© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Ad Villam Novam   Ad Villam Novam   |   21.11.2016

Wizja pośmiertnych kłopotów

Czytając w archiwach dokumenty pozostawione przez różnych ludzi, możemy sobie wyrobić zdanie na temat ich upodobań, wartości, którym hołdowali, a także wysondować, na co poświęcali najwięcej uwagi i czasu. Wiadomo, że pod koniec życia każdy zastanawia się nad tym, co dalej z nim będzie, co uczynić ze zgromadzonymi dobrami w obliczu tego, co nieuchronne. W wiekach dawnych bardziej zapobiegliwi spisywali swoją ostatnią wolę w młodych latach, gdy zdrowie dopisywało. Jedni czynili to z czystej zapobiegliwości, a inni na przykład przed wyprawami wojennymi, z których mogli nie wrócić żywi.

Inaczej, gdy spisujący testament był albo złożony ciężką chorobą, albo w podeszłym wieku. Takich dokumentów znajdujemy wiele, zarówno autorstwa drobnej czy średniej szlachty, jak i spisanych przez prawdziwych bogaczy. Jedni i drudzy rozporządzając swym majątkiem, dzielili go pomiędzy współmałżonka i dzieci. Często przypominali sobie o niespłaconych długach i o zatrzymanych zapłatach dla pracowników, co poruszało ich sumienie. Zazwyczaj obciążali obowiązkiem uregulowania tych spraw spadkobierców, nie chcieli bowiem iść na tamten świat obarczeni krzywdą i płaczem ludzkim. By przygotować sobie pewniejszą drogę w zaświaty, rozdysponowywali całkiem spore sumy na różne cele dobroczynne: a to na szpitale i na ubogich, a to na kościoły i na klasztory. By jednak bardziej zadbać o los własnej duszy, co bogatsi wykupywali po różnych kościołach msze, które miały być tam regularnie odprawiane. Autorzy testamentów przeznaczali na to odpowiednio duże kwoty pieniędzy.

Tym, co mogło zakłócać spokój odchodzącego z tego świata, była niepewność, czy poczynione przez niego zapisy zostaną wykonane. Prawdopodobnie wielu z naszych przodków z epoki staropolskiej znało przypadki niewykonywania testamentów – czy to na skutek rodzinnych swarów i braku pieniędzy, czy nawet niechęci do wydatkowania ich zgodnie z ostatnią wolą zmarłego. Niektórym testatorom sen z powiek spędzała wizja niedopełnienia obowiązku wniesienia opłat na msze za ich dusze.

Podobny los podzieliło dwoje ostatnich Sobieskich. Oczywiście po ich śmierci. Wiemy o tym z dokumentu zachowanego w Narodowym Historycznym Archiwum Białorusi w Mińsku. Jest to ujęty w cztery punkty w dniu 27 VI 1740 roku wykaz zasług: księży przy farze żółkiewskiej oraz paru osób świeckich. Autorami tekstu było dwóch wikarych tego kościoła.

Półtora miesiąca wcześniej zmarła ostatnia z Sobieskich, córka nieżyjącego już od trzech lat królewicza Jakuba, Maria Karolina de Bouillon. Obaj księża brali udział w uroczystościach pogrzebowych zarówno ojca, jak i córki. Możliwe, że byli ich współorganizatorami, celebrowali je, a w kolejnych dniach na pewno uczestniczyli w odprawianiu posług duchowych w intencji dusz tychże Sobieskich. I chyba wtedy coś w nich „pękło”, gdyż w piśmie przeznaczonym niewątpliwie do wiadomości księcia Michała Kazimierza Radziwiłła „Rybeńki”, który obejmował wówczas Żółkiew w swoje władanie, wyjawili, że za ich i innych zasługi dotąd nikt nie zapłacił. O jakie zasługi chodziło?

Najwięcej żalu wywoływały nieopłacone prace wokół królewicza Jakuba, zmarłego 19 XII 1737 r. Księża wyliczali, ile czuwań i ile mszy odprawili za jego duszę przez ćwierć roku po jego śmierci. Jak podnosili, nie dostali za to zapłaty ani oni, ani kościół farny, w którym ciało najstarszego syna króla Jana III zostało złożone. Na dodatek kościół nie dostał żadnych pieniędzy za używanie odpowiednich szat do liturgii oraz za dzwonienie i oświetlenie związane z posługami. W kolejnych punktach skargi szły dalej. Księża nie otrzymali też żadnego wynagrodzenia za przejęcie od Ojców Dominikanów obowiązku odprawiania mszy za dusze zmarłych krewnych Sobieskich. W ciągu roku odprawili ich 10.

