© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   25.02.2014

Ślady wyprawy na czambuły tatarskie w okolicach Lubaczowa

Szlak słynnej wyprawy hetmana wielkiego koronnego Jana Sobieskiego na czambuły tatarskie w październiku 1672 roku, w czasie wojny polsko-tureckiej, przebiegał przez okolice Lubaczowa, położonego obecnie w północno-wschodniej części województwa podkarpackiego, przy granicy z Ukrainą. W drugim i trzecim dniu wyprawy, czyli 6 i 7 października, wojska polskie odniosły na tym terenie spektakularne sukcesy militarne, które w dużym stopniu zdecydowały o powodzeniu całej, niezwykle śmiałej operacji wojskowej.

Zwycięska wyprawa na czambuły, mimo upływu ponad 340 lat od jej zakończenia, stale obecna jest w historycznej świadomości mieszkańców okolic Lubaczowa. Zachowały się tutaj liczne ślady i pamiątki po tym wydarzeniu. Pod wieloma względami dorównują one różnym formom upamiętnienia walk o niepodległość Polski w dziewiętnastym stuleciu, czy zmagań w okresie obydwu dwudziestowiecznych wojen światowych. Świadczy to o wysokiej randze wyprawy z jesieni 1672 roku, która osłabiła gorycz porażki doznanej przez Rzeczypospolitą w pierwszej fazie konfliktu polsko-tureckiego, zakończonego niesławnym traktatem w Buczaczu.

Na lubaczowskim odcinku wyprawy hetmana Sobieskiego, liczącym prawie 50 kilometrów, istnieją zarówno pomniki poświęcone zwycięskiemu dowódcy wojsk polskich, jak i mogiły w pobliżu stoczonych walk, czy też kapliczki fundowane na pamiątkę uwolnienia z jasyru. Materialne ślady uzupełniają liczne legendy i podania z czasów walk z Tatarami oraz cenne materiały źródłowe, w tym listy samego hetmana Jana Sobieskiego, który niespełna dwa lata później objął tron Rzeczypospolitej jako król Jan III.

Najazd tatarski z października 1672 roku był ostatnią tego typu wyprawą łupieżczą na tereny wokół Lubaczowa (pierwsza miała miejsce w XV wieku). Tatarzy towarzyszyli potężnej armii tureckiej sułtana Mehmeda IV, która w sierpniu zagarnęła twierdzę w Kamieńcu Podolskim, a we wrześniu oblegała Lwów. Na początku października rozpoczęły się polsko-tureckie rozmowy pokojowe, co nie przeszkodziło, by w ich trakcie sułtan wyraził zgodę na dokonanie przez Tatarów grabieżczego wypadu. Dokładnie 2 października ordyńcy ruszyli w głąb Rzeczypospolitej. Na północny-zachód od Lwowa skierował się silny czambuł dowodzony przez Azameta Gereja, jednego z synów chana Selima Gereja. Zapewne już tego samego dnia, a z pewnością 3 października Tatarzy dotarli w okolice Lubaczowa. W następnych dwóch dniach ich szybko poruszające się oddziały osiągnęły okolice Kraśnika i Zamościa. Przez nikogo nie niepokojeni bezkarnie pustoszyli miasteczka i wsie, które po splądrowaniu palili, zabijając lub porywając do niewoli mieszkańców.

W okolicach Lubaczowa, w południowej części województwa bełskiego, w ciągu czterech dni (3-6 października) całkowicie lub częściowo zniszczone zostały dziesiątki miejscowości. Straty były ogromne. Dla przykładu w Łukawcu, wsi kościelnej położonej na południowy-wschód od Lubaczowa, Tatarzy zabrali w jasyr aż 108 chłopów.

