© Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie
Silva Rerum   Silva Rerum   |   13.12.2012

Zmierzch mołdawskich planów Jana III Sobieskiego

Tłumaczyć mołdawską pomyłkę Sobieskiego może to, iż trafność polityki wołoskiej mógł on sprawdzić tylko po wkroczeniu na obszar, którego ona dotyczyła, a kiedy weryfikacja wypadła niepomyślnie na jej korektę było za późno. Jednak polityka nie jest sferą przyjmującą podobne wyjaśnienia. Można przecież powiedzieć, że gdyby królowi starczyło przenikliwości, zinterpretowałby prawidłowo postępowanie Kantemira już w 1685 r., dzięki czemu mógłby zachować się w 1686 r. podobnie jak podczas ostatniej wyprawy w 1691 r. i wyciągnąć z inwazji do Mołdawii w 1686 r. korzyści co najmniej równe tym z 1691 r. Przenikliwości tej zabrakło. Sobieski popełnił chyba błąd częsty w jego życiu źle ocenił człowieka. Polityka personalna nie była mocną strona króla, a może los wyrównywał mu swoje uśmiechy w wojnie brakiem szczęścia do ludzi; ci których mianował zdradzali go szybciej i częściej niż innych władców, czego przykładem byli wyniesieni przez niego na Litwie w opozycji do Paców Sapiehowie którzy z lekarstwa szybko stali się utrapieniem gorszym od choroby. W okresie powiedeńskim podobna sytuacja miała miejsce w polityce zagranicznej Sobieski pomylił się w ocenie Kantemira. Tyle, że w tym wypadku król miał więcej danych by z góry przewidzieć zawód, a hospodar Mołdawii więcej istotnych przesłanek by „zdradzić” i mniej powodów do lojalności niż litewscy Sapiehowie.

Sprzeczności pomiędzy Sobieskim i Kantemirem miała dwojakie podłoże. Koncepcja króla zakładała wkroczenie do Mołdawii przed opanowaniem Kamieńca. Kantemir mógł się obawiać, że polskie sukcesy w Mołdawii bez zdobycia tej twierdzy okażą się sezonowe, a jego dotknie odwet Turków. Była to artykułowana przyczyna nieporozumień, głębsza pozostała niedopowiedziana. Gdyby głównym motywem decyzji Kantemira był strach przed Portą, to wkroczenie króla w 1686 r. do Mołdawii z armią, której przeciwnik nie próbował nawet stawiać oporu, powinno skłonić hospodara do zmiany frontu. Kantemir wolał opuścić stolicę, ryzykując, że Polacy zemszczą się na nim, atakując w kolejnych kampaniach hospodarstwo, którego turecko-tatarskie siły nie były w stanie obronić. Ryzyko stanięcia po którejkolwiek ze stron było duże i trudne do oceny, a sam hospodar, zasługujący w grze na miano języczka u wagi, mógł wpłynąć na rozwój wypadków skoro bowiem losy zmagań ważyły się gdy on stał po stronie Porty, to czy nie przechyliłyby się na drugą stronę, gdyby opowiedział się za Polską? Ale Kantemir nigdy się na to nie zdecydował. Dlaczego? Wyjaśnienie jest najprostsze z możliwych: hospodar bardziej obawiał się wojennego triumfu Sobieskiego w Mołdawii, niż sukcesu Porty. Sułtan nie był zainteresowany jego tronem, Sobiescy tak. Tu tkwił najgłębszy powód niechęci Kantemira do ujrzenia Polaków w Jassach był to strach przed przekształceniem hospodarstwa w dziedziczne władztwo rodu Sobieskich. W tym miejscu zbiegały się relacje polsko-wołoskie z ogólną materią królewskich aspiracji i celami całej powiedeńskiej polityki Jana III Sobieskiego.