© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   17.11.2017

„Theatrum cometicum” Stanisława Lubienieckiego

Pod koniec roku 1664 na niebie pojawiła się bardzo jasna kometa. Była widoczna aż do marca następnego roku. Niedługo po niej na niebie zabłysła kolejna gwiazda z warkoczem, którą obserwowano do kwietnia 1665 roku. Wzbudziły one powszechne zainteresowanie nie tylko wśród zawodowych astronomów i astrologów, lecz także niezajmujących się niebem laików, takich jak Stanisław Lubieniecki. Nawiązał on wtedy korespondencyjne kontakty z uczonymi, od których chciał dowiedzieć się jak najwięcej o gwiazdach z warkoczami, i zaczął przygotowywać katalog historycznych zjawisk kometarnych. Owocem tej działalności jest olbrzymia, licząca trzy tomy i 1500 stron praca Theatrum cometicum (Teatr kometarny, Amsterdam 1666–1668).

Kim był Stanisław Lubieniecki? To jeden z czołowych działaczy ruchu Braci Polskich w późnym okresie jego istnienia. Pisał polemiki w obronie swojego wyznania i zajmował się jego dziejami, a najbardziej znany jest z pracy Historia reformationis Polonicae (Historia reformacji polskiej, Freistadii [wł. Amsterdam] 1685). Podczas potopu szwedzkiego blisko związał się ze stronnictwem sprzyjającym Karolowi Gustawowi, a ponieważ Bracia Polscy nie zostali objęci amnestią dla stronników Szwecji, Lubieniecki musiał opuścić kraj. Osiadł w Hamburgu, gdzie kontynuował działalność na rzecz swojego wyznania. Utrzymywał się z przekazywania informacji politycznych z Polski, Litwy i Niemiec dworom i wpływowym osobistościom. Z powodu konfliktów z miejscowym duchowieństwem kilkakrotnie opuszczał miasto i przebywał w pobliskiej Atlonie, która pod panowaniem duńskim cieszyła się swobodami wyznaniowymi. Zmarł nagle, co stało się przyczyną pogłosek, że został otruty. Życie i twórczość Lubienieckiego (1623–1675) opisał szczegółowo Janusz Tazbir (Stanisław Lubieniecki. Przywódca ariańskiej emigracji, Warszawa 1961, 2 wyd. Stando lubentius moriar. Biografia Stanisława Lubienieckiego, Warszawa 2003). Badacz skupił się jednak na sprawach osobistych, politycznych i wyznaniowych, jedynie pobieżnie omawiając niezwykle ciekawą działalność arianina na polu astronomii.

Pierwszy tom Theatrum cometicum (Theatri cometici pars prior) został wydany w roku 1668 i zawiera kometarną korespondencję Lubienieckiego. Na 966 stronach przedstawiono 39 zbiorów listów. Wśród korespondentów Lubienieckiego byli nie tylko astronomowie, lecz także uczeni innych specjalizacji, w tym teologowie i historycy, oraz dyplomaci i urzędnicy. Autor Theatrum cometicum korespondował między innymi z tak znaczącymi dla XVII-wiecznej astronomii osobistościami jak Jan Heweliusz (1611–1687) czy Ismaël Boulliau (1605–1694), ale też z wieloma mniej znanymi postaciami, jak filozof z Frankfurtu nad Odrą Jan Placentinus-Kołaczek (1630–1683) czy duński dworzanin Johannes Melchior Røtlin (fl. poł. XVII w.). Listy w książce uporządkowane są według korespondentów, a w obrębie jednego zbioru – zazwyczaj chronologicznie. Mimo to układ książki jest bardzo niejasny, a ona sama trudna w lekturze. Oprócz listów Lubieniecki umieścił w niej mnóstwo dodatków, w rodzaju wyciągów z książek czy obserwacji astronomicznych, które czasami są luźno związane z treścią korespondencji. Niektóre zbiory listów rozbite są na kilka części, ponieważ książka była drukowana po kawałku. Brak też indeksu rzeczowego czy spisu treści. Same listy zostały częstokroć przedrukowane bez żadnej selekcji czy skrótów, wskutek czego trudno odnaleźć istotne treści w gąszczu formułek grzecznościowych i ozdobników retorycznych. Lubieniecki chciał, by jego dzieło było użyteczne dzięki zawartej na jego kartach mnogości informacji z różnych dziedzin, jednak z powodu nieprzejrzystego układu tego celu nie udało mu się zrealizować.

