Magnum Sal, seu Wieliczka
Żupy (w Wieliczce i Bochni) były własnością królewską, jednak podlegały zarządowi i dzierżawie żupnika. Dzierżawca miał konkretne zobowiązania, określone w kolejnych aktach prawnych począwszy od 1368 roku, kiedy Kazimierz Wielki wydał ordynację solną, aż do końca XVIII wieku.
Podstawowym produktem żup była sól – w kilku rodzajach. Najbardziej imponujące były bałwany solne, osiągające w różnych okresach różną wagę – między 600 a 2000 kg. Sprzedawano także rum solny, sól warzoną i jeszcze przynajmniej kilka innych rodzajów soli. Urobek z kopalni często przewożony był do Portu Solnego na terenie Podgórza (dzisiaj dzielnica Krakowa) i spławiany Wisłą przez frochtarzy.
Organizacja żup krakowskich nie ulegała większym zmianom do końca XVIII wieku. Ważnym miejscem w ich strukturze były „góry” lub „góra”. Określenie to często pojawia się w kontekście staropolskich kopalni i z nim możemy wiązać pochodzenie rzeczownika „górnik”. „Góra” to dawna nazwa kompleksu komór połączonych korytarzami oraz szybikami, które łączą się w szybie głównym, ocembrowanym i przystosowanym do spuszczania i wciągania robotników oraz urobku. W żupach wielickich w początkach XVI wieku znajdowały się trzy główne góry: Seraf, Regis i Wodna Góra. Każda z nich miała wiele komór i jeden szyb główny, który przejął od niej nazwę. Oprócz tego w skład całej żupy wchodziła warzelnia i gospodarstwo żupne, które stanowiło zaplecze zakładu. Jednak to właśnie podziemna część wywoływała największe wrażenie i szybko zaczęła być traktowana także jako atrakcja.
Turystyka staropolska
Kopalnia soli w Wieliczce była rzeczywiście atrakcją turystyczną, a jej położenie blisko Krakowa jedynie ułatwiało dostęp. Odwiedzali ją więc naukowcy, podróżnicy, dyplomaci czy poeci i wielu z nich zostawiło swoje relacje.
Liczba zachowanych tekstów na temat żup krakowskich jest ogromna, począwszy od dokumentów królewskich z końca średniowiecza, przez pierwsze kompendium sporządzone w 1518 roku z inicjatywy żupnika Jana Bonera (Brevis et accurata regiminis ac status Zupparum Vielicensium et Bochnensium). Dokumenty te są doskonałym źródłem dla badaczy historii kopalni.
Istnieje jednak także wiele relacji prozatorskich i poetyckich z pobytu w Wieliczce. Już na przełomie XV i XVI wieku powstawały utwory łacińskie, pisane w duchu humanistycznym, najczęściej – a nawet prawie zawsze – przez poetów-turystów, którzy kopalnie odwiedzali. Wśród autorów tworzących w XVI i XVII wieku wymienić można Konrada Celtisa, Wawrzyńca Korwina, Joachima Wadiana, Jodoka Willicha, Jodoka Decjusza, Jana Achacego Kmity, którzy pozostawili poetyckie lub prozatorskie opisy i relacje, polskie i łacińskie, krótsze i dłuższe… Narrator poematu Muza gór wielickich z 1608 roku wspomina graffiti wykonane na belkach podtrzymujących stropy korytarzy:
Tam imiona po tramach baczę pomieszane
Ludzi dawnych i naszych wieków napisane,
Którzy tam, kiedy byli, są rożni panowie,
Gmin prosty i biskupi, i bohatyrowie.
Widziałem tam twe imię, królu nieszczęśliwy;
O, byś był z nami dotąd, byłbyś, wierzę, żywy
Jeszcze pono. Tam i ten, coś go krwią zapłacił,
Daj go był albo nie znał, albo był nie tracił.
Jest drugich zacnych dosyć, których nasze chwile
Widziały. Naprzód siedzisz, święty Radziwile,
I biskupie z Fulginu (Muza gór wielickich, w. 83-93)
Nie możemy ze stuprocentową pewnością zweryfikować wszystkich postaci wymienionych w tym utworze (czyli zapewne króla Stefana Batorego, może Samuela Zborowskiego, może kardynała Jerzego Radziwiłła, zapewne nuncjusza Francesca Simonettę, biskupa Folgino) – ponadto mamy tu do czynienia z poezją, a nie dokumentem. Z innych źródeł wiemy, że autor miał bliskie związki z Radziwiłłami.
