© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   31.05.2015

Smutny przypadek Marii Still i zaawansowanego nowotworu szyjki macicy

Co roku rak szyjki macicy zbiera wśród Polek zastraszające żniwo, zajmując obecnie siódme miejsce w zestawieniu przyczyn zgonów spowodowanymi nowotworami złośliwymi. Dzieje się tak dlatego, że niemal połowa kobiet, u których wykryto chorobę, trafia do lekarza zbyt późno. Rak szyjki macicy nie jest jednak niczym nowym. Występował także w dawnych wiekach i także wtedy przyczyniał się do wzmożonej umieralności wśród przedstawicielek niewiast. Historię jednej z żyjących w XVII wieku ofiar carcinoma cervicis uteri, któremu towarzyszyły kłykciny kończyste, opisał na łamach czasopisma „Miscellanea Curiosa” toruński fizyk miejski Georg Seger.

***

W 1666 roku czterdziestosiedmioletnia torunianka Maria, wdowa po Szkocie Davidzie Stillu, kobieta pobożna i czcigodna o melancholicznym usposobieniu, brała udział w jesiennym jarmarku na św. Szymona i Judy, handlując przeróżnymi towarami. W trakcie jednego z dni handlowych dostała silnego „krwawienia miesięcznego”, co przypisała ciągłemu przebywaniu w zimnie na świeżym powietrzu. I chociaż nagle tuż nad łonem poczuła także nieprzyjemne bóle, to również to zrzuciła na karb nieustannych przeciągów oraz wyziębienia członków. Po bólach pojawiła się jednak opuchlizna sromu, która z dnia na dzień robiła się coraz większa, stąd chora zdecydowała się udać po poradę do jednego z wędrownych szarlatanów praktykujących natenczas w mieście. Ten zaordynował wdowie nacierania i ciepłe kąpiele w łaźni miejskiej, ale nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Stąd też po tygodniu mężczyzna polecił Stillowej, aby udała się co prędzej do chirurga miejskiego Antoniego Statlendera, aby ten udzielił jej porady, co robić. Chora odwiedziła go dopiero 13 stycznia 1667 roku. I właśnie tego dnia chirurg zobaczył zaognioną, cuchnącą, wielką na dwie pięści „grudę mięsa” zwisającą z jej sromu.

Ponieważ zmiana była bardzo frapująca, chirurg jeszcze tego samego dnia poprosił o konsultację doktora Christopha Meissnera, który chętnie przystał na prośbę kolegi. Obaj mężczyźni udali się do chorej nazajutrz (14 stycznia). Wówczas Statlender usunął mniej więcej funt guza, natomiast zwisającą resztę potraktował jakimś „lekarstwem zachowawczym”, jak stwierdzono w case study.

Dzień później, 15 stycznia, doktor Meissner zwołał konsylium lekarskie, na które obok chirurga Statlendera zaprosił doktora Schulza z doktorem Segerem – dwóch innych aprobowanych lekarzy praktykujących w Toruniu. I tak, doktor Meissner, który jako jedyny widział chorą, bardzo dokładnie opisał jej przypadek, a następnie określił zmianę na ciele Stillowej mianem excrescentia fungosa, czyli „wykwit grzybi”. Natomiast zdaniem chirurga, który wszedł mu w słowo, była to odwrócona do góry nogami macica. Ponieważ na podstawie słów obu mężczyzn żaden z zaproszonych medyków nie potrafił orzec, z czym tak naprawdę miano do czynienia, postanowiono, że wszyscy razem udadzą się do chorej, aby obejrzeć ją i zdecydować, co jej rzeczywiście dolega.

Wchodząc do pokoju, w którym przebywała kobieta, mężczyźni poczuli przykry zapach ropy. Stillowa leżała w łóżku, była osłabiona, ale powiedziała, że szczerze pragnie pozbyć się „mięsnej grudy” zwisającej z jej sromu. Po tym jednak, jak medycy obejrzeli zmianę na ciele, od razu wydali sprzeczne opinie co do jej istoty oraz charakteru.

Doktor Meissner nadal uważał, że macica nie może odwrócić się do góry nogami i wypaść na zewnątrz, stąd też utrzymywał, że gruda mięsa jest „naroślą grzybopodobną”. Pozostali lekarze uznali natomiast, że rację ma chirurg. Upewniały ich co do tego ich wcześniejsze lektury, między innymi dzieł Bauhina i Rousseta, oraz niezachwiana postawa Statlendera. I tak, kiedy na polecenie lekarzy Wundarzt włożył trzy palce do pochwy Stillowej, by ją zbadać, wyczuł po chwili skóropodobną substancję, która stanęła mu na drodze. Stąd też Doktorzy Seger i Schulz utwierdzili się w przekonaniu, że mieli do czynienia z odwróconym do góry nogami „workiem macicznym”, który powoli wysuwał się na zewnątrz.

