tylko w nikłym stopniu próbują podważyć niektórzy badacze, jak Anna Szylar, starając się wskazać na istnienie w tym okresie żeńskiego szkolnictwa zakonnego jako podstawowej zorganizowanej formy kształcenia. Mówiąc jednak o edukacji dziewcząt w epoce nowożytnej w Rzeczypospolitej, trzeba stawiać pytanie nie tylko o formy kształcenia, ale przede wszystkim o cele i oczekiwania edukacyjne kierowane pod adresem ówczesnych kobiet. Tymczasem wydaje się, że mamy tendencje do spłycania i trywializowania kobiecej edukacji tego okresu i sprowadzania kobiet do powolnych wykonawczyń męskiej woli, powtarzając nieustannie tezy oparte na parenetycznych traktatach. Bardzo często zapominamy, że to głównie na barkach kobiet z różnych stanów spoczywał obowiązek nie tylko prowadzenia gospodarstwa domowego, dbałość o pełną spiżarnię, rozliczenia z dostawcami, arendarzami i dłużnikami, ale też zarząd ogromnych nieraz majątków, handel zbożem, solą, końmi czy bydłem, prowadzenie inwestycji przemysłowych i budowlanych, nie wspominając już o prawnej stronie prowadzonych sporów i procesów w niesprzyjających warunkach, w kraju stale ogarniętym wojną. Istniała ponadto liczna grupa kobiet samotnych, zdanych wyłącznie na swoje siły, wiedzę, mądrość i zaradność, dysponujących znaczną wiedzą praktyczno-zawodową i zapleczem rzemieślniczym, co przekonywująco udowodnili już niektórzy badacze (M. Bogucka, C. Kuklo, A. Karpiński). Gdzie zatem kobiety nabywały niezbędnej wiedzy ekonomicznej z zakresu przedsiębiorczości, rachunkowości, bankowości i zarządzania, podstaw prawa czy wreszcie konkretnego zawodu?

Podstawowym miejscem zdobywania wiedzy i doświadczenia był zapewne dom rodzinny, gdzie dziewczęta, podobnie jak chłopcy, od najwcześniejszych lat wdrażane były do podstawowych obowiązków domowych, jak dbałość o własne otocznie, pranie, gotowanie, szycie czy haft, a w przypadku mieszczanek – zręby zawodu wykonywanego przez ich rodziców. Większość z nich w domu pobierała niemal identyczne nauki, jak ich bracia, szczególnie gdy rodzice zatrudniali preceptorów, instruktorów czy domowych nauczycieli, bądź – w przypadku uboższych – zmuszali do pomocy w domu i warsztacie czy kantorze. W późniejszym wieku korzystały, o ile pozwalała na to zamożność rodziców, ze szkół klasztornych lub praktyki dworskiej. Wynika to zresztą z jednego z najważniejszych źródeł epoki – testamentów, w których rodzice wyraźnie rozgraniczają dwie drogi kształcenia dziewcząt – zakonną w szkole klasztornej lub świecką na szlacheckim dworze, byle „godnym i statecznym”. Rzadko która rodzina mogła sobie pozwolić na zatrudnienie dla córki profesorów Akademii Krakowskiej, jak w przypadku Elżbiety Sieniawskiej (zm. 1729), kasztelanowej krakowskiej, ale wielu rozumiało konieczność kształcenia dziewcząt. Sieniawska zresztą na równi z usługami profesjonalnych nauczycieli ceniła sobie praktyczne nauki, zmuszając swoją jedynaczkę do uczestniczenia w obradach sejmikowych i trybunalskich procesach, tłumacząc ten fakt zdaniem – „niechże się dziewczyna zawczasu uczy interesów swoich”. Woziła też Zofię Sieniawską po różnych dworach, by ta nabyła praktycznej wiedzy, a także „obyła się w świecie”, dbając, by opiekujące się kasztelanką kobiety były rozsądne i stateczne, i nie dopuszczając do czczych zabaw z „płochą” młodzieżą. Podobnie przygotowywała do dorosłego życia swoje córki Anna Katarzyna z Sanguszków Radziwiłłowa (zm. 1746), kanclerzyna litewska, która sama edukację klasztorną w szkole warszawskich wizytek uzupełniła dworską praktyką. 