Zainteresowanie Wieliczką przejawiali także badacze z całej Europy. Jednym z ich był Ulisses Aldrovandi, zasłużony szesnastowieczny przyrodnik, który prowadził rozległą korespondencję z polskimi uczonymi, prosząc o różne okazy, dzisiaj niekiedy zaskakujące czy wręcz makabryczne. Były to zarówno wizerunki różnych zwierząt, jak i spreparowane eksponaty: skórki łasic, popielic czy gronostajów, szkielet suma, ząb mamuta, pasy ze skóry tura, płód niedźwiedzi, skrzydło oraz nogi z pierzem głuszca, a także okazy mineralogiczne – w tym sól z Wieliczki, Bochni i Kołomyi (osobne zagłębie solne), ołów i srebro z Olkusza oraz wiele innych.
Także w osiemnastowiecznej Encyklopedii francuskiej znajdujemy całe hasło poświęcone Wieliczce oraz osobne poświęcone soli, gdzie również wzmiankuje się kopalnię. Autor hasła (Chevalier de Jaucourt) rozprawia się z jedną z francuskich relacji z podróży do Rzeczypospolitej, której autor donosił, że w kopalni znajduje się całe podziemne miasto „z ulicami, domami mieszkalnymi, księżmi, sędziami”. Osiemnastowieczny umysł z satysfakcją krytykuje takie bałamuctwa, ale sam fakt ich istnienia jest potwierdzeniem, że Wieliczka pobudzała wyobraźnię jak mało które miejsce na terenie Rzeczypospolitej.
„Lichym dźwiękiem będę brzmiał twe podziemne kraje / I owoc, który twój grunt słony światu daje”
Z wielu relacji i utworów na temat kopalni warto przywołać dwa poematy, które obszerniej ją przedstawiają kopalnię czynią to w formie narracyjnej, a nie tylko opisowej. W obu szkieletem jest aktywność, którą podejmowali goście polscy i zagraniczni, czyli zejście do kopalni z przewodnikiem.
Poemat Adama Schrötera Salinarum Vielicensium decriptio (dwa wydania w 1533 i 1564 roku) obszernie przedstawia kopalnie wielickie w formie wycieczki „do wnętrza ziemi” (co zresztą jest bardzo częstym toposem w „poezji wielickiej”). Obejmuje opis złóż wielickich, legendy ich powstania oraz przedstawia ówczesne poglądy na temat geologii i alchemii. Dopiero druga część (od wersu 683 na 934 w drugim wydaniu) poświęcona jest wizycie w kopalni. Relacja jest dość dokładna; narrator jest spuszczany w dół szybu na linie, siedząc na plecionym krześle. Towarzyszący mu górnicy śpiewają w trakcie zjazdu pieśń (inny autor napisze, że to pieśń ku czci świętej Barbary). Na dole narrator przedstawia nam obraz górnika (przepasany skórą, z workiem na plecach, z kagankiem w ręce), następnie opisuje podział pracy pod ziemią i zawody górnicze. Zwraca uwagę, że jeden z pracowników jest oddelegowany jako przewodnik dla gości i relacjonuje jego opowieści o tym, jak górnicy unikają niebezpieczeństw, jak rozpoznają odpowiednie rodzaje skał i rodzaje soli, jak wywożą urobek i jak komunikują się z osobami na powierzchni ziemi (stukają w odpowiednie deski, jeżeli chcą być wyciągnięci do góry). Otrzymujemy też sporo informacji o historii zakładu, nietypowych zdarzeniach czy wierzeniach. Podróż kończy się szczęśliwie wyjściem z podziemnego labiryntu na światło słoneczne.
Schemat podróży do podziemi – z Muzą jako przewodniczką – podejmuje także autor poematu Muza gór wielickich (wyd. 1608). W wielu źródłach przypisuje się jego autorstwo Andrzejowi Loechiusowi (Loeaecheus, Loeaechius, Loechowicz, Lechowicz, Andrew Leach – jego nazwisko zachowało się w kilku formach), Szkotowi z pochodzenia, poecie mieszkającym i piszącym wiele lat na terenie Rzeczypospolitej (emigracja szkocka w XVI i XVII wieku jest interesującym zagadnieniem wartym osobnego przedstawienia). Loechius jest autorem wielu wierszy, w tym kilku w języku polskim, jednak większość jego dorobku to okolicznościowe utwory łacińskie. Szczególnie upodobał sobie wymyślne gatunki włączane ogólnie do zbioru tak zwanej poezji kunsztownej (poesis artificiosa), a były to anagramy, czyli utwory, w których ukrywał imiona i nazwiska osób, którym je dedykował; chronogramy (utwory z ukrytymi liczbami, zwłaszcza datami), nenia (utwory żałobne), epitalamia (utwory okołoweselne) czy genethliakony (utwory pochwalne dla nowonarodzonego potomka).