Niekiedy wiadomo o konkretnych osobach uprowadzonych w niewolę. Do tych najsłynniejszych brańców tatarskich należy niewątpliwie Maria Dubniewiczowa, żona wójta z Radruża, dużej wsi w północno-wschodniej części starostwa lubaczowskiego. O jej losach opowiada relacja opatrzona staropolskim tytułem: „Krótka historya o Kobicie z więzienia Tatarów przybyłej”. Ten rzeczywiście skrótowy, bo zaledwie kilkuzdaniowy zapis, uzupełnia i rozwija miejscowa legenda. Mówi ona o napadzie ordyńców na wieś, oblężeniu miejscowej cerkwi i porwaniu w niewolę znanej z nieprzeciętnej urody młodej wójtowej. Dubniewiczowa początkowo trafiła do zajętego przez Turków Kamieńca Podolskiego. Dalsze koleje losu zaprowadziły ją do samego Konstantynopola, stolicy imperium osmańskiego. Tutaj została sprzedana na targu niewolników. Szczęściem w nieszczęściu dostała się na dwór dostojnika tureckiego, który ją pokochał i otoczył opieką. W niewoli, która w porównaniu z innymi jeńcami nie była zapewne aż tak dokuczliwa, przebywała przez 27 lat. Po tym okresie, dokładnie w 1699 roku, zdołała szczęśliwie powrócić do swej rodzinnej wsi, a za przywiezione skarby miała odnowić podupadającą cerkiew. Świątynia ta przetrwała do czasów współczesnych i obecnie należy do najcenniejszych zabytków drewnianej architektury sakralnej w Polsce. W 2013 roku ten cenny zabytek pamiętający czasy króla Jana III Sobieskiego, pełniący obecnie funkcję filii Muzeum Kresów w Lubaczowie, został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Rozproszenie zajętych plądrowaniem Tatarów stworzyło znakomitą okazję do kontrataku ze strony hetmana Jana Sobieskiego, który dysponując około 3500 jazdy osłaniał pospolite ruszenie gromadzące się pod Gołębiem. Hetman zdawał sobie sprawę, że powodzenie akcji zależy od szybkości działania i zaskoczenia przeciwnika. Już 5 października ruszył spod Krasnegostawu. Po kilku wstępnych potyczkach wieczorem 6 października dotarł do Narola, pierwszego większego miasteczka na lubaczowskim odcinku kawaleryjskiego rajdu.

Na znajdujące się w Narolu dwa zagony tatarskie uderzył idący w straży przedniej pułk jazdy. Zaskoczonych Tatarów całkowicie rozbito. Pogrom ordyńców nastąpił nad Tanwią, opływającą miasteczko od południa. Tu zostali wycięci lub potopili się w wezbranej po jesiennych deszczach rzece. Wzięto też wielu znacznych jeńców, odbito jasyr i odzyskano zagrabione łupy. Trzysta lat po tym wydarzeniu, w 1972 roku mieszkańcy Narola ustawili na skwerze przed ratuszem pamiątkowy głaz. Zdobi go medalion z popiersiem króla Jana III Sobieskiego ofiarowany przez Stanisława Franciszka Gajerskiego zasłużonego historyka i regionalisty z Cieszanowa.

Po wieczornym starciu nad Tanwią hetman dał wojsku kilkugodzinny odpoczynek i o północy ruszono w dalszy pochód. Ze wzgórz pod Narolem rozciągał się doskonały widok na równinę lubaczowską, pokrytą wówczas łunami płonących osad. Pożary wyznaczyły hetmanowi kierunek dalszego uderzenia. Największe ognie widoczne były w centrum obszaru, w pobliża Lubaczowa. W tym też kierunku Sobieski wysłał na rozpoznanie chorągiew jazdy.

Nad ranem 7 października oddział ten dotarł do płonącego Cieszanowa, gdzie natknął się na plądrujących Tatarów. Ordyńcy zostali szybko pokonani i częściowo wzięci do niewoli. Do walk z napastnikami mieli włączyć się także mieszkańcy miasteczka. Tatarzy wyparci zostali w kierunku bagien i stawu, gdzie wielu się potopiło. Ciała zabitych, zarówno nieprzyjaciół, jak i własnych żołnierzy pochowano w kilku ziemnych mogiłach.

Jedna z nich, położona przy wjeździe do miasta od południa stała się miejscem, na którym ustawiono pomnik Jana III Sobieskiego. Ufundowali go mieszkańcy miasta w 1883 roku, z okazji 200. rocznicy odsieczy wiedeńskiej. Na obelisku, obok medalionu z popiersiem króla i herbu Rzeczypospolitej Trojga Narodów, umieszczono dwie tablice epitafijne z inskrypcjami w języku polskim i ruskim, co można uznać za przykład zgodnego współżycia dwóch pobratymczych narodów.

Od jeńców wziętych pod Cieszanowem dowiedziano się, że główny kosz tatarski położony jest pod Niemirowem, miasteczku zlokalizowanym na wschód od Lubaczowa (ob. na Ukrainie). Informacja ta doprowadziła do zmiany kierunku dalszego marszu. Spod Cieszanowa, a zapewne jeszcze spod Płazowa oddziały polskie skręciły na południowy-wschód, w kierunku Horyńca. Wojska przechodziły przez Brusno (ob. Nowe Brusno), gdzie natknęły się na porzucone przez Tatarów wzięte w jasyr dzieci. Zapewne w tym miejscu, położonym obecnie w głębi lasów, położna jest zachowana do dziś tzw. „tatarska kapliczka”. Obecna forma tego kamiennego zabytku pochodzi już z XIX wieku, ale niewykluczone, że poprzedzona była starszą budowlą lub kamiennym krzyżem, jakie już wówczas zaczęli wykuwać kamieniarze z pobliskiego Brusna Starego.

