Ludzie morza w literaturze staropolskiej

Ludzie morza w literaturze staropolskiej

W powszechnym piśmiennictwie na temat staropolszczyzny nierzadko przyznaje się, że „Sarmaci nie lubili morza”, a Rzeczpospolita nie była krajem żeglarzy. Jest to obiegowa opinia, widoczna także na gruncie literatury, gdzie mamy do czynienia z ukształtowanymi przez wieki formułami. Szlachta, gdy idzie o wyobrażenie, najczęściej utożsamiała się z oraczami, którzy niczym Cyncynat – wzór cnót obywatelskich, obwołany przez senat dyktatorem Rzymu w chwili, gdy orał pole – w obliczu zagrożenia gotowi byli porzucić lemiesze na rzecz pałaszy. Literatura jest pełna utworów, w których podmiot podkreśla, że to jest właśnie odpowiednia dla szlachty rola – w przeciwieństwie do pełnej niebezpieczeństw, trudów i nieplanowanych wydarzeń profesji żeglarskiej[[1]]. 

Być może echem takiego myślenia, ale i splotu wydarzeń historycznych, jest niewielka obecność w literaturze dawnej (polskiej) obszernych utworów poetyckich poświęconych podróżom morskim. Istnieje jednak sporo utworów poświęconych Pomorzu i Gdańskowi, także wierszowanych, a dotyczących różnych „morskich aspektów”. Jednym z nich jest podróż króla Zygmunta do Szwecji w wersji Andrzeja Zbylitowskiego (Droga do Szwecyjej, 1595), najpierw Wisłą do Gdańska (z postojem i epizodami tamże), a potem Bałtykiem do Sztokholmu. Podobnie wygląda droga Jana Tęczyńskiego w poemacie Jana Kochanowskiego (Pamiątka Janowi na Tęczynie). Ciekawym utworem, słabiej przebadanym, w którym także jest wiele na temat podróży morskich (na przykład bogata leksyka dotycząca morza, burz i żeglugi) jest staropolskie tłumaczenie Eneidy Andrzeja Kochanowskiego z 1590 roku. Jednak szczególnym tekstem marynistycznym, który dużo mówi o ludziach morza i stosunkach, jakie między nimi panowały, jest Morska nawigacyja do Lube[c]ka Marcina Borzymowskiego z 1662 roku – utwór, którego akcja zaczyna się w Gdańsku (to miasto jest z kolei końcowym etapem akcji poematu Flis Sebastiana Klonowica). Port gdański musiał rzeczywiście fascynować autorów, bo poświęcano jego działalności sporo uwagi jako ośrodkowi handlu zbożem, drewnem, dziegciem, potażem czy czerwienią. Szlachta Rzeczypospolitej w sporej części zawdzięczała bogactwo eksportowi produktów przez Gdańsk. „A do Gdańska wie drogę z żytem a z popioły”, jak zauważa na temat interesów szlacheckich niezawodny Satyr, zjadliwy komentator szesnastowiecznej rzeczywistości – bo przecież w Rzeczypospolitej wszyscy już „jedno kupcy a rataje”.

Wspomniany Sebastian Klonowic pozostawia w swoim utworze fantastyczny opis transakcji handlowych między przywożącymi zboże flisakami, pośrednikami i kupcami. Transakcje odbywały się po niemiecku albo w łamanej łacinie, której próbkę Klonowic wplata w swój utwór, a jednocześnie umieszcza marginalium z informacją, jak należy ją rozumieć (!):

"Łacina niemiecka: łatwie ją zrozumiesz, jedno czytaj F miasto V, czytaj B miasto P, czytaj D miasto T et e contra, Z miasto S, miasto Teuto – Taito."

Żeglarze bohaterowie

Poemat Morska nawigacyja do Lube[c]ka autorstwa Marcina Borzymowskiego, wydany w Lublinie w 1662 roku – to właściwie jedyny utwór wierszowany, w którym możemy ujrzeć panoramę zachowań i działań ludzi związanych z morzem – żeglarzy, kupców, pasażerów czy tragarzy. Nie jest to jednak tekst, który by rozmiarem i rozmachem zbliżył się do wielkich narracji nowożytnych związanych z odkryciami geograficznymi (jak np. Luzytanie Camõesa). W literaturze polskojęzycznej znajdziemy echa odkryć geograficznych, ale nie będą to osobne, pełnoprawne utwory. Przejawiał się w nich niejednokrotnie szczery podziw dla pierwszych żeglarzy, dla Kolumba czy Magellana. To właśnie o Genueńczyku (łac. columbus – gołąb), który jako pierwszy odważył się przekroczyć (pomijamy wcześniejsze próby jako „zbyt mało poetyckie”…) Słupy Heraklesa (Alcyda), symboliczną granicę dawnego, śródziemnomorskiego świata – pisał Piotr Kochanowski w  Gofredzie:

Przydzie czas, kiedy słupy Alcydowe
Bajkami będą między żeglarzami;
A wielkie morza i królestwa nowe,
Bez imion teraz – wsławią między wami.
I jeden okręt to koło światowe
Obieży swemi śmiałemi żaglami,
I tak do słońca podobny prętkiego,
Zmierzy to koło okręgu ziemskiego.

Pierwszy, wielkiego godny pisoryma,
Ligurczyk pójdzie w nieznajome wody.
Nie sprawi tego niewytrwana zima,
Ani wiatr srogi, ani niepogody, 
Ani dalekie i wątpliwe klima. 
I insze ciężkie na morzu przygody,
Aby ten umysł jego tak wspaniały 
Utrzymać groźby ciasnej Kalpy miały.

Ty, o Gołębiu napierwszy – wysoki
Swój maszt nowemu ukażesz Polowi;
Że choć sto skrzydeł, choć ma wzrok stooki
Wieść ledwie twemu wydoła lotowi. 
Niech Bacha niesie z Alcydem w obłoki, 
O tobie dosyć przyszłemu wiekowi, 
Że trochę dotknie. Ta trocha odkryie 
Wiecznej pamięci godne historyje.

Morska nawigacyja

Marcin Borzymowski miał osobiście odbyć podróż z Gdańska do Lubeki, którą potem opisał w 1651 roku. Niewiele jednak wiemy o nim i jego działalności; znamy tylko jeden jego utwór, w dodatku zachowany w jednym egzemplarzu, który został spalony przez Niemców w czasie II wojny światowej. Roman Pollak zdążył wydać poemat w 1938 roku i to jest nasz punkt odniesienia.

Utwór przedstawia podróż morską z Gdańska do Lubeki – ale nie jest to relacja typowo podróżnicza. To poezja nie tylko marynistyczna, która wykorzystuje stałe, odwieczne toposy, motywy i schematy epickie. Utwór nie ma klasycznego głównego bohatera, za którym możemy podążać; można w pewnym stopniu uznać, że są nim pasażerowie. Narracja jest pierwszosobowa, co nie jest typowe dla takich utworów. Sama podróż przebiega zgodnie ze wzorcami epickimi – Borzymowski zawarł w tekście wiele spośród części czy epizodów charakterystycznych dla poezji epickiej, zwłaszcza spod znaku przygodowo-awanturniczego. Informuje o tym zresztą już strona tytułowa:

"W każdym rozdziale rozmaite rzeczy, mianowicie niebezpieczeństwa i nawałności morskie; różne ludzkie afekty i transakcyje; krótki bontu kozackiego początek; ekspedycyja z okazyjej Beresteczka; narzekania, strachy, suplikacyje i występki pewnych osób wierszem polskim są opisane."

Statek odwiedza więc fantastyczną wyspę, gdzie gościom pokazuje się galerię sztuki (okazja do zastosowania ekfrazy); mamy do czynienia z burzą morską (okazja do dynamicznego popisu poetyckiego); narrator opisuje nam uroczysty wjazd do jednego z miast portowych, ucztę z okazji chrzcin oraz igrzyska (!) po śmierci jednej z bohaterek. W trakcie podróży odkrywany jest powód boskiego gniewu (niemoralność) i utrudnień w dotarciu do celu. Wreszcie w ramach głównego tekstu zawarty jest epyllion (krótki poemat) o bitwie pod Beresteczkiem, w postaci relacji napotkanego uczestnika.

Ludzie morza

Poemat ukazuje relacje podróżujących i marynarzy, wśród których najważniejszą postacią jest oczywiście kapitan. On ma ostatnie i decydujące zdanie w każdej sprawie. Na początku rejsu przedstawia zresztą uczestnikom swoje zasady:

Jam cesarz, – prawi – tu moja ustawa,
Tu moje wszyscy zachowujcie prawa.
Jeśli ustawy wszelkie państwa mają,
Jeśli się prawem swoim wychwalają,
I szumne morze, co szeroko leje,
Ma swe statuta i swe przywileje.

