© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   29.06.2012

Villa Nova Ovidiana czyli: Dlaczego Metamorfozy?

Analizując program ikonograficzny pałacu wilanowskiego Mariusz Karpowicz w klasycznej już pracy Sztuka oświeconego sarmatyzmu skupił się na roli inspiracji wergiliańskich. Od autora Eneidy i Georgik nie mniej doniosłą rolę w owym programie pełniły Owidiuszowe Metamorfozy. Na elewacjach pałacu szereg kompozycji reliefowych przedstawia przemiany plastycznie opisane przez poetę z Sulmony: oto rzeźba, która pod wpływem miłości Pigmaliona zamieniona została w żywą Galateę; oto Jowisz, który dla swych miłostek ciągle zmienia postać – w Satyra dla Antiope, w byka dla Europy, w baranka dla Teofane, w orła, by porwać ślicznego Ganimedesa; oto Dafne, która uciekając przed gwałtem Apolla zamienia się w drzewo laurowe. Metamorfozy inspirowały również cały szereg dzieł wewnątrz pałacu, przedstawiających między innymi porwanie Prozerpiny („obrazem słoniowej kości rżnięty raptus Proserpinae”), przemianę Dafne („obraz marmurowy białej bogini przemieniającej się w drzewo”) czy metamorfozę Akteona w jelenia („Akteon ze psy malowany”).

Do sławienia królewskich cnót dużo lepiej nadawałby się choćby Horacy, którego stoickim formułom atrakcyjną formę graficzną nadał Otto van Veen. Wydane w 1607 r. Emblemata Horatiana cieszyły się przez cały wiek XVII niebywałą popularnością. W podwarszawskim Otwocku jedną z sal pałacu Bielińskich ozdobiły freski na nim właśnie wzorowane, a choć doszukiwano się wpływu emblematycznych ilustracji Vaeniusa także na żółkiewskim nagrobku Jana III Sobieskiego, to jednak wysiłki owe spaliły na panewce. Skoro przy braku wątków horacjańskich osoby odwiedzające Villa Nova otaczały wątki Metamorfoz, dysproporcja owa nie pozwala wyjaśniać intensywnej obecności Owidiusza wyłącznie tym, iż mamy do czynienia z doskonale każdemu znaną szkolną lekturą. Łaciny uczono się w XVII w. zarówno na Horacym, jak i Owidiuszu, ale już fakt, że w królewskim księgozbiorze obok dwóch wydań dzieł Horacego były aż cztery różne edycje Metamorfoz wskazuje na zmianę gustów nowej epoki. Jeśli bowiem w XVI w. spośród rzymskich poetów epoki augustowskiej przeważało zainteresowanie autorem pieśni i epod (na Akademii Krakowskiej w latach 1487-1563 dziesiąta część znanych wykładów humanistycznych była poświęcona objaśnianiu poezji Horacego, natomiast Owidiuszowi dwukrotnie mniej), to w XVII stuleciu akcje Owidiusza, a właściwie jednego tylko jego dzieła, wyraźnie zwyżkowały.

Początkowo mitologiczne fabuły Metamorfoz jedynie sporadycznie bywały kanwą utworów lirycznych, jak opowiadająca o Narcyzie pieśń Do Kasie Sępa Szarzyńskiego czy część Pieśni świętojańskiej o Sobótce Kochanowskiego relacjonująca dramatyczną historię Filomeli. Także przekłady i parafrazy Andrzeja Dębowskiego, Andrzeja Zbylitowskiego czy Piotra Wężyka Widawskiego obejmowały tylko pojedyncze epizody. Po tych przygodnych spolszczeniach w pierwszych dziesięcioleciach XVII w. nastąpiła prawdziwa translatorska erupcja: pojawiły się aż trzy całościowe spolszczenia Metamorfoz. Przekład Józefa Moczydłowskiego znamy dziś wyłącznie z bibliograficznej wzmianki. Dwa pozostałe ukazały się niemal równolegle: Przeobrażenia Jakuba Żebrowskiego w 1636 r., a Przemiany Waleriana Otwinowskiego dwa lata później.