Drugi tom Theatrum cometicum (Theatri cometici pars posterior) został wydany jako pierwszy, w roku 1666. Liczy 464 strony i zawiera katalog zjawisk kometarnych od biblijnego potopu do połowy XVII wieku. Przygotowując go, Lubieniecki wykorzystał zbiory dawnych nadzwyczajnych zjawisk niebieskich oraz prace historyczne i chronograficzne. Nazwa „katalog komet”, czy też „historia komet” (historia cometarum), której używał Lubieniecki, nie jest zupełnie precyzyjna. Zgodnie z deklaracjami autora książka miała przedstawiać raczej zarys dziejów powszechnych niż omówienie zagadnień astronomicznych. Wskutek tego dane dotyczące komet toną w natłoku informacji o wydarzeniach, które działy się po tym, gdy gwiazdy z warkoczami zabłysły na niebie. W epoce Lubienieckiego istniały oczywiście także inne prace zbierające opisy dawnych zjawisk kometarnych, jednak autor Theatrum cometicum wystąpił przeciwko powszechnie wyrażanemu w nich przekonaniu, że gwiazdy z warkoczami sprowadzają na Ziemię wszelkiego rodzaju nieszczęścia, dlatego wykazywał, że gdy na niebie świeciła kometa, na Ziemi działy się zarówno rzeczy dobre, jak i złe. Katalog komet w takiej formie był jednak dziełem epigońskim. W pisanej w tym samej czasie książce Cometographia (Kometografia, Gdańsk 1668) Jan Heweliusz, dając spis dawnych zjawisk kometarnych, rozważał sprawy obserwacyjne i astronomiczne, nie skupiając się na wydarzeniach ziemskich towarzyszących gwiazdom z warkoczami.

Trzeci tom Theatrum cometicum (Theatri cometici exitus, 1668) liczy tylko 78 stron. Składa się z dwóch części. Pierwszą jest dodatek do korespondencji astronomicznej, zawierający przede wszystkim listy dotyczące znaczenia i oddziaływania komet. Na prośbę Fransa Kuypera (1629–1692), wydawcy książki, Lubieniecki doprecyzował i usystematyzował swoje zdanie na ten temat. Korespondencja w tomie trzecim obejmuje listy nie tylko wymienione z Kuyperem, lecz także z kilkoma innymi korespondentami. Druga część tomu poświęcona jest pamięci zmarłego dyplomaty Johanna Ernsta von Rautensteina (ok 1622–1666), patrona i przyjaciela Lubienieckiego, z którym korespondencja otwiera pierwszy tom Theatrum cometicum i stanowi jego istotną część.

Theatrum cometicum zostało wydane w dość wysokim nakładzie 1015 egzemplarzy, lecz rozchodziło się bardzo słabo, mimo że było sprzedawane poniżej kosztów wydania, o czym wzmianki znajdujemy w korespondencji i zachowanych dokumentach Lubienieckiego. Janusz Tazbir oblicza, że nawet przy sprzedaniu całego nakładu autor byłby stratny na olbrzymią kwotę ponad 8000 tysięcy guldenów. Strata Lubienieckiego była jednak znacznie większa. Książek zostało tyle, że po pojawieniu się kolejnej wielkiej komety w roku 1682 resztę nakładu wypuszczono ponownie na rynek z nową kartą tytułową jako rzekome drugie wydanie.

Astronomiczna książka Lubienieckiego i jego poglądy w dziedzinie wiedzy o gwiazdach nie zostały dostatecznie omówione w dotychczasowej literaturze. Zwracał na to uwagę Janusz Tazbir w obu wydaniach swojej biografii Lubienieckiego. Jedynym opracowaniem, w którym podjęto próbę zarysowania jego dorobku astronomicznego, jest kilkustronicowy passus w pracy Tadeusza Przypkowskiego Zainteresowania matematyczno-astronomiczne Braci Polskich (Studia nad arianizmem, red. L. Chmaj, Warszawa 1959, s. 391–424). Niestety jest to opracowanie, co zaznacza sam autor, jedynie wstępne i cząstkowe. Wydaje się ponadto obarczone wieloma błędami i nadinterpretacjami, wskutek czego wbrew faktom wyłania się zeń obraz autora Theatrum cometicum jako biegłego astronoma i zwolennika nowych odkryć naukowych. Późniejsi autorzy, którzy pisali o Lubienieckim, nie zwrócili uwagi na zastrzeżenia T. Przypkowskiego odnośnie do wstępnego charakteru jego tekstu, wskutek czego w każdej kolejnej publikacji autor Theatrum cometicum rósł coraz bardziej, aż zaczął być przedstawiany jako niedoceniony i niesłusznie zapomniany pionier nowożytnej astronomii. Bez wątpienia przyczyną, dla której nie przeprowadzono do tej pory rzetelnych badań działalności astronomicznej Lubienieckiego, jest olbrzymia objętość i chaotyczny układ głównego źródła, czyli Theatrum cometicum.

