Listy z Włoch Williama Shorta; Giro d’Italia po amerykańsku

Listy z Włoch Williama Shorta; Giro d’Italia po amerykańsku

Podróże Europejczyków po Italii w okresie od XVII do XIX wieku stały się tematem de rigueur współczesnej historiografii i zaowocowały setkami znakomitych analiz, które – jak to określał Daniel Roche – opisują jedną z naczelnych cech nowożytnej cywilizacji – społeczną ruchliwość i przemieszczanie się ludzi [1]. Pojęcie używane najczęściej – Grand Tour – określa szczególną postawę poznawczą podróżników, wczesny przejaw turyzmu, słowa wprowadzonego do publicznego obiegu przez Stendhala w 1838 r. 

Ze zrozumiałych powodów podróżni pochodzący z innych kontynentów – i kultur – mieli znacznie mniejszą możliwość przedstawienia swoich opinii i wrażeń, które z racji ich pochodzenia mogły odbiegać od ocen Europejczyków. Ich relacje są mniej liczne i fascynują odmiennością spojrzenia, by wspomnieć tylko dziennik podroży po Europie jerozolimskiego rabina Hayim Yosefa Davida Azulai, który podróżował  (i kwestował) zbierając datki w celu wspierania gmin w Palestynie[2]

Czy w podobny sposób powinniśmy czytać relacje spisane przez „Amerykanów”, czyli brytyjskich poddanych pochodzących z amerykańskich kolonii? Ich „obcość” w Europie była względna: Ralph Izard (1742-1804) właściciel plantacji (ryżu) w Południowej Karolinie kształcił się w Anglii i mieszkał w Londynie. W jego korespondencji z okresu, kiedy podjął podróż po Szwajcarii i Italii (1774-1775), przebija przede wszystkim troska o los kolonii znajdujących się już wówczas w konflikcie z macierzą. Pisał co prawda, że „Szwajcarzy to najszczęśliwszy naród na świecie”, ale nawet obserwacje, które poczynił na miejscu zawierały odniesienia do najbardziej dlań ważnego politycznego konfliktu. W Rzymie zauważał, że „pokutuje tu w biedzie i pogardzie nieszczęśliwy ród Stuartów. Ich przodkowie błędnie podjęli walkę uzbrojeni w wątłe przywileje. W Anglii jesteśmy teraz lepiej wyuczeni”[3]. Izardowie (podróżował z żoną) byli zapewne pierwszymi Amerykanami, którzy zwiedzili wykopaliska w Pompejach i Herkulanum, ulegli także trwałej turystycznej modzie obstalowania swego portretu (oczywiście na tle ruin) u miejscowego malarza, tyle, że nie był to najsłynniejszy z nich, Pompeo Batoni, ale inny turysta, John S. Copley, malarz z kolonii, którego Izard poznał we Włoszech.

Inaczej – bardziej uważnie – patrzył na Italię inny amerykański podróżnik William Short (1759-1849), zamożny właściciel plantacji w stanie Wirginia i wykształcony prawnik. Był jednym z pierwszych Amerykanów, którzy przybyli do Europy, ale w jego przypadku powodem była kariera dyplomatyczna i stanowisko sekretarza poselstwa w Paryżu u boku Thomasa Jeffersona, w przyszłości prezydenta, którego uważał za swego mentora i protektora, wyznając podobne, liberalne poglądy. Jego włoskie giro objęło całe Włochy; od Turynu, przez Mediolan, Wenecję, Florencję, Genuę, Rzym aż do Neapolu. 

W Italii pojawił się jesienią 1788 r., tj. w ostatnim „spokojnym roku” Europy, przed zajściami w Paryżu, które miały zwiastować rewolucję. Był bystrym obserwatorem i potrafił celnie opisać to, co widział: „uważam, że Turyn jest najładniejszym miastem jakie widziałem, ze względu na symetrię, ale budynki z cegły przynajmniej tu nie wyglądają ładnie. Fasady domów wydają mi się nieukończone. Robota z cegły w Anglii i Ameryce wygląda na bardziej symetryczną i wygładzoną od zewnątrz” [4]. W Turynie wysłuchał koncertu europejskiej sławy skrzypka Antonio Lolli’ego „którego wykonanie jest zaskakujące i zdaje się, że zdumiewa samych mieszkańców” – po czym pojechał dalej, do Mediolanu. 