Warto więc zwrócić uwagę na inną formę dziewczęcej edukacji, która w dużej mierze była nie tyle alternatywą dla kształcenia w szkołach zakonnych, co uzupełnieniem tej edukacji, podobnie zresztą jak w przypadku chłopców. Miejscem, które często rodzice traktowali jako istotne z punktu widzenia dziewczęcego wychowania – zarówno pod względem podstawowej wiedzy teoretycznej, jak i praktycznych tzw. kobiecych umiejętności, był dwór magnacki bądź szerzej: szlachecki, czy – w przypadku zamożnych szlachcianek – królewski. W obu przypadkach dawał on dziewczętom możliwość pogłębienia wiedzy i umiejętności, a także nabycia owego „poloru” i „przystojnej edukacyi”, które otwierały drogę do świata znacznie szerszych horyzontów niż prowincjonalny zaścianek. Z zachowanych dokumentów widać jasno, że nie chodziło tu tylko o naukę haftu i szycia, ale przede wszystkim o umiejętność poruszania się w skomplikowanym systemie towarzyskich układów, znajomość dobrych manier, muzyki i dostępnej literatury, cennej sztuki pisania listów, języków obcych – włoskiego, francuskiego, a w XVIII wieku coraz częściej także niemieckiego.

Wszystko zresztą zależało od grupy społecznej i regionu Rzeczypospolitej. Ten swoisty kod kulturowy, którego można było nabyć tylko poprzez określone, wspólne wykształcenie i wychowanie, odmienny dla każdej grupy, a jednocześnie specyficzny i zrozumiały dla wszystkich, pozwalał porządkować świat wokół i odnaleźć się w razie konieczności w skomplikowanej hierarchii zależności. Oczywiście wejście w to elitarne dworskie środowisko nie było rzeczą prostą i wymagało odpowiednich koneksji i kosztu. Ale i szkoła klasztorna nie przyjmowała wszystkich kandydatek, stawiając przed chętnymi różne wymogi. Gabriel Sokolnicki, kasztelan międzyrzecki, wspominał w testamencie, że wykształcenie starszych dzieci kosztowało go niemal pięć tysięcy złotych, które pochłonęły „koszty moje wyprawy nieraz na wojnę i do dworu, i inne na nich ekspensa”.

Prawdziwą „kuźnią charakterów” i szkołą życia dla dziewcząt był dwór królewski. Ważną rolę edukacyjną wobec dziewcząt z domów zamożnej szlachty odegrał zwłaszcza dwór królowych Ludwiki Marii Gonzagi i Marii Kazimiery Sobieskiej oraz dwór oławski królewicza Jakuba Sobieskiego i jego żony Jadwigi Elżbiety. W kręgu tych dworów wychowało się i nabyło wiedzy i ogłady wiele szlacheckich panien. Właściwie cała kobieca elita początków XVIII wieku wyszła z otoczenia Marii Kazimiery i warszawskiej szkoły sióstr wizytek – Elżbieta i Urszula Denhoffówny, Lubomirskie, Sanguszkówny, Konstancja z Potockich Szczukowa, Elżbieta z Modrzewskich Łaszczowa, Konstancja z Niszczyckich Towiańska, Urszula i Konstancja Bokumówny i szereg innych aktywnych w XVIII wieku pań. Wspólne cechy zachowania i postępowania, poziomu wykształcenia, politycznego zaangażowania i ekonomicznej aktywności tych kobiet są aż nadto wyraźne w ich biografiach.

Niewątpliwy wpływ na ukształtowanie ich charakterów i światopoglądu wywarła sama królowa Maria Kazimiera. Konstancja Marianna z Potockich Szczukowa wychowywała się na dworze królowej, dzięki temu pozostawała w bliskich relacjach zarówno z królową, jak i z królewiczami Sobieskimi, i często później gościła na dworze w Oławie i we Wrocławiu, gdzie miała oparcie w siostrze ojca, Annie z Potockich Gorajskiej (zm. I/II 1704), podczaszynie chełmskiej, ochmistrzyni dworu królewiczowej Jadwigi Elżbiety. Znaczny wpływ na Konstancję wywarła Anna z Potockich Stanisławska, słynna „wiedźma kijowska”, jak nazywano wojewodzinę na dworze królewskim, kobieta „polityczna” i ustosunkowana. To ona zaaranżowała jej małżeństwo ze Stanisławem Antonim Szczuką, wówczas referendarzem koronnym (od 1688 r.), skłaniając ją do przejścia na katolicyzm. Szczukowa zaś sama wychowywała córki swojej siostry Grużewskiej, kuchmistrzyni litewskiej, i użyczała opieki innym dziewczętom. Na dworze królowej wychowała się marszałkówna wielka koronna Elżbieta Lubomirska, późniejsza Sieniawska, pozostając z królową w dobrych relacjach do końca jej życia. Osierocone wcześnie przez rodziców hetmanówny Sieniawskie – Joanna i Teofila – prawie dziesięć lat spędziły w otoczeniu pary królewskiej i na dworach krewnych („pani krakowskiej” Potockiej i Radziwiłłów).