Zasady kapitana są zapisane w księdze, z której je pasażerom odczytuje. Są to dość ogólne i oczywiste reguły. Przede wszystkim należy zachowywać pobożność, regularnie się modlić (zwłaszcza psalmami) i prosić Boga o szczęśliwą podróż. Wzywanie świętych na pomoc jest dobrze widziane także w chwilach grozy; niektórzy zresztą, aby uciszyć morze, wrzucają do niego relikwie. Jonaszowa bierność jest zawsze źle oceniana na statku.

Należy bezdyskusyjnie słuchać kapitana w każdej sprawie, poza tym zachować ogólny porządek, unikać ognia (zwłaszcza w celu palenia „dymnej tabaki”!), nie sprzeczać się i rozumieć, że los płynących jest teraz wspólny. W razie nieposłuszeństwa na statku znajduje się „korbacz i karbona”: nędznik za nieprzestrzeganie zasad otrzyma karę cielesną, bogacz będzie musiał zapłacić srebrem (to ukazuje skalę nierówności, pomimo wspólnego losu wszystkich pasażerów).

Na statku każdy ma swoje miejsce. Mamy więc wspomnianą pracę sternika („kompasa pilnował”), mowa jest o tym, jak bosmani i majtkowie dbali o żagle i reje, poza tym narrator relacjonuje, jak eksaktor zbierał opłaty. Jednak w trudnych momentach kapitan nakazuje wszystkim wykonywać określone obowiązki, zwłaszcza w trakcie burzy, gdy trzeba ratować towary (i życie). Wtedy także pasażerowie – członkowie małej wspólnoty, jaką stał się statek – pracują i pomagają załodze. Trudne warunki, przeciwności, burza albo flauta nie są głównym tematem tekstu, ale kilkakrotnie pojawia się opis takich warunków; już w pierwszych wersach otrzymujemy informacje, że dopiero za trzecim razem udało im się wypłynąć z Zatoki Gdańskiej, mijając „Hyl miasteczko”. Wspólnotowość przejawia się także w spędzaniu czasu; narrator podaje niejeden przykład wypełniania wolnych chwil grami, rozmowami czy muzyką:

Cieszyliśmy się sobie rozmawiając,
Drudzy zaś grali o pieniądze w karty
I przy nich swoje przeplatali żarty,
Drudzy o lepszą kostkami ciskali,
A insi wdzięcznie przy lutniach śpiewali –
A zwłaszcza Niemcy! tych najbarziej była
Wesoła Muza do siebie zwabiła.

Brzmiące śpinety i skrzypice mieli,
Rożne padwany i balety pieli.
My zaś wesoło, kiedy ich czujemy,
Za ich pobudką w głos wykrzykujemy,
Skąd po powietrzu wszędzie dźwięki brzmiały (…)

Gdy podróż zbliżała się do końca (a przynajmniej tak myślano…), pasażerowie prosili kapitana, żeby zechciał ucztować razem z nimi. Kapitan chętnie się przyłączył („z winem srebrny puchar bierze”) i nawet wygłosił przemówienie. Odwdzięczył się zresztą pasażerom zaproszeniem na uroczystości rodzinne (chrzciny siostrzenicy) podczas jednego z przystanków w trakcie rejsu.

Warto zwrócić uwagę na zawarty w poemacie opis przesądów i przekonań żeglarzy. W szczególny sposób przejawia się to w epizodzie (nieobcym zresztą klasycznej literaturze) poświęconym grzesznym obyczajom pasażerów. Kiedy kapitan odkrywa, że jeden z nich żyje grzesznie ze swoją partnerką, nakazuje go zakuć w kajdany. Przypisuje mu bowiem winę za to, że podróż trwa znacznie dłużej niż powinna, a warunki są trudniejsze niż zazwyczaj. Ostatecznie jednak daje się przebłagać (i przekupić…), nakazując jednak winnemu poślubienie jego wybranki. Dopiero po tym epizodzie podróżnym udało się szczęśliwie dotrzeć do Lubeki.

Morska nawigacyja do Lube[c]ka Marcina Borzymowskiego jest uznawana za pierwszy i najobszerniejszy zabytek polskiej marynistyki. Opisane w wierszowanej relacji, osobiste doświadczenie siedemnastowiecznego podróżnika pozwala poznać trudne realia ówczesnej żeglugi po Bałtyku. Nie ma drugiego takiego poematu w literaturze polskiej, fascynującego tematycznie i strukturalnie, a przy tym celnie oddającego charakter epoki i losy jednostki w obliczu zagrożenia.
  
