© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   29.06.2012

Tajemniczy Smolik Jana III Sobieskiego

Ściany żołkiewskiego zamku Sobieskiego, jak na siedzibę magnata przystało, wypełnione był licznymi obrazami. Sporządzony tam inwentarz mobiliów w galerii przed biblioteką wymienia jedynie trzy malarskie dzieła: panoramę Gdańska, portret niezidentyfikowanego papieża w infule oraz „obraz reprezentujący Piotra Smolika”. Współczesny wydawca spisu nieruchomości przy tym ostatnim rozłożył ręce: o kogo chodzi, „nie da się określić”. Trudno zrozumieć, jak Piotr Smolik (ok. 1558-1637), dworzanin Zygmunta III Wazy i swego czasu pierwszy kawalarz Rzeczpospolitej, mógł pójść w zapomnienie.

Podstawowe dane biograficzne znamy z nagrobka wystawionego mu w krakowskim kościele franciszkanów, skąd przedrukował go Szymon Starowolski w Monumenta Sarmatarum. Ten sam polihistor był również autorem pierwszego przewodnika po polskich literatach (Scriptorum Polonicarum Hekatontas, 1625) oraz krótkiej charakterystyki najznakomitszych polskich mówców (De claris oratoribus Sarmatiae, 1628). Oba łacińskojęzyczne kompendia pomyślane były jako wizytówka polskiej nauki i kultury w Europie. Zostały napisane i wydane (pierwszy tytuł drukowano we Frankfurcie nad Menem, Wenecji i Kolonii, drugi we Florencji) tak, by odeprzeć tezę o sarmackiej barbarii. Stąd osobna wzmianka o błyskotliwym humorze Smolika w De claris oratoribus Sarmatiae rozsławiła jego imię wśród znacznie szerszych niż dotąd kręgów: „Wreszcie Piotr Smolik [...] zajmuje w tego rodzaju żartach niepoślednie miejsce wśród Sarmatów, a nie wydałby się gorszy nawet od utalentowanych w tej dziedzinie cudzoziemców, gdyby ktoś podjął się przetłumaczyć wszystkie jego powiedzonka na łacinę, wiernie zachowując ich brzmienie. A choć nie staram się go umieścić między najwybitniejszymi mówcami, to jednak co do żartów i konceptów, a także owego daru słowa i uprzejmości, dzięki którym zyskał znaczenie wśród możnych, nie zabraknie mu sławy – jak sądzę – nawet u potomnych”.

Dawne sylwy szlacheckie przechowały odpisy celniejszych i dowcipniejszych odzywek, zebranych razem jako Żarty Piotra Smolika. Znajdujemy tam również powiedzenia, z których znany był królewski dworzanin: „Polaka Niemiec, Niemca Włoch, Włocha Hiszpan, Hiszpana Żyd, Żyda tylko dyjabeł oszuka”; „Cudze pieniądze jako smoła szewska: tę wziąwszy w ręce zaraz rzucić, odpadnie; a jeśli ją potrzymasz, trudno ją będzie odskrobać”; „Czego namniej mamy, w tym nawięcej zbytkujemy, jako w bławaciech, w winie a w korzeniach”. A jeśli już o korzeniach mowa, nie brak tu również anegdot pieprznych, jak ta o niewieście idącej do apteki po sproszkowany róg nosorożca:

„Potkał się z jedną panią. Pytał jej, jak się ma. Powie, że:

– Niedobrze, ato idę dla jednorożca. Kazał mi go doktor zażyć i po nim się pocić. Jeślibyś Waszmość miał, udziel mi Waszmość.

Odpowiedział:

– U mnie stara apteka, ono sam młodsza, zapocisz się Waszmość. – A szedł ktoś podle niego młodszy”.

Żarty Piotra Smolika zawierają też jego najpopularniejsze dowcipy. Choćby taki: „Gdy przed Żydem zdjął czapkę, zganił mu ktoś. Odpowiedział: «Co za dziw, że czapkę zdejmuję, a wy zdjęliście przed nim ferezyją»”. Lepiej się przed Żydem ukłonić niż u Żyda zastawić. Anegdota została przedrukowana w zbiorze Co nowego abo Dwór mającu w sobie osoby i mózgi rozmaite z 1650 r. pt. Potrzeba i to czynić każe, czego nie trzeba: „Przypomniałem w przedmowie mojej niektóre dworzany wieku naszego, w których poczet słusznie bardzo między przednimi Piotra Smolika, dworzanina wielkiego, policzyłem. Acz tedy rozsypką kładą się dworstwa jego, i tu mi na pamięć niektóre przychodzą. Jadąc tedy raz z pewną panią, w karczmie widząc Żyda, którego znał, iż potrzebny był potrzebnym, zdjął czapkę. Gdy mu tę ludzkość drudzy jakoby niepotrzebną ganili, powiedział, że często to i na większe stany przychodzi, iż nie tylko czapkę, ale i kopieniak, deliją zdjąć przed Żydem potrzeba”.

Najlepszym dowodem tego, jak bardzo żart się podobał, był fakt zrymowania go przez najlepszych poetów sarmackiego baroku, Wespazjan Kochowski i Wacław Potocki. Pierwszy zatytułował swą fraszkę To piękna:

Jeden, jadąc, przed Żydem kiedy czapkę zdejmie,

Towarzysz ten postępek snać z dyzgustem przyjmie.

Na co ów rzecze, tym się nie turbując wstydem:

„Jam dziś czapkę, tyś wczoraj kontusz zdjął przed Żydem”.

Również u Potockiego wiersz pod tytuł Z niechcenia zgoda zaczyna się znajomo:

Rozumiejąc z daleka, że dwu jedzie księży,

Zdejmie czapkę. Aż kompan: „Znać, iżeć nie cięży,

Zdjąwszy ją przed Żydami”. „O czapkę mniej – rzekę –

Wżdy kontusza, jako ty, przed nim nie zewlekę”.

Odzywki i dowcipy Piotra Smolika były wśród szlacheckiej braci znane dużo lepiej niż ciekawa skądinąd twórczość poetycka jego młodszego brata, Jana. Sobieskiemu, który przechodząc przez galerię przy żółkiewskiej bibliotece, zawieszał oko na portrecie Smolika, od razu pewnie poprawiał się humor.