Poważnym problemem zatem stał się brak dworu królowej w czasach panowania Augusta II Wettina, a próba jego stworzenia przez Ludwikę z Kunickich Rzewuską nie powiodła się wobec oporu szlachcianek przed oddawaniem dziewcząt pod opiekę króla. Rolę tę przejęły częściowo dwory magnackie, ale nie zastąpiły one tego elementu wspólnoty edukacyjnej, jaką zapewniał jeden ośrodek centralny – dwór królowej. Mimo to magnackie dwory odegrały niebagatelną rolę w profilowaniu mentalnych postaw szlacheckich panien na prowincji.

Oddawanie panien „na dwór” było ponadto przyjętą strategią polityki matrymonialnej rodzin, inwestycją w przyszłość dziewczyny, która niedostatek majątku rekompensowała częściowo ogładą i dobrym wychowaniem. W najgorszym razie, jeśli nie trafił się odpowiedni kandydat, kobieta miała szansę na pozostanie na dworze w charakterze panny do towarzystwa, ochmistrzyni lub owej statecznej pani, od której mogły się uczyć młodsze dziewczęta. Pozostając w tym środowisku, prezentowała już odmienny sposób życia i zwykle modyfikowała swój światopogląd. Spektakularnym przykładem może być tutaj poetka Elżbieta z Kowalskich Drużbacka, która wychowywała się na dworze Elżbiety Sieniawskiej, dotrzymując towarzystwa, a zapewne i zgłębiając swoją edukację wspólnie z jej córką Zofią Sieniawską. Mimo późniejszego zamążpójścia Drużbacka po śmierci męża związała swoje losy z różnymi dworami magnackimi. Zofia Sieniawska z kolei otoczyła opieką swoją pasierbicę Konstancję Kolumbę Denhoffównę, córkę swojego pierwszego męża Stanisława Ernesta Denhoffa (zm. 1728), wojewody połockiego.

Niektóre kobiece dwory magnackie słynęły jako prestiżowe miejsca opieki i wychowania młodych dziewcząt, jak chociażby dwór Marianny z Wolffów Kossowej, wojewodziny malborskiej. A obecność szlacheckich panien była tam wręcz pożądana. Wysokie wymagania stawiane pannom przyjmowanym na dwór, czynił z nich ważne ośrodki edukacyjne i wychowawcze.

Niebagatelne znaczenie dla edukacyjnej roli dworów magnackich miały coraz silniej zakorzenione w XVII i XVIII wieku nieformalne więzi klientalne, które spajały mocnymi więzami szlacheckie peryferia z magnackim centrum. Opieka nad drobnoszlacheckimi córkami, przyjęcie ich pod skrzydła możnej protektorki, która gwarantowała im utrzymanie i edukację, a często i posag, i kandydata do ręki, zwalniając rodziców z ciężaru dbałości o liczne żeńskie potomstwo, stanowiła trwały element we wzajemnych kontaktach. Tym bardziej, że jak wspomniano droga na elitarny dwór magnacki wcale nie była prosta i wymagała wielu zabiegów, za to nawiązane kontakty owocowały na przyszłość i stwarzały solidne podstawy do budowania dalszych więzi.     

Znaczącą rolę w wychowaniu dziewcząt i ukształtowaniu ich światopoglądu odgrywały babki i ciotki, które przyjmowały do swojego otoczenia wnuczki i siostrzenice lub bratanice, pragnąc ulżyć ich rodzicom w opiece nad gromadką dzieci, ale i oczekując od nich pomocy na przyszłość. Miało to istotne znaczenie z punktu widzenia podtrzymywania i utrwalania więzi rodzinnych w wielopokoleniowych i rozrodzonych familiach. Zakres zdobywanej wiedzy i umiejętności zależał w tym wypadku od szerokości horyzontów intelektualnych patronek i opiekunek, ich dostępu na przykład do księgozbiorów, gazet lub kalendarzy, kontaktów towarzyskich i aktywności publicznej czy miejsca zamieszkania. Opieka i protekcja utytułowanych dam otwierała nie tylko niedostępne miejsca w hierarchii społecznej, ale i dziewczęce umysły.

Interesującym przykładem dworskiej edukacji było przyjmowanie na wychowanie przyszłych synowych, które pod czujnym okiem teściowej miały zostać ukształtowane według jej oczekiwań. Ciekawy jest przykład drobnego szlachcica Franciszka Husarzewskiego, który wspomniał własną małżonkę poślubioną jako młodą, nieprzygotowaną do życia dziewczynę, której dopiero jego matka „dobrą szkołę dała”. Niekiedy działało to na niekorzyść dziewczyny, jak w przypadku Joanny z Denhoffów Denhoffowej (zm. 1720), miecznikowej koronnej, którą jej macocha Konstancja ze Słuszków Denhoffowa (zm. 1723), wojewodzina malborska, wydała za własnego syna, by nie wypuścić z rąk majątku i raczej nie przykładała się zanadto do jej rozwoju umysłowego.

