© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.08.2012

Wielki Staw Bieruński – węgierskie korzenie

Rozwój hodowli ryb na ziemi pszczyńskiej na wielką skalę wiąże się z czasami panowania Kazimierza II, księcia cieszyńskiego (1477-1528) i przywilejem króla Zygmunta I Starego dający mu prawo przewozu ryb Wisłą i sprzedaży ich w Krakowie. Polski władca był koneserem ryb, a jak wynika z zachowanych rachunków na jego stół podawano łososie, płocice, kiełbie, ślizie, karasie, okonie, leszcze i lipienie. W 1517 Pszczyna trafiła w ręce węgierskiego magnata Aleksego Turzona z Betlemfalwa. Jego syn, Jan Turzo, władający tą ziemią od 1521 do 1546, zwrócił uwagę na rozległe, podmokłe niziny otaczające półkolem Bieruń. Istniejący tam zapewne niewielki staw zaczęto rozbudowywać, by dojść w końcu do imponującego rozmiarami Wielkiego Stawu Bieruńskiego (w okresie największego rozkwitu miał przeszło 2200 morgów powierzchni).

Około 1532 rozpoczęto sypanie potężnej grobli, co potrwało do początku lat 40. Przy pracach inżynieryjnych zatrudniono chłopów z pobliskich wsi kameralnych. Grobla do dziś budzi uznanie solidnością wykonania i wymiarami: 18 metrów u podstawy, 5-6 metrów na wierzchołku i przeciętnie 5 metrów wysokości. Przy długości ok 1800 metrów daje to wyobrażenie o wielkim trudzie budowniczych. Wał otrzymał proporcje niemal w 100 procentach zgodne z najnowszymi – na owe czasy, dziełami teoretycznymi. Przy budowie grobli trzymano się kilku podstawowych zasad, gwarantujących bezpieczeństwo i powodzenie inwestycji, zwłaszcza tak dużej jak bieruńska. Starannie usuwano z fundamentu grobli, a także jej wierzchnich warstw drewno i grubsze korzenie, które butwiejąc, mogły utworzyć w grobli szczeliny, grożące przerwaniem tamy. Ubitą ziemię stanowiącą podstawę konstrukcji obsadzano wikliną, zabezpieczano plecionymi z witek matami i płatami darni. Starano się unikać wybierania ziemi z dna przyszłego stawu, aby nie naruszyć jej równowagi biologicznej, niezbędnej dla dobrego chowu narybku. Na późniejszych mapach grobli bieruńskiej widzimy urządzenia techniczne, bez których staw nie mógłby funkcjonować. Urządzenia nawadniająco-spustowe (zwane mnichami lub basztami) były wbudowane w wał i pozwalały na regulację poziomu wody. Do ich budowy używano najchętniej drzewa dębowego lub jodłowego, dobrze wysuszonego. Przy pięciometrowej wysokości grobli, poziom wody w stawie nie przekraczał, przy normalnym stanie, trzech metrów. Rezerwuar wody miał także wspomagać lokalny przemysł.

W 1536 urbarz miasta Bierunia przechowywany w Archiwum Książąt Pszczyńskich podawał: „Przy tym miasteczku jest piękny, nowy staw na 500 kop ryb. Leży powyżej miasteczka [co]dziennie się go rozbudowuje i poprawia aby mógł pomieścić 3500 kop ryb. Kiedy staw ten się rozbuduje można by przy nim urządzić młyn dwukołowy, również tartak, a także kuźnicę, która tam dawniej w tym miejscu stała, z tego każdy łacno wyrozumie nadzwyczajny zysk”. W 1563 spod prasy drukarzy weneckich wyszła mapa Stanisława Porębskiego, przedstawiająca księstwo oświęcimsko-zatorskie. Widzimy na niej także tereny położone po drugiej stronie Wisły, w tym i Bieruń. Więcej szczegółów przynosi mapa gospodarcza dóbr pszczyńskich z 1636, dzieło Andrzeja Hintenberga. Był to ostatni okres świetności Wielkiego Stawu. Tragiczne wypadki Wojny Trzydziestoletniej, przemarsze wojsk, epidemie, zaburzenia na tle religijnym – wszystko to odrywało rybaków od ich żmudnej, wymagającej ciągłości i troski pracy. Zrujnowane miasta śląskie, w tym i Bieruń, nie mogły liczyć na dopływ jakichkolwiek kapitałów. Sytuację utrudniły dodatkowo wypadki wojenne w Rzeczypospolitej. Powstanie Chmielnickiego, „potop” szwedzki, wojny z Rosją, problemy wewnętrzne podcięły żywe dawniej kontakty handlowe między miastami Korony i Śląska. Dopiero pod koniec stulecia sytuacja ekonomiczna i polityczna zaczęły się poprawiać, nie na tyle jednak by ogromny akwen przetrwał.

W XVIII w. staw coraz częściej i na coraz dłużej osuszano. Na jego dnie uprawiano zboże (najczęściej owies) lub wykorzystywano je na łąkę lub pastwisko. Była to z jednej strony forma regeneracji gruntów stawowych (karpie żywiono w sposób naturalny), z drugiej zaś wynik ekonomicznej kalkulacji. Ale o losie stawów ostatecznie przesądziła zmiana kierunku gospodarki na Śląsku. W miarę wzrostu ilości kopalń następował spadek poziomu wód gruntowych. Stawy były coraz płytsze, łatwo się zamulały, koszty ich utrzymania rosły z każdym rokiem. Robotnicy potrzebowali zboża, ziemniaków i buraków, a produkcja bydła i trzody chlewnej zaczęły wypierać gospodarkę stawową. W dniach 28-30 października 1809 po raz ostatni wyłowiono ryby z Wielkiego Stawu Bieruńskiego. Połów przyniósł zaledwie 198 florenów dochodu, od których trzeba było jeszcze odjąć należne rozmaitym osobom deputaty. Ryby nabył rzecz jasna kupiec z Krakowa, pan Gołembiowski. Potem już nigdy stawu nie napełniono wodą. Dobrze, że do dziś przetrwała monumentalna grobla.