UE
Unia Europejska
nieslyszacy WCAG 2.0

Tematy

Charakterystyczne dla XIX wieku cykle portretów były jednym ze środków budowania i umacniania tożsamości narodowej, prezentowania wzorów osobowych dla współczesnych, jak również sposobem edukacji historycznej.



"Remember!"

Niemałą rolę w początkach restauracji Stewartów odegrał skarb z Newcastle. Wspomina o tym Alexandre Dumas (ojciec), wielki patron tej serii felietonów.

Pod tą koszulką zmieściło się jak dotąd niewielu Anglików, co może i słuszne, gdyż starczy popatrzeć na katedrę św. Pawła w Londynie, aby zrozumieć, że ich podejście do baroku jest zdecydowanie wypaczone. Istnieje zresztą pogląd, wcale nieźle uzasadniony, który głosi, że tak naprawdę baroku na Wyspach nie było, a gotyk (pomińmy już moment klasycyzmu) płynnie przeszedł w neogotyk. Najlepiej sprawdzić to na miejscu, czego wszelako nie uczynię, bo się tam nie wybieram. Już ani pensa w żadnym pubie… Zresztą nie byłoby jak, bo pubów w istocie dawno już nie ma. A przynajmniej nie ma w nich dobrego piwa: dotąd pamiętam smak Younger’s Special Bitter czy Samuela Smitha, a Pimlico Porter – cudo. Pamiętam, jak do Londynu przyjechało combo będące w zasadzie reprezentacją Polski: Namysłowski, Karolak, Mały na perkusji – świetny skład. Publiczność nie za bardzo dopisała, a gdy otworzono bar i ktoś krzyknął „Newcastle Brown!”, wszystkich formalnie wywiało. Łza się w oku kręci. Dość już wszakże o tym, jakkolwiek zawsze warto przypomnieć, że jeden z najwspanialszych obrazów genialnego Turnera przedstawia piwowara, niejakiego pana Trumana. Później zaczęła się era Fostera, niesmacznego piwska z Australii, a teraz nie wiem, co się tam pije, gdyż ani nie byłem i – jako się rzekło – nie wybieram się, chyba że zburzą te ohydne wieżowce. Ongi szpeciło Londyn niewiele takich budowli, z których najbardziej rzucały się w oczy budynki na Barbicanie i takie coś na rogu Tottenhamu i Oxfordu.

To wszystko było wszakże bardzo dawno, choć nieco później niż epoka baroku, ze specjalnym uwzględnieniem czasów Stewartów. Pisałem o nich już pod tą koszulką, choć nie pamiętam, czy wzmiankowałem, że jeden z jej głównych krajczych, pan D’Artagnan, porwał był dyktatora Anglii, generała George’a Moncka, i przewiózł go w pudełku do Francji, by oddać w ręce Karola II. W ten sposób dokonała się rekonstrukcja tamtejszej monarchii. Notabene D’Artagnan wprowadza swój pomysł w czyn na mocy formalnego układu ze swym byłym służącym Planchetem, alias Wiórkiem. Rożne są bowiem tłumaczenia różnych imion w kolejnych częściach trylogii muszkieterskiej. Zresztą powtórzmy: Atos ma służącego Grimauda alias Milczka, Aramis Bazina, czyli Gryzipiórka, a Portos Mousquetona, czyli oczywiście Muszkieta, a ich naczelne cechy są analogiczne do cech ich panów – pamiętajmy, że czterech muszkieterów uosabia cztery temperamenty.

Jak już się zgadało o Stuartach, to przypomnijmy pewien moment z czasów angielskiej rewolucji nieprzemysłowej, moment ważny, choć przez historyków – w przeciwieństwie do Alexandre’a Dumasa (ojca) – zapomniany. Oto jest już po wszystkim: po bezmyślnych rządach Karola I i okrutnej wojnie domowej, z której zwycięsko wychodzi Oliver Cromwell na czele swych Żelaznobokich, Parlament, dziwacznie zwany „Kadłubowym”, z nowym, 1649 rokiem (bo 1 stycznia) skazał Karola I na śmierć. Wyrok wykonano bez – że się tak wyrażę – zbędnej zwłoki, bo na dekapitację król czekał do 30 tegoż miesiąca. Stało się to przy entuzjastycznym poparciu wielkiego poety Johna Miltona i w obecności czerech muszkieterów. Bo tak to już jest, że we wszystkich częściach trylogii muszkieterowie pętają się po Anglii. Tu, choć – jak zwykle – politycznie podzieleni (D’Artagnan i Portos służą rządowi Francji, który popiera angielski przewrót, a Atos i Aramis – wprost przeciwnie), jednoczą się w celu uratowania Stewarta, bo wszyscy przecież dobrzy szlachcice są monarchistami. Jednakże mimo ich wysiłków na koniec przyglądają się egzekucji Karola I. Atos stoi nawet u stóp rusztowania…

Nie bez racji, bo ostanie słowa, a właściwie słowo króla jest skierowane tylko do niego: „Remember!”. O czym wszakże ma pamiętać hrabia de la Fère, znany pod muszkieterskim pseudo Atosa? Po prostu (zwykle tak bywa) tylko on wie o skarbie zakopanym na zamku Newcastle (nazywa się milion), który trzeba będzie przekazać synowi Karola I. Atos, z niejaką pomocą D’Artagnana, znajduje właściwą drogę, co mocno ułatwia początki restauracji, a wiadomo, że nic się tak nie podoba władzy (zwłaszcza świeżej), jak kasa. Ciekawe, że historycy nie wspominają o sprawie skarbu z Newcastle, choć doskonale wiedzą o skarbie ze Środy Śląskiej.

drukuj
Podziel się:
Wykop Facebook
koszulka_dejaniry_logo.jpg

Zamach w Vaux, czyli o przyprawianiu gęby (artykuł)

Kilka razy pisałem pod tym nagłówkiem o d’Artagnanie, ale to przecież najsłynniejszy bohater epoki baroku, co więcej, ten facet nie …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Cherchez la femme! (artykuł)

Byłoby świństwem graniczącym z barbarzyństwem, aby ten barokizujący felieton wywikłał się z obowiązku oddania czci najwspanialszej powieści opisującej barokowe czasy …

koszulka_dejaniry_logo.jpg

Kardynał i walet (artykuł)

Niesłychane, ale zdarzyło się tak, że pierwszy minister króla Anglii zakochał się w królowej Francji, ba, dał temu namacalny wyraz. Owładnięty …