© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum

Seweryn Rzewuski (1743-1811) – fanatyk nieuleczalny

Wybór Stanisława Poniatowskiego na króla młody Rzewuski potraktował jako obalenie polskiej wolności, podobnie jak jego ojciec, Wacław. Politykę swego rodzica popierał ze szczerym zaangażowaniem. Szerokiej opinii publicznej dał się poznać w 1767 r., kiedy dobrowolne udał się na zesłanie, towarzysząc porwanemu przez Rosjan ojcu. Po powrocie w glorii męczennika za wolność i wiarę, przystąpił do walki z królem o przywrócenie urzędowi hetmańskiemu dawnych prerogatyw. Jego marzeniem był powrót do urządzeń ustrojowych z czasów saskich.

Mocno zaatakował króla podczas sejmu 1782 r. Oficjalnie nie wierzył w obłąkanie biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, oskarżając monarchę o bezpodstawne uwięzienie. Następne lata to bezustanne snucie intryg wobec monarchy; w celu zdyskredytowania Stanisława Augusta Rzewuski nie zawahał się przed współpracą z Rosjanami. Finałem tych zabiegów była propozycja utworzenia korpusu jazdy polskiej przy boku armii rosyjskiej. Celem utworzenia tej formacji był nie tyle udział w wojnie z Turcją, co pozyskanie narzędzia do poskromienia polskiego króla. Plan został odrzucony, ale Rzewuski nie zaniechał walki; by nie wzmacniać króla, sprzeciwiał się rozbudowie armii i planom monarchii dziedzicznej. Już w Dreźnie opublikował pracę O sukcesji tronu w Polszcze. Rzecz krótka, w której krytykował reformy Sejmu Czteroletniego. Polemikę z hetmanem polnym podjął Hugo Kołłątaj, który udowadniał, że Rzewuskim kieruje wyłącznie prywata i niezdrowa ambicja. Rzewuski - pisał Kołłątaj - w buławie widzi całą ojczyznę i to jest w tym gatunku fanatyk nieuleczalny.

Po tej porażce wyjechał do Jass, a następnie do Petersburga, gdzie wraz z innymi zdrajcami, brał udział w przygotowaniach do obalenia Konstytucji 3 Maja. Wykazał się wielką naiwnością polityczną i dlatego decyzja o rozbiorze kompletnie go zaskoczyła. Czynił dramatyczne gesty, zapowiadał walkę z wkraczającymi do Wielkopolski Prusakami, jednak te deklaracje miały jedynie usprawiedliwić jego dotychczasowe postępowanie. Nie spodobało się to carycy, która nakazała mu usunięcie się do swych dóbr w Galicji. Wyjechał do Podhorzec, skąd uciekł w maju 1794, obawiając się zemsty ze strony insurgentów. Snuł jeszcze abstrakcyjne plany polityczne; próbował przekonać Katarzynę II, że tylko on jest w stanie uspokoić swych rodaków. Stawiał tylko jeden warunek – abdykacja króla. Oderwany od rzeczywistości, został zepchnięty na boczny tor wydarzeń. Zajął się literaturą i doświadczeniami alchemicznymi. Do dziś ciąży na nim piętno zdrajcy.