Dlatego jednak, że rzekoma macica była bardzo zaogniona, mężczyźni podjęli dyskusję na temat pożądanej formy terapii. W końcu wszyscy doszli do wniosku, że należy możliwie szybko wyciąć części chore, aby nie doprowadziły one do osłabienia siły życiowej w tych członkach, które pozostały zdrowe.

Raz dwa przygotowano narzędzia zabiegowe. Statlenderowi w operacji asystował drugi chirurg, Johann Kelner. Do pochwy i cewki moczowej kobiety wprowadzono specjalne sondy wykonane z metalu. Następnie położono wdowę „w pozycji odpowiedniej do przeprowadzenia cięcia”. Stillowa rzucała się na rękach lekarzy, robiła się biała niczym prześcieradło, jej czoło zraszały zaś gęste krople potu. Szczęśliwie w końcu straciła przytomność i można było kontynuować postępowanie zabiegowe. Niestety, jak donosił w raporcie doktor Seger, ból był tak wielki, ze kobieta ocknęła się znowu. W konsekwencji trzeba było zaprzestać operacji, gdyż doktorzy obawiali się, iż Stillowa umrze na ich rękach „ze strachu i bólu”.

Chirurdzy opatrzyli zatem chorą macicę wdowy, natomiast Doktor Meisner zapisał pacjentce różne leki wzmacniające. Noc, która nadeszła, była jednak niespokojna – a rosnący niepokój wywołały kolejne niedające się opisać słowami boleści Stillowej.

Także 16 stycznia nie podjęto żadnych działań chirurgicznych, gdyż chora nadal była bardzo słaba. 17 stycznia jeszcze bardziej osłabła i zaczęła skarżyć się na rwanie w łonie, na narośli pojawiły się zaś czarne plamy. Wdowa poczęła także odpluwać cuchnącą ropę i zgniłą materię, tak że nie można było dłużej powątpiewać, jak zaznaczył Doktor Seger w raporcie, że męczy ją również jakiś guz piersiowy i związaną z tym bliżej nieokreśloną choroba płucna. Doktorzy postanowili zatem, że „aby zachować cześć sztuki leczenia oraz własne dobre imię”, tak długą będą zwlekać z wykonaniem „ostatecznego cięcia”, aż pacjentce nie powrócą siły.

Od tej pory kobietą zajmował się wyłącznie chirurg. Przy pierwszej zmianie opatrunku z „narośli grzybiej” popłynęły rzęsiście krople gęstej krwi, która gniła; jednocześnie jednak zmniejszyły się bóle odczuwane przez chorą. Z dnia na dzień chirurg odejmował także kawałeczki guza, tak że po pewnym czasie narośl stała się mniejsza niż pięść dorosłego mężczyzny, a cuchnący zapach uległ wyraźnemu zmniejszeniu. Co jednak dziwiło lekarzy coraz bardziej, w narośli nie pokazywała się pusta przestrzeń, co musiałoby się przecież zdarzyć, gdyby „nawis grzybi” był macicą odwróconą do góry nogami. Stąd też zarówno Doktor Seger, jak i Doktor Schulz przyznali w końcu rację Meisnerowi, porzucają „zuchwałą opinię” chirurga. Chora, jak podano w case study, zmarła 24 marca z powodu suchot.

***

Szczęśliwie lekarzom, co podkreślał Seger, umożliwiono przeprowadzenie sekcji. I tak, w trakcie autopsji zwłok stwierdzono, że macica w niezmienionym stanie znajdowała się na swoim miejscu. Zmieniona byłą jedynie jej szyjka, w której zauważono liczne mięsne nawisy. Lekarze orzekli zatem jednogłośnie, że rozpalony i pomarszczony „nawis grzybi”, jaki różne osoby leczyły łącznie przez kilka miesięcy, wziął się z zimna, które w trakcie jarmarku ochłodziło krew Stillowej. Następnie zatrzymało się u kobiety „czyszczenie miesięczne”, a zgniłe soki zaczęły zbierać się w różnych miejscach jej macicy. Po czym poczęły gęstnieć i się zważać, tak że niebawem pojawiła się frapująca excrescentia fungosa.