Ten drugi, przygotowując swój przekład z myślą o szkolnej młodzieży, wyjaśnia przyczyny fascynacji dziełem, która stała się udziałem całej epoki. Przemiany stanowiły przede wszystkim niewyczerpane kompendium mitycznych fabuł, stanowiących istotny składnik śródziemnomorskiego dziedzictwa: „są składem i skarbnicą wszytkich i uciesznych powieści, którymi greccy i łacińscy poetowie pisma swoje podsycać zwykli i nimi jako kosztowym złotem, drogimi i świetnymi kamieńmi, i perłami roboty swe haftują i natykają. Te, mówię, powieści duszą są, tchnieniem i zdrowiem, strojem i ozdobą wszystkich nacelniejszych poetyckich kunsztów”.

O atrakcyjności owidiuszowych tematów nie decydowała jednak wyłącznie mitologiczna erudycja. Drugi wskazany przez Otwinowskiego powód zainteresowania przekładanym poematem wydaje się kluczowy. W epoce eksponującej pozory i zmienność oraz rozsmakowanej w nieoczekiwanych metamorfozach było to dzieło dostarczające najbardziej wyrafinowanych podniet estetycznych. Pisząc o nich z niekłamanych zachwytem, tłumacz odsłania sam rdzeń barokowej fascynacji: „Co bowiem może być weselszego, co zmysłom ludzkim ucieszniejszego, jako te prędkie, nagłe, niedomniemane różnych i niepodobnych sobie rzeczy, jednych w drugie przekształtowania i przemiany? Który obraz, lubo sztucznie i kunsztownie wymalowany i żywymi farbami ślicznie wystawiony, tak ucieszyć i zabawić wzrok ludzki może, jako te pozorne lubo to zmyślonym wzorem utkane szpalery, które nie tylko umysł cieszą, ale ledwie nie mamią, gdy – rzeczy tych prędkim podziwieniem zjęty – ledwie temu wierzy, że to nie są rzetelne i prawdziwe figury, ale dowcipu ludzkiego zmyślne igrzyska i kunszty”.

Owidiusz jako autor Metamorfoz uznany został za literackiego patrona nowej wizji świata i nowego smaku artystycznego. Klasyczny ład i pewność renesansu w epoce następnej wyparły zwątpienie i relatywizm. Świat zaczęto postrzegać jako grę pozorów, które mamią zmysły – wizja budząca lęk, bo odbierająca pewność poznania i rozumienia, ale też piękna i fascynująca. „Co bowiem może być weselszego, co zmysłom ludzkim ucieszniejszego, jako te prędkie, nagłe, niedomniemane różnych i niepodobnych sobie rzeczy, jednych w drugie przekształtowania i przemiany?” – zapytuje retorycznie Otwinowski. To nie jest tylko zapis fenomenologii dynamizmu, który w baroku wysadzał z posad konwulsyjnie skręcone bryły architektoniczne, malarskie ujęcia ruchu czy obrazowanie dzieł literackich. To przecież także tajemnica najbardziej magicznego wehikułu poezji XVII stulecia: konceptu. Hołubionego przez traktaty teoretyków i nadużywanego przez poetów, którego idea zasadzała się właśnie na podmianie jednej jakości drugą, by nie tylko cieszyć, ale i mamić umysł czytelnika „rzeczy tych prędkim podziwieniem zjęty”.

Barok odkrył, że świat opalizuje mnogością znaczeń. Sobieski, zlecając zaludnienie wilanowskiego pałacu amorficznymi bohaterami Metamorfoz, pozostał nieodrodnym dzieckiem swojej epoki, które dzieliło z nią swe estetyczne zachwyty.