W rzeczywistości miejsce Lubienieckiego w dziejach nauki może być o wiele mniej zaszczytne, niż chcieliby dotychczasowi autorzy piszący o nim. Przede wszystkim trzeba napisać wprost, że Lubieniecki nie był astronomem, co w Theatrum cometicum zarówno przyznaje expressis verbis, jak i daje czytelnikowi do zrozumienia nie wprost. Stwierdza, że nie odebrał w szkole dostatecznej edukacji w naukach matematycznych i przyrodniczych, by zajmować się astronomią. Dodaje, że komety widział tylko gołym okiem i nie dysponował odpowiednimi narzędziami astronomicznymi, by prowadzić metodyczne badania. Ponadto w Theatrum cometicum nie ma żadnych obserwacji wykonanych przez samego Lubienieckiego, nawet w postaci prostych spostrzeżeń. Wszystkie materiały obserwacyjne w książce pochodzą od jego korespondentów.

O braku dostatecznej znajomości ówczesnej astronomii świadczy też to, jakie książki Lubieniecki przywołuje. Jedyną pracą, którą cytuje regularnie, jest Almagestum novum (Nowy Almagest, Bolonia 1651) jezuickiego astronoma Giovanniego Battisty Ricciolego (1598–1671), z którym zresztą korespondował. Była to ostatnia istotna praca broniąca systemu geocentrycznego, a Lubieniecki wykorzystywał przede wszystkim jej część zawierającą opisy dawnych twierdzeń astronomicznych. Inne książki na kartach Theatrum cometicum są przywoływane o wiele rzadziej, częstokroć tylko w formie wyciągów otrzymanych przez autora od jego korespondentów. O tym, że Lubieniecki niedostatecznie orientował się w rynku książki astronomicznej, świadczy też jego strata pieniężna na wydaniu Theatrum cometicum.

Lubienieckiego zajmowały komety i astronomia dość krótko. Nie ma śladów, by ciała niebieskie interesowały go przed końcem roku 1664. Po wydaniu Theatrum cometicum kontynuował wprawdzie korespondencję m.in. z Heweliuszem, jednak była ona znacznie rzadsza i nie przełożyła się na kolejne publikacje o tematyce astronomicznej. Lubieniecki nie wspomniał też ani o wymianie listów z wybitnymi uczonymi, ani o wydaniu Theatrum cometicum w sporządzonym dla swoich dzieci zbiorze zaleceń, zawierającym także najważniejsze wydarzenia z jego życia. Z kolei w biografii Lubienieckiego, która została zawarta w Historia reformationis Polonicae, Theatrum cometicum jest wspomniane jedynie mimochodem, przy okazji dedykacji tej książki dla króla Danii. Ani Lubieniecki, ani jego spadkobiercy nie uznawali jego działalności na polu astronomii za dostatecznie istotny element jego życiorysu, by o nim wspomnieć.

Brak biegłości Lubienieckiego w astronomii widać także w treści jego listów. Nie przedstawił własnych twierdzeń na niemalże żaden z problemów poruszanych przez jego korespondentów. Nie wypowiedział się w kwestii dokładnej liczby komet, które obserwowano na przełomie lat 1664 i 1665 ani natury czy pochodzenia gwiazd z warkoczami. Nie znaczy to oczywiście, że nie interesowały go te tematy. Wielokrotnie powtarzał jednak w listach, że pozwala sobie pisać do ludzi, których nie zna osobiście, by poznawać zagadnienia astronomiczne od tych, którzy są w nich biegli. Dodawał, że woli się uczyć o tych sprawach, niż o nich nauczać.

