© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   03.04.2018

Sutkowce nad Uszycą

Ruiny bastejowego zamku stoją w sąsiedztwie wsi i obronnej cerkwi, na kamienistym wzgórzu, nad głębokim jarem rzeczki Uszycy, dopływu Dniepru. Rozbudował go po powrocie z tatarskiej niewoli (1623) Aleksander Bałaban herbu Korczak (1580–1637), starosta winnicki, trembowelski i rohatyński. Miejsce to wymagało uwagi i pieniędzy, gdyż wcześniej było wielokrotnie atakowane, a m.in. w latach 1567, 1569 i 1578 niszczone przez czambuły tatarskie. Sutkowce leżały bowiem na złowrogim szlaku kuczmańskim, którym rok w rok ciągnęły po jasyr hordy łupieżców.

Zameczek wybudowany w połowie XV w. (w miejscu XIV-wiecznego) wniosła Bałabanowi w wianie żona, Barbara Sutkowska, ostatnia z tej linii Chodków. Protoplasta rodu (jakoby Chorwat z urodzenia, rycerz królów węgierskich) otrzymał dobra od Władysława Jagiełły w 1407. Potomkowie Fedora, syna Chodki, przyjęli nazwisko Sutkowscy, kiedy w 1544 w wyniku działu z braćmi stryjecznymi, Jarmolińskimi, wieś wraz z zamkiem przeszła na Wasyla Dachnowicza.

Bałaban podszedł do przebudowy zamku profesjonalnie. Na wojnie pan rotmistrz królewski znał się doskonale. Potomek rodu wywodzącego się aż z Albanii, był siostrzeńcem hetmana Stanisława Żółkiewskiego, który na dodatek sprawował nad nim opiekę w czasie małoletności. Zachował się kontrakt z 1593 między „Wielmożnym jegomością panem Stanisławem Żołkiewskim z Żółkwi, kasztelanem lwowskim, hetmanem polnym koronnym, hrubieszowskim, kałuskim etc. starostą, jegomością panem Mikołajem Żółkiewskim, podkomorzym lwowskim, i przewielebnym Gedeonem Bałabanem, lwowskim, halickim, kamienieckim religii greckiej episkopem i władyką, jako opiekunami małoletniego dziecięcia Alexandra Bałabana, syna godnej pamięci jegomości pana Bazylego Bałabana”. „Zawołany żołnierz” wziął udział we wszystkich kampaniach Żółkiewskiego: od Janowca, przez Moskwę po Cecorę. W tej ostatniej potrzebie dostał się do niewoli, gdy ciężko ranny próbował wywieźć z pola śmierci młodego Jana Żółkiewskiego. Niestety, woźnica zdradził, wyprzągł konia, uciekł i zostawił ich w rękach chana Kantymira. Bałaban, zwolniony za danym słowem, pojechał do kraju po 10 000 złp – okup za siebie i Żółkiewskiego (w 1623 wydatek zwróciła mu w uznaniu licznych zasług Rzeczpospolita).

Prace podjęte przez Bałabana przemieniły forteczkę Sutkowskich, zrujnowaną i de facto nienadającą się do obrony, w obiekt pomyślany zgodnie z najnowszymi trendami sztuki fortyfikacyjnej. Kwadrat z czterema bastionami po rogach dostosowany był do zmian w wojskowości, przede wszystkim nowoczesnej artylerii. Szkoda, że niewiele z niego zostało, bo był interesującym przyczynkiem do faz rozwoju warowni protobastionowych w Rzeczpospolitej.

Obronność zamku wzmacniała ufortyfikowana cerkiew prawosławna pw. Opieki (Pokrowa) NMP (datowana na 1467), stojąca na wzgórzu po przeciwnej stronie rzecznego jaru. Już sama bryła świątyni (rozplanowanej na rzucie czworoliścia), centralna wieża i cztery symetryczne apsydy-baszty, zachowane na zewnętrznym licu machikuły, świadczą o zamyśle fundatorów. Niski parter służył celom kultu, piętro – obronie. „Ściany grubości sążniowej, wszędzie otwory, z których wygodnie zakryty obrońca raził palna bronią nieprzyjaciela”. Zbudowana z cegły i kamienia, zachowała relikty z odległej przeszłości, m.in. sklepienie oparte na potężnym, centralnym filarze oraz płytę nagrobną z napisem cyrylicą: „Iwan Bałaban na Sudkowcach pan”. Aleksander Bałaban był zresztą gorliwym obrońcą prawosławia, jawnym wrogiem unii brzeskiej. Dlatego w 1610 jego Żołkiewski wysłał do moskiewskich bojarów z zapewnieniem, że osadzenie na carskim tronie królewicza Władysława nie będzie zagrożeniem dla cerkwi prawosławnej.

Wartość obronna Sutkowców szybko się zdewaluowała. W XVIII w., po odzyskaniu Kamieńca i zabezpieczeniu od tatarskich najazdów Podola, zamek stracił znaczenie i stopniowo popadł w ruinę. Wieś też podupadła, a przywilej Stanisława Augusta, który miał podnieść ją do rzędu miasteczek, pozostał martwym zapisem.

Pod koniec XVIII w. właścicielem dóbr sutkowskich był wyjątkowy oryginał – Tadeusz Grabianka (1740–1807) herbu Leszczyc, starosta liwski, wolnomularz, alchemik, mistyk, prekursor polskiego mesjanizmu. Sutkowce Grabianka posiadł dzięki matce, Mariannie Kalinowskiej, która wniosła w dom Grabianków posag (m.in. kosztowności szacowane na 250 tys. zł oraz zameczki w Rajkowcach i Sutkowcach; samą wioskę kupił w 1736 od Agnieszki Lesiowskiej jej mąż Bernard). Sutkowce oraz nieodległe Rajkowice w 1783 stały się miejscem eksperymentów alchemicznych sekty Nowa Jerozolima, zajmującej się też teurgią i kabalistyką. Miał tu rzekomo gościć sam Józef Balsamo vel Alessandro Cagliostro. Nic dziwnego, że przez lata ludowa tradycja uważała pozostałości zamku za miejsce przeklęte, gdzie „nie swoi jacyś uwijali się ludzie, w noc ciemną gmin okoliczny widział okna ziejące dziwnym płomieniem”. Wreszcie w 1785 żona Grabianki Teresa ze Stadnickich, sceptyczna wobec poglądów męża, a na dodatek wzburzona przepuszczaniem majątku w pogoni za kamieniem filozoficznym i ciałami astralnymi, przejęła zarząd dóbr. Po śmierci Teresy Sutkowce otrzymała córka, Martyna z Grabianków Zaleska.

Po rozstaniu z żoną obrażony starosta wyjechał, by działać we Francji w Stowarzyszeniu Iluminatów Awiniońskich, narazić się kolejno papieskiej inkwizycji, jakobinom, konsulowi Bonapartemu i ostatecznie skończyć życie w Twierdzy Petropawłowskiej jako podejrzany o szpiegostwo.

Pod koniec XIX w. relikty zamku były jeszcze w pełni czytelne (m.in. dwie narożne wieże zaopatrzone w strzelnice), dziś ostały się jedynie ułomki murów. Na początku ХХ w. chłopi rozebrali większość ścian, pozyskując materiał budowlany. Zaraz po II wojnie światowej wysadzono w powietrze jedną zachowanych wież i rozebrano resztki ścian.