Loechius jest też istotnym autorem w historii piśmiennictwa wielickiego. Szkotowi przypisuje się chyba najbardziej znany poemat na temat żup, czyli wspomnianą Muzę gór wielickich. Przypisuje, bowiem druk z 1608 roku został wydany anonimowo. Jedynie w obrębie ramy wydawniczej – a składa się na nią 12 wierszy wprowadzających poemat i go zwieńczających – znajdujemy utwory podpisane przez Loechiusa. To nie świadczy o tym, że on jest autorem głównego utworu, ale w wielu miejscach przyjęło się tak uważać. Wiemy, że potrafił pisać po polsku, czy był jednak zdolny, żeby stworzyć blisko dwustuwersowy poemat? I dlaczego nie wydał go pod własnym – uznanym – nazwiskiem?
Opowieść anonimowego autora jest mniej obfita w szczegóły niż utwór Schrötera, ale za to bardziej jędrna, żywsza, obfitująca w poetyckie obrazy. Opis kopalni jest też bardziej oparty na schematach klasycznych. Podróż do wnętrza ziemi ma przecież pierwowzory w epice greckiej i rzymskiej; każdy wielki bohater wizytował krainę zmarłych. Również w Muzie gór wielickich narrator niejednokrotnie wspomina Persefonę i Plutona (z którymi kopalnia „o ścianę graniczy”):
Tu noc wieczna, tu i strach, tu i blade cienie,
Zdadzą się na wieczne być skazane więzienie.
Chcesz Prometea widzieć: ot, przybit do ściany;
Chcesz Syzyfa: ot, ciężkie obraca bałwany;
Ta woda stanie za Styks czarną (…) (Muza gór wielickich, 141-145)
Ponadto mamy tu do czynienia z interesującym zagadnieniem całej koncepcji świata przedstawionego. Jest to poezja, w której nie ma rywalizacji czy walki między ludźmi, znanej z poematów bohaterskich. Jest za to przedstawiona „walka” człowieka z żywiołem – w tym przypadku z żywiołem ziemi – czyli po prostu praca, co kolei jest częścią „tej mniej pamiętanej” – w porównaniu do homeryckiej i wergiliuszowej Eneidy (zwłaszcza w Rzeczypospolitej) – tradycji literackiej Hezjoda i wergiliuszowych Georgik.
Praca w wielickich górach jest trudna i niebezpieczna, a sceneria złowieszczo majestatyczna:
A tak wszystko zmieszano, że mogę rzec śmiele,
W kreteńskim Labiryncie nie było tak wiele
Przechodów, i tam, i sam różnie zawikłanych,
Choć też namyślną sztuką na to zbudowanych (Muza gór wielickich, w. 59-62)
Ciemne, mroczne, ledwie oświetlone i przypominające labirynty korytarze podziemne oraz imponujące sale-komory wywołują trwogę i niezmiennie kojarzą się z podziemiami. Sino-czarna kolorystyka dominuje w opisach, a gdy tylko spojrzeć nieco dalej, korytarze nikną we mgłach.
Lampę czarną od dymu, która pokazuje
Na sążeń tylko ziemie, ostatek zajmuje
Mgła prawie nie rozbita, a z nią noc czarnawa. (Muza gór wielickich, w. 47-49)
Podziemny świat kopalni, w którym człowiek każdego dnia mierzy się z naturą i żywiołem, wywołuje potrzebę istnienia swoistej religijności, połączenie pragnienia opieki nad górnikami oraz szacunku dla ignoti dei. Z jednej więc strony rozwijał się kult świętych związanych z górnictwem (w regionie krakowskim to Klemens, Barbara czy Kinga), budowano podziemne kaplice i ustawiano figury (od XVI wieku w kopalni powstały 23 różne kaplice), śpiewano pieśni podczas zjazdów do kopalni. Z drugiej strony obserwowano skłonność do przesądów, dostrzegania duchów i „skarbników” w otchłaniach kopalni (legendy na temat takich postaci zwanych daemones montani przedstawione są w innym istotnym dziele opisującym prace górników – w tym przypadku na pograniczu Małopolski i Śląska – czyli w Officina ferraria Walentego Roździeńskiego) oraz tłumaczenia fenomenów przyrodniczych działaniem sił nadprzyrodzonych. Na różne sposoby chroniono się przed niebezpieczeństwem. Nie było to czasy kanarków w kopalniach, ale odpowiednia wiedza o rodzajach skał i obserwacje otoczenia pozwalały niekiedy wychwycić zbliżające się niebezpieczeństwo. A obawy były jak najbardziej uzasadnione – wypadki górnicze zdarzały się nierzadko i mamy takie literackie relacje katastrof oraz legendy o katastrofach w kopalniach na Śląsku czy w Rudawach (bogaty w takie opowieści jest wspomniany poemat Roździeńskiego). W kontekście wielickim warto zwrócić uwagę na jeden z druków ulotnych zatytułowany Pieśń nowa o skarbach pańskich i żupach solnych wielickich, w których się na dole, to jest w ziemnych lochach, zapaliło, roku 1644, dnia 16 grudnia, tak zwaną pieśń nowiniarską z połowy XVII wieku. Jest to przykład przekazywania informacji o bieżących niezwykłych wydarzeniach w sposób atrakcyjny i zrozumiały dla licznych odbiorców.