Lubieniecki nie przedstawił także własnego stanowiska na temat teorii heliocentrycznej, chociaż dotychczasowe prace mu poświęcone chciały widzieć w nim obrońcę systemu Kopernika. W rzeczywistości wszystkie przywoływane w nich ustępy z Theatrum cometicum, mające dowodzić, że autor tej książki przyjmował koncepcję Wszechświata heliocentrycznego, odnoszą się wyłącznie do poglądów jego korespondentów. W pracach tych zupełnie pominięto własne deklaracje Lubienieckiego. W liście do wspomnianego Giovanniego Battisty Ricciolego stwierdził on, że mniejsze znaczenie niż to, czy Ziemia czy Słońce są w bezruchu, ma niewzruszona nadzieja zbawienia. Z kolei w liście do lekarza i matematyka Johanna von Leunenschlossa (ur. 1620) napisał, że nie zamierza brać udziału w sporze o system Wszechświata. Ponieważ Riccioli był przeciwnikiem heliocentryzmu, a Leunenschloss jego zwolennikiem, widać, że Lubieniecki rzeczywiście nie miał swojego zdania w tej dyskusji, a nie jedynie unikał przedstawienia go, by nie zrazić korespondenta.

Jest jedno zagadnienie związane z kometami i ciałami niebieskimi, na które Lubieniecki miał wyrobiony pogląd. Zestawiając katalog gwiazd z warkoczami w drugim tomie Theatrum cometicum, chciał wykazać, że nie przynoszą one nieszczęść, ponieważ następują po nich także wydarzenia szczęśliwe. Lubieniecki sprzeciwiał się fatalistycznemu postrzeganiu zjawisk na sklepieniu niebieskim oraz wszelkiego rodzaju astrologicznym przewidywaniom. Takie zdanie przedstawiał swoim korespondentom i był gotów polemizować, gdy go nie podzielali.

Swoje przekonanie o znaczeniu komet Lubieniecki zawarł w słowach, które uczynił mottem swojej książki – bona bonis, mala malis, czyli komety przynoszą „dobro dobrym, zło złym”. Wyjaśnienia tego hasła przez autora Theatrum cometicum nie są zupełnie jednoznaczne. Niekiedy stwierdzał on, że komety nie mają żadnego związku z wydarzeniami ziemskimi. Czasem jednak hasło to tłumaczył w sposób bardziej konkretny, wymieniając, jakie dobre i złe rzeczy zdarzyły się po tym, gdy na niebie widziano kometę. Tak właśnie postępuje w katalogu komet, kilkakrotnie też zamieszcza takie rozważania w swoich listach.

Aby właściwe wyjaśnić podejście Lubienieckiego do skutków zjawisk kometarnych, trzeba podkreślić znaczenie, które przypisywał aspektowi moralnemu gwiazd z warkoczami. Hasło bona bonis, mala malis interpretował w kluczu etycznym, czy raczej etyczno-teologicznym, uznając, że dobrych czeka nagroda, złych kara. Nie zabierając głosu na temat fizycznej natury komet, twierdził, że komety są wysłannikami pochodzącymi od Boga, który za ich pomocą przekazuje ludziom swoją wolę i wzywa do nawrócenia i pokuty.

Mimo że Lubieniecki dopuszczał etyczne powiązanie zjawisk kometarnych z wydarzeniami na Ziemi, sprzeciwiał się prognostykom i przepowiedniom opartym o ciała niebieskie. Odrzucał możliwość, by dało się cokolwiek przewidzieć na podstawie takiego czy innego układu obiektów na firmamencie. Uważał, że gwiazdy z warkoczami nie mogą fizycznie wpływać na Ziemię, nie są też znakami i zapowiedziami wydarzeń. Takie przewidywania Lubieniecki uznawał za pogańskie zabobony.

W trzecim tomie Theatrum cometicum Lubieniecki przedstawił syntetyczne podsumowanie swojego sprzeciwu wobec astrologii, do czego skłoniła go korespondencja z Fransem Kuyperem. Jest to jedyne miejsce w książce, w którym autor tak wyraźnie i metodycznie wykłada swoje zdanie. Lubiebiecki sformułował trzydzieści punktów, w których powtórzył przekonanie o etycznym i teologicznym znaczeniu komet oraz o niemożliwości czynienia jakichkolwiek przewidywań na ich podstawie. Wyraził też swoje jedyne zdanie o fizycznej naturze komet – stwierdził, zgodnie z coraz powszechniej przyjmowanym w jego epoce poglądem, że znajdują się one dalej niż Księżyc, dlatego nie mogą mieć fizycznego wpływu na Ziemię. Chociaż to stwierdzenie powtarzał wyłącznie w kontekście szeroko pojętej astrologii, trzeba je odnotować.