Dokument nie zawiera zbyt wielu szczegółów. Wiadomo tylko, że pomimo zapewnień „z Zamku” o wypłacie wynagrodzeń za powyższe duchowne posługi do księży i innych biorących w nich udział nie dochodziły żadne pieniądze. Działo się tak po śmierci Jakuba, gdy w Żółkwi rezydowała jego córka Maria Karolina de Bouillon. Niewątpliwie w sprawach zawiadywania majętnościami wyręczała się swoimi zarządcami i sługami, ale czy nie wiedziała o problemie? Przypuszczalnie zdawała sobie z niego sprawę. Czy to ona go zaniedbała, czy może jej słudzy, którym być może zleciła załatwienie tej sprawy – nie wiemy. Maria Karolina nie spodziewała się chyba, że bardzo szybko i jej przyjdzie stanąć u wrót wieczności. Zmarła 8 V 1740 roku. Sytuacja się powtórzyła. Za pogrzeb, wyprowadzenie serca, procesje, odprawiane msze, szaty nikt nie zapłacił księżom i innym uczestniczącym w tych uroczystościach.

Zapowiedź uregulowania zaległych sum księża dostali dopiero od księcia Radziwiłła, który obiecał regularne wypłaty, ale dopiero od dnia 1 września 1740 roku. Ciekawe, że sami zainteresowani nie wspominają nic o uregulowaniu wcześniejszych zaległości, co dziwi tym bardziej, że narzekali oni na brak zapłaty w dniu spisania dokumentu. Jego autorom, dwóm wikariuszom, należało się łącznie 200 zł, licząc po 25 zł za miesiąc posługi dla każdego. Całkiem możliwe więc, że „Rybeńko”, zasypany finansowymi pretensjami z racji wejścia w posiadanie dóbr Sobieskich, wykręcał się jak mógł od szybkiego ich spłacania, sypiąc za to hojnie obietnicami na przyszłość.

NGAB, F. 694, op. 4, nr 993

[k.38] „Connotacya zasług osob: tak Duchownych iako y Świeckich Koscioła Farskiego Żołkiewskiego”

1. Po wyprowadzeniu Ciała S.P. Naiasnieyszego Krolewica JMci Jakuba do Kościoła My Xięża, których nas tu na ten czas przy kościele było siedmiu: Mościcki, Czechowicz, Kozłowski, Lipiński, Sudzicki, Naszowski i Kwapiński, tudzież y czterech muzykantów odprawiliśmy za Duszę S.P. Naiasnieyszego Pana, przez ćwierć roku wigilij nr. 30 y Mszy S. tak czytanych iak y śpiewanych po 30 każdy ksiądz. Za co tak my wszyscy, jako y koscioł za dzwonienie y za światło, dotąd żadney nie mamy satisfakcyi.

2. Anniwersarzów przeniesionych od WW. OO. Dominikanów nro 10 za Duszę SP. Familiantów Naiasnieyszego Domu Sobieskich, wszyscy ut supra odprawiliśmy przez rok ieden. Za które tak nam, jako y do Kościoła obiecowano z Zamku płacić, a dotąd ani za wigilie, ani za msze S. ani za Dalmatyki nic nam żadnemu, ani Kościołowi nie dano.

3. Za dwa kwartały i za miesięcy dwa nie płacone, zawiedzione z przeszłego roku 1739, poczynając a 1ma 7bris aż do maja Roku teraźnieyszego 1740, od którego miesiąca dopiero teraz mamy naznaczoną pensyą od Jaśnie Oświeconego Xiążęcia JMci Pana y Dobrodzieia naszego. Nam dwom xiężom wikaryom aktualnie będącym przy kościele należy nam się po złotych 200 każdemu, na każdy miesiąc rachując według ordynaryiney solucyi po złotych 25. W czym y Koscioł nie płatny z tych kwartałów. Także y Xiędzu Sudzickiemu przed tym tu kościele będącemu, a teraz Jaryczowskiemu Parochowi należy się za jeden kwartał złotych 75.

4. Za prace nasze tak my Xiężą aktualnie będący, jako y ludzie kościelni przy wyprowadzeniu Serca S.P. Naiasnieyszey Xiężny JeyMci do kościoła za processyą, Wigilie Msze S., Dalmatyki, jeszcze dotąd, tak my wszyscy, jako kościół, żadnej nie mamy rekompensy. W czym przynamniey my aktualnie służący przy kościele z najgłębszą uniżonością naszą, upadając pod nogi Pańskie o replikę na wszytkie punkta i resolucyą upraszamy. Dat. 27 Juny 1740 A.”.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego:

Logo MKiDN