Kapliczka o analogicznym do bruśnieńskiego zabytku pochodzeniu, zachowała się kilka kilometrów dalej na południowy-wschód, w Nowinach Horynieckich, wsi również znajdującej się na trasie pochodu Sobieskiego. Wedle miejscowej tradycji upamiętnia ona uwolnienie z jasyru. Jej forma, pochodząca już z XIX wieku, doskonale wpisuje się w pejzaż kulturowy Roztocza.

Podczas gdy główne siły hetmańskie zmierzały w kierunku Horyńca, wydzieloną część jazdy (dwie chorągwie) skierował Sobieski prosto na południe, w kierunku Lubaczowa, z zadaniem związania walką przechodzącego tamtędy nieprzyjaciela i oskrzydlenia tatarskiego kosza pod Niemirowem.

Przewidywania hetmana okazały się słuszne. W czasie przedpołudniowych walk w okolicach Lubaczowa rozbito powracające z zachodu czambuły i uwolniono kilkuset jeńców. Nie obyło się bez strat własnych. Poległo dwóch towarzyszy spod jednej z chorągwi. Nie jest wykluczone, że ich ciała pochowano na cmentarzu przykościelnym w Lubaczowie, bowiem przy kopaniu fundamentów pod nową świątynię w końcu XIX wieku natrafiono na żołnierskie pochówki z buńczukami. Inna „tatarska mogiła”, skrywająca wedle lokalnych przekazów rycerza poległego w walce z Tatarami znajdowała się we wschodniej części miasta. Wieńczący ją kamienny krzyż znajduje się obecnie na cmentarzu epidemiologicznym i wojskowym na przedmieściu Żelichówka.

Po południu 7 października w okolicach Horyńca hetman dogonił Tatarów. W pobliżu Radruża znalazł się blisko idącej na Niemirów głównej kolumny tatarskiej. Szybkie uderzenie, połączone z oskrzydleniem wroga, doprowadziły do rozbicia głównego czambułu Azameta Gereja. Dowódca tatarski zdołał wprawdzie uciec, ale sukces strony polskiej był pełny. Odbito tysiące brańców, wzięto dziesiątki jeńców i bogate łupy. Starcie, które przeszło do historiografii jako bitwa pod Niemirowem, ukoronowało lubaczowski szlak wyprawy na czambuły.

Po polskiej stronie współczesnej granicy polsko-ukraińskiej z walkami pod Niemirowem związana jest kapliczka w Radrużu. W jej cokole umieszczony jest fragment wcześniejszego krzyża z datą „1672r.”. Wydarzenia te pamięta również miejscowa cerkiew, wspomniana już przy okazji historii o Marii Dubniewiczowej. Natomiast w Niemirowie, położonym obecnie po wschodniej stronie kordonu, wydarzenie to upamiętnia pomnik ustawiony pierwotnie na rynku. Wzniesiony został podobnie jak w Cieszanowie w 1883 roku, z okazji 200. rocznicy bitwy pod Wiedniem. W okresie międzywojennym także w Łazienkach Niemirowskich, zakładzie przyrodoleczniczym sąsiadującym z miasteczkiem od zachodu, ufundowany został pomnik Jana III Sobieskiego. Monument, wystawiony na pamiątkę „zwycięskich walk z Tatarami stoczonych na polach niemirowskich”, niestety nie przetrwał do naszych czasów. Wieńczące go spiżowe, antykizujące popiersie króla należało z pewnością do najbardziej udanych dzieł rzeźbiarskich związanych upamiętnieniem osoby króla Jana III.

W 2013 roku, dzięki otwarciu polsko-ukraińskiego przejścia granicznego Budomierz-Hruszów, lubaczowski odcinek szlaku wyprawy na czambuły tatarskie został ponownie połączony w całość. Na trasie począwszy od Narola aż po Niemirów znajduje się, oprócz wymienionych wyżej pomników, kapliczek i mogił, wiele innych miejsc związanych z osobą króla Jana III Sobieskiego. Wiele jeszcze czeka na odkrycie.