Znaczenie Theatrum cometicum dla astronomii jest niewielkie i sam Lubieniecki zapewne zdawał sobie z tego sprawę, pracując nad książką. Usiłował natomiast stać się pośrednikiem w ramach rzeczypospolitej uczonych (res publica litteraria), czyli nieformalnej międzynarodowej sieci kontaktów korespondencyjnych między uczonymi różnych dziedzin. Istotne znaczenie w tej wspólnocie pełnili nie tylko wytwórcy wiedzy naukowej, lecz także pośrednicy w jej przekazywaniu – taką rolę chciał odgrywać Lubieniecki. W tym celu zebrane od jednych korespondentów informacje przekazywał innym, czasem tak je dobierając, by przedstawić adresatowi jak najwięcej twierdzeń, z którymi ten się nie zgadzał, i w ten sposób skłonić go do dłuższej odpowiedzi. Jego wysiłki zazwyczaj nie przynosiły owoców, a jego listy otrzymywały częstokroć jedynie zdawkowe odpowiedzi.

Dla niektórych korespondentów pomoc Lubienieckiego miała jednak pewne znaczenie. Przykładem może być Jan Heweliusz. Korespondencja z nim jest trzecim największym zbiorem listów w Theatrum cometicum. Była ona dość istotna także dla gdańszczanina, w którego korpusie korespondencji, przechowywanym w Bibliotece Obserwatorium w Paryżu, listy wymienione z Lubienieckim również stanowią trzecią największą grupę. Kontakt nawiązali w grudniu 1664, gdy Lubieniecki napisał do Heweliusza z prośbą o obserwacje i opinie o komecie. Po wydaniu Theatrum cometicum częstotliwość ich korespondencji znacznie spadła, chociaż utrzymywali ją aż do śmierci Lubienieckiego.

Gdański astronom mieszkał daleko od ówczesnych głównych ośrodków naukowych. Dlatego też, chociaż miał swoich korespondentów w Paryżu, Londynie i innych ważnych miejscach, chętnie korzystał z pomocy Lubienieckiego. Prosił go o pomoc w kolportażu dwóch mniejszych prac o kometach z lat 1664 i 1665 – Prodromus cometicus (Zwiastun kometarny, Gdańsk 1665) oraz Descriptio cometae anno aerae Christianae MDCLXV exorti (Opis komety, która wzeszła w roku 1665 ery chrześcijańskiej, Gdańsk 1666). Autor Theatrum cometicum oferował zaś mediację, gdy paryski astronom Adrien Auzout (1622–1691) zarzucił Heweliuszowi błędną obserwację komety w lutym 1665 i mylne wnioski odnośnie do jej trajektorii. Gdańszczanin nie skorzystał z pomocy Lubienieckiego, samodzielnie przygotowując odpowiedź.

Stanisław Lubieniecki nie był astronomem, a jego Theatrum cometicum nie jest książką o tematyce wyłącznie astronomicznej. Lubieniecki nie prowadził samodzielnych obserwacji i nie miał swojego poglądu na większość zagadnień, które poruszali jego korespondenci – wyjąwszy astrologię, której się gwałtownie sprzeciwiał. W dziedzinie wiedzy o gwiazdach był co najwyżej zainteresowanym laikiem, usiłującym ze zmiennym powodzeniem pełnić funkcję pośrednika w przekazywaniu informacji naukowej. Theatrum cometicum, mimo że nie znalazło się w głównym nurcie ówczesnej literatury naukowej, jest jednak ciekawym artefaktem epoki i świadectwem zainteresowań astronomicznych Lubienieckiego. Zapewne jeszcze długo będzie wykorzystywane w pracach nad życiem i dorobkiem korespondentów Lubienieckiego, zwłaszcza tych, o których wiemy niewiele lub zgoła nic.


Niniejszy artykuł powstał w ramach projektu badawczego Analiza astronomicznych poglądów Stanisława Lubienieckiego (1623–1675), ich źródeł i uwarunkowań oraz przedstawienie ich na tle twierdzeń nauki XVII wieku, finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki w ramach programu PRELUDIUM 8 (nr decyzji DEC-2014/15/N/HS3/01305).