Kontakty miejscowe nawiązywał, tak jak wielu innych, za pomocą listów polecających. Dzięki nim spotkał m.in. hrabiego Luigiego Castiglioniego i jego brata, botanika. Spędził czas z ich rodziną w wiejskim majątku pisząc, że „mimo iż rodzina jest starożytna, szlachetnej krwi, bogata i otoczona liczną służbą, żyją zwyczajnie i w zgodzie, jak dobra amerykańska rodzina”. Short odnotował wizytę na farmie, gdzie oglądał wytwarzanie sera parmezan. Był zdegustowany jakością makaronu w Neapolu, w Piemoncie udało mu się przeczytać tajną instrukcję dotyczącą produkcji jedwabiu, a w Kapui snuł rozważania nad podobieństwem tamtejszych bawołów do amerykańskich bizonów. Douczał się historii starożytnej (zapisał, że przekroczył „słynny Rubikon”), a w Loreto, które zrobiło na nim wielkie wrażenie, słuchał „koncertu organowego i śpiewu eunuchów” oraz brał udział w mszy „na kolanach wewnątrz santa casa”, zachwycał się nabrzeżem w Ankonie i architekturą Bolonii i – czasami – narzekał. „Oberże na drodze z Bolonii do Rzymu są gorsze niż widziałem przedtem, ale woźnica-przewodnik (voiturer) był jeszcze gorszy. Narzekał na kontrakt (z nim zawarty), źle nas karmił i miał skłonność do łajdactwa”. 

Dotarł także – jak tysiące przed nim – do Rzymu, „władczyni świata”. Pisał, że „z około 14 mil zobaczyliśmy kopułę św. Piotra… trudno mi jeszcze mówić, tak bardzo opanował mnie [widok] otaczających budynków i jestem jakby oniemiały z radości z [powodu] przebywania w tym klasycznym miejscu”. 

Podobnie jak inni turyści Short zrealizował „great tour, jak go tu nazywają”, choć nie miał zwyczajowych sześciu tygodni na zwiedzanie wszystkich zabytków. Oglądał jednak uroczystą mszę odprawianą w dniu Bożego Narodzenia przez papieża w asyście kardynałów. W wędrówkach po Rzymie towarzyszyło mu dwóch młodych Anglików (jak pisał „jest ich dwa razy więcej niż innych nacji”), z których jeden „udaje konesera i bawi nas często błędami, które popełnia oraz ekstazą, w jaką popada na widok popiersia, które – jak mu powiedziano – ma być starożytne”. W Rzymie jego uwagę zwracały nie tylko starożytne zabytki, malarstwo i bogactwo pałaców arystokracji. „Teatry są otwarte tylko w karnawale, podobają się tylko tym, którzy są do tego przyzwyczajeni, mówi się też, że muzyka jest gorsza niż zwykle. Kobietom nie wolno występować na scenie i w związku z tym mężczyźni i eunuchowie w damskich szatach grają ich role. Włoski smak dopuszcza zamianę kobiet na mężczyzn, ale nie pozyskałem go jeszcze i sądzę, że płynie z tego deprawacja i zepsucie obyczaju”. Również Izard – z Neapolu – pisał dość podobnie: „Muzyka w tym kraju nie odpowiada mi. W Londynie wykonawcy w operze są lepsi niż we Florencji i Neapolu… a mieszkańcy Rzymu są zbyt pobożni, aby na coś takiego pozwolić”.

Ralph Izard, wstrzemięźliwy w notowaniu swoich refleksji, stwierdzał jednak „podróż sprawiła nam wielka przyjemność… ciekawe rzeczy i miejsca, które widzieliśmy, warte są wszystkich kłopotów podróżnika”. W listach włoskich Shorta także brak oznak „kulturowego szoku” mieszkańca Nowego Świata w zetknięciu się z europejską cywilizacją. Na uniwersytecie w Bolonii jego uwagę zwróciła broń zdobyta na Turkach, a wśród niej „tomahawk niezwykle podobny do tych, jakich używają nasi Indianie”. 