[1] Wiele różnych przykładów i cytatów zebrał Janusz Tazbir w swoich pracach, zwłaszcza w artykule: Ziemianin – żeglarz – podróżnik morski: kształtowanie się stereotypów w kulturze staropolskiej, „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, t. 22 (1977).

Bibliografia

M. Bogucka, Gdańscy ludzie morza z XVI–XVIII w., Gdańsk 1984.
M. Borzymowski, Morska nawigacyja do Lubeka, wyd. R. Pollak, Gdańsk 1938.
S. F. Klonowic, Flis, to jest spuszczanie statków Wisłą i inszymi rzekami do niej przypadającymi, oprac., wstępem i przypisami opatrzył A. Karpiński, Warszawa 1984.
E. Kotarski, Morze Sarmatów, „Rocznik Towarzystwa Literackiego imienia Adama Mickiewicza”, r. 25 (1990).
R. Krzywy, „Morska nawigacyja do Lubeka” Marcina Borzymowskiego – pareneza par exempla, w: Od hodoeporikonu o eposu peregrynackiego. Studium z historii form literackich, Warszawa 2001.
R. Krzywy, Morskie odmęty, rzeki i górskie szczyty – sposoby ukazywania miejsc naturalnych, w: Wędrówki z Mnemozyne. Studia o topice dawnego podróżopisarstwa, Warszawa 2013.
R. Pollak, Borzymowski jako marynista; w: Wśród literatów staropolskich, Warszawa 1966.
R. Pollak, Morze w poezji staropolskiej, w: Wśród literatów staropolskich, Warszawa 1966.
J. Tazbir, Rzeczpospolita szlachecka wobec wielkich odkryć, Warszawa 1973.
J. Tazbir, Szlachta a konkwistadorzy. Opinia staropolska wobec podboju Ameryki przez Hiszpanię, Warszawa 1969.
J. Tazbir, Ziemianin – żeglarz – podróżnik morski: kształtowanie się stereotypów w kulturze staropolskiej, „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, 22 (1977).
Trzy podróże. Jan Kochanowski – „Pamiątka Janowi hrabi na Tęczynie”, Andrzej Zbylitowski – „Droga do Szwecyjej”, Tobiasz Grotkowski – „Podróż morska”, wstęp i objaśnienia E. Kotarski, Gdańsk, 1973.

 

Polecane artykuły

1 / 3
    • Silva Rerum

      „Jako las gęste widzieliśmy okręty”. Amsterdam na szlakach XVII-wiecznych podróży

      W XVII wieku do kanonu szlacheckiego wychowania należało odbycie przez młodych szlachciców i magnatów zagranicznej podróży edukacyjnej. Po ukończeniu krajowych szkół i kolegiów młodzi kawalerowie wyruszali do francuskich i włoskich akademii, ale celem pod

      Stara rycina. Przedstawia widok na Amsterdam. Na pierwszym planie zatoka z płynącymi statkami i łodziami. W tle widok na miasto. Ponad połowę grafiki zajmuje niebo z chmurami.
    • Silva Rerum

      „Kto nie umie pacierza, niech na morze zmierza”. Sobieski jako marynista

      Jan Sobieski jak na kresowego magnata był nieźle obeznany z realiami morskiej podróży. Już w młodości odbył dwa dłuższe rejsy po morzu, a płynąc z Anglii do Dani przeżył groźnie wyglądający sztorm. Tak opisał ową burzę opiekun młodych Sobieskich: „Poczęła

      Pejzaż marynistyczny. Obraz olejny przedstawia zatokę. Po prawej stronie ludzie na brzegu zatoki, patrzą w dal i rozmawiają. Na rozległej połaci wody widzimy statki z jasnymi masztami i łodzie z ludźmi. Zachmurzone niebo zajmuje na obrazie większą połowę kompozycji. Obraz utrzymany w szarościach i brązach.
    • Silva Rerum

      Góry czy morze – dylemat podróżników

      W XVII-wiecznych dziennikach i diariuszach podróży rzadko zwykle odnotowywano szczegóły krajobrazu i detale odnoszące się do otaczającej wędrowców przyrody, konstruując relacje podróżnicze, skupiano się na miastach. Zwykle przyroda stanowi niemal przezroc

      Grafika z tematem marynistycznym. Przedstawia Widok portu. Po prawej stronie zabudowania architektoniczne, po lewej statki. Przy brzegu pracujący ludze

    Słowa kluczowe