Saliny wielickie były wyjątkowe, a ich struktura – potężne podziemne komory – i funkcjonowanie działały na wyobraźnię. Produkt kopalni, sól, był znany odwiedzającym i z pewnością przez nich użytkowany. Jednak jego wydobycie stanowiło zajęcie nietypowe, związane z konkretnymi regionami i w dodatku niedostępne dla każdego. I to nawet dosłownie – żeby ujrzeć „starcie” człowieka z żywiołem ziemi i proces wyrywania z jej wnętrza brył solnych, trzeba było się odważyć i zjechać w mroczną otchłań kopalni, która kojarzyła się z czeluściami Hadesu czy piekieł. Ta mieszanka wrażeń, podziwu i strachu, trwogi i zachwytu, stała się impulsem dla twórczości poetów.
Bibliografia:
[A. Loechius?], Muza gór wielickich, Kraków 1608 (https://www.jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/publication/167979/edition/159645).
A. Schröter, Regni Poloniae Salinarum Vieliciensivm Descriptio carmine elegiaco. Iam denuo ab [...] reuisa et aucta, Kraków 1564 (https://wbc.poznan.pl/publication/320571).
A. Schröter, Opis salin wielickich, przekład F. Piestraka, Kraków 1901 (https://sbc.org.pl/dlibra/publication/337079/edition/318476).
Pieśń nowa o skarbach pańskich i o żupach solnych wielickich, które się 16 grudnia 1644 r. zapaliły, b.m., b.r. (https://cbdu.ijppan.pl/id/eprint/4600).
A. Borysowska, Andrzej Loeaechius i jego twórczość poetycka (XVI/XVII w.), „Slavia Occidentalis”, r. LIV (1997).
A. Borysowska, Wokół zagadki autorstwa „Muzy gór wielickich” (Kraków 1608), w: Sarmackie theatrum, t. 5, red. M. Barłowska, M. Walińska, Katowice 2012.
R. Bugaj, Renesansowy poemat o soli kamiennej: Adam Schröter „Salinarum Vielicensium Descriptio”, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki”, r. 44 (1999), nr 2.
A. Długosz, Wieliczka. Magnum Sal jako zabytek kultury materialnej, Warszawa 1958.
A. Jodłowski, Żupa solna w Wieliczce, Wieliczka 2000.
P. Oszajca, Z. Bela, Ulisses Aldrovandi, jego kolekcja przyrodnicza oraz związki z polskimi uczonymi (Część 2), „Opuscula Musealia” 21 (2013).
J. Piotrowicz, Najstarszy opis żup krakowskich i jego znaczenie na europejskim tle porównawczym, „Studia i Materiały do Dziejów Żup Solnych w Polsce”, t. XXII (2002).
P. Poterała, Praca w kopalni soli na początku XVII wieku według poematu „Muza gór wielickich” Andrzeja Loeaechiusa, w: „Labor omnia vincit improbus”. Etos pracy w literaturze i kulturze – wybrane ujęcia, pod red. M. Kurana, przy współpracy A. Goszczyńskiej, Łódź 2019.
A. Smaroń, Dwie najstarsze relacje łacińskie o żupach krakowskich z XVI wieku, „Studia i Materiały do Dziejów Żup Solnych w Polsce, t. XI (1982).
A. Smaroń, Żupy krakowskie w poezji polsko-łacińskiej od XV do XVII wieku, „Studia i Materiały do Dziejów Żup Solnych w Polsce", t. XII (1983).
A. Smaroń, Żupy krakowskie w zwierciadle literackim polskiego Renesansu, w: Cracovia litterarum. Kultura umysłowa i literacka Krakowa i Małopolski w dobie Renesansu, Wrocław 1991.