Porównania z Ameryką przeplatają się ze standardowym narracyjnym stylem, wspólnym wielu innym turystom. Gdyby Izard nie był „Anglikiem z kolonii”, a Short dotarł zza Atlantyku bezpośrednio do Włoch, można by oczekiwać bardziej kontrastowych opisów, pierwszy bowiem należał raczej do europejskiej klasy średniej, a drugi był udomowionym przybyszem, wykształconym na podręcznikach brytyjskiego prawa i od kilku już lat osiadłym w Paryżu. Nie umniejsza to jednak trafności jego przekazu i nie szkodzi barwnej narracji. Pozostawał też przy tym czynnym obserwatorem europejskich wydarzeń, dyplomatą młodej republiki, któremu powierzono określone zadania (w Paryżu, potem w Hadze i Madrycie). Był dyplomatą, a więc uważnym obserwatorem „z zawodu”. Ubolewał na brak europejskich gazet i niedosyt informacji o wydarzeniach we Francji i Anglii, dziękował swojemu przełożonemu, Jeffersonowi, za doniesienia i pytał go np. „co stanie się z Mazzei, kiedy przybędzie [do Paryża] nowy polski ambasador?”. 

Każdy przedstawiciel politycznej elity młodej republiki znał nazwisko Filippo Mazzei, toskańskiego lekarza-obieżyświata, który po raz pierwszy przybył do Ameryki w 1773 r. wioząc sadzonki winorośli (oraz dziesięciu włoskich wieśniaków) i przez lata propagował demokratyczne wartości nowego państwa. Pytanie Shorta wskazywało, że rola politycznego informatora, jaką Mazzei pełnił dla dworu Stanisława Augusta w Warszawie (licząc na zatrudnienie), była dobrze znana wszystkim, którzy zajmowali się polityką. 

Mieszkając w Paryżu Short  obserwował pierwsze niepokoje społeczne, które targały Francją. Po powrocie z Neapolu pokusił się o własną analizę zjawiska społecznego rozwarstwienia. „Po wjeździe do miasta zdumiewa ogromny tłum ludzi stale przebywających na ulicach… wielu się to podoba i wychwalają liczebność ludności, ale wyznaję, że mam inne wrażenia. Tłumy składają się tylko z najuboższych ludzi niskiego stanu. Są tam, bo nie mają gdzie iść. Są obdarci, brudni i noszą widoczne oznaki biedy… powszechny jest widok dwóch kobiet, szukających ciepła, z których jedna ogląda głowę drugiej w poszukiwaniu robactwa… dla pieszych jest to stresujące, bo tłum wciska ich zbyt blisko takich łowów. Środek ulicy tak pełny jest bogactwa i pokazu, jak pobocza biedy i nędzy. Stale przejeżdżają najwspanialsze powozy i piękne konie w eleganckiej uprzęży. Przed powozami biegnie dwu, a widziałem i trzech gońców bogato ustrojonych. Neapol przewyższa Rzym w powozach, ale przegrywa jeśli chodzi o pałace. Nie wiem dlaczego budynki są w fatalnym stanie, ledwie dwa lub trzy [zbudowano] ze smakiem”. 

Pobieżna nawet analiza dysproporcji społecznych, o którą na przykładzie Neapolu nie było trudno, kryła głębokie, wyniesione z amerykańskich doświadczeń przekonanie Shorta, że „królowie nauczą się, iż im bardziej naród jest wolny i szczęśliwy, tym bardziej oni sami osiągną wielkość i potęgę”.

Przypisy:
 
[1] Daniel Roche, Humeurs vagabondes. De la circulation des hommes et de l’utilité des voyages, Fayard, Paris 2003.
[2] Matthias B. Lehmann, Levantinos and Other Jews: Reading H.Y.D. Azulai’s Travel Diary, Jewish Social Studies, new ser., 13/3, 2007, s.1-34.
[3] Correspondence of Mr. Ralph Izard of South Carolina from the year 1774 to 1804 /…/ vol. I, Charles S. Francis & Co., New York 1844, s.30, 52.
[4] Joseph G. Fucilla, An American  Diplomat in Settecento Italy, Italica 26/1, 1949, s.78-101. 

Polecane artykuły

1 / 3

    Słowa kluczowe

    Indeks rzeczowy

    Indeks chronologiczny

    Indeks geograficzny