Chętnie w roli edukatorek spełniały się bezdzietne kobiety, przyjmując do swojego otoczenia dzieci krewnych lub uboższej szlachty. Bogumiła z Przystanowskich, wdowa po Kasprze Wierzbińskim, wspominała w swoim testamencie siostrzenicę, zapewne córkę Zofii z Przystanowskich i Wojciecha Rozbickich, „którą sobie jak za córkę przybrała[m] i onę z młodych lat wychowała[m], zapisałam i wydałam dziesięć tysięcy polskich złotych, jako o tym księgi grodzkie poznańskie świadczą”. Tak też było w przypadku Marianny z Zamoyskich Dzieduszyckiej, koniuszyny koronnej, która wspólnie z mężem Jerzym Stanisławem otoczyła opieką liczną gromadkę bratanków, dzieci Michała Zdzisława Zamoyskiego i Anny z Działyńskich, którym finansowali edukację i podróże zagraniczne. Wśród dzieci byli zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Jeszcze wiosną 1733 r. pisała do brata, że wysyła dzieci do szkół do Lwowa. Miała z tym spore problemy, bo ich opiekun zdefraudował czesne i zniknął gdzieś na Rusi. Wiadomo też, że to ona dbała o strój dzieci, niezbędne drobiazgi i wyposażenie stancji „bo – jak pisała – słyszała, że tak wszystkie panięta robią”. Bliskie kontakty utrzymywała ze swoją bratową Joanną z Sieniawskich Potocką, strażnikową koronną, ordynatowa Teresa z Potockich Zamoyska (zm. 1713) 1v. Gnińska, pomagając jej w wychowaniu córek, które hojnie obdarowała w swoim testamencie. Szczególnie najstarsza z nich, jej imienniczka, a zapewne i chrześnica Teresa Teofila, była bliska sercu Zamoyskiej. Dziewczęta prawdopodobnie przebywały w otoczeniu Zamoyskiej przynajmniej w okresie od 1708-1713 r., czyli do chwili jej śmierci. Niechętnie za to widziała je w swoim otoczeniu Elżbieta Sieniawska, jej szwagierka.  

Niekiedy pojawiała się konieczność przyjęcia dziewcząt na dwór krewnych, którą wymuszało samo życie. Niespodziewana śmierć rodziców i ustanowienie testamentalnej opieki nad pozostałymi sierotami kierowała ich losy na dwory bliższych lub dalszych krewnych. Wówczas sytuacja dziewcząt nie zawsze była godna pozazdroszczenia, nawet tych zamożnych, gdyż pieczę nad ich majątkiem, a niejednokrotnie przyszłością przejmowali krewni. W źródłach odnajdziemy liczne świadectwa zmarnotrawionych majątków różnych sióstr, siostrzenic i bratanic czy kuzynek, które „zapobiegliwi” opiekunowie wyzuli z majątku. Aleksander Ankwicz z Posławic sporządzając testament, wspominał z niepokojem o pozostającej pod jego opieką sierocie Barbarze Błędowskiej, córce jego nieżyjącego siostrzeńca Joachima Błędowskiego, i prosił żonę, by zatrzymała ją u siebie aż do śmierci, a gdyby jej było zbyt ciężko, by pannę wziął do siebie jego synowiec, „abo ją do kogo z krewnych albo dobrych przyjaciół i pobożnych oddał i żeby omnem debite victus sufficientiam miała”, na co wyznaczył stosowną sumę. Kazimierz Sakowicz, podkomorzy witebski, zalecał opiece drugiej żony Tekli z Larskich Sakowiczowej swoją siostrzenicę Różę Zaleską, osieroconą przez rodziców, by podkomorzyna witebska, zapewniła jej „przystojną edukację i promocyję”, gdy obierze sobie już drogę życia. Warto też zwrócić uwagę na zapis Konstancji Bekerowej (zm. 1718), która czyniąc prawnym opiekunem dzieci i wykonawcą testamentu swojego szwagra, polecała, aby córki z pierwszego małżeństwa Teresę i Joannę oddać „do klasztoru a[l]bo do dworu godnego dla edukacyi dobrych obyczajów i wszelkich postępków szlacheckich, ażeby i one miały sufficencyją i należytość swoje”.

Warto by więc podjąć badania nad zakresem dworskiej edukacji dziewcząt w dawnej Rzeczypospolitej, by przekonać się, jaka była rzeczywista rola dworów w zakresie patronatu wychowawczego oraz jaką wiedzę z i umiejętności wynosiły stąd dziewczęta.