Nerwowy podróżnik? Przypadek Charles’a de La Condamine
Jedną z atrakcji rzymskiego karnawału był wyścig koni berberyjskich wzdłuż Corso, naśladujący słynne sieneńskie palio. W 1754 r. wydarzenie to obserwował matematyk Charles Marie de La Condamine (1701-74), sławny podróżnik i naukowiec. W jego relacji nie ma odniesień do ludycznego wymiaru wydarzenia, notował natomiast długość trasy (w sążniach, fr. toise), starając się „z zegarkiem w ręku” (jak pisał) ocenić wydolność koni, ich prędkość w biegu oraz długość końskiego susa! Był jednym z wybitnych przedstawicieli europejskiej inteligencji, wierzył w badania empiryczne i należał do czołowych odkrywców epoki. Przez 10 lat podróżował po Ameryce Południowej (1735-45), początkowo jako członek francuskiej ekspedycji badającej tereny wokół równika przemierzał górskie szlaki w Andach i dotarł do Quito, po czym spłynął Amazonką od jej górnego biegu aż do Atlantyku – prowadząc obserwacje geograficzne, botaniczne, astronomiczne i etnograficzne – czego efektem była opracowana przez niego pierwsza mapa dorzecza tej wielkiej rzeki.
Wiek Świateł, jak nazywano XVIII stulecie, albo – by użyć tytułu książki znakomitego znawcy epoki Franco Venturiego – Settecento Riformatore – miał wielu koryfeuszy i wydał wielu celebrytów. Niezwykła eksplozja intelektualnej aktywności stworzyła wielotysięczne europejskie interaktywne środowisko nazywane „republiką piszących”, które grupowało ludzi pióra, literatów i naukowców – takich jak La Condamine – utrzymujących częste kontakty. Symbolem ich dokonań stała się francuska Encyklopedia, wielotomowe kompendium wiedzy, tak jak ją postrzegano w stuleciu, w którym odkryto i wynaleziono mechaniczną przędzarkę, termometr rtęciowy, dwuogniskowe okulary czy kondensator, ale także wrotki, składany parasol chroniący od deszczu i fortepian.
Charles La Condamine był szczególnie zasłużony na polu odkryć geograficznych i badań przyrody. Wiosną 1763 r. znajdujemy go w Londynie, dokąd przybył na rozmowy ze swoimi brytyjskimi kolegami z Królewskiego Towarzystwa Nauk (którego był członkiem). Obracał się wśród elity i wiemy z kim się spotykał, jadał kolacje, spacerował oraz gdzie mieszkał. Incydent, który opisujemy poniżej, posłuży do zadania pytań dotyczących europejskiej formacji inteligenckiej tego okresu. Wieczorem 26 maja 1763 r. – w piątek – Francuz wracał do domu (raczej wynajętej kwatery lub hotelu) „Pod Złotym Aniołem”, przy ulicy Suffolk, w prestiżowym centrum Londynu, opodal gmachu opery i ruchliwego placu Charing Cross. Zauważył, że śledzi go dwóch obwiesiów (jeden z kijem w ręce), którzy – ku jego zaskoczeniu – weszli za nim do domu, przedstawili mu jakiś dokument i zagrozili, że zaprowadzą go na odwach policji (jeśli się nie wyprowadzi). Scena miała charakter pantomimy, ponieważ Francuz nie znał angielskiego i rozumiał tylko gesty napastników (ponadto był nieco przygłuchy!). W owej „farsie”, jak pisał potem, uczestniczyła także właścicielka mieszkania (po stronie napastników). La Condamine wywnioskował z gestów, że domagają się pieniędzy, więc dał im kilka szylingów, a intruzi odeszli. Naukowiec poradził się ambasady francuskiej co czynić w tej sytuacji, ale zasugerowano mu, aby raczej milczał. La Condamine był jednak oburzony i postanowił „zwrócić się do narodu angielskiego” pisząc list do prasy, w którym przedstawił swoją wersję całej sytuacji. Zdecydował się „zwrócić do Anglików, którzy szczycą się wiedzą o ludzkich prawach”. Zapytał, czy „wedle prawa, które cenią tak wysoko, cudzoziemiec może być w taki sposób obrażany i to w stolicy. Pośród barbarzyńców, wśród których przebywał, nigdy nie był narażony na podobny despekt”. Francuz doczekał się odpowiedzi, udzielonych mu równie publicznie – w gazetach – przynajmniej dwukrotnie, z których jedna proponowała całkiem odmienną ocenę zaistniałej sytuacji. Po pierwsze – jak napisano – ów niesprecyzowany dokument, który intruzi przedstawili, był wezwaniem do stawienia się przed sędzią, ponieważ hotelowa pokojówka zeznała pod przysięgą, że La Condamine dzień wcześniej groził jej nożem! Ponadto twierdzono, że Francuz skłamał mówiąc, że wracał do domu, bo znajdował się w swoim pokoju w „filozoficznym towarzystwie dwóch pięknych nimf, które lepiej nazwać Gracjami niż Cnotami”. Respons kończył się wezwaniem, aby „kłopotliwy gość” opuścił lokum oraz życzeniami udanej podroży „do Trypolisu lub Barbarii, które lepiej sprostają jego oczekiwaniom niż Stara Anglia” i aby „nie przeklinał, jak to uczynił, wszystkich Anglików, ale znalazł sobie własne sposoby uzyskania satysfakcji” (co brzmiało co najmniej dwuznacznie).
Sprawa wydaje się zagmatwana i nie chodzi tu o ustalenie, jak było naprawdę (choć autor tej badawczej dyrektywy, Leopold von Ranke, byłby innego zdania). Przywykliśmy patrzeć na oświeceniową wspólnotę intelektualistów i naukowców jako na spójne środowisko, skupione wokół przełomowych często badań i niewrażliwe na polityczne podziały oraz istniejące granice. W sytuacji stresu i zagrożenia – a w takiej znalazł się (przynajmniej we własnej ocenie) La Condamine – ujawniły się jednak głęboko ukryte, zadawnione uprzedzenia i stereotypy. „Nie zostałem tak źle potraktowany u dzikusów, jak w Londynie” twierdził naukowiec, wypowiadając cierpkie uwagi na temat brytyjskiego rozumienia „praw człowieka” (rights of humanity). W odpowiedzi usłyszał m.in. że trzydzieści tysięcy jego rodaków, którzy „gościli” w Anglii (chodziło o jeńców wojennych w okresie Wojny Siedmioletniej) nie narzekało na wyspiarską gościnność. Inteligencka „republika piszących” XVIII wieku nawet jeśli okazywała się paneuropejską wspólnotą myśli, to nadal pozostawała kłębowiskiem emocji i narodowych uprzedzeń.