© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   12.12.2012

Rzeczpospolita-Moskwa – nieuniknione przesilenie

Tzw. „pokój Grzymułtowskiego” zawarty z Rosją w 1686 r. należy uznać za największą porażkę polskiej polityki zagranicznej Jana III Sobieskiego. Zrozumieć tę decyzję można jednak tylko i wyłącznie w kontekście całokształtu polityki powiedeńskiej władcy z połowy lat 80. XVII w. Rzeczpospolita, jak i każde inne państwo, nie była pod żadnym pozorem w stanie walczyć równocześnie z Turcją i Moskwą. Rzadko alternatywa polityczna bywa zarysowana tak jasno, jak miało to miejsce po 1683 r., kiedy polski władca miał wybór: albo wojna z Imperium Osmańskim i pokój z Rosją, albo pokój z Portą i próby rewindykacji wymierzone w Kreml. Zdecydował racjonalnie, wojnę z sułtanem mógł prowadzić wraz z silnymi sprzymierzeńcami, przeciwko carom musiałby walczyć sam.

W wojnie przeciwko Turcji Sobieski przechwycił już w 1683 r. inicjatywę, w wypadku obrania kursu antyrosyjskiego inicjatorem wypadków, który zaatakuje Rzeczpospolitą, mogła okazać się Rosja. O ile bowiem wojna z Turcją stała się dzięki układowi i odsieczy Wiednia w 1683 r. faktem, z którym pogodziła się w danym momencie większość polskich elit politycznych, to do wojny zaczepnej przeciwko Rosji trzeba byłoby dopiero te elity zmobilizować. Perspektywy tej polityki były więc nieciekawe: albo narzucenie konfliktu w wybranym przez Kreml momencie, albo problematyczna szansa zmobilizowania szlacheckiego państwa do wojennej inicjatywy, albo, co bynajmniej nie było wykluczone, przedłużający się w bliżej nieokreśloną przyszłość dotychczasowy stan „ani wojny, ani pokoju”. Ostatnia możliwość była, w razie wycofania się z wojny z Turcją i zwrócenia się czołem ku Moskwie bardzo realna, ale to też chyba właśnie ona, a nie perspektywa nawet ryzykownej walki z carskimi armiami, spędzała sen z powiek króla. Dlaczego? Stan tymczasowości i napięcia opartego o kruchy rozejm nie mógłby oczywiście trwać w nieskończoność, mógłby jednak ciągnąć się wystarczająco długo, by wiekowy już monarcha nie stanął na marsowym polu przeciwko Moskwie.

Tymczasem postępowanie króla w przeciągu kilku lat po odsieczy wiedeńskiej wskazuje, że starzejący się monarcha najbardziej w tym czasie bał się bierności. Sobieski nadal głodny był zwycięstw i sławy, a równocześnie miał poczucie upływającego czasu. Inny od dokonanego, czyli antytureckiego, wybór groził znalezieniem się polskiej polityki w dryfie: pacyfikacji stosunków z Portą towarzyszyłby przewlekłe negocjacje ze wschodnim sąsiadem, a szansa na pomnożenie sławy zwycięskiego wodza i realizację ambitnych zamierzeń polityka oddaliłaby się dla króla bezpowrotnie. Pokój nie był dla władcy, upozowanego na rzeźbie w swojej rezydencji w Wilanowie na Marsa, wartością, a zagrożeniem. Nic dziwnego, że król-wojownik zamiast kontynuować spór z Rosją, bez nadziei na szybki i efektowny sukces, wybrał udział w pewnej i spektakularnej rozprawie z